Waldemar Sadowski: Bitwa o Ministerstwo Prawdy16 min czytania

()

kod 32016-01-20.

Czy KOD powinien budować sferę publiczną?

Wstęp

Głos w dyskusji o programie KOD

Teza Krzysztofa Łozińskiego (Krzysztof Łoziński: Między wodą zatrutą a wodą sodową), do której odnosi się ten tekst, w skrócie: „Jeśli wdamy się w tworzenie wizji przyszłej Polski „po upadku kaczyzmu”, to wejdziemy w buty partii politycznej. To nie jest nasze zadane. My mamy obronić demokrację przed dyktaturą, a przyszły ustrój demokratycznego państwa mają tworzyć (lub nie), zmieniać (lub nie) partie polityczne.” (…) „My mamy obronić demokrację, obronić trójpodział władzy, wolność słowa i mediów, wolność obywateli. A później niech działają politycy, niech tworzą programy i przekonują do nich wyborców.”

Waldemar Sadowski: Czy KOD powinien tylko bronić demokracji, czy także ją budować?: „Zgadzam się z Krzysztofem Łozińskim co do zasady. KOD nie powinien się angażować w tworzenie konkretnych ustaw. Zgoda. Ale są konstrukcje ustrojowe, które dotychczas nie działały, a powinny działać. Są też takie, których politycy sami z siebie, dobrowolnie, bez nacisków obywatelskich, nie przeprowadzą przez Sejm. O co chodzi? (…) Chodzi o sferę publiczną. Sferę publiczną tak jak rozumie to Jurgen Habermas. Partie, parlament, trójpodział władzy i pozostałe instytucje nie zapewnią funkcjonowania demokracji bez mądrze zorganizowanej sfery publicznej.”

Ernest Skalski wezwał mnie do tablicy, prosząc o rozwinięcie tematu: „Będę zobowiązany – i myślę, że czytelnicy SO również – za pana definicję sfery publicznej. Co te jest, z czego się składa poza mediami, jeśli to nie to samo co ,media. Jak możną to coś zbudować, a w szczególności jak to może zbudować KOD”.

1

Sfera Habermasa

Nawiązując do aktualnej sytuacji, sferę publiczną można zdefiniować jako przestrzeń, gdzie obywatele ustalają fakty i dyskutują o sprawach ważnych bez pośrednictwa Jacka Kurskiego. Najbardziej dojrzały, czyli deliberatywny model demokracji opiera się właśnie na wolnej aktywności intelektualnej wolnych obywateli, wykorzystując do tego stare i nowe media, aby wpływać na racjonalne procesy decyzyjne w państwie.

Aby zrozumieć sferę publiczną warto przypomnieć sobie ateńską agorę, gdzie wolni i równi obywatele przekazywali sobie aktualne informacje, wymieniali poglądy i przygotowywali decyzje władz państwa-miasta. Tak powstawała w Atenach wola narodu. Nasza współczesna agora skomplikowała się niemiłosiernie, rozrosła się do monstrualnych rozmiarów, często przypomina bazar handlowy, świątynię fanatyków albo akademię, gdzie jeden mówi reszta słucha.

Ale jej najważniejszą cechą jest fakt, że jest to już rozległa przestrzeń, w większości wirtualna, a w obywatelskiej deliberacji pośredniczą media. Jest to skomplikowany system, w którym ludzkie mózgi – z częścią rozumną (inteligencja racjonalna) i z częścią nierozumną (inteligencja emocjonalna), zwaną często gadzim mózgiem – są już niemal na stałe zintegrowane. I do tego telewizja, gazety, serwisy internetowe, Facebook. I dopiero na wyjściu z tego nieprzeniknionego Matrixa wyłania się rzeczywista lub domniemana Wola Narodu.

Chcemy oczywiście, aby na wyjściu była to rzeczywista Wola Narodu, a nie wola Kaczyńskiego, Putina czy Orbana. Masowy i skomplikowany charakter tego systemu sprawia, że dosyć łatwo można wstawiając kit „ciemnemu ludowi”, manipulować strumieniami informacji, które docierają do odbiorników, czyli do umysłów obywateli. Okazuje się, że w niektórych krajach „zniewolenie umysłu” jest dziś łatwiejsze niż w czasach Czesława Miłosza i proceder ten może się obyć bez terroru fizycznego.

Zniewolenie umysłów jest szczególnie łatwe tam, gdzie sfera publiczna jest całkowicie zablokowana, jak w Rosji. Podejmowanie decyzji politycznych odbywa się tam tylko w sposób formalnie demokratyczny. Procesy prawotwórcze nie są poprzedzone merytoryczną debatą, która powoduje, że suweren jest w pełni świadomy tego, co dzieje się w państwie. Zamiast tego emituje się w mediach odpowiednio zaprojektowaną kampanię informacyjną i reklamową, która powoduje, że obywatele myślą tak samo jak władza.

Powstanie sfery publicznej

Twórcą pojęcia „sfera publiczna” jest Jürgen Habermas, historyczny zarys tego zjawiska opisał w książce „Strukturwandel der Oeffentlichkeit” („Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej”). Habermas urodził się w Duesseldorfie w 1929 r. i do dzisiaj uczestniczy w komentowaniu problemów politycznych Niemiec i Europy. W swojej teorii Habermas nawiązuje do całego szeregu nurtów myśli Zachodu, m. in. do niemieckiej myśli filozoficznej Kanta, Hegla, Husserla i Gadamera, do teorii Marksa i szkoły frankfurckiej, do teorii socjologicznych Maxa Webera i Durkheima, do filozofii lingwistycznej Wittgensteina i Searla.

Sfera publiczna powstała, według Habermasa, w XVIII-wiecznej Europie jako dostępna dla każdego przestrzeń dyskusji krytycznej, gdzie do głosu dochodziły jednostki tworząc coś, co nazwał „publicznym rozumem”. Do tego czasu europejska kultura polityczna funkcjonowała w oparciu o model tzw. kultury reprezentacyjnej, w której tylko władza, ukazywała publicznie samą siebie. Funkcjonowanie spraw publicznych było zdominowane przez czynniki o charakterze „reprezentacyjnym”, które będąc emanacją władzy tłumiły możliwość racjonalnego dyskursu. Symbolem tego typu kultury jest Pałac w Wersalu, który prezentował społeczeństwu przytłaczającą wielkość państwa i króla Ludwika XIV.

Pojawienie się sfery publicznej umożliwiło jednostkom swobodną wymianę poglądów, wiedzy i myśli. Jest to jednak przede wszystkim strefa wymykająca się spod kontroli państwa. Jej narodzinom towarzyszył rozwój mediów – gazet, periodyków, literackich klubów czytelniczych, kawiarni i loży masońskich. Istotą tego zjawiska jest dialog i krytyczna wymiana poglądów o sprawach publicznych między wolnymi obywatelami. Krajem, który jako pierwszy stworzył sferę publiczną, a więc także fundament liberalnej demokracji była Wielka Brytania na początku XVIII wieku.

Wiązało się to też z narodzinami epoki Oświecenia, w której pojawiła się publiczność w postaci obywateli, a więc prywatnych jednostek, które wspólnie dyskutują o sprawach publicznych, wykorzystując do tego media, czyli wówczas prasę. Aby wywrzeć wpływ na decyzje władzy państwowej, należało wykorzystać argumenty wypływające z rozumu, bo tylko dzięki racjonalnym argumentom można było uzyskać legitymację do regulowania spraw publicznych.

Dyskurs racjonalny

Racjonalny dyskurs, opisany przez Habermasa jako idealny model, powinien wywierać decydujący wpływ na wszystkie przejawy życia politycznego, w tym na podstawową instytucję społeczeństwa demokratycznego – wybory parlamentarne. Dyskurs ten odbywa się w sferze publicznej, organizowanej i formowanej w naszych czasach głównie przez media. A racjonalność, jej brak lub deformacje wywierają znaczący wpływ na to, co obywatele myślą o programach politycznych i ich reprezentantach. Funkcjonowanie mediów w sferze publicznej staje się więc istotnym elementem wyłaniania i sprawowania władzy państwowej.

Warunkiem racjonalnego dyskursu – a więc funkcjonowania sfery publicznej – jest opisany przez Habermasa model tzw. idealnej sytuacji komunikacyjnej. Polega on na tym, że:

  • po pierwsze, nikt, kto może wnieść istotne informacje, nie powinien zostać wykluczony z udziału w dyskusji;
  • po drugie, należy zagwarantować równość uczestników, każdy uczestnik dyskursu powinien mieć jednakową szansę wypowiedzenia się;
  • po trzecie, uczestnicy muszą mówić to, co naprawdę myślą, a wypowiedzi nie powinny być zniekształcane przez ideologie;
  • po czwarte, komunikacja odbywa się bez restrykcji i przymusu, a więc w dyskusji wygrywa po prostu lepszy argument.

Dopiero spełnienie powyższych warunków dyskursu umożliwi uzgodnienie wspólnego stanowiska lub prawdy, która jest akceptowalna przez rozum. Tylko taki wolny racjonalny dyskurs obywateli daje – według Habermasa – pełną demokratyczną legitymację do sprawowania władzy.

Problemy, wiele problemów

Wśród głównych przyczyn załamania sfery publicznej w Europie wymienia Habermas narodziny mediów masowych, które w połączeniu z reklamą traktują obywateli jako konsumentów. W mediach masowych przekaz informacji odbywa się tylko w jednym kierunku – obywatel, a więc czytelnik, widz, słuchacz jest tylko pasywnym odbiorcą informacji. Drugim czynnikiem, który dobija sferę publiczną jest rozwój państwa opiekuńczego; struktury państwa splatają się tu tak intensywnie z grupami interesów – reprezentowanymi przez partie, związki, kościoły – że nie ma miejsca na wolną od państwa przestrzeń rzetelnego dialogu publicznego. Z kolei w krajach niedemokratycznych w sferę publiczną wciska się władza państwowa.

Dobór i selekcja strumienia informacji, który wsącza się do umysłów odbywa się więc pod kątem zysku z reklam lub przemyślanej manipulacji politycznej, której celem jest sterowanie zachowaniem dużych grup społecznych. Obywatele, czyli publiczność staje się też rodzajem zmanipulowanego medium, a proces demokratyczny sprowadza się do sterowanej masowej aklamacji. Rozdzielenie faktu od fikcji staje się coraz trudniejsze, znikają dyskusje o ważnych problemach, zastępowane najczęściej pokazywaniem problemów i konfliktów personalnych.

W sprzyjających warunkach – z turbodoładowaniem superkomputerów – twór ten może się przepoczwarzyć w idealne, lemowskie państwo totalitarne. Historyczne wersje Lewiatana, jeszcze przed-elektroniczne, znamy z historii jako Związek Sowiecki i III Rzeszę. Dzisiaj w tym kierunku zmierza Putin i Orban. Czy dołączy do nich Polska Kaczyńskiego?

2

Natłok informacji

Prymitywna próba przejęcia mediów publicznych przez PiS metodami używanymi przez skompromitowane już ruchy autokratyczne i totalitarne, nie jest jedynym problemem sfery publicznej. Sprawa jest bardziej skomplikowana. Warto ją uregulować i rozwiązać, wykorzystując obecny kryzys polityczny jako okazję do zmian. Przyczyną zaniku racjonalnej sfery publicznej może być też bowiem rosnąca lawinowo ilość informacji, które muszą być obsłużone przez media oraz narastająca komplikacja spraw publicznych. Jednostka zostaje przytłoczona nadmiarem spraw, które powinna poznać i zrozumieć.

Prowadzenie racjonalnego dyskursu opartego na merytorycznych argumentach i pełnej wiedzy staje się niezwykle trudnym wyzwaniem. Wyniki badań „How Much Info”, przeprowadzonych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley pod kierunkiem profesorów Petera Lymana i Hal R. Variana, dowodzą, że światowa cywilizacja wyprodukowała tylko w latach 1996–1999 tyle samo nowych informacji, co w czasie całej wcześniejszej historii ludzkości.

Większość z nas odczuwa wyraźnie ten przybierający na sile potom informacyjny i związane z tym poczucie bezsilności i rezygnacji z prób wyjaśnienia sobie codziennego potoku zdarzeń. Powoduje to, że ustalenie stanu faktycznego, czyli prawdy jest możliwe jako efekt grupowego wysiłku. Rola mediów w organizowaniu informacji jest więc kluczowa ze względów politycznych, ale także ze względu na ilość i komplikację spraw publicznych.

Zniszczenia w sferze publicznej mają więc wielorakie przyczyny. Stan ten, w odniesieniu do krajów takich jako Polska, trafnie opisuje Anne Applebaum: „W krajach, w których nie funkcjonują niezależne media sprawdzające fakty (bo są zbyt drogie, bo internet zniszczył rynek reklam, bo rządy wywierają presję na dziennikarzy), znika też możliwość cywilizowanej rozmowy. Jeżeli w różnych miejscach w sieci pojawiają się odmienne wersje zdarzeń; jeżeli nikt nie potrafi uzgodnić, co się naprawdę wczoraj stało; jeżeli podrobione, zmanipulowane albo kłamliwe sieci informacyjne są wspomagane przez tłumy trolli internetowych, to teorie konspiracyjne – czy to skrajnej lewicy, czy to skrajnej prawicy – nabiorą takiego samego znaczenia jak rzeczywistość. ” (Gdy nikt w nic nie wierzy. Anne Applebaum, 19.12.2015 01:00 – http://wyborcza.pl/magazyn/1,149726,19369796,gdy-nikt-w-nic-nie-wierzy-applebaum.html

Organizacja przestrzeni

W sferze publicznej hulają więc obce siły. Jeżeli nie istnieje demokracja bez debaty, a jednocześnie wiemy, że nie ma debaty bez prawdy i logiki, to znaczy, że nie będzie demokracji dopóki sfera publiczna nie zostanie uwolniona i zagospodarowana przez obywateli. To nie daje gwarancji, ale jest szansą. Opanowanie polskiej sfery publicznej przez obywateli powinno nastąpić nie poprzez manipulowanie formami własności, czy poprzez uzależnienia organizacyjne, lecz tylko poprzez ustalenie obowiązujących zasad i reguł zachowania się w sferze publicznej.

Nie powinno nas interesować czy media mają być prywatne czy państwowe, finansowane przez kapitał polski czy zagraniczny. I regulacja powinna dotyczyć tylko serwisów i programów informacyjnych. Konieczne jest stworzenie struktury, która umożliwi debatę i werbalizację woli narodu w języku, którego podstawą jest prawda i logika. To jest zadanie dla KOD. Owszem – jako materiały z debaty i postulaty. A nie konkretne rozwiązania prawne. No bo jeżeli nie KOD, to kto?

A problem na prawdę nie jest błahy. Zuckerberg postanowił rozdać na cele charytatywne swoje miliardy. Jeszcze raz zilustruje problem artykułem Anne Applebaum, która zaproponowała, aby właściciel Facebooka przekazał swój majątek właśnie na uporanie się z problemem, o którym tu piszę:

„Tyle jest tych śmieciowych informacji, że nie da się dociec, co jest prawdą. Nikt jeszcze nie wie, co zrobić z tą przemianą, bo jak dotąd niewielu ludzi w ogóle pogodziło się z tym, że ona rzeczywiście zachodzi, ani nie rozumie, w jaki sposób działa. Oto otwarta przestrzeń dla Zuckerberga: pomóc dziennikarzom, naukowcom, aktywistom i politykom w przywróceniu realiów w debacie publicznej. Być może powinniśmy się uczyć „umiejętności czytania mediów” w szkołach; być może potrzeba nam niezależnych „wskaźników” oceny witryn sieciowych; być może powinniśmy dążyć do zrozumienia psychologii teoretyków konspiracji. Nie wiemy, co zadziała, ale są to pytania za 45 miliardów dolarów. ”

IV Władza?

Wróćmy na chwilę do korzeni. Celem trójpodziału władzy jest ograniczenie wszechmocy Lewiatana, aby nie mógł zbyt brutalnie ingerować w życie jednostki. Ale pod koniec XVIII wieku, gdy Monteskiusz formułował zasadę rozdziału władz rola mediów nie była jeszcze widoczna. Władza nad wymianą informacji w sferze publicznej nie została więc ujęta w jego konstrukcie ustrojowym, który nieco ucywilizował władzę.

Ale już od czasów Goebbelsa dobrze wiemy, że media mogą być istotną częścią władzy i mogą przyczynić się do ograniczenia wolności jednostek i to nawet za ich entuzjastyczną zgodą. Dzieje się tak, gdy są powiązane z władzą, najczęściej z władzą wykonawczą, albo gdy władza kontroluje media. Stąd media nazywane są często IV władzą. A władza złączona z mediami staje się Lewiatanem, czego Monteskiusz nie mógł przewidzieć.

Tak więc media, które można nazwać władzą informacyjną, jako jedna z możliwych prawnych sfer działania władzy państwowej, powinna być oddzielone od pozostałych trzech władz. IV władza musi mieć status pełnej niezależności od władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, uregulowany i zagwarantowany w systemie prawa. Dlatego przedstawiciele władzy mogą się pojawiać w sferze publicznej, a więc w domenie należącej do IV Władzy, jedynie w charakterze gościa lub świadka.

Przy czym chodzi tu także o niezależność od innych dużych organizacji – które często pośredniczą w kształtowaniu woli narodu nie posiadając do tego demokratycznej legitymacji – partii politycznych, związków zawodowych, oligarchów czy kościołów. Należy też uściślić i podkreślić, że nie chodzi o całą działalność mediów, lecz tylko o funkcje informacyjne i organizowanie procesów decyzyjnych, a nie o rozrywkę.

Władza nad sferą publiczną i administrowanie nią powinny więc pochodzić bezpośrednio z woli narodu. Używając języka Orwella „Ministerstwo Prawdy” powinno podlegać obywatelom, a nie Wielkiemu Bratu.

Co można zrobić?

Chciałbym zaproponować więc kilka sugestii organizacyjnych. (Proszę to potraktować jako robocze notatki, których celem jest tylko ilustracja i inspiracja):

  • Wola narodu wpływa i reguluje media informacyjne tylko poprzez ustalenie reguł, zasad, regulaminów, jakie w tym sektorze obowiązują, których jedynym celem jest umożliwienie ustalenia stanów faktycznych i wolnej debaty. Może to być Kodeks dobrych praktyk informacyjnych.
  • Całkowity zakaz niedemokratycznego wpływania na media informacyjne przez władzę, a więc politycy, w tym członkowie partii nie mogą zajmować żadnych stanowisk w mediach. Władza, w tym politycy powinni się pojawiać w sferze publicznej jako pełnoprawni i mile widziani goście (a nie jak profesor Gliński u redaktor Lewickiej).
  • Obywatel ma prawo – i wynikające stąd roszczenie – do rzetelnej informacji, a polityk, dziennikarz i ekspert ma obowiązek mówienia prawdy i nie zatajania faktów;
  • Polityk ma prawo – i wynikające stąd roszczenie – aby media przekazywały jego wypowiedzi w sposób rzetelny i odpowiadający prawdzie, w tym prawo do rzetelnego skrótu,
  • Politycy i dziennikarze otrzymywaliby punkty karne lub mandaty za rozpowszechnianie kłamstw w sferze publicznej i używanie niedozwolonych chwytów, i po zebraniu określonej sumy punktów otrzymywaliby zakaz wystąpień publicznych (analogicznie do Kodeksu drogowego i mandatów za nieprzepisową jazdę),
  • Utworzenie „Komitetu Informacji Obywatelskiej” (lub Rzecznika Informacji Obywatelskiej), w którym działaliby dziennikarze i eksperci zbierający informacje o pracach trzech pozostałych władz, a także kontrolujący obrót faktami w sferze publicznej; KIO ma dbać o to, aby w sferze publicznej odbywał się rzetelny dyskurs oparty na faktach i logice, a nie na kłamstwach, stereotypach i emocjach,
  • Komitet reprezentowałby suwerena, a więc obywateli, i byłby niezależny od trzech pozostałych władz, a redaktorzy i eksperci KIO mieliby status podobny do tego jaki mają niezawiśli sędziowie;
  • Rząd miałby zakaz prowadzenia własnego public relation, a w przekazie informacji musiałby wykorzystywać KIO,
  • Programy i obietnice wyborcze partii byłyby kontrolowane przez KIO pod względem formalnym, a po wyborach monitorowane,
  • Partie polityczne miałyby zakaz korzystania z reklam,
  • KIO nie ingerowałoby w struktury i rynek mediów, który działał by jak dotąd – chodzi o to, aby nie ingerować w wolność słowa i biznes (KIO działałby tak jak Drogówka – karze mandatami za łamanie reguł na drodze, ale nie interesuje się właścicielami samochodów czy zużyciem paliwa).
  • Być może warto wprowadzić też obowiązek zatrudniania w programach informacyjnych dziennikarzy, którzy zdobędą uprawnienia, zdadzą egzaminy, jak np. doradcy giełdowi.

Stworzenia politycznej sfery publicznej, która poprzez formy organizacyjne i technologiczne, umożliwi formułowanie woli demokratycznej w oparciu o reguły rozumu i najlepszą wiedzę powstającą w wolnym, publicznym dyskursie, w którym uczestniczą odpowiedzialni obywatele jest – jak widać – zadaniem skomplikowanym, ale bez tego zginiemy w morzu kłamstw, oszczerstw, teorii spiskowych i emocji.

Waldemar Sadowski

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

17 komentarzy

  1. j.Luk 20.01.2016
  2. Ernest Skalski 20.01.2016
  3. j.Luk 20.01.2016
  4. narciarz2 20.01.2016
  5. Magog 20.01.2016
  6. narciarz2 20.01.2016
  7. slawek 20.01.2016
  8. Magog 21.01.2016
    • A. Goryński 21.01.2016
  9. narciarz2 21.01.2016
    • BM 21.01.2016
  10. Magog 21.01.2016
  11. zenjk 21.01.2016
  12. slawek 21.01.2016
  13. narciarz2 21.01.2016
  14. slawek 21.01.2016
  15. Krzysztof 22.01.2016