Człowiek lubiąc swoich czytelników powinien od czasu do czasu dać im nieco wytchnienia i pozwolić zapomnieć na parę minut o wszystkim co aktualne, a co tak bardzo wpływa na temperaturę naszych dyskusji, niezależnie od tej, którą raczy nas natura.
Dla mnie takim chwilowym ukojeniem jest zwykle ucieczka w świat historii, choć jeśli się tak dobrze zastanowić, to czasem obfituje ona w niespodzianki większe od tych, których doznać musiała Alicja przechodząc na drugą stronę lustra.
Czasem wygląda to tak, jakby po tej drugiej stronie było dokładnie to samo, tylko trochę bardziej zakurzone.
Wiedziony koniecznością spędziłem kilka dni na wertowaniu pruskich Amstblattów (dzienników urzędowych) z lat 30 tych XIX wieku zawierających świeżo uchwalone prawa, urzędowe ogłoszenia, a także – niezwykle dla mnie ciekawe – ruchy personalne wewnątrz stanu urzędniczego, do którego to zaliczano także takie zawody jak proboszczowie (niezależnie od wyznania), weterynarze, nauczyciele i akuszerki.
Co do tych ostatnich, to nie wszyscy pewnie wiedzą jak ważna to była funkcja, jak poważnie traktowana przez państwo, które odbierało od akuszerki przysięgę, a za złe wykonywanie obowiązków odbierało uprawnienia.
Plus przeuroczy ówczesny język.

Ponieważ zaś koniec roku sprzyja wszelkiego typu podsumowaniom i statystykom, zwróciłem uwagę i na tę stronę Amstblattów, ponieważ owo podsumowywanie nie jest przecież rzeczą nową, a to co może zainteresować dzisiejszego czytelnika, to rodzaj spraw, które ponad 170 lat temu uznawane były za warte ujęcia w statystykach państwowych.
Biorąc za punkt wyjścia podsumowanie urzędowe roku 1838 widzimy, że najważniejszą rzeczą była demografia. Nie ma się co dziwić, ówczesne ruchy demograficzne potrafiły namieszać rządzącym nie gorzej, niż obecnym choć akurat w stronę przeciwną.
Wzrost liczby ludności był kłopotem, gdyż niedobór miejsc pracy był o wiele większy, niż obecnie, emigracja zarobkowa, choć prowadzona w sposób bardziej cywilizowany niż dziś nie potrafiła, mimo wszystko, rozwiązać problemu i była tak powszechna w różnych częściach Niemiec, że kiedy wreszcie zwiększyło się zapotrzebowanie na pracowników, nie wszędzie można ich było znaleźć, niektóre części państwa wręcz opustoszały.
Warto to pamiętać dziś, kiedy rządzący szermują hasłem „powrotów wygnańców” bez składu i ładu niezależnie od oferty zatrudnienia w kraju, a mając jedynie na uwadze „patriotyczne” brzmienie owych haseł.
Jak tedy wyglądała demografia w przykładowej regencji bydgoskiej w roku 1838. Spróbuję zachować właściwy tamtym czasom język, przynajmniej częściowo, bo ładny.
Otóż na terenie podległym wspomnianej regencji urodziło się tamtym roku „w cywilności” – 3827 osób w miastach i 13670 na wsi.
„W wojskowości” ogółem – 57.
Dzietność wsi, jak widać była nie do pobicia z dwóch powodów. Po pierwsze, na wsi mieszkał wówczas większy procent populacji, niż dziś, po drugie – dzieci na wsi traktowane były nieomal jako inwestycja w przyszłość rodziny, dodatkowe ręce do pracy, zabezpieczenie itd.
„wydarzyło się 159 bliźniąt i 4 trojaków” – ot, taka ciekawostka.
Statystyki zawierały także stronę wyznaniową odnoszącą się do tego samego tematu.
Dzieci rodziców ewangelickich
- w cywilności – 6406
- w wojskowości – 44
„… pomiędzy temi 293 z nieprawego łoża”.
Jeśli ktoś dziwi się wchodzeniu statystyk w tak intymne sprawy to przypomnę, że niedługo czeka nas dokładnie to samo, niedawno się o to sprzeczaliśmy.
Dzieci rodziców katolickich
- w cywilności – 10172
- w wojskowości – 13
w tym z nieprawego łoża – 631
Dzieci rodziców żydowskich – 919 w tym 17 z nieprawego łoża.
Urząd państwowy przytacza porównanie z rokiem 1837, względem którego liczba urodzonych z nieprawego łoża wzrosła.
- w r. 1837 – 878
- w r. 1838 – 941
No i już mamy temat do rozmyślań, dyskusji nad upadkiem moralnym, sekularyzacją wrogiego człowiekowi świata i materiał do kazań w kościele, prawda? Tym bardziej, że może zdumiewać tak wysoka liczba urodzeń z nieprawego łoża w wyznaniu, które tak czułe było i jest na tle wybryków łóżkowych grzesznego człowieka. Tym bardziej, że gdyby zestawić to procentowo, to okazałoby się, że tych „nieprawości” akurat u Żydów było najmniej. Zgroza.
Ku udręce proboszczów bez względu na wyznanie zmniejszyła się również liczba par, które stanęły na ślubnym kobiercu z 3862 w roku 1837 do 3818 w r. 1838.
Co ciekawe – rozrzut między liczbą umarłych na wsi i w mieście nie jest tak drastyczny, jak w przypadku urodzeń. W omawianym okresie w miastach zmarło 2269 osób, na wsi zaś 7356 (w cywilności, w wojskowości wszystkiego 34)
Długość życia także wyszczególniona w statystykach wskazuje, że z średnią długością nie było tak źle, jak się niekiedy sądzi. Nie aż tak źle. Pośród zmarłych 132 osoby przekroczyły 80 rok życia, 57 osób – 85 lat, a 60 przekroczyło 90 tkę.
13 osób popełniło samobójstwo, w tym 12 w cywilności i 1 w wojskowości, a „przez różne przypadki i nieszczęścia” ogółem 156 osób, czyli niemal tyle ile zmarło przy połogu (157).
Niektóre statystyki czyta się niemal jak dzisiejsze pisemka typu „Fakt” itp. Weźmy na przykład statystyki policyjne z roku 1938.
Wykazano w nich udział 5 Królewskiej Brygady Żandarmów sprawujących pieczę nad wzmiankowana krainą, którzy „ załatwili w biegu 1838 roku następujące poniesienia służbowe”
- 10775 dziennych
- i 3829 patrole służbowe
- 414 szczególnych poleceń
- 4772 aresztowań
- 19 transportów z 66 osobami
- 35 doniesień o defraudacjach podatkowych, celnych, pocztowych i leśnych
- 7357 podróży w interesach policyjnych
Statystyka aresztowań
1) „… z własnego instinktu”
- 4 polskich zbiegów
- 12 tutejszych i 635 tułaczów
- 10 zbójców
- 1155 złodziejów
- 48 oszukańców
- 6 osób, które za granicę wyprowadzone
- 7 podpalaczów
- 13 osób o rozbójnictwo oskarżonych
- 6 listami gończemi ściganych
- 33 dla niedostatku i 11 dla nieprawdziwych paszportów
- 63 dla braku patentów procederowych
- 757 żebraków
- 1285 przestępców dla przekroczeń policyjnych zbiegłych
- 222 o popełnioną zbrodnię podejrzanych
2) Na rekwizycję 138 osób
Te statystyki z kolei dają suchy wprawdzie, ale prawdziwy obraz stanu porządku na omawianym obszarze, ale i tego, jakie zadania ciążyły na ówczesnej policji.
Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że dla państwa pruskiego podejrzany był każdy, o kim nie było (i to powszechnie) wiadomo skąd jest, czym się zajmuje i jak zarabia na życie. Każdy spoza tych szufladek kto miał pieniądze, „widać skądś je miał”, przeto podejrzany był niejako z definicji.
O człowieku, który wiózł materiały budowlane, policja musiała wiedzieć, że zajmuje się murarką, na co obowiązany był posiadać odpowiedni patent, który zresztą też ogłaszany był w tychże Amstblattach.
Pełna kontrola nad obywatelem jawiła się pruskiej administracji jako jedyna i niezamienialna gwarancja spokoju i ładu, a spokój rządzących był priorytetem, nieukrywanym celem, do którego dążono wszelkimi środkami.
Zostawiając czytelników z tymi przykładami statystyk, chciałbym wszakże podpowiedzieć, że nie wszystko co Prusacy robili na zagarniętej, świętej polskiej ziemi, ziemi Ślimaków, Drzymałów i in. godne jest potępienia. Zdarzały im się także przypadki, które i dziś niejeden by pochwalił.
Np. urzędowo zmieniano nazwy niektórych wsi i osad. Nie, nie z polskich na niemieckie.
Z polskich na polskie. Np.

Nazwa pierwotna, niezależnie od jej domniemanego pochodzenia, nadana prawdopodobnie przez osoby dobrze poinformowane, kiepsko wyglądałaby np. w paszporcie księdza plebana, prawda?
Pozwoliłem sobie na te nieco nudne statystyki, by pokazać, że każdy rok odpowiednio potraktowany, może być przyczynkiem do wniosków ogólniejszych. Ten, który przed nami także.
Jakie statystyki po nim pozostaną? W dużej mierze zależy to od nas.
Niestety, nie tylko…
Jerzy Łukaszewski


Jestem jeszcze „świąteczny” więc przepraszam za literówki 🙂
Amtsblatty no i statystyki policyjne są z roku 1838.
Przednie mecyje…
Suuuper!
Dlaczego tego nie pokazują na lekcjach historii w szkołach?
Dla równowagi, a może przeciwwagi, sięgnąłem po „Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku.” Władysława Łozińskiego.
Jeśli kto nie zna, a lubi historyczne opowieści j.Luk – gorąco polecam!
Mój egzemplarz dostałem od Teścia, który w dedykacji napisał: „… na pamiątkę i ku nauce…”. Czytając myślę czasami, że nic dziwnego w tym, iż Podkarpackie i Lubelskie są ostoją pisu.
Dla mnie zaskakujące jak ówczesna pisownia języka polskiego (nie mylić broń boże z PiSownią) była zbliżona do dzisiejszej a przecież były po drodze co najmniej 2 reformy zasad pisowni (a może więcej zmian).
Pięknym określeniem jest „sztuka babienia”.
Świetne i zaskakująco aktualne! No i ten pruski zamordyzm… Wyobraźmy teraz sobie takie wzmianki pod rządami regencji PiSowskiej.
No i ten pruski zamordyzm…
……….
No nie wiem, nie wiem..
Większość ludzi chce aby za nich myślano, podejmowano decyzję i ma być wszystko klarowne jak na paragonie fiskalnym.
Przykładem jest Ludowe Wojsko Polskie.
Odmóżdżenie totalne, kapral decydował, jak w każdej armii.
Wystarczyło działać zgodnie z regulaminem, nie mądrować i był święty spokój. Żarcie podano, ciuchy wyprano, życia i jakiegoś zawodu uczono i goniono tych od Kanta i Spinozy, zwanych dziś wykształciuchami. To w czasach pokoju a jak wojna to rozkaz i po wszystkim. Nie jest to prawda do końca bo taki Kukliński miał w d.. wszystko co miało być jego pracą i znalazł kwaterę w Alei Zasłużonych, zawsze pali się tam lampeczka i kwiatki też sa wymieniane. Ale był Prawdziwym Polakiem co wiemy.
Prawo ma być klarowne, za to nagroda a za to w ryj.. jak w wojsku.
I można żyć jak normalny człowiek.
@Magog: takoż na grobie Niewiadomskiego. A ileż dłużej.
Probostwo właścicielem „kurwiej roli” …
Bańki nosem puściłem z rozkoszy…
Statystyka mówi, że tylko mniejszość wyborcza i niewyborcza pamięta, jak zmieniono Pupy (wąskotorowe i szerokotorowe), więc przytoczę: obecnie jest to rodzinna miejscowość pogromcy Krzyżaków – Juranda. Spychowo. Również wybryk jurnej młodzieży rodziny Homolacsów, co biegała p**rdolić wokół Zakopanego. Pytanie – jak oni to mogli urzędowo utrwalić, skoro to trzeba było zmieniać na Pardołówkę?
P.S Bliźnaków, czy par blźniaczych? Bo ta nieparzystość?
Zastanawia mnie co trzeba były narozrabiać, by zasłużyć sobie na miano oszukańca.
Jednak statystyki nie mogły uchwycić całej skomplikowanej rzeczywistości, skoro nie ma kategorii narodzin z prawego łoża, ale z lewego męża.
Magog napisal „goniono tych od Kanta i Spinozy, zwanych dziś wykształciuchami”.
.
Zalezy, gdzie. Ja byłem nie od Kanta, tylko od Feynmana. W Wyzszej Oficerskiej Szkole Wojsk Lacznosci prowadziłem pracownie fizyczna dla przyszłych oficerow LWP. Rownie pochyłe, sprezyny, itp. Kiedy wprowadzono Stan, to stałem przy koksowniku, bo przyszli oficerowie zabezpieczali diabli wiedza co przed ewentualnymi ruskimi. Wiec nie miałem kogo trenowac. Za to spedzałem czas (mnowstwo go bylo) w bibliotece tejze uczelni, czytajac Electronic Design w oryginale. (To jest takie amerykanskie czasopismo, ukazuje sie do dzisiaj.)
.
Pisze to wszystko, bo mnie wk..wia, kiedy słysze kategoryczne stwierdzenia na temat owczesnych czasow. Było rozmaicie. Zalezy gdzie, zalezy z kim, zalezy kiedy.