Tak czy inaczej będą.
Przyjadą czy na piechotę przyjdą .
Przypłyną.
Lub przytuptają.
Niosąc to, co mają w tobołkach.
Z telefonami komórkowymi w rękach.
Nawet bez kamizelek ratunkowych.
Nawet mimo zwłok ich dzieci.
Przyjdą też fanatycy.
I będą się wysadzać i mordować niewiernych.
Oni też przyjdą.
Tak jak przyjdą ci, uciekający przed głodem i śmiercią z rąk im podobnych.
Przyjdą też ci, szukający lepszego życia.
Tacy jak my, emigrujący do dzisiaj Polacy szukający bogatszych krajów dla dostatniego życia.
I będą i u nas, bez względu na wszystko.
Bez względu na to jakie mury z drutem kolczastym postawimy.
Bez względu na to czy zamkniemy strefę Schengen.
Bez względu na to czy powrócą granice, słupy, kontrole, psy i najsilniejsza straż graniczna.
Bez względu na to, że jak już będą to pozamykamy ich w obozach filtracyjnych.
Bez względu na to jak ich będziemy identyfikować, łącznie z odciskami palców, kodem DNA i ze zdjęciami siatkówek oczu.
Przyjdą.
Bo historia (również nasza) pokazuje że żadne granice ich nie zatrzymają.
Przyjdą bez względu na wszystkie kretyńskie dyskusje, jakie oglądam, czytam i obserwuję.
Bez względu na detaliczne pseudointeligenckie rozważania kogo przyjąć a kogo nie, czy nas na to stać, kto jest chrześcijaninem a kto nie, kto jest terrorystą, kto odpowiada za wojny w ich krajach (a kto te wojny wywołał? To ma teraz ich przyjąć), czy to są brudasy czy nie, czy grozi nam islamizacja Europy itd.
Przyjdą.
Bo w wyniku takich a nie innych zdarzeń (wojna, głód, bieda ) nasza dostatnia i bezpieczna Europa jest dla nich miejscem marzeń.
Tak.
To również w wyniku tego że jesteśmy Unią Europejską.
Bezpieczną, dostatnią i wymarzoną.
Przyjdą do nas.
A nie do Arabii Saudyjskiej, Egiptu, UAE czy podobnych.
Bo już wiedzą że tylko u nas, w Unii Europejskiej, jest dobrze.
Nawet w jej biedniejszych krajach, takich jak Polska.
Bo tu jest wolność, demokracja i poszanowanie podstawowych praw człowiek.
Czego nie ma w najbliższych im krajach.
Dlatego przyjdą.
I dopiero zaczęli przychodzić.
W ciągu najbliższych kilku, kilkunastu lat będzie ich przybywało coraz więcej.
I nie tylko w wyniku wojen, głodu i poszukiwania lepszego bytu.
Również w wyniku zmian klimatu (mówię o tym od lat i nie będę tego rozwijał).
Prognozy mówią, że do 2050 roku co najmniej kilkadziesiąt (kilkaset) milionów ludzi będzie musiało (aby nie zginąć, w wyniku zmian klimatycznych) zmienić swoje miejsce zamieszkania – czyli uciec.
Dokąd?
Do Europy.
Jak jeszcze niedawno się o tym mówiło, to wszyscy się śmiali.
A dzisiaj?
Właśnie się zaczęło.
A my?
Możemy pieprzyć czy mamy przyjąć 2000 osób czy nie?
Katolików czy nie tylko?
Czy nas na to stać czy nie?
I inne idiotyzmy.
Bo mamy w Polsce „głodujące dzieci”, „frankowiczów”, górników i kopalnie itd.
Więc populistycznie : „precz z brudasami”.
Bo na tym też można, w naszym kochanym Kraju, zebrać parę procent głosów w wyborach.
Można i się zbierze.
Ale oni i tak przyjdą.
I będą.
I zamiast tych kretyńskich dyskusji trzeba myśleć jak mamy ich nauczyć naszego języka (szczególnie dzieci), jak zrobić aby kobiety nie chodziły w chustach i burkach, jak mężczyznom udowodnić że szariat i Allach to nie jest jedyne prawo na świecie.
Mamy już u nas wspaniałych Wietnamczyków, Ukraińców a i co raz częściej widzimy na ulicy, czy gdziekolwiek, indziej „czarnoskórych”.
Jeszcze kilkanaście lat temu każdy z nich, szczególnie „czarnoskóry”, wzbudzał niezdrowe sensacje.
Dzisiaj to powoli norma.
I tak też będzie z „brudasami”.
Przyjdą.
Czy nam się to podoba czy nie.
Żadne granice tego nie zatrzymają.
Wiec?
Po prostu.
Musimy nauczyć się jak z nimi żyć w pokoju.
To działa w obie, dwie strony.
Innego wyjścia nie ma.
Walter Chełstowski



„Musimy nauczyć się jak z nimi żyć w pokoju.”
Jeśli oni myślą podobnie to nie widzę problemu. To wcale nie takie trudne.
@j.Luk. Oczywista, zaimportują nam swoje wojny. Również takie, w których niesposób stanąć po którejkolwiek stronie. Więc będziemy tym trzecim, który nie korzysta, tylko nieustannie traci na tym, że dwóch się bije. Jedynym, który niewątpliwie korzysta, jest Putin. Bo Europa Zjednoczona wpadła w poślizg na śliskim lodzie, po którym poruszała się, nieostrożnie, od lat. Merkel nerwowo kręci kierownicą, bez widocznych skutków. Pozostaje czekać, gdzie nagle pojawi się słupek, lub ściana, na którą wlecimy. Bo jest to sytuacja, opisywana już 1970 przez tych Kassandrytów z MIT, jako Kryzys Kryzysów. Mamy ich w Europie kilka, natury gospodarczej i politycznej, jeszcze jeden, dwa, i się rozjednoczymy. Moim zdaniem to wszystko skutki fałszywej konstrukcji parlamentu europejskiego, czyniącej z niego bezwładną i skorumpowaną „cofkę”, demokracji, w której wiruje wszelka szumowina posselska.
W rezultacie rządzi Europą Trojka, organ oligarchii finansowej, nie mający wiele wspólnego z demokracją.
*
Wszyscy w tych dyskusjach tele- i prasowych trochę przykłamują albo bredzą z niewiedzy, niekoniecznie zawinionej, bo wydarzenia toczą się wartko, i nawet byłem dziś świadkiem, że przedstawiciel Węgier (czyt. Orbana) nie potrafił odpowiedzieć na pytanie czemu Orban raptem otworzył na nowo śluzę do Austrii, i się przyznał że zwyczajnie nie dostał jeszcze informacji, wyrażając jednocześnie nadzieję, że jest to „fakt medialny”.
*
Dwie informacje uznałem za godne uwagi: Pierwsza, to wynik kilkuletnich badań nad trendami migracyjnymi w Europie, jednej dość niezależnej placówki naukowej w Niemczech. Potwierdza on moje sformułowanie sprzed lat „ilość przechodzi w ilość”. Mianowicie obecność diaspory stymuluje migrantów, i walą się tam większą masą, mając oparcie w swoich, co już im się tam jakoś udało…
Druga: większość (tu znak zapytania, prawda, czy kłamstwo polityczne?) że większość tych włamańców do Europy to wcale nie uciekinierzy przed śmiercią z regionów wojny, tylko z obozów uchodźców (np. Turcja, Iran), gdzie żyli w beznadziejnej biedzie, ale im życiu nic nie zagrażało, więc nie należy im się azyl, bo prawa człowieka nie zawierają klauzuli o dobrobycie. To właśnie aktualny punkt bolesny w Niemczech, co i tak fikcyjna kwestia, bo przy kilkuletniej procedurze rozstrzygania o prawie do azylu, większość „azylantów wsiąka w tło i są nie do zdeportowania. Dotyczy to np. również Albańczyków, co im wystarczy wystąpić o azyl u Merkel, bo (podobno, niech kto udowodni, że nie) sąsiedzi chcą ich zabić. Jak sto lat temu chodziłem do szkoły, to moja koleżanka Lumturie Szechu opowiadała, że u Albańczyków, to w zasadzie pracować mogą wyłącznie kobiety. Bo mężczyźni się w dzień nie ruszają z chałupy, żeby ich kto nie zastrzelił. Właśnie ta krwawa pomsta, teraz też za wypadek samochodowy.
*
Ten Szejnfeld, co zawsze mi brzmi u niego jakaś fałszywa struna, (może go po prostu nie lubię), napisał tu „Kinder, Kinder, Kinder”. Moja konkluzja jest raczej „Scheisse, Scheisse, Scheisse”.
Chyba zamilknę w tym temacie na jakiś czas, bo cały czas obwiniam się sam, że nie wrzeszczałem już lata temu.
@j.Luk: przepraszam, jeśli przeoczyłem twoją pointę. W tym „jeśli”, było przecież, w domyśle, „my musimy, oni nie muszą”. Wszak nie?