Jeśli hałas u sąsiada zmusza nas do reakcji, stosujemy jedno z dwóch podstawowych zachowań. Albo zmierzające do udowodnienie sąsiadowi, że jest chamem, albo do tego aby był ciszej.
Bardzo często pierwsza z tych dwóch reakcji jest naszą silną wewnętrzną potrzebą. Hałas odbieramy jako agresję i czujemy, że musimy odpowiedzieć agresją. Gdzieś tam, w tyle głowy kołacze się nam, że przecież sąsiad nie odpowie nam: „Tak, jestem nieokrzesanym chamem i słusznie jestem karcony”, ale nasza emocja, zrodzona na poziomie niskiego gadziego mózgu, zdecydowanie przebija się w naszej mózgownicy przez wyższe – nie tylko w przenośni – obszary wyuczonej kultury i racjonalnego myślenia.
Dla porządku dodam, że ów drugi sposób to tekst: ”Najmocniej przepraszam, że niepokoję. Wiem, że każdy ma prawo we własnym domu…Ja też przecież…Ale tak się fatalnie składa, że – i tu do wyboru; migrena, żałoba, niemowlę, umierająca babcia czy inne nieszczęście lubiące ciszę…
Nie gwarantuje to, że będzie ciszej, lecz daje na to szansę, której nie ma przy agresywnej reakcji. Kosztem ewentualnego spokoju jest niezaspokojona potrzeba gadziego odreagowania. Ale przynajmniej czujemy się z sąsiadem jacyś lepsi, szlachetni.
Zastanówmy się więc czy internetowy hejt nie jest w jakimś stopniu reakcją tego gadziego mózgu, który na zewnątrz podporządkowany jest politycznej poprawności, konwenansom, kulturze, rozumowi, wreszcie – przyzwoitości. Kiedy się bowiem takich nienawistników zdemaskuje okazują się przeważnie normalnymi, w miarę przyzwoitymi ludźmi, poprawnie i sprawnie funkcjonującymi w swym środowisku. Ich gadzi instynkt wyzwala się szczególnie mocno w odniesieniu do uchodźców. Pobudzają pierwotne poczucie zagrożenia terytorium i grupy plemiennej.
Od obywatela oczekuje się czegoś więcej niż od krokodyla i anakondy, a także członka grupy plemiennej w Amazonii. Dlatego takich postaw nie należy pochwalać, ni nawet tolerować, ale je warto rozumieć. Warto także rozumieć tych, którzy na tych ludzi rzucają moralne gromy.
”Ksenofobiczna twarz naszego społeczeństwa”. W tym zawierają się wszelkie inne oskarżenia. Rzucając je, przekonani o swojej wyższości moralnej, czujemy się lepsi, szlachetniejsi, podobamy się sami sobie. Dajemy sobie satysfakcję. Niekonieczni tylko wewnętrzną. Pokazujemy się od dobrej strony. Lecz tylko tym, którzy myślą podobnie do nas. Załatwiamy, być może, w ten sposób jakieś swoje interesy. Albo też i my wyrażamy nasz instynktowny, gadzi strach, bo z kolei czujemy się zagrożeni nie przez uchodźców lecz przez erupcję owego hejtu.
Skuteczne postępowanie wobec hałaśliwego sąsiada polega na tym, że musimy jakoś złagodzić jego strach, przekonać że nie jesteśmy wrogiem, okazać mu, że się z nim liczymy. I w żadnym przypadku nie upokarzać go. Takim upokarzaniem jest nie tylko mówienie mu jakim jest chamem, ksenofobem, zgoła faszystą. W stanie napięcia upokarza nawet spokojne przekonywanie go, że to my mamy rację, a nie on. Wpierw trzeba go zrozumieć. Wysłuchać spokojnie jego racji, jeśli chcemy przedstawić swoje, nie w postaci kazania. Wtedy może dojść do dyskusji, szukania porozumienia.
Może, ale nie musi. Celebrytom i wszelkim moralizatorom może się wydawać, że ich jeremiady, kazania – ”o tempora, o mores!” – docierają do sumień. To prawda, która się nisko kwalifikuje na skali góralskich ocen prawdy przytaczanych przez księdza profesora Tischnera. Emocje są przeważnie silniejsze niż racje. Lecz emocje mogą się szybciej zmieniać. Czyli potrzebna jest cierpliwość i czas, by to osiagnąć. Jeśli ulegamy własnym emocjom, potęgujemy emocje strony przeciwnej. Oddalamy, jeśli nie unicestwiamy, możliwość kompromisu. Tak, kompromisu. Jeśli chce się coś konkretnego załatwić to trzeba pamiętać, że nie ma takiego sporu, w którym jedna strona ma sto, a druga – zero procent racji. Tyle tylko, że krzycząc, nie chce się tego zrozumieć, a krzyczący moralista bezpośrednio za nic nie odpowiada.
Dotyczy to obu stron konfliktu dzielącego Polskę. Tragedia smoleńska skasowała normalny spór polityczny bo okazała się przydatnym narzędziem pisowskiej opozycji. Teraz idzie ona po władzę, a smoleńskie paliwo wyraźnie się wyczerpało. Nie ma więc tego tematu w kampanii. Natomiast pojawił się temat uchodźców, wywołujący o wiele silniejsze emocje i PiS je, przy udziale prezydenta Dudy, bezwzględnie wykorzystuje. Konflikt wokół nich staje się osią kampanii wyborczej. ”Smoleńsk” u wierzących w zamach wywoływał oburzenie, natomiast uchodźcy powodują stan zagrożenia, histeryczny strach nie proporcjonalny w stosunku do realnych przecież trudności i niebezpieczeństw.
Politycy będący przy władzy muszą zmagać się z emocjami w społeczeństwie przy podejmowaniu decyzji, które tworzą realne skutki. Nie tylko w kraju. Od tych decyzji zależy pozycja Polski w Europie, która się zdecydowanie pogarsza. I antyeuropejskiej opozycji jest to wyraźnie na rękę.
Rząd lawiruje jak może w sferze faktów. Ale cokolwiek zrobi i powie, obraca się to na jego niekorzyść. Jest bezsilny wobec celowo podsycanych emocji, które się z faktami nie liczą. Słyszy się tych, którzy te emocje bezpośrednio podsycają i tych, którzy je gromko potępiają, co bynajmniej nie sprzyja ich wygaszaniu. Hałas się wzmaga i robi się coraz gorzej.
Ernest Skalski



Źle pojmowana wolność uwolniła m.in. emocje, więc mamy co mamy. Tyle długich lat nikt nie uczył Polaków co to jest ta wolność, to teraz każdy zgaduje na własną rękę. Jeden cieszy się, bo wreszcie może zajmować się tematami, które kiedyś były niedostępne, a drugi się cieszy, bo już nie musi udawać człowieka kulturalnego. Szczególnie, że ten drugi poczuł siłę grupy kiedy okazało się, że takich jak on jest więcej. Polityk wykorzystuje to, bo byłby głupi gdyby postąpił inaczej. Kiedyś wydawało się, że PO zbytnio ufa sile faktów, które przecież są niczym wobec emocji, dziś wydaje się, że wierzy w to, że faktów i tak nikt nie dostrzeże w nawale hejtu.
A przeciwnik odrobił lekcję zdecydowanie lepiej.
A przeciwnik odrobił lekcję zdecydowanie lepiej.
.
To nie powinien byc komplement. Hitler odrobił tę lekcję po prostu znakomicie.
Polityk wykorzystuje to, bo byłby głupi gdyby postąpił inaczej.
.
Byłby przyzwoity. Pytanie, na ktore styropian nie znalazł odpowiedzi, to „jak byc przyzwoitym i jednoczesnie skutecznym”. Prosze mi nie mowic, ze to niemozliwe. Było wystarczajaco duzo czasu, aby łajdakow wsadzic do wiezienia. Tych, ktorzy zaplanowali najscie na Blide, i tych, ktorzy wycierali slady scierką. Niestety, był taki ciepły kluch u władzy, ktory myslal, ze mozna byc premierem a takze dziewicą. Lajdacy go przeczekali i teraz maszerują. Ale ciepły kluch nie dowodzi, ze nie mozna działac skutecznie, zdecydowanie, a takze zachowujac pewne resztki przyzwoitosci. Przypomnijmy sobie Jaruzela. On nie tylko zdusił Solidarnosc. On takze nie pozwolił urosnac rozmaitym łajdackim patriotom. Czyli jednak mozna było. Ale do tego trzeba miec format meza stanu, a nie lawiranta i ciepłego klucha.
@narciarz2, nie zamierzałem prawić komplementów, bo nie ma komu. Ale zgadzam się z panem, że to na pewno nie zasługuje na podziw.
Co do przyzwoitości, to styropian nie umiał wypracować formuły, w której byłaby ona skuteczna, ale nieco rozgrzesza go fakt, że decydujący głos ma jednak społeczeństwo, które zwyczajnie już nie pamięta o takim burżuazyjnym przesądzie jak przyzwoitość. Widać to gołym okiem nawet na ulicy. Przeciwnik więc lepiej rozpoznał styl aprobowany przez społeczeństwo i tyle.