Ernest Skalski: Między nami, gadami5 min czytania

()

gad2015-09-22.

Jeśli hałas u sąsiada zmusza nas do reakcji, stosujemy jedno z dwóch podstawowych zachowań. Albo zmierzające do udowodnienie sąsiadowi, że jest chamem, albo do tego aby był ciszej.

Bardzo często pierwsza z tych dwóch reakcji jest naszą silną wewnętrzną potrzebą. Hałas odbieramy jako agresję i czujemy, że musimy odpowiedzieć agresją. Gdzieś tam, w tyle głowy kołacze się nam, że przecież sąsiad nie odpowie nam: „Tak, jestem nieokrzesanym chamem i słusznie jestem karcony”, ale nasza emocja, zrodzona na poziomie niskiego gadziego mózgu, zdecydowanie przebija się w naszej mózgownicy przez wyższe – nie tylko w przenośni – obszary wyuczonej kultury i racjonalnego myślenia.

Dla porządku dodam, że ów drugi sposób to tekst: ”Najmocniej przepraszam, że niepokoję. Wiem, że każdy ma prawo we własnym domu…Ja też przecież…Ale tak się fatalnie składa, że – i tu do wyboru; migrena, żałoba, niemowlę, umierająca babcia czy inne  nieszczęście lubiące ciszę…

Nie gwarantuje to, że będzie ciszej, lecz daje na to szansę, której nie ma przy agresywnej reakcji. Kosztem ewentualnego spokoju jest niezaspokojona potrzeba gadziego odreagowania. Ale przynajmniej  czujemy się z sąsiadem jacyś lepsi, szlachetni.

Zastanówmy się więc czy internetowy hejt nie jest w jakimś stopniu reakcją tego gadziego mózgu, który na zewnątrz podporządkowany jest politycznej poprawności, konwenansom, kulturze, rozumowi, wreszcie – przyzwoitości. Kiedy się bowiem takich nienawistników zdemaskuje okazują się przeważnie normalnymi, w miarę przyzwoitymi ludźmi, poprawnie i sprawnie funkcjonującymi w swym środowisku. Ich gadzi instynkt wyzwala się szczególnie mocno w odniesieniu do uchodźców. Pobudzają pierwotne poczucie zagrożenia terytorium i grupy plemiennej.

Od obywatela  oczekuje się czegoś więcej niż od krokodyla i anakondy, a także członka grupy plemiennej w Amazonii. Dlatego takich postaw nie należy pochwalać, ni nawet tolerować, ale je warto rozumieć. Warto także rozumieć tych, którzy na tych ludzi rzucają moralne gromy.

”Ksenofobiczna  twarz naszego społeczeństwa”. W  tym zawierają się wszelkie inne oskarżenia. Rzucając je, przekonani o swojej wyższości moralnej, czujemy się lepsi, szlachetniejsi, podobamy się sami sobie. Dajemy sobie satysfakcję. Niekonieczni tylko wewnętrzną. Pokazujemy się od dobrej strony. Lecz tylko tym, którzy myślą podobnie do nas. Załatwiamy, być może, w ten sposób jakieś swoje interesy. Albo też i my wyrażamy nasz instynktowny, gadzi strach, bo z kolei czujemy się zagrożeni nie przez uchodźców lecz przez erupcję owego hejtu.

Skuteczne postępowanie wobec hałaśliwego sąsiada polega na tym, że musimy jakoś złagodzić jego strach, przekonać że nie jesteśmy wrogiem, okazać mu, że się z nim liczymy. I w żadnym przypadku nie upokarzać go. Takim upokarzaniem jest nie tylko mówienie mu jakim jest chamem, ksenofobem, zgoła faszystą. W stanie napięcia upokarza nawet spokojne przekonywanie go, że to my mamy rację, a nie on. Wpierw trzeba go zrozumieć. Wysłuchać spokojnie jego racji, jeśli chcemy przedstawić swoje, nie w postaci kazania. Wtedy może dojść do dyskusji, szukania porozumienia.

Może, ale nie musi. Celebrytom i wszelkim moralizatorom może się wydawać, że ich jeremiady, kazania – ”o tempora, o mores!” – docierają do sumień. To prawda, która się nisko kwalifikuje na skali góralskich ocen prawdy przytaczanych przez księdza profesora Tischnera. Emocje są przeważnie silniejsze niż racje. Lecz emocje mogą się szybciej zmieniać. Czyli potrzebna jest cierpliwość i czas, by to osiagnąć. Jeśli ulegamy własnym emocjom, potęgujemy emocje strony przeciwnej. Oddalamy, jeśli nie unicestwiamy, możliwość kompromisu. Tak, kompromisu. Jeśli chce się coś  konkretnego załatwić to trzeba pamiętać, że nie ma takiego sporu, w którym jedna strona ma sto, a druga – zero procent racji. Tyle tylko, że  krzycząc, nie chce się tego zrozumieć, a krzyczący moralista bezpośrednio za nic nie odpowiada.

Dotyczy to obu stron konfliktu dzielącego Polskę. Tragedia smoleńska skasowała normalny spór polityczny bo okazała się przydatnym narzędziem pisowskiej opozycji. Teraz idzie ona po władzę, a smoleńskie paliwo wyraźnie się wyczerpało. Nie ma więc tego tematu w kampanii. Natomiast pojawił się temat uchodźców, wywołujący o wiele silniejsze emocje i PiS je, przy udziale prezydenta Dudy, bezwzględnie wykorzystuje. Konflikt wokół nich staje się osią kampanii wyborczej. ”Smoleńsk” u wierzących w zamach wywoływał oburzenie, natomiast uchodźcy powodują stan zagrożenia, histeryczny strach nie proporcjonalny w stosunku do realnych przecież  trudności i niebezpieczeństw.

Politycy będący przy władzy muszą zmagać się z emocjami w społeczeństwie przy podejmowaniu decyzji, które tworzą realne skutki. Nie tylko w kraju. Od tych decyzji zależy pozycja Polski w Europie, która się zdecydowanie pogarsza. I antyeuropejskiej opozycji jest to wyraźnie na rękę.

Rząd lawiruje jak może w sferze faktów. Ale cokolwiek zrobi i powie, obraca się to na jego niekorzyść. Jest bezsilny wobec celowo podsycanych emocji, które się z faktami nie liczą. Słyszy się tych, którzy te emocje bezpośrednio podsycają i tych, którzy je gromko potępiają, co bynajmniej nie sprzyja ich wygaszaniu. Hałas się wzmaga i robi się coraz  gorzej.

Ernest Skalski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. j.Luk 22.09.2015
  2. narciarz2 22.09.2015
  3. narciarz2 22.09.2015
  4. j.Luk 22.09.2015