Wysłuchałem w radio dumnej wypowiedzi rządzących, że ze szczytu klimatycznego w Paryżu wróciliśmy “na tarczy”. Nic nie rozumiem, jakoś uczestniczenie w działaniach na rzecz rozwiązania wspólnego zagrożenia mało mi się kojarzy z wojenną retoryką. Wojujemy z Unią Europejską? O co? Szczególny i szczęśliwy zbieg okoliczności (a może siła wyższa) sprawił, że nie wygraliśmy… Bo dopiero wówczas mielibyśmy kłopot.
Skoro “na tarczy” to znaczy, że mamy (my Polacy) mieć poczucie wykołowania Unii Europejskiej, przy czymś żeśmy się uparli, na coś tam się nie zgodziliśmy i podpisaliśmy umowę klimatyczną w mało ważnym elemencie 2 stopni Celsjusza, o które będziemy się starali obniżyć temperaturę Polski po to, by zaspokoić europejskie fanaberie. Mało ważne dwa stopnie Celsjusza… na dodatek termin został określony na kilkadziesiąt lat do przodu, prawne ani finansowe konsekwencje nie zostały określone, więc po cholerę mamy się tym dzisiaj zajmować. Przecież wróciliśmy “na tarczy”!
Punkt widzenia mi się podoba, bo pomysł niezajmowania się jest niestresujący albo mało stresujący, nie zaburza snu, nie podnosi ciśnienia, nie spowoduje nadmiernych wydatków z budżetu, np. na bezpłatne lekarstwa dla staruszków bowiem ukojenie nerwów służy zdrowiu (swoją drogą interesujące, które koncerny farmaceutyczne uczestniczyły w finansowaniu wyborczego zamieszania, że teraz dostaną czy raczej, że mają obiecane, takie frukty?).
Dwa stopnie to pięć razy mniej niż różnica średnich temperatur latem pomiędzy wilgotnym lasem a parkingiem, wyłożonym kostką Bauma wokół centrum handlowego. To tylko tyle, bo parking można tak przebudować, że różnica temperatur będzie znacznie mniejsza. Tylko, czy “aż”, czy tylko, jeśli poza dostrzeganiem ważności, jeszcze wiemy co z tą wiedzą zrobić, zakładając, że ją mamy. Po szczycie klimatycznym, jeśli trafimy na rozsądnego interpretatora tego co się tam stało, tak przebudujemy owe parkingi, by różnica temperatur między parkingiem a lasem zmalała kilkakrotnie. Co prawda nie będzie to ani łatwe ani tanie, ale już nie ma wyjścia! Trzeba szukać lokalnych sposobów na złagodzenie skutków globalnych zmian klimatycznych. W komunikatach dużo o tworzeniu nacisków finansowych na inwestorów “brudnych technologii”, więc jednak trzeba ową tarczę na której wróciliśmy poddać analizie i sprawdzić czy to aby nie plastikowa atrapa.
Póki co – bardzo dobrze, że nasi ministrowie jednak dostrzegają rolę lasów, co widać w pokonferencyjnych komunikatach z Paryża. No i co dalej? Dwa stopnie ta fajna ilość, to tyle, ile różnicy miedzy temperaturą powierzchni liścia a jego leśnym otoczeniem. W dzień! …i znowu dobrze by było wiedzieć co dalej. Niższa temperatura lasu z czegoś wynika, a znajomość zachodzących tam procesów do czegoś musi służyć; i nie dotyczy tylko lasu.
Projekty obniżenia temperatury w miastach o jeden stopień funkcjonują w miastach Europy, Azji, Ameryki i polegają na zazielenianiu obszarów. To są wieloletnie projekty, angażujące mieszkańców i władze miasta na kilkadziesiąt lat. Bo słońce niesie ze sobą ogromne ilości energii i jedynym, tanim i efektywnym sposobem na zagospodarowanie tej energii to rośliny. Szansą powodzenia owe dwa stopnie różnicy wokół każdego liścia. Rośliny jednak nie rozwiną się bez wody a woda spływająca z betonowych nawierzchni i dachów ma zwyczaj spływania w dół, więc pozbywamy się jej, by spłynęła jak najszybciej i jak najdalej. Rośliny nie zdążą jej złapać. Niekiedy w tym celu pompujemy ją pod górę – co kosztuje jeszcze trochę. W naszym obyczaju urbanistycznym nie ma miejsca na tworzenie roślinnych przestrzeni, więc w swojej codziennej obsłudze płacimy ogromne sumy za pustynnienie przestrzeni.
W moim mieście właśnie wyremontowano rynek z XIX wieczną zabudową, przy okazji wyrzynając wiele już całkiem podrośniętych drzew, za zgodą wszystkich instytucji powołanych do ich ochrony. Nie mam wyników takich pomiarów, sądzę jednak, że daliśmy sobie radę z przynajmniej jednym stopniem rocznej temperatury. Z powodu poczucia estetyki miejscowych projektantów …przyrodniczych analfabetów. Teraz będziemy obniżać temperaturę przez sadzenie a później wieloletnie, kosztowne pielęgnowanie powstawianych na ich miejsce, ozdobnych krzaczków po to, by temperatura rynku mogła się nieco obniżyć. W poprawianiu lokalnego klimatu na miejskim rynku cofnęliśmy się o kilkadziesiąt lat. W przeddzień podpisanego w Paryżu paktu, skąd wróciliśmy “na tarczy. Paranoja!
Nie ma multidyscyplinarnej dyskusji o szeroko pojętym, globalnym ociepleniu. Minister Ochrony Środowiska snuje serial inwestycyjny, a minister od energetyki zajmuje się opowiadaniem o wpływie czegoś tam na coś innego, równie ekologicznego. Może więc nadszedł czas na opracowanie strategii ochrony środowiska Polski, pokazanie wielowątkowości problemów, ograniczeń, które sami sobie musimy postawić w procesie rozwoju i określenia co ten rozwój oznacza.
Mamy pełno niepotrzebnych przepisów skutecznie blokujących dochodzenie do obniżenia temperatury i brak przepisów świetnie się w ten nadmiar komponujących z czego aktywnie korzysta każdy, kto chce ominąć kolejną “barierę” w rozwoju …a trzeba by wiedzieć, że obniżanie temperatury na powierzchni naszej planety nie zależy tylko od zalesiania wszystkiego ale przede wszystkim od rozsądnego zagospodarowania przestrzeni już istniejących i już wyrośniętych lasów i nie tylko lasów. Wiele zależy od zanieczyszczania powietrza i dużo od zagospodarowania wody wszędzie tam, gdzie można ją zagospodarować. Dużo tego: drogi, parkingi, dachy, lotniska, boiska, drogi, dróżki, chodniki, systemy kanalizacyjne. Pisałem o tym https://studioopinii.pl/piotr-topinski-susza/ w SO a później do tego tekstu podłożyłem obrazki i zapraszam do YouTube’a https://www.youtube.com/watch?v=VYW-8bXoMuU
W naszej narracji, globalne ocieplenie związało się ze złym samopoczuciem działaczy związkowych w kompaniach górniczych. Jak na razie owo złe samopoczucie skutkuje smogiem w wielu miastach. To ogromny problem technologiczny, społeczny ale nie najlepiej zaadresowany. Górnicy kopią co kopią i oferują co oferują, ale smog w Krakowie (bo to głośny przykład bieżący) wynika także z lekceważenia przez polityków głosu przyrodników, urbanistów, klimatologów, także leśników, ogrodników. Przestrzeń jest tak organizowana, jakby przewiew w miejskiej zabudowie nie miał znaczenia, pasy zieleni służyły wyłącznie estetyce (w Krakowie koło Sukiennic widziałem już plastikowe drzewka), a wody by można było pozbyć się jak najszybciej. Kraków jest tylko ostatnim, głośnym przykładem, ale dotyczy to wszystkich miast i miasteczek w Polsce.
Póki co jedynym działaniem branym pod uwagę jest wprowadzanie kolejnych opłat za coraz droższe odprowadzanie deszczówki, by spłynęła jak najdalej od nas i za pracowite zraszanie ewentualnej zieleni również coraz droższą wodą. Wszystko w trosce o obywatela! Płacimy dwa razy a potem jeszcze kilka razy za tę samą wodę: raz we wtę, raz we wtamtę. Rośnie nam przede wszystkim PKB i mniej ważna temperatura otoczenia. Na pewno te działania nie obniżą temperatury nawet o ułamek stopnia. Ale skoro wróciliśmy “na tarczy”, to może chodzi o coś innego.
To są jednak nasze, lokalne możliwości przeciwdziałania globalnym zmianom klimatycznym i w niewielkim stopniu zależą od nas, tutaj, lokalnie! Poprzez pielęgnacje roślin, stwarzanie im warunków rozwoju możemy obniżyć temperaturę w lecie. To nie jest ani proste, ani szybkie, ani tanie. Teoretycznie jednak moglibyśmy sobie z tym dać radę. Potrzeba nieco zdrowego rozsądku, nieco dyscypliny, nieco wiedzy i nieco współpracy. Określenie tego NIECO, jest całym problemem.
Ale też nie jest tak, że lokalnymi sposobami uda nam się obniżyć średnią temperaturę, bo jest szereg przyczyn, które nie wynikają z braku roztropności przyduszanych ludzi, bo skutki wielu nieszczęść są daleko. Niezbędne są więc działania ponadnarodowe.
Katastrofalne skutki globalnych zmian klimatycznych to jednak nie tylko podnoszące się temperatury latem, kiedy nie ma już czym oddychać a każde głębsze sztachnięcie grozi przejściem na utrzymanie NFZ – ale przede wszystkim polega to na zbyt ciepłych zimach i tutaj nic, albo niewiele możemy zdziałać w lokalnych gremiach. To ważne, bo poziom dwutlenku węgla, siarki i różnych świństw fruwających w powietrzu, przy braku lokalnej polityki klimatycznej, określa możliwości przeżycia lodowców, które w zachodnioeuropejskich i nie tylko zachodnioeuropejskich górach zimą powinny były nabierać krzepy a latem, topniejąc, zasilały zachodnioeuropejskie rzeki. To, że polskie i wschodnioeuropejskie rzeki, mimo marzeń, wizji i programów, ciągle nie tworzą sieci komunikacyjnej, że nie są barkostradami wynika też stąd, że naszych rzek tej części Europy lodowce nie zasilają już od ponad 200 lat (były w Tatrach, wcześniej podobno nawet w Beskidach) a przy obecnym procesie globalnego ocieplenia, tym bardziej zasilać nie będą. Nie mamy wody!
Tamte rzeki z naszymi są połączone wspólnym “obiegiem wody w przyrodzie” …tam paruje, tu się skrapla, czasem odwrotnie, pośredniczą wiatry, fronty pogodowe, wahania temperatury a bez lasów, owe pośrednictwa są utrudnione. Część wody, ale tylko część, przychodzi do nas z daleka w ramach globalnego obiegu wody. A lasów coraz mniej, na dodatek ludzkość wymyśliła i wdrożyła jeszcze fantastyczne technologie osuszające co się da, poza lasami również. U nas jeszcze lasy są przeważnie lasami, ale plantacje drzew oglądane z autostrad “starej” Unii, nie napawają optymizmem. To nie lasy i nie po to są, by pełnić swoją rolę w obiegu wody. Ale przynajmniej jeszcze szlag nie trafił alpejskich lodowców więc rzeki ciągle płyną i nawet nadają się do towarowego transportu. Ten czas jednak mija i tam również.
Alpejskie lodowce (wszystkie inne również, ale ponieważ to daleko, to nie działają tak na naszą wyobraźnie) jednak też są w fatalnym stanie a globalne zmiany klimatyczne nie dają im się zimą odbudować i tu już nie pomogą lokalne sposoby przeciwdziałania globalnemu ociepleniu. Rozpadają się także lodowce w Himalajach i na Antarktydzie. Zachodnia Europa od lat “czyści” atmosferę, przez przenoszenie ciężkiego przemysłu poza Unię. Wielka Brytania swego czasu, w trosce o ochronę powietrza Wysp przeniosła swój śmierdzący przemysł na Ukrainę. W Londynie nikogo dotychczas nie interesowało czym i jak opalane są stalownie w Donbasie ani też jak to wpływa na stan lodowców w Austrii. Polityka płata figle, …zamówienia z Donbasu przejęli Chińczycy, Unia się rozszerzyła o kolejne obszary i śmierdzące biznesy trzeba przenosić coraz dalej a już nie ma …dalej. Żadne z tych działań nie poprawiają stanu alpejskich lodowców.
U nas woda płynie coraz marniej, co nie przeszkadza roić marzeń o kanale Odra – Dunaj, co dotychczas wydawało się największą z głupot w zestawie antyklimatycznym. Już o tym pisałem . Okazuje się, że w skali nieodpowiedzialności przebił ją projekt połączenia Wisły z Dnieprem, a 15 grudnia (teraz w tych dniach) w Lublinie odbyła się wielka konferencja sprawozdawcza z wydania na ten cel pierwszych 900 tys. EU. Projekt jest gotowy! Tym razem to MY osuszymy Białoruś. Przy okazji zrujnujemy ich finansowo. Niech mają, niech się martwi dyktator Łukaszenka. Osuszona Białoruś nie zatrzyma smogu z Donbasu, nie będzie miała czym. Podobnie jak Odra-Dunaj, również Dniepr-Wisła ma swoje Komitety, tak samo jak w tamtym, w tym projekcie również fachowców-klimatologów nie widać a polityków od groma i trochę. http://envicon.abrys.pl/wp-content/uploads/zegluga_81_rozkladowki.pdf, Zaskakujące, że w projekcie zaznaczono Klub Gaja z Bielska Białej, a swojej twarzy użyczyli Henryk Wujec, Michał Boni i kilku jeszcze ludzi, wydawałoby się, przywykłych do patrzenia władzy na ręce. Legitymowanie absurdalnych projektów dewastujących środowisko w skali europejskiej nie przystoi. Żadna z tych osób nie ma zielonego pojęcia o straszliwych skutkach działań Komitetów w których uczestniczy, więc po co uczestniczy?
Poza lokalnym zanieczyszczeniem z którym, bardzo teoretycznie, można się zmagać, poza globalnymi mechanizmami powodującymi różne kataklizmy na całym globie, które można próbować ograniczyć ponadnarodowymi decyzjami polityków, są jeszcze kosmiczne niespodzianki wynikające z cyklicznej aktywności słońca na co nie mamy i nie będziemy mieć żadnego wpływu. Nawet jeśli jesteśmy politykami powracającymi “na tarczy”.
Na razie mamy grę pozorów. Czujniki pomiaru stężenia różnych zajzajerów w powietrzu są przenoszone z centrów miast na przewiewne wzgórki podmiejskie, co zmienia pozycje miast w rankingach zanieczyszczeń o wiele pozycji w kilka godzin!
Więc poza dobrym samopoczuciem polityków wolałbym dyskusje nad praktycznym programem dochodzenia do niższych temperatur w lokalnych warunkach. Dopiero wówczas będziemy mogli być partnerami w dyskusjach nt globalnych nieszczęść klimatycznych na całym globie właśnie.
Na koniec bardzo dobra wiadomość, którą należy upowszechniać gdzie tylko się da: Papież Franciszek opublikował Encyklikę LAUDATO SI “W TROSCE O WSPÓLNY DOM”. Fantastyczne dzieło filozoficzne, zaskakująco mało religijne, o ochronie środowiska, globalnych zmianach klimatycznych, o ekologii, o współistnieniu z przyrodą, łączeniu ekologii z socjologią. Dzieło o tym o czym powyżej. Jestem facetem wychowanym z dala od Kościoła, pierwszy raz w życiu przeczytałem jakąś encyklikę, pierwszy raz jakiś papież przemówił w moim języku i gorąco polecam!
Piotr Topiński



Nie przeczytałem jeszcze całego artykułu, ale zadziwił mnie początek. Jeśli rządzący twierdzą, że wrócili „na tarczy” to znaczy, że dzielnie czegoś bronili, ale polegli.
Zwycięzcy wracali z tarczą, polegli – na tarczy niesieni przez kolegów.
@Mr E : oni nie polegli, oni byli poprostu totalnie nawalone, jak te działa Alistera Meklina, więc ich przynieśli na tych cholernych tarczach. To nie pierwszy raz nasi polityczni więźniowie nałogu folgują sobie za granicą.
Dwa stopnie średniej wartości globalnego klimatu, nie lokalnej temperatury wokół centrum handlowego, czy rynku…
Dużo lepiej na temat porozumienia paryskiego napisane jest tu: http://doskonaleszare.github.io/articles/15/porozumienie-paryskie/ i tu: http://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/porozumienie-klimatyczne-w-paryzu-124 albo tu: http://weglowy.blogspot.com/2015/12/co-postanowiono-w-paryzu.html
Co oczywiście nie znaczy, że lokalnie nie można poprawiać warunków, ani że decyzje polityków wynikłe z porozumienia są mądre, czy korzystne.
Popieram też piętnowanie bezsensownych projektów, jak opisywane nieraz przez autora drenowanie Pilska oraz pomysły na usprawnienie gospodarki wodnej w górach wzorem np. Słowaków.
Dobry tekst i co z niego wynika?
Praktycznie nic, kogo to obchodzi.
Zmiany klimatu globalne są spowodowane czynnikami pozaziemskimi.
Lokalne działania mogą poprawić nieco komfort życia ale rozwijamy się jako populacja świata i jest nas coraz więcej.
Akwarium jest przeludnione, jedynie zmiana populacji może coś zmienić. Jest nas 6 miliardów za dużo.
Dawno temu, znajomy Chińczyk wyjaśnił mi co to jest prawo wielkich liczb dotyczące jego nacji.
Przyjmijmy że w Pekinie mieszka 10 milionów ludzi a jest ich dużo więcej.
Każdy dziennie wydala 1/2 litra moczu i 1/2 kilograma kału.
Czyli każdego dnia mamy do utylizacji 5 milionów litrów chemia i 5 milionów kilogramów ludzkiego nawozu. Wyobraź sobie każdego dnia spadają z nieba dwa sześciany z tym świństwem. A reszta działalności ludzkiej? I ziemia ma to przerobić?!
Były to lata osiemdziesiąte!
Akwarium powoli umiera..
Akwarysta poszedł w kosmos i nic go nie interesuje, zakłada gdzieś nową hodowlę, ma czas.