Nie wywołuj wilka z lasu, bo Czerwony Kapturek zapłacze się z tęsknoty – ostrzegał mnie czasem w sytuacjach dyskusyjnych kolega – biegły ekspert w relacjach międzyosobniczych.
„Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu” – głosi popularne dziś powiedzonko.
Mam niejasne przeczucie, że w najbliższym czasie oba te twierdzenia zyskają nieco na aktualności, jako że mamy u narodowego koryta formację, która nie istnieje bez przeciwnika, a kiedy go brakuje jest na tyle twórcza, by go stworzyć na obraz i podobieństwo… a nie, to nie ta lektura, sorry.
Chciałem tylko powiedzieć, że takie stwarzanie wroga, takie wywoływanie wilka z lasu i ta nadgorliwość, co to jest gorsza – to wszystko ma długą tradycję w historii ludzkości. Ma także dość znamienne zakończenia we wszystkich przypadkach, dlatego zawsze dziwię się, że ktoś jeszcze tej sztuki próbuje.
Zanim więc doczekamy się przejawów tej umysłowej patologii, opowiem Państwu o jednym z nich.
W roku 1801 urodził się był w Piątkowie na Pomorzu Natalis Sulerzyski. Rodzina ziemiańska, na dorobku, zgodnie z tradycją wysłała syna na studia, by zdobył fach pozwalający na przetrwanie w sytuacji, gdyby gospodarowanie nie szło mu najlepiej, co na początku XIX wieku było swego rodzaju szlachecką tradycją uświęconą wiekami bankructw i kultywowanej nieudolności.
Sam posiadacz tego dość niezwykłego imienia też zgodnie z tradycją wędrował po uczelniach od Berlina poprzez Wrocław, Heidelberg i Bonn gdzie wraz z Jędrzejem Moraczewskim brał udział w wydarzeniu dość niezwykłym, a mianowicie w buncie studentów przeciw senatowi uczelni, na skutek którego wszyscy studenci solidarnie opuścili bońską Alma Mater.
Jego ambicją było zostać w przyszłości urzędnikiem. Pruskim urzędnikiem – to istotne.
Życie napisało jednak inny scenariusz.
Kiedy w 1834 roku wrócił ostatecznie do domu, ojciec nie żył, starszy brat (też o niezwykłym imieniu – Heliodor) nie żył, Natalis z konieczności zajął się gospodarowaniem.
Okazało się szybko, że to właśnie było jego prawdziwym powołaniem. Uczył się od praktyków, jeździł po sąsiadach, ale nie gadał z właścicielami, a tylko z ekonomami i innymi osobami zarządzającymi bez wyróżniania – Polakami i Niemcami.
Szybko zaczął powiększać majątek. Po kilku latach rodzina była już w posiadaniu ok. 3500 ha, a nadto Natalis podejmował działania jak na ziemianina niestandardowe jak np. kładzenie na zlecenie rządowe nawierzchni szutrowej na drodze Brodnica – Toruń. Po prostu nowoczesny biznesmen.
Wprowadził nowe metody zarządzania, nowe metody upraw, nowe traktowanie pracowników, nie tolerował u nich kradzieży, lenistwa i kłamstwa, a o spełniających jego wymogi dbał jak ojciec rodzony sprowadzając np. znanych architektów dla przebudowanie chłopskich domów tak, by mniej narażone były na pożary itd.
Żyć nie umierać.
Wprawdzie sąsiadujący z jego posiadłościami Polacy zaczęli stronić od niego, ponieważ nie było w zwyczaju, by komuś gospodarstwo szło tak dobrze i wydawało się to być rzeczą wielce podejrzaną, za to na chłopów mógł liczyć.
Sytuacja zmieniła się poważnie, gdy za jego sugestią chłopi zagłosowali na wskazanego kandydata do sejmu pruskiego. Kandydat przeszedł, wszyscy wiedzieli dzięki komu, Sulerzyski zaczął być postrzegany jako osobistość wpływowa na polu polityki krajowej, a to nie mogło ujść uwadze władz pruskich.
Władz, z którymi Natalis żył jak dotąd w zgodzie, przestrzegał prawa, na którego znajomości nieraz zyskiwał, i któremu nie dawał na ogół powodów do narzekań.
Nie ma tak dobrze. Zaczęto mu się uważnie przyglądać i dostrzegać to nawet, czego on sam nie widział.
Kiedy po powstaniu listopadowym zaczęły się ucieczki z Królestwa na Pomorze przez granicę na Drwęcy okoliczni ziemianie u władz pruskich zyskali z automatu status podejrzanych. Ktoś w końcu tym uciekinierom pomagał. Wydawało się Prusakom, że profilaktyczne aresztowanie od czasu do czasu któregoś z polskich prominentów wystarczająco zastraszy resztę i po kłopocie. Nie robiono tego wprawdzie o 6:00 rano, ale pewnie tylko dlatego, iż tak wczesne wizyty uważano wówczas za barbarzyństwo, a nikt nie chce przecież być uznawany za barbarzyńcę. Nikt normalny. Na tej zasadzie aresztowano też Sulerzyskiego, który ze wspomnianą działalnością nie miał nic wspólnego.
Niczego mu nie udowodniono, wypuszczono, ale uraz pozostał.
Powtórzyło się to w roku 1846 gdy emisariusze Towarzystwa Demokratycznego Polskiego zaczęli docierać na Pomorze i próbować organizacji przyszłej powstańczej siatki.
Od razu powiedzmy, że z tą działalnością Sulerzyski również nie miał nic wspólnego. Mało tego – do manifestów wspomnianego Towarzystwa odnosił się z rezerwą, ponieważ socjalistą nie był, a tym mu one właśnie pachniały. Nie przeszkodziło to jednak w kolejnym aresztowaniu. Tym razem przesiedział ponad dwa miesiące w twierdzy grudziądzkiej.
Zainteresowani łapówkami strażnicy zaopatrywali go w gazety, książki, a nawet … manifest Rządu Narodowego z Krakowa!
Manifest był jeszcze bardziej radykalny, niż poprzednie, które więzień czytał.
Najwyraźniej jednak coś się zmieniło w jego sercu i umyśle, bo tym razem nie odwrócił się od niego z niechęcią. Wręcz przeciwnie – uznał zawarte w nim zasady za swoje.Cóż się mogło zmienić? Ktoś mu wytłumaczył, że bycie niewinnym nie jest podstawą do tego, by zostawiono go w spokoju. Takie to proste, prawda? A jeśli tym kimś na dodatek były pruskie władze, to można powiedzieć, że osiągnęły swój cel. Chciały koniecznie mieć wroga? No to go sobie wyprodukowały.
Biznesmen Sulerzyski rozpoczął działalność na polu patriotycznym z hukiem. Na początek organizował wraz z Karolem Kalksteinem z Pluskowęs tzw. bale patriotyczne. Była to wyraźna demonstracja polityczna, ponieważ Pomorze przyzwyczajone przez wieki do współżycia ludzi różnych narodowości i wyznań nie było zwyczajne urządzać imprez, na które zaproszenia opatrzone były zastrzeżeniem narodowościowym. Na te bale zaś zapraszano wyłącznie Polaków, także z Królestwa i Wielkiego Księstwa Poznańskiego.
Na złodzieju czapka gore, powiada kolejne przysłowie. Na kim gorzała?
Kiedy Kalkstein i Sulerzyski zorganizowali wielki bal w Grudziądzu, sytuacja była wręcz komiczna. Towarzystwo całą noc autentycznie balowało, tańce i zabawy trwały po świt blady, a na zewnątrz … czuwał garnizon grudziądzki postawiony w stan pogotowia! Czego się obawiano? I dlaczego? Były jakieś powody?
Podobny bal w teatrze bydgoskim spowodował ściąganie do miasta posiłków wojskowych z terenu.
Ciekawie zachowywał się nasz biznesmen w czasie rewolucji berlińskiej w 1848 roku.
Zorganizował Komitet Narodowy Polski dla Prusach Zachodnich, a w jego manifeście zawarł wezwanie do… Niemców pomorskich, by wypracowali wspólne z Polakami stanowisko wobec wypadków berlińskich. Ci początkowo odpowiedzieli pozytywnie na wezwanie i stawili się na zjeździe w Wąbrzeźnie, całość jednak zepsuł przedstawiciel Regencji – von Arzt, na którego żądanie Niemcy opuścili zgromadzenie. Zmarnowano ostatnią w zaborze pruskim okazję do wzajemnego życzliwego traktowania się ludzi różnej narodowości.
Bez żadnego realnego powodu do wielu miast Pomorza wkroczyły oddziały wojska zastępując Rady Miejskie i „rządziły” przy pomocy rewizji i aresztowań.
Nikt i nigdy nie wskazał żadnego nawet pretekstu do takich działań. Ale skoro były, musiało tkwić w pruskich umysłach coś na kształt nieczystego sumienia, bo inaczej trudno takie zachowania wytłumaczyć.
Na chorobę psychiczną wygląda pruska podejrzliwość posunięta tak daleko, że znalezione w gabinecie geometry opisy pobliskich majątków wzięto za … plany mobilizacyjne polskiego wojska!
Prusacy stosowali też metodę plotkarską rozsiewając wśród ludności niemieckiej pogłoski o „polskim niebezpieczeństwie” i osiągając swój cel – dwie żyjące dotąd zgodnie narodowości zaczęły patrzeć na siebie krzywo. Plotka o Polakach czyhających za węgłem by zamordować niemieckich sąsiadów dziś może wydać się absurdalna. Wtedy odnosiła spodziewany skutek.
Człowiek zawsze łatwo dawał wiarę złym wieściom.
Sulerzyski brnął coraz dalej nie łudząc się już co do intencji Prusaków. I znowu aresztowanie pod zarzutem zdrady głównej, znów uwolnienie po ogłoszonej amnestii. Jednak jego postawa już się nie zmieniła. W przyszłości, w czasie powstania styczniowego był jednym z głównych organizatorów przerzutu ludzi i broni do Królestwa.
Organizował Towarzystwo Pomocy Naukowej, dzięki któremu wykształcenie zdobyła masa młodzieży z biedniejszych domów, sam wybrany posłem na sejm, namawiał skutecznie chłopów do wybrania takimże posłem jednego z nich – chłopa Elminowskiego, organizował Towarzystwa Kredytowe, Kółka Rolnicze, brał udział we wszystkim co mogło pomóc Polakom w zmaganiach z pruską hegemonią.
A tak spokojnie się zapowiadał, prawda? Przypominam – jego młodzieńczym marzeniem było zostać pruskim urzędnikiem.
To opowieść, niepełna zresztą, o jednym tylko człowieku. Można bez obawy błędu założyć, że takich jak on było wielu. I coraz więcej.
Jest to jednak przede wszystkim opowieść o władzy. O władzy, która sama wiedząc, że ma nieczyste sumienie sądzi wszystkich po sobie, żyje w ciągłym strachu, a podejrzliwość wobec wszystkiego i wszystkich uważa za jedyną możliwą drogę postępowania. Nieważne, że nikt jej nie zagraża, ale przecież – mógłby zagrażać!
Skądś to znamy?
No tak, z PRL.
Jeszcze skądś?
Jerzy Łukaszewski



Przeciez pisałem, ze paranoik. Powtarzałem wielokrotnie, jak komu dobremu. A Pan sie nie zgadzał i dowodził, ze geganie jest przedwczesne i nieuzasadnione. A teraz Pan czyni aluzje i analogie. Czyzby juz do Pana przyszli o 6-tej rano, ze Pan tak zmienia zdanie i ostrzega?
@narciarz2, wcięło mi odpowiedź, drugiej nie przyjmuje, może BM po południu ją wymoderuje.
Trudno się dogadać jeśli ktoś postrzega rzeczywistość jedynie w dwóch kolorach. Ona jest znacznie bogatsza.
Ja uwielbiam, kiedy j.Luk sie tak troszeczke zdenerwuje.
Tak właśnie, w paranoidalnej, ekstensywnej filozofii władzy ktoś musi na rządzących nastawać. Łże-elity i wykształciuchy a zaraz potem Rosjanie i Niemcy. I uchodźcy jeszcze. Zobaczymy kogo JK wywoła z lasu, bo że wywoła to oczywista oczywistość.
@narciarz2 proszę wybaczyć, nie wiem co pan czytał, ale na pewno nie moje teksty.
Z czym się nie zgadzałem? W którym miejscu zmieniłem zdanie?
Drogi panie, zdania na temat PiSu nie zmieniłem od co najmniej 10 lat. Doszło tylko doświadczenie, które podpowiada, że to nieudacznicy, którzy nawet porządnie zaszkodzić nie potrafią, a rzeczywistość jest odporna na ich działania.
Zupełnie jak Prusaków.
Kogo i przed czym ostrzegam? Jeśli już to właśnie PiS (ma pan to wytłuszczone), bo muszę panu zdradzić, że bohater mojej opowieści zmarł w wieku podeszłym („syt dni swoich” jak powiada Pismo) będąc bardzo bogatym człowiekiem. A dla Prus to wszystko się kiepsko skończyło.
I O TYM właśnie piszę.
Nie zgadzałem się z histerycznymi okrzykami tych, którzy najpierw dziurawili łódź swoimi bezrefleksyjnymi zachwytami, a teraz krzyczą: „toniemy!” mimo, że pod kilem wody nawet nie na stopę.
A o 6:00 rano reaguję jedynie na dziwne wyczyny moich kotów, nikogo więcej 🙂 Mam spokojny sen, bo obu nogami chodzę po ziemi. To pomaga.
którzy nawet porządnie zaszkodzić nie potrafią
.
Oj potrafią. Niech Pan sie nie kieruje liczbami. Niech Pan nie liczy, ile kilometrow drog na złosc rozkują kilofami. Pewnie nie rozkują, choc jakies jezioro albo inną Rospude pewnie zaleją betonem ot tak, dla pokazania kto tu rządzi. Ale wie Pan, najwieksze zniszczenia są w psychice. Podejrzliwosc, zawisc, paranoja, polowanie na tych, ktorym sie udało. To było cały czas, bo taka jest polska potrawa narodowa. Teraz sie nasili. W koncu to nie Platforma wymysliła powiedzenie „jesli ma, to skades ma”. To wymyslił najprawdziwszy paranoik.
.
Najkrocej ujmując, rządy PiSu to bedzie dostawa swiezej smoły do polskiego kotła. Na pewno zaszkodzi. Na pewno nie pomoze.
Szanowni Przedpiszacze – czy aby na pewno zrozumieliście intencję i przesłanie J.Luka? Bo cóś mam wontpliwość.
Panie Jarku,
ja zrozumiałem, ale lubie wbijac szpilki j.Lukowi. On sie tak fajowo denerwuje.
@narciarz2 przepraszam, że muszę sprawić panu zawód, ale ja się nie denerwuję. Nie opiszę swojej reakcji, bo mógłbym pana zdenerwować 🙂
@j.Luk:
niech Pan opisze. Ja sie nie zdenerwuję. I tak wszystko stracone. Przestałem zaglądac do Gazety, Polityki, oraz Newsweeka, zeby nie czytac o kolejnych pomysłach nowych włascicieli Polski Ludowej. Zupełnie mi wystarczą notatki Redaktora Bratkowskiego w prawym gornym rogu. Jak rozumiem z dzisiejszej notatki, rozpoczęła sie walka z alfabetyzmem. Tak naprawde to nie ma z czym walczyc. Jak pokazują rozmaite sondy uliczne, Narod i tak nie przebywa w Polsce, tylko na Fejsbuku. Tam nie trzeba czytac, wystarczy klikac. Tak wiec pierwszy wielki krok w kierunku analfabetyzacji został wykonany dawno temu. Teraz wystarczy kontynuowac.
.
Nie ma sie co denerwowac. Z prawej Koscioł, z lewej PiS, z przodu PRL. Dobrze to juz było.
@narciarz2 przede wszystkim to ja bym chciał zwalczyć pański pesymizm 🙂
Widzi pan, można bać się lwa, ale trochę niepoważne jest bić na alarm przed wszą. A to są wszy, nic więcej. Poswędzi, podrażni i minie.
Na dodatek głupie wszy, które same szykują swój koniec. Wystarczy poczekać. Nie stać pana na odrobinę cierpliwości? Przecież nie takieśmy już rzeczy przeżyli 🙂
Na wszelki wypadek możemy zrobić jakiś zakład.
Zakład? Mozemy, ale jakie sa szanse na konsumpcje na odległosc?
.
Latwy zakład byłby o to, czy szydło wyjdzie z worka przed upływem kadencji. Pewnie obaj sie zgodzimy, ze raczej tak.
.
Mozemy sie załozyc, czy nasz ulubiony psuj sam wskoczy na siodło, czy raczej deleguje kogos innego. Ja obstawiam, ze za pierwszym razem deleguje, a za drugim razem wskoczy. Czyli najpierw szydło, potem ktos (moze Glinski, moze Gowin), a niedlugo potem psuj. Powiedzmy, rok szydła, rok premiera z tabletu, a potem ON. To byłby dobry zakład, bo hazardowy.
.
Inny hazardowy zakład moze byc o to, czy rząd przetrwa całą kadencje, czy bedą przyspieszone wybory. Ja obstawiam, ze przetrwa, choc w niejakich konwulsjach związanych ze zmianami premiera. ON sie jednak czegos nauczył, no i ma znaczną przewage w parlamencie.
.
Ostatni zakład moze byc o to, czy szydło z Du*ą sie zbuntują i jakos wyrzucą psuja, czy raczej nie. Ja obstawiam, ze nie. Nie ten format, zeby podskoczyli psujowi.
j.Luk & narciarz2
Czy mogę podrzucić temat do zakładu? 🙂
Narciarz2 wspomniał o zabetonowaniu jeziora lub Rospudy. Panu bliska jest Gdynia.
Może więc założą się Panowie, w jakim zakresie PiS zrealizuje swój fantastyczny zamiar przekopania Mierzei Wiślanej i uczynienia na złość Rosjanom portu morskiego w Elblągu?
Po wyborach powrócili do tego pomysłu.
Może więc za jakiś czas będę zwiedzał rozbabrany i porzucony plac budowy, tak jak to niedawno było z niedoszłą elektrownią atomową w Żarnowcu.
Albo z kawałkiem niedokończonego falochronu w Ustce, który miał być w latach 30-tych zaczątkiem budowy bazy Kriegsmarine na Bałtyku. Po zdobyciu Gdyni okazała się zbędna.
Nagrody możemy rozsyłać pocztą.
Przygotowałem już znaczki.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/wsza111.jpg
@j.Luk
Mam pytania.
1) Czy Pana rysunki sa dostepne na jakiejs stronie internetowej? Jesli tak, to gdzie?
2) Czy Pan pobiera oplaty za rozpowszechnianie?
3) Czy Pan przyjmuje darmowe zlecenia?
.
Ad 1) Jesli nie, to mozemy załozyc taka strone.
Ad 2) Jesli tak, to niestety nie mam funduszow.
Ad 3) Jesli tak, to składam zamowienie na modyfikacje rysunku „Lech na tupolewie” jak nastepuje: napis w dymku „Dał nam przykład Nasz Prezydent jak zwyciezac mamy”.
@narciarz2
1)Stronę kiedyś miałem, ale to było dawno, sam nie umiem ich robić.
2)Jeśli obrazek wrzucam do przestrzeni publicznej, to staje się on własnością publiczną.
3) Owszem, mile widziane wpłaty – na fundusz wyborczy PiS. (to jest prawdziwy test na silne nerwy)
4)Zmodyfikuję.
Po pierwsze. Potrzebna jest dobra nazwa. Okazuje sie, ze nie kazda nazwa jest dozwolona. Chcialem nazwe wolska.polska.pl, i ona jest zakazana.
.
Po drugie. Czy ktos moze polecic dobego gospodarza, gdzie mozna zarejestrowac strone .pl i trzymac pliki? Tutejsi gospodarze na to nie pozwalaja.
@BM:
kto jest gospodarzem witryny SO? Jesli chcialbym zalozyc u nich strone, to gdzie oni sa?
Może być?
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/sam112.jpg
Cudowne! Gromadze Pana obrazki. Teraz nastepne zamowienie: nowe godło Wolskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Skrzyzowanie orła z sępem. Niby orzeł, ale taki jak sęp z Pana poprzedniego artykułu.
.
Stronę kiedyś miałem
W internecie podobno nic nie ginie. Moze jeszcze jest dostepna? Czy moze Pan podac adres?
Ginie jeśli zdjęta z serwera, a to już nie zależało ode mnie. Po prostu „był czas…” i minął 🙂
Jednak z powodów, o których wyżej, możliwe, że wróci 🙂
Po prostu „był czas…” i minął
.
Moje nie giną, bo uiszczam opłaty. Moze o to poszło?
.
Jesli wroci, to bardzo chetnie obejrze. Uwielbiam Pana rysunki. I wiersze.
Strona ginie z serwera jeśli zdejmie ją osoba prowadząca. A ja taką nie byłem i nie jestem, musiałem korzystać z cudzej pomocy. Nie ma to nic wspólnego z opłatami. Ale może już dość, nie ma nie będzie i ok.
Jesli Pan ma pliki, to mozna przywrocic w innym miejscu. Moze sie udac nawet pod ta sama nazwa. To zalezy, jaka to byla nazwa. Idealnie byloby, gdyby Pan mial komplet plikow .html, bo to oszczedza pracy. Jesli trzeba by zaczac od zera, to tez da sie zrobic.
.
Jakies dziesiec dni temu umiescilem w internecie nastepujaca strone: FemtoDAQ.com. To naprawde nie jest trudno zrobic.
Można, ale trzeba chcieć. Mam już niewiele czasu, a jeszcze chciałbym zrobić kilka rzeczy w życiu, nie da się wszystkiego 🙂
Ale od czasu do czasu pobawię się.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/baranek3.jpg
Bardzo ladny baranek. Schowalem wsrod innych skarbow.