Kilka obrazów:
- Panorama gruzów w syryjskim mieście Aleppo, przypominająca pustynię gruzów Warszawy w 1945 roku;
- Ksiądz w Brańsku, w moim filmie „Sztetl” o ludziach, którzy w obawie o własne życie odmawiali schronienia Żydom: „Ewangelia święta nakazuje bliźniego swego szanować jak siebie samego, ale nie mówi o tym, żeby traktować go lepiej niż siebie”.
- Kaczyński w Sejmie: uchodźcy robią kupy w rzymskich kościołach.
Mój nowy film „Next Year in Jerusalem” kończy się refleksją o tym, jak Izrael traktuje Palestyńczyków: „Żydzi, jak moja matka, słynęli ze swoich marzeń o lepszym świecie; większość dzisiejszych Izraelczyków, gdy chodzi o ich sąsiadów, przestała marzyć, żyją w kłamstwie i strachu”.
Pełna kłamstwa i strachu jest dziś Polska przeglądająca się w lusterku syryjskiego uchodźcy. Znacznie lepiej wygląda w nim wychowana w komunizmie Angela Merkel, która powinna zawstydzać Polaków, niegdyś niemieckie ofiary, swoim humanistycznym instynktem: otworzyć drzwi uciekającemu przed śmiercią. Nie stać na taki instynkt parafian księdza z Brańska, który przestrzega ich, że z tym bliźnim, to trzeba uważać. Resztę dodaje wielki Polak Kaczyński.
Gdy to piszę – wyobrażam sobie małe niemieckie miasteczko, w którym w ubiegłym tygodniu osiedlono stu uchodźców. Miejscowy deweloper kupił już na peryferiach ziemię, na której postawi kilka budynków apartamentowych, zatrudniając przy budowie uchodźców. Niektórzy z nich, jak się dorobią, wynajmą tam kiedyś mieszkania, inni mieszkać będą taniej. W starych budynkach. Przedsiębiorstwo budowlane rozwinie się, pracujący w nim uchodźcy będą płacić podatki. Nowa młoda siła robocza zasili państwo, w którym spada przyrost naturalny i szczupleje kasa emerytalna. Za kilka lat nasz deweloper zbuduje mały meczet.
To samo mogłoby się zdarzyć w niedorozwiniętej gospodarczo polskiej gminie, ale się nie zdarzy. Nie tylko dlatego, że państwu polskiemu brakuje humanistycznego instynktu, ale też z innej prostej przyczyny: uchodźcy nie będą chcieli tu mieszkać; najwyżej gdy temperatury spadną poniżej zera i wybuchnie nowy kryzys będzie się ich przywozić w konwojach, żeby się tu zagrzali. Nazajutrz zaczną się rozglądać za innym krajem.
Od prawicy do lewicy, od oszołomów do oświeconych, którzy nienawidzą PiS-u, Polacy przemówili tym samym językiem: prezydent żegna się na widok każdego świętego obrazka, premier klęka przed papieżem i całuje go w pierścień, obie partie są dumne z Polski chrześcijańskiej i jej patriotyzmu, a pewien intelektualista przestrzega, że trzymanie uchodźców w jednym pomieszczeniu prowadzi do „gettoizacji – a tego już w historii źle doświadczyli polscy Żydzi. Nikt poniżej doktoratu nie wie o co chodzi, ale do bania się słowo jest dobre. Kłamstwo i strach.
Marian Marzyński



Jak dobrze, że pan Marian zawsze wie i zawsze wytłumaczy.
Się do bania jeśli nawet zniżę, nie pozwolę by mną kierowało. Kłamać bardzo nie lubię. Ale właśnie: z tymi Izraelczykami : czyj strach, czyje kłamstwo. Bo przecież niesposób traktować bredni żydowskich ortodoksów jako reprezentacji większości. To nawet nie są kłamstwa, to zwykłe majaczenia. A kłamstwa antyizraelskiej, również „palestyńskiej” (jeśli ktokolwiek potrafi sprecyzować ten przymiotnik) propagandy, co mają nas znieczulić na bliską* zagładę Izraela, to codzienność tamtejszego żyda. Nie byłem, nie mam, nie posiadam… (cytat z Bułhakowa) ale przypuszczam że to może wpływać niekorzystnie na psychikę mieszkańców tej enklawy. (Jak byłem u Saddama, to tam też nie mówiliśmy „Izrael”, tylko „Syjonist Entity”.) A w lepiej sytuowanych bagdadzkich rodzinach było w modzie zapraszanie gości na przyjęcia do przeciwatomowych schronów. Kiedy spytałem, po co zbudowali, jako że Chomeini nie miał broni atomowej, patrzyli na mnie ze zdumieniem. Przecież na wojnę z żydami. Oni mają. I zburzyli naszego „Tammuza”, więc Saddam im nie przepuści.
*
* Ta bliska zagłada Izraela, to są właśnie ich (tamtej strony, gdziekolwiek) marzenia o lepszym świecie. Spełnienie marzeń bywa takie niecałkiem. Wiemy po sobie.