W liście otwartym socjologów do Piotra Glińskiego – ważnego funkcjonariusza obecnej władzy – grupa inicjatywna zwróciła się do profesora Glińskiego jako do socjologa, członka Polskiego Towarzystwa Socjologicznego pełniącego w niedalekiej przeszłości funkcje przewodniczącego PTS, z prośbą o ustosunkowanie się do formy procesowania i kierunku zmian ustawowych dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. (List socjologów do wicepremiera Glińskiego w sprawie demokracji)
List powstał w uzupełnieniu do stanowiska Zarządu Głównego PTS w którym zawarta była troska o stan państwa prawa i wezwanie do poszukiwania kompromisu pomiędzy stronami sporu na polskiej scenie politycznej. Stanowisko ZG PTS nie miało adresata, list otwarty adresowany jest wprost do wiceprzewodniczącego Rady Ministrów i Ministra Kultury Rządu RP Piotra Glińskiego. To ważna różnica, pytanie tylko czy owocna w skutkach…
Sygnatariusze Listu otwartego złożyli go w Urzędzie Rady Ministrów, adresat listu ma szanse udzielić odpowiedzi. Czy i jaka odpowiedź będzie – zobaczymy, premier i minister ale i członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego prof. Piotr Gliński ma szanse odnieść się do kilku prostych pytań zawartych w liście otwartym i korzystając ze swojej bogatej wiedzy socjologicznej przedstawić swoje stanowisko.
Szansa na to, że tak się stanie jest mała, do takiej prognozy uprawnia mnie znajomość tego co Piotr Gliński powiedział kilka dni temu w rozmowie z redaktorem Piaseckim w RMF24 w której odpowiadając na zadane wprost pytanie: jak odniesie się do tego o co w liście otwartym pyta jego środowisko zawodowe, stwierdził ze to go nie dotyczy bo teraz jest on politykiem, a nie socjologiem. Podkreślam, profesor socjologii, którego całe życie oparte było na byciu socjologiem, to socjologia była główną dziedziną w której Piotr Gliński zbudował swoją pozycje naukową, pozycje która, jak sądzę, była ważna w jego karierze politycznej w Prawie i Sprawiedliwości (przypomnijmy, kilkukrotny status premiera technicznego, stała rola eksperta…) redukuje całkowicie swój status naukowca, profesora, socjologa i członka Polskiego Towarzystwa Socjologicznego sprawującego przez jedną kadencję funkcje Przewodniczącego Zarządu Głównego PTS stwierdzając, że funkcja polityczna wynikająca z kaprysu, a i trochę z wyrachowania Prezesa jest ważniejsza niż wszystkie dotychczasowe pozycje i role społeczne Piotra Glińskiego.
Gdyby był gdzieś prowadzony konkurs na wypowiedzi publiczne publicznych osób pretendujących do tytułu „głupota roku” to ta wypowiedź Piotra Glińskiego miałaby szanse na sukces. Czy ambicje i żądza władzy starzejącego się mężczyzny może tłumaczyć takie stanowisko? Panie Profesorze, politykiem się bywa, profesorem się jest!
Dobry to moment aby casus Piotra Glińskiego, profesora Piotra Glińskiego zobaczyć na nieco szerszym tle niż zawirowania na polskiej scenie politycznej.
W prowadzonych od lat badaniach Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), badaniach dotyczących zmian na skali społecznego poważania (prestiżu) różnych zawodów, przez całe dziesięciolecia – zawodem, który otwierał listę najbardziej poważanych był zawód „profesor uniwersytetu”; tak było do niedawna. W ostatnich latach nastąpiła zmiana, zawodem który otwiera listę zawodów, które Polacy darzą największym poważaniem i szacunkiem jest strażak – a profesor uniwersytetu zajmuje zaszczytne drugie miejsce. To wysoka pozycja; ale ważniejsze jest to, że nastąpiła zmiana, po wielu, wielu latach. Coś się stało i już nie wróci a zachowania publiczne ludzi z tytułami profesora, a takich jest wielu w polskim Sejmie, są raczej gwarancją dalszych spadków niż tego, że zawód profesora wróci na przysługujące mu pierwsze miejsce.
Piotrowi Glińskiemu warto jeszcze przekazać coś co pewnie dobrze wie (ale skoro jest teraz politykiem to może nie ma szansy na przeglądanie socjologicznych komunikatów) – w tych samych badaniach CBOS, zawód posła plasuje się na samym dole tabeli zawodów szeregowanych według prestiżu, niżej od posła jest tylko działacz partii politycznej, taka jest perspektywa, Panie Profesorze…
W podzielonej Polsce, w toczącej się plemiennej wojnie, wojnie na śmierć i życie (jak dotąd na słowa), na argumenty, na ekspertyzy obie zwalczające się strony mają „swoich” profesorów, ludzi z tytułami, którzy głoszą tezy niekiedy całkowicie sprzeczne z elementarną logiką i zdrowym rozsądkiem; ale zgodne z interesem partii politycznej, której są funkcjonariuszami…
W sejmie standardem stało się posiadanie „własnych” ekspertów, „nasi” eksperci kontra „wasi” eksperci – a potem i tak racje ma większość arytmetyczna, bo w niej jest rzekomo „wola narodu”.
Jesteśmy na najlepszej drodze do całkowitej destrukcji państwa prawa i zapanowania rządów tłumu manipulowanych przez cyników i frustratów zorganizowanych w partie polityczne zbudowane wokół wodza.
Stałe systemowe napięcie pomiędzy merytokracją a demokracją jest normą we współczesnym świecie wielkich organizacji, w skali państwa wymaga to troski szczególnej…
Po awanturach wokół prawa, instytucji prawnych państwa, zamachu na Konstytucje i jawnego jej łamania przez najważniejsze osoby – tak zwany prosty człowiek/obywatel może mieć pełen zamęt: co to jest prawo, co to jest państwo, co to jest Konstytucja i do czego potrzebny jest Trybunał Konstytucyjny.
Prawne aspekty funkcjonowania państwa są ważne ale dotyczą tylko jednego z jego filarów. Mogą, za chwile, pojawić się pytania o bardziej fundamentalnym charakterze, o sens jego istnienia, o podstawy świadomości obywatelskiej, o źródła narodowej/obywatelskiej tożsamości. To będzie czas na socjologiczne analizy, diagnozy, prognozy, to będzie czas dla socjologii.
Gdzie wtedy Pan będzie, Panie Profesorze Gliński?
Zbigniew Szczypiński



Do akolitów JarKacza nie ma co apelować.
Tylko ostracyzm środowiska może do nich dotrzeć…
No więc ja też nie rozumiem idei pisania takich listów, a to już drugi pod tym adresem.
Zamiast wypisywać tęskne listy jak porzucona kochanka, po oświadczeniu niejakiego Glińskiego, że już nie jest socjologiem, autorzy listu powinni dać na mszę. Dziękczynną.
Przecież jest byle kim. Tabletem, co najwyżej. Dał tego dowód w słynnej rozmowie z p. Lewicką w tv.
Walka jak do tej pory toczyła się na rzycie i śmierdź. Tzn. jedna strona wypinała się urągliwym zadkiem na praworządność, druga raptem okazała się być jeżem. Ta strona, co się wypinała, ma do dyspozycji środki, aby opancerzyć zadek. Sytuacja będzie jednak nadal śmierdząca. Ta merytokracja przypomniała mi podobne łacińskie słowo: meretrix. Oczywiście nie zamierzam sugerować, że zwolennicy Rządzącej Grupy są „in corpore” sk*****ni, czyli zdemoralizowani przez rydzykalizm do kości. Ale u wielu widać już zmiany naskórkowe, a nawet skórr…
Przypadek gliński natomiast jest raczej beznadziejny. U myśliwych mówi się „dłuższa torba niż fuzyja”. Nie wiem, ile lat jemu wybija, ale niewątpliwie wystarczyło.
List jest przejawem postawy obywatelskiej i chociaż Gliński jest „argumentoodporny” to autorzy postanowili zabrać głos. Każdy przejaw Polski obywatelskiej, choćby wzgardzony i lekceważony jest potrzebny. Pokazuje nam wszystkim, że nie jesteśmy sami, ze obok nas inni Polacy myślą podobnie i nie zgadzają się na coraz bardziej nas otaczającą rzeczywistość. Kropla drży skałę i w umysłach pisowców takie fakty się odkładają. W ostatecznym rachunku nie będą mogli stwierdzić, że nic nie wiedzieli.
@slawek, kiedyś jak może pan pamięta, Piotra Jaroszewicza oficjalnie wyrzucono z partii, w miało stanowić „straszną karę”.
Pojawiło się wówczas żądanie obywatelskie „Żądamy usunięcia Piotra Jaroszewicza z szeregów bezpartyjnych!”.
Czasem żart i kpina zadziała skuteczniej, dlatego w wypadku p. Glińskiego wybrałbym tę drogę 🙂
Ale fakt, że każdy sposób jest tu wskazany.
Zgadzam się ze Sławkiem. To nie o Glińskiego tu chodzi. Tylko o społeczeństwo. Dlatego trzeba drążyć ten beton wszystkimi sposobami i przejawiać w ten sposób obywatelski sprzeciw.