uprawnienia i powinności głowy państwa zapisane są w konstytucji, na wierność której prezydent złożył przysięgę 6 sierpnia. nie wszystko jednak można zawrzeć w konstytucyjnych zapisach. nie da się zwłaszcza skodyfikować obyczajów, które winny być praktykowane w kierowaniu państwem. konstytucja nie wypowiada się zatem na temat tego jakie zachowania polityczne są dobre, a jakie nie zasługują na aprobatę, mimo że formalnie nie naruszają ustawy zasadniczej. mówiąc prościej – nie precyzuje co wypada, a czego nie wypada robić głowie państwa.
jeszcze jako prezydent elekt andrzej duda przybrał pozę belfra i jął pouczać panią premier, członków jej gabinetu i posłów parlamentarne stanowiących zaplecze rządu, jak mają się zachowywać w ciągu najbliższych miesięcy poprzedzających wybory parlamentarne. powiedział, że prosi o powstrzymanie się od uchwalania ustaw mających istotne znaczenie, a zwłaszcza takich, które pociągałyby za sobą zmiany ustrojowe (sic!). bo wyborcy zasygnalizowali, że nie życzą sobie takich zmian, więc ich przeforsowanie mogłoby doprowadzić do napięć społecznych.
wystąpił z taką radą, choć jako posiadacz doktoratu z prawa administracyjnego winien był wiedzieć, że konstytucja nie przewiduje żadnych ograniczeń pracy parlamentu w okresie przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta, całe to przemówienie było więc co najmniej nie na miejscu.
wspominam o tym o tym, ponieważ na wieść o wyborczym zwycięstwie andrzeja dudy, napisałem, że należy mu dać kredyt zaufania i przypisać ten epizod małemu obyciu politycznemu.
jeden z naszych redakcyjnych kolegów skwitował to uwagą, że jestem naiwny.
nie było to wszelako wynikiem naiwności. uważałem tak z dwóch co najmniej powodów: po pierwsze zakładanie a priori, bez żadnych dowodów, że ktoś ma nieczyste intencje jest zachowaniem paranoicznym. po drugie wiązałem pewne (choć nie przesadne) nadzieje z tym, że duda będzie pierwszym prezydentem bez obciążeń z epoki komunizmu.
późniejsze postępowanie prezydenta pokazało, że rację miał mój oponent.
andrzej duda nadał deklaruje, że chce być prezydentem wszystkich polaków. tyle tylko, że nie zauważa istnienia innych rodaków, niż wyborcy partii, która skłoniła go do kandydowania na najwyższy urząd w państwie. stał się więc tubą wodza tej partii a podczas swej oficjalnej wizyty w berlinie powtórzył slogan swego politycznego mentora, głoszący, że polska nie jest sprawiedliwym państwem. podczas wizyty w londynie, na spotkaniu z tamtejszą polonią oświadczył że nie będzie namawiał młodych zwłaszcza współziomków do powrotu, bo polska nie mogłaby spełnić ich aspiracji. te wynurzenia głowy państwa świadczą o wszystkim innym, niż dojrzałość polityczna, a nawet niezbędne minimum dobrych obyczajów.
była to jednak zaledwie przygrywka do późniejszych posunięć. prezydent zaproponował referendum na temat przywrócenia wieku emerytalnego sprzed reformy, przeprowadzonej przez rząd tuska. miałoby ono odbyć się w tym samym dniu, co wybory parlamentarne. hasło cofnięcia reformy było jednym z najważniejszych punktów agitacji wyborczej partii, która wypromowała prezydenta.
kiedy senat odrzucił pomysł, prezydent zgłosił projekt ustawy tej samej treści. i choć jeszcze niedawno temu nakłaniał panią premier i jej zaplecze parlamentarne by powstrzymać się od uchwalania ważnych ustaw, tym razem wyraził nadzieję, że ustawa mogłaby wejść w życie jeszcze za tej kadencji parlamentu, wiedząc, że jest to technicznie niemożliwe. nasuwa to podejrzenie, że bardziej chodzi tu o wsparcie wyborczego programu PiS niż o rzeczywiste procedowanie ustawy.
na tym jednak nie kończy się lista sukcesów. nie dalej jak w środę, prezydent zaprosił na spotkanie minister spraw wewnętrznych i administracji teresę piotrowską, by poznać kulisy poparcia przez polskę porozumienia w sprawie rozlokowania uchodźców w poszczególnych krajach UE (pozostałe państwa grupy wyszehradzkiej nie poparły porozumienia) w chwili wystosowania zaproszenia, rozmowy na temat rozwiązania problemu trwały jeszcze w brukseli i premier kopacz (której prezydent uporczywie unika od chwili zaprzysiężenia) zadeklarowała, że po ich zakończeniu ona i jej ministrowie gotowi są udostępnić mu informację na temat przebiegu obrad.
wszystkie te niezbyt rozsądne, mówiąc bardzo oględnie, i często wzajemnie niespójne posunięcia, mają cechy psucia państwa. kiedy próbuje się zestawić je razem, dochodzi się do smutnego wniosku, że perspektywiczne myślenie prezydenta nie wykracza poza datę 25 października.
a przecież zwycięstwo jego politycznego mistrza, choć dość prawdopodobne – nie jest jeszcze całkowicie pewne. nawet jednak w przypadku utworzenia rządu przez miłą prezydentowi formację polityczną, rząd może nie dotrwać do końca kadencji, a wówczas może wyłonić się potrzeba kohabitacji. obecne doświadczenia z tą konstrukcją polityczną nie nastrajają optymistycznie.
natan gurfinkiel
appendix:




Gratulacje!
Okazuje się, że można o tym pisać spokojnie i rzeczowo 🙂
Mnie, kiedy próbowałem, zwyczajnie brała cholera.
Pan A.Duda na rozkaz L.Kaczynskiego zwalczał nadzor finansowy nad SKOKami. Rysują sie dwie mozliwosci, jak oceniac człowieka z doktoratem, ktory podjął sie takiej misji. Bardziej optymistyczna: cymbał nie rozumiał, ze z otwartej portmonetki giną pieniądze, i dlatego walczył z zamkiem od takowej. Mniej otymistyczna: cyniczny drań swietnie to rozumiał, ale mu to nie przeszkadzało. Trzeciej mozliwosci nie widze.
.
To było wiadomo przed wyborami. Dlatego zgadzam sie z oponentem Autora. Oczekiwanie dobrej woli oraz lojalnosci krajowi ze strony takiej osoby jest dowodem naiwnosci i braku realizmu.
Kapuściñskiego cytat świetny. Nathan jak zawsze świetny, moi przedmówcy w dyskusji świetni!
Nie ma co narzekać. Wnisek Autora: że perspektywiczne myślenie prezydenta nie wykracza poza datę 25 października łatwo wytłumaczyć: szykuje się do opozycji! Przecież NARÓD tak jak w przeszłości nie pójdzie na tę hołotę!
Nie tak miało być, nie wyszło, nie przygotowany mentalnie i intelektualnie osobnik został fuksem prezydentem. Kaczyñski robi już wszystko, aby wybory przegrać (patrz wyniki czwartkowych sondaży). Problem tylko co z tym fantem zrobić po 25 października? Odstawić szanownego prezydenta na boczny tor, aby więcej wstydu sobie i narodowi nie robił? Po takim traktowaniu orzez niego polskiego rządu myślę, że to działanie fair.
Przecież NARÓD tak jak w przeszłości nie pójdzie na tę hołotę!
.
To jest o wiele wieksza naiwnosc, niz naiwnosc Autora, ktoremu zajelo az miesiac, zeby przejrzec na oczy. Pan Andrzej ciagle spi na jawie. Ja obstawiam, ze NARÓD chce igrzysk i bedzie je mial.
@ Narciarz2: Pan obstawia, ja obstawiam. Podyskutujemy za miesiąc.
Mamy preludium tego jak bedzie się „prezydęt” zachowywał dalej. To szczególny typ człowieka – narcyz oddelegewany do tworzenia przestrzeni dla nadprezesa. Zobaczymy czy wyborcy wybiorą chleb czy igrzyska. W obydwu wypadkach „prezydęt” na 4 litery będzie odgrywał rolę męża stanu. Różnica między mężem stanu a udawaniem takiego jest zasadnicza – głowa państwa konsekwentie zmierza do pełnej kompromitacji. Jego sprawa.
Podobnie jak Autor uważam, że obwieszczanie zwycięstwa wyborczego JK jest przedwczesne. A nawet jeśli wygra to i tak potem to sknoci. Taki „live” …