Zafundowałem sobie koronarografię. To taki przegląd układu wieńcowego, czyli naczyń krwionośnych wokół serca i trochę dalej. Uznałem, że mi się należy. Obliczyłem, że w ciągu ponad 50 lat pracy zawodowej oddałem państwu na świadczenia zdrowotne ponad pół miliona złotych, z których raz tylko skorzystałem.
Dzięki wsparciu kolegi lekarza dostałem się do Instytutu Kardiologii przy ul. Spartańskiej w Warszawie już po trzech miesiącach. Może to i dobrze, że teraz – pomyślałem. Oderwę się na chwilę od dzieła rewolucji, spojrzę sobie na to z perspektywy szpitala i spraw ponadczasowych, wyciszę się, nabiorę dystansu i może nawet zauważę, że to jeszcze nie koniec świata.
Założyłem, że będę góra dwa dni w instytucie (jeden na badanie, jeden na roztrenowanie), więc wziąłem tylko piżamę, koszulkę z napisem: ,,najgorszy sort Polaków’’, szczoteczkę do zębów oraz ,,Testament Kisiela’’, którego dotychczas nie zdążyłem przeczytać. Jak już osiedliłem się w pokoju nr 5 oraz wyfasowałem widelec (i dostałem ochrzan, że nie mam własnego kubka), pojawił się lekarz, który miał w czwartek dyżur.
– Co panu dolega? – zapytał.
– Obecnie nic – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– To po co pan przyszedł? – zauważył lekarz.
Już chciałem powiedzieć, że żeby przebadać się profilaktycznie, ale ugryzłem się w język, żeby się nie narazić i zacząłem nawijać, że jak mnie przyciśnie stres, to pojawiają się niepokoje i chciałbym wiedzieć, jaka jest tego przyczyna oraz żebym nie zszedł podczas oglądania meczów naszej reprezentacji. Ten wywód poskutkował, bo lekarz wstał i wyszedł bez słowa.
Za najbliższego towarzysza miałem ,,zapaśnika’’. Przyszedł z córką. Prawdziwa laska. Pokręcili się chwilę po pokoju, zarekwirowali stolik i wynieśli się na korytarz. Zza uchylonych drzwi słychać było, że rżną w tysiąca. Dziewczę ograło tatuśka dwa razy, zgarnęło kasę i się oddaliło.
Na dzień dobry dowiedziałem się od ,,zapaśnika’’, że ma wszystkie kręgi wytarte i że jak po zawale pierwszy raz trafił do szpitala, to ze strachu schudł 7 kilogramów. Ale jeszcze 110 mu zostało.
Pod oknem leżał ,,umarlak’’, który zaliczył wszystkie szpitale od Gostynina po Sochaczew, a teraz rezydował w Warszawie.
,,Umarlak’’ w dzień spał, a w nocy chrapał. W niskich tonacjach. W wysokich chrapał ,,zapaśnik’’. Ja się tu przekręcę, zanim skończę te wczasy – pomyślałem ze strachem. Trochę spać muszę.
Obaj współtowarzysze szpitalnej niedoli nie myli zębów i nie pozwalali otwierać okna, żeby nie popaść w chorobę.
Kaloryfery z epoki minionej nie miały pokręteł, nastawione były na mroźną zimę i zżerały cały dostępny tlen z pokoju. Trzeba się zmęczyć, ile się da – wymyśliłem.
Jak ,,zapaśnik’’ i ,,umarlak’’ rozkręcali się na dobre z chrapaniem, wstawałem i robiłem marsz po korytarzu: 100 kroków w jedną stronę i sto kroków w drugą. To lepiej niż w areszcie – pomyślałem, bo tam nie ma takich odległości. Za pierwszym razem wyszła pielęgniarka z dyżurki i zapytała: – pan tak ma czy zlecił panu lekarz? Potem się przyzwyczaiła.
,,Zapaśnik’’ umyślił sobie, że zanim ,,umarlak’’ nas opuści (dwa zawały, zakrzepica), należy go wyedukować.
– Pierwsza zaraza to Platforma – zaczął. – A druga to KRUS. Tak, ten KRUS to druga zaraza. To nawet Tusk, k…. chciał zmienić. Zabrakło mu czterech głosów. Za Tuska to tak się rozbudowała administracja, k…., że kierowca miał dwóch pomocników. Dowozili kierowcę do samochodu. A minister to miał 23 doradców. To od czego on był? K….
– Ten Chełmonik czy jak mu tam, to rozpieprzył całe wojsko – wniósł swój wkład ,,umarlak’’.
– A ten Wałęsa – sięgnął do przeszłości ,,zapaśnik’’ – to nawet mówić nie umiał. Kołek nieociosany, k….. Uczyli go, trochę go nauczyli: ,,nie chcę, ale muszę’’.
– Drzewiecki, minister sportu, złodziej. Pojechał do Kanady do kochanki i mówił, żeby nie przyjeżdżała do Polski, bo tu ruina, k…. A Nowak to się dorobił takiego majątku, że teraz może leżeć, k….. Złodziej na złodzieju. Ziobro zrobi porządek. On się na tym zna. Już się wziął za te ośmiorniczki. Taka miała być świetlana ta Platforma, a ustawy robili jedną na 3 miesiące. A teraz jedna po drugiej. I można. Unia to może prezesowi naskoczyć na kant d..y.
Wyszedłem na spacerniak. Kiwa do mnie facet z pokoju obok. – Niech pan wejdzie, panie kolego. Wyciągnął laptopa spod poduszki i nastawił na mecz Polska – Niemcy (w instytucie telewizja i radio są nieobecne). Oglądamy we trójkę. Drzwi zamknięte. Przy przewadze Niemców w trzecim secie facet z lewej wymięka, kładzie się na łóżku i słucha naszych komunikatów. ,,Geodeta’’, właściciel laptopa (po dwóch zawałach), odpada w czwartym secie. Wyrównujemy na 2:2. Uchyla drzwi pielęgniarka. – No i jak jest, bo obok pytają?
– Ja zejdę – mówi facet, który pierwszy nie dał rady – jak oni wygrają.
Ale przeżył.
Rano mam iść na zabieg. ,,Zapaśnik’’ przygotowuje mi grunt. – Też miałem koronarografię. Idę. Przed gabinetem leży facet. Sztywny. Kartka w palcach u nóg, że do zamrażarki. Ja pierdolę. Miałem uciekać. Zwyciężył duch sportowca. Dwóch facetów mnie obsługiwało, k….. Jeden kręcił korbką, żeby igła się przesuwała w tętnicy, a drugi hamował krew. Sikała pod sufit. To było chyba 16 lat temu. Dało się radę, k…
Po tym opisie zacząłem wątpić, czy mi tak zależy, żeby zbadać się na koszt państwa.
Dr Andrzej Sumiński, mój lekarz prowadzący, strasznie się nade mną namęczył, bo naczynko, które się zapchało, zamiast być w pionie – egzystowało horyzontalnie i po balonikowaniu nie udało się wprowadzić rusztowania, czyli stentu.
Mam wyjść w poniedziałek. Jeszcze sobota i niedziela. Nic się nie będzie działo. – To czekanie na zgodę, że można wyjść, jest gorsze od zabiegu – mówię. ,,Zapaśnik’’ i ,,umarlak’’ są zgodni w 100%. Zakwitła wspólnota ponad podziałami. Dostać się do kliniki trudno, ale co za radość, jak się można pakować.
Wyszedłem w stanie napoczętym dobrym.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM



W tym temacie poczytaj sobie Mirona B. I ciesz się, że Cię spotkało całą epokę później. A właściwie jeszcze nie spotkało. To co? Wsadzili w końcu ten stent? Kiedyś samo balonikowanie też na jakiś czas pomagało. A potem może bajpas? Podobno starcza na dłużej, i nie musisz ładować co dzień tylu piguł. Najlepszego !
No to zdrowia życzę.. za tekst też..