A nam, 80-latkom, za dodatkowe 10 lat we WCZESNYM PRL należą się ordery Złotej Podwiązki oraz osobiste pielęgniarki bez podwiązek od obecnego Państwa, za to co wyrosło na naszym dorobku: Nowa Huta, i 600 innych fabryk, dziesięciotysięczniki, Starówka i Trasa WZ i MDM w Warszawie, i wykopki ziemniaków, i odsiadki na zebraniach ZMP, a u niektórych jeszcze nasiadówki partyjne, i agitacja wyborcza za Front Jedności Narodu, i za podpisywanie Apelu Sztokholmskiego razem z cala postępowa ludzkością i z Chorążym Pokoju na czele, a jeszcze chodzenie na pochody i skandowanie Pokój-Socjalizm lub jeszcze gorsze rzeczy lub nazwiska, i śpiewanie ładnej piosenki „Do roboty!!!”, i wiele jeszcze dobrego i złego.
Amen, jak powiada mój jeden znajomy, b. partyjny ministrant…
podał do publikacji Ernest Skalski
Manifest polskich sześćdziesięciolatków i siedemdziesięciolatków
- Świat, droga młodzieży, wyglądał kiedyś nieco inaczej.
- Nie budziła nas, dzisiejszych sześćdziesięciolatków, siedemdziesięciolatków telewizja śniadaniowa, przez co nie wiedzieliśmy o istnieniu otyłych karlic akrobatek, Chipindalesów i kotów, które mówią brajlem.
- Budził nas radziecki budzik, który za nic w świecie nie chciał chodzić tak, jak mu hejnał z wieży mariackiej kazał. A jednak zdążaliśmy do szkoły.
- Na śniadanie jedliśmy kanapki z pasztetową, na święta szynkę, która nie psuła się po dwóch dniach. Sery były jeśli były dwa: żółty i biały. Nazwy były równie umowne, jak ich ceny i kolory.
- Nikt nie jadał lunchu. Były drugie śniadania, kanapki starannie zapakowane przez mamy w papier śniadaniowy, który poddawano domowemu recyklingowi i jeśli się nie ubrudził, wykorzystywano go ponownie.
- Jadano też obiady: ziemniaki, tłuste sosy, kotlety. Mało warzyw i ryb. Na kluski mówiliśmy makaron, nie pasta, bo pastą smarowaliśmy chleb lub czyściliśmy buty.
- Nikt nie znał słowa cholesterol i jadł tyle jajek, ile chciał, a jednak nie umieraliśmy masowo na serce.
- Nauczyciel, który potrafił przylać linijką lub połamać wskaźnik na niejednej pupie, kazał nam wkuwać mnóstwo definicji i wzorów, nękał klasówkami i straszył widmem powtarzania klasy. Mimo to nie mieliśmy jakiejś nadzwyczajnej traumy. Szczerze mówiąc, nie znaliśmy tego słowa, ani nie byliśmy pod opieką terapeuty.
- Nie uczyliśmy się angielskiego i nie chodziliśmy na balet.
- Żeby umówić się z kumplami na piłkę, nie dzwoniliśmy do nich wcześniej, tylko wpadaliśmy po nich do mieszkania albo darliśmy się pod oknami, żeby wyszli. Nie zabraniał nam tego nikt z TVN Style.
- W owych czasach papier toaletowy występował głównie w parówkach i mortadeli, a proszek do prania prał ciuchy białe i kolorowe. Jeśli prał.
- Nie było kremów na dzień, na noc, na zimę i lato. Była Nivea. Mimo to nie cuchnęliśmy, ani nie padaliśmy na dyzenterię.
- Byliśmy niemodnie ubrani, a jednak udawało nam się umówić z dziewczynami, które nie wymawiając, też nie wiedziały, kto to Jaga Hupało.
- Nasi starzy nie dzwonili do nas na komórki i nigdy nie wiedzieli, gdzie naprawdę jesteśmy.
- Nie odwozili ani nie doprowadzali nas do szkół, odkąd skończyliśmy siedem lat. Jakimś cudem oni nie zeszli na serce, a my nie padliśmy ofiarą pedofilii ani seryjnych morderców, a na źle oznakowanych przejściach dla pieszych nie rozjechały nas samochody. A przecież jakieś jednak jeździły.
- Nie robiliśmy sobie zdjęć do Naszej-klasy spod opery w Sydney ani spod piramid. Jeździliśmy na kolonie i obozy, zrzucaliśmy się na oranżadę w woreczku i ciastka.
- Nie wiedzieliśmy, co to taniec z gwiazdami, Tusk, Kaczyński, emancypacja kobiet i prawa zwierząt.
My, sześćdziesięciolatki i siedemdziesięciolatki przeżyliśmy piekło.
Dlatego żądamy dla nas wszystkich po 1 milionie EURO odszkodowań za poniesione przez te wszystkie lata krzywdy moralne !!!!
Występujemy również o wysokie renty inwalidzkie i wcześniejsze emerytury.
Zbiorowy pozew skierujemy do Unijnego Trybunału Praw Człowieka
Do publikacji podał Ernest Skalski, osiemdziesięciolatek
Do publikacji podałem nie swój tekst i nie mój jest lead, czyli wstępik.
Z grubsza wyraża moje odczucia, choć te 600 zakładów wywołują dziś uczucia mieszane.
Zdjęcie mi odpowiada, ale niech odtąd taki będę w SO, dopóki będę mógł utrzymać szklaneczkę. (ES)
Opublikował Bogdan Miś
Prawie osiemdziesięciolatek.



Żądam osobnego dodatku za to, że przez ponad 60 lat ukrywano przede mną słowo „stres”.
Gdybym je znał, wystresowałbym się za wszystkie czasy, a tak?
Ja, niżej podpisany, też zbliżający się powoli ku ósmemu krzyżykowi, informuję pokornie, że po prawie 30 latach życia na bogatym Zachodzie, osiadłem świadomie i z premedytacją w mieścinie w Polsce D i mam dziś przyjaciół młodszych o ponad pół wieku, z których kilkoro do końca studiów nie wiedziało co to takiego wakacje, bo trzeba zarobić, z konieczności ignorowali opowieści o niszczącym ich życie stresie, bo nie mieli na takie głupstwa czasu i nie głosowali na PiS, bo uważają, że kontakty z ludźmi mówiącymi od rzeczy narażają na niewłaściwy stres. Niektórzy mimo dyplomów mają jakieś tatuaże i śmieją się ze mnie, że marudzę. Buraki jak buraki. Chyba dobrze zrobiłem.
erneście, bogdanie – drodzy moi młodsi przyjaciele wspomnienia przaśnej rzeczywistości z najweselszego baraku w obozie dziś są już całkiem rzewne, przedmiot rozpamiętywania przeszedł do historii i oby nie wrócił. tę ostatnią uwagę kieruję zwłaszcza do wyborców. którzy dopiero co dali siȩ wpuścić w maliny.
roszczenia nader słuszne, choć wyegzekwowanie nie będzie l łatwa, szczególnie jeżeli władza wykonawczo-ustawodawcza powali sądowniczą na dechy i jakiś referee ogłosi knock out. pamiętając więc o strumieniu euro i pracując nad skierowaniem go w naszą stronę, zajmijmy się tym, co już znalazło siȩ w zasięgu naszej ręki. czy zasługujemy na coś lepszego, niż ten proletariacki bell z obrazka – jakiś single malt – n.p. murray mc david, rocznik 1997 byłby lepszym sztafażem dla naszych nostalgicznych westchnień.
dzięki za tę szczyptę wesołości w czasach kiedy sejm stał się miejscem dintojry pod osłoną nocy…
Kto to jest Jaga Hupało?
Zabrakło mi paprykarzu i oranżady w proszku (w zastępczym opakowaniu).
A gdzie ten upojny smak wina marki „wino patykiem pisane”, które zacząłem spożywać, gdy jeszcze kosztowało 17 zł…
Potem 19, 21, 23… Żaden dzisiejszy single malt nie umywa się do tamtych wrażeń smakowych… Za to mnie też się należy rekompensata, mimo smarkatego wieku 70…
@otoosh no widzi pan, z tymi cenami to różnie. W czasie moich studiów w Toruniu był sklep gdzie kosztowało 20,5 zł. Nikt nie wiedział dlaczego, a i smak miało nieco inny. Doskonale nadawało się na grzańca.
No i w Toruniu była Rozlewnia Win Importowanych 🙂
Przyjmowali wycieczko tylko zorganizowane, powyżej 10 osób.
Tak nauczyłem się organizować wycieczki.
Przyjmowali nas po staropolsku 🙂
Z sentymentem – a nawet i rozbawieniem – wspominam, jak odwiedziłem Redakcję kilka lat temu. S.P. wyjął fajkę z ust, zamrugał i przywitał mnie słowami: „Myśleliśmy, że pan jest starszy”…
A jakie były wredy szampony! myłem głowę i miałem ciemne włosy, a teraz…
A mróz oceniało się po grubości lodu na szybie w kuchni.
Mleko kupowało się luzem, odmierzane ręcznie do baniek na mleko, a smakowało! Nastawiało sie latem na zsiadłe.. a śmietana od chłopa nie chciała sie psuć choć lodówki to była SF. I te placki ziemniaczane, mniam.
To było cudowne dzieciństwo, podchody w ruinach, zakazane oczywiście. I te ażurowe tramwaje co jeździło się na cycku.
I konduktorzy w wagonach i tłok jak diabli i stada tramwajów gdzie trzeci skład jechał pusty. I lokomotywy parowe z ich zapachem i dźwiękami i ….
I mrozy zimą wraz ze śniegiem i piece kaflowe i pierzyny bo w mieszkaniu była zimnica..
Zadowolę sie wspomnieniami.
drodzy panstwo ! zapominacie że wszyscy jestescie resortowe dzieci i nalezy wam sie raczej stryczek albo inna anihilacja.Mowicie że nie jestescie ? a co na to IPN ? juz samo powoływanie sie na pochody 1 majowe o was świadczy- taki Prezes dajmy na to – nigdy sie nie skalał co może poswiadczyc promotor jego pracy doktorskiej ten od leninowskiego prawa pracy,czyż nie ?
bogdo lubomiła, pochody pierwszomajowe nie były zabronione, a zatem przymusowe. ten przymus był prymitywny jak cepy. które nami rządziły- za grosz wyrafinowania. marzył im się 99,9 wskaźnik chodzalnictwa na pochody, to trzeba było zabronić – narut, czyli robotnictwo, chłopstwo i inteligencja harująca, była przekorna, więc waliłaby hurmem na manifestacje. twój IPN jedyne co potrafi, to składać ludności życzenia dossier-go roku, zero kreatywności.
nie tak jak moi koledzy z roku, którzy aktywnie włączali się w agitprop, dzięki czemu mogliśmy maszerwać pod hasłami w rodzaju: „niech żyją masy pracujące chińskiej herbaty ludowej pierwszego i drugiego gatunku, oraz ulung!”
posłowie: jak genialnie napisał giuseppe tomasi di lampedusa – wszystko musiało się zmienić, by wszystko mogło pozostać po staremu. trzeba było bohatersko obalić komunę i po 3/4 l. na statystyczny polski łeb, byśmy nadal mieli rządy cepów…
ależ gurnatku-ja tylko probowłam wczuc sie w sposob myslenia łaskawie nam panujacych – zreszta po wczorajszej mowie prezesa-czuję w sobie nie jeden ale mnostwo niewłasciwych genow- ze zgroza odkrywam w sobie prababcię resortową- co gorsze- dobrze sie z tym czuję – a jeszcze po dzisiejszym dniu gdy zobaczyłam ilu jest takich jak ja- czuje sie coraz lepiej- boleje nad tym co musi odczuwac prezes – liczę że jego wierne kadry nie zawioda jutro -miło będzie zobaczyc właściwogennych rodakow -chociaz nie wiem czy możemy nazywać sie rodakami czy raczej wyrodkami.Głupio zażartowałam-juz nie będe-sorry
Ja się skalałem w wieku lat 6 i to z przyczyn, wstyd się przyznać, bardzo przyziemnych. Na 1 maja u nas na łąkach urządzono zabawę, kiermasz i takie tam. Była oranżada i gorące parówki, boszsz… prawdziwe parówki nie to co dziś …mmmm….
Każdy by się skusił, cóż dopiero małe dziecko.
Właśnie wróciłem z marszu KOD w obronie Trybunału Konstytucyjnego.
Nie jestem jednak aż tak stary, było wiele osób starszych ode mnie, nawet na wózku inwalidzkim.
Szedł przede mną pan, który chyba jest polskim Tatarem…
Bardzo byłem ciekawy, ale nie śmiałem zapytać.
Ten marsz był pouczającym zdarzeniem.
W ciągu paru dni zachęcić tak wielką grupę ludzi do wyjścia na ulicę przy kiepskiej pogodzie i bez wynajętych autokarów na dowóz…
BRAWO KOD !
Ku pamięci… Niemcy mają na to słowo Verklaerung (bo oni muszą mieć na wszystko specjalne słowo.) Oznacza to rozjaśnienie barw naszych młodych/starych wspomnień, co normalne, u większości „normalnych” ludzi. Choć pamięć przechowuje również te nieprzyjemne detale, ale je wypiera na margines. Czasem też lekceważąco pomyla, więc np. papier toaletowy był oczywiście w pasztetówce i wątrobiance, zaś w parówkach i mortadeli było – jak głosiła fama – mięso nutrii. A te parówki, co je jadł Łukaszewski, to były oczywiście serdelki. Większą atencją niż pochody pierwszomajowe darzyłem te defilady wojskowe na 22 lipca. Kiedyś nawet udało mi się wdrapać na ciężarówkę do żołnierzy i przedefilowałem razem. I pierwsze niekonwencjonalne doświadczenia, co je do dziś zapamiętałem. Np. jak jeden, trzaskając w te i nazad tym ciężkim kawałem żelaza co siedział w „pepeszy” pokazał mi, że na defiladę zabierają im sprężyny, a drugi objaśnił mnie, czemu z trybuny przyglądają się nam przez lornetki panowie attaszowie wojskowi. Oni podobno sprawdzali białe numery, wymalowane na naszych czołgach, żeby dowiedzieć się, ile dziś rano nie odpaliło przy wyjeździe na defiladę. Tego dowiedziałem się, jeszcze zanim uświadomiono mnie seksualnie.
Roczniki starszych panów da się dość dobrze ustalić po zapamiętanych przez nich pierwszych cenach „patyka” i sety czystej. (bo rosły) U mnie: 15 zł. A setka (przepraszam,w ramach walki z alkoholizmem to były dwie pięćdziesiątki, czyli lorneta), w barku „Pod kuchcikiem”, na Nowym Swiecie – 10 zł. Byłbym zapomniał: jeszcze „pełnowartościowa” zakąska, czyli galaretka (meduza) albo śledzik.
*
@Bogda1935 wyrodak, ładne nowe słowo.
@A. Goryński masz rację, serdelki. Cholera, nawet słowa zapomniałem, boszsz…
Pamiętam z dzieciństwa – do szkoły chodziłem w małym miasteczku – w lokalnej piekarni kupowało się bułki-gryzki z mąki pytlowej, niewielkie i tanie, pieczone w listwach po 10 sztuk. Wyjątkowo smaczne i chrupiące. Od wielu lat szukam piekarni, która ja piecze – bez powodzenia. Piekarz, wnuk tamtego twierdzi, że nie pamięta takich wypieków.
*
Nieboszczka komuna zaskakiwała nas na każdym kroku. Od dzieciństwa nabywaliśmy umiejętności zachowania się w opresyjnym systemie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po przeprowadzce do wielkiego miasta, w szkole na lekcji w 3-ciej klasie przyszła nauczycielka z dyrektorem i drżącymi głosami oznajmili nam, że stało się wyjątkowe nieszczęście – w Ameryce zastrzelono prezydenta Kennedy’ego, po czym pani się rozpłakała a dyrektor miał łzy w oczach. Wiele dzieci nie umiało ukryć wzruszenia.
*
W liceum, na prywatkach pod koniec lat 60-tych, piliśmy powszechnie „Patyka”, najpierw po 17,5 zł a z czasem w wersji J-23. Na bardziej uroczyste imprezy, w osiedlowym sklepiku kupowało się radzieckie wino Kosmos – czerwone po 26 zł. Przeraźliwie słodkie. Kiedy sprzedawczyni zorientowała się, że jesteśmy nieletni, zapytała wydelegowanego kolegę:”Czy ty masz 18 lat?” Ten nie tracąc rezonu odparł: „Nie, ale już tu kupowałem!”
*
Po przeczytaniu tego wspaniałego manifestu i równie pięknych wspomnień mimowolnie przychodzi na myśl odwołanie do chyba najsłynniejszego skeczu PRL-owskiego: „Kochany, oni to mogą mnie skoczyć!”
Ale to fajnie brzmi, kiedy się mówi:
„Jestem z pierwszej połowy ubiegłego wieku”…
A szampony rzeczywiście coraz bardziej szkodzą włosom – wybielają…