Spytajmy dowolnego polskiego Polityka, czy jest patriotą. Oczywiście, każdy z Nich się żachnie, bo, oczywiście, nikt w to wątpić nie powinien.
Jednak ja, Hazelhard I, wątpię, i dlatego wszystkich naszych Polityków chciałbym poddać testowi na bycie patriotą.
Pytanie pierwsze (pomocnicze), jest takie:
- Czy Pani/Pan chce, abyśmy w Polsce mieli zadowolonych, bogatych, zdrowych, Obywateli? Inaczej mówiąc, czy chcemy podwyższyć dobrostan Polaków?
Pytanie drugie jest już nieco trudniejsze:
- Czy Pani/Pan uważa, że dobrostanu będzie tym więcej, im ludzie będą bardziej logicznie myśleć?
I ostatnie:
- Czy Pani/Pan zgadza się ze stwierdzeniem, że najlepszą metodą nauczania logicznego myślenia w szkołach jest matematyka?
Zakładam, że na pytania te wszyscy odpowiedzą twierdząco, ale z tego nic nie wynika, bo od powtarzania, że się jest patriotą, wcale się człowiek patriotą nie staje.
Patriotą wyłącznie jest ten, co stara się, aby dobrostan w Polsce wzrastał. Dobrostan ten jednak tylko wtedy wzrośnie, jeżeli ludzie będą logicznie myśleć, a będą tylko wtedy logicznie myśleć, jak nauczanie matematyki w szkołach będzie na maksymalnie wysokim poziomie.
Ministrów Edukacji od wielu lat namawiam na prosty eksperyment:
ZRÓBMY MATURĘ PRÓBNĄ DAJĄC OBECNYM UCZNIOM KOŃCZĄCYCH LICEA ZADANIA MATURALNE Z LAT 1965-75.
Jeżeli uzyskamy wynik zbliżony do tego z tamtych lat, pomaluję sobie włosy na różowo, i zaśpiewam Małgośkę a’capella pod Kolumną Zygmunta.
Jeżeli jednak wyniki będą znacznie gorsze, to wtedy Wszyscy w Polsce zrozumieją, że powrót do wysokiego poziomu matematyki w szkołach jest priorytetem numer jeden, i żaden polityk, który do tego nie dąży, za patriotę nie może uchodzić.
Nie przekonamy się jednak o tym, czy nauczanie matematyki jest problemem, czy nie jest, bez takiej próbnej matury.
Dlatego hazelhardowy test na patriotyzm dla Polityków jest taki:
CZY JEST PANI/PAN ZA PRZEPROWADZENIEM PRÓBNEJ MATURY Z MATEMATYKI PRZY UŻYCIU ZADAŃ SPRZED 40 LAT?
- Odpowiedź „Tak” : Patriota.
- Odpowiedź „Nie” : Wręcz przeciwnie.
A tak na marginesie, to uważam, że większości obecnych naszych kłopotów mogliśmy uniknąć, gdybyśmy nie zabili naszej edukacji, od przedszkola do wieku podeszłego.
Hazelhard


Matma? Do dawania na tacę niepotrzebna, a wręcz niewskazana. Ważne, żeby szeleściło, a nie brzęczało. Jeszcze dawca przeliczy sobie na bułki czy piwa 😉
Domyślam się, że ostatni akapit dotyczy zbrodni oddania wychowania młodych pokoleń w ręce obcej korporacji.
Ponoć tej indoktrynacji jest więcej niż fizy, bioli i chemii razem wziętych?
Efekty – wyniki ostatnich dwóch wyborów.
Lekcje religii mi nie przeszkadzają, o ile są spełnione dwa warunki: i) nie płaci za nie podatnik, bo jeżeli płaci, to jest złodziejstwo, ii) inne lekcje uczą stawiania pytań- wtedy lekcje religii mogą stać się płaszczyzną do ciekawych dyskusji.
Możesz sobie testy wymyślać ale prawdziwym (w odróżnieniu od zwyklego) patriotą to nie jesteś. Królowa nauk na 10 liter, zaczyna na „ma” kończy na „ka”? Matka Boska rzecz jasna, a nie jakaś matematyka i to PRLowska. A wiadomo jak to PRL dzieciom w szkole w glowach mieszał. Słowo „wziąć” to przykład takiego mącenia. Prawdziwi patrioci, jak poucza zawsze dziewica polskiego Sejmu mówią „wziąść” i zapewne świętują wniebowzięście królowej nauk.
Takim prawdziwym patriotą nie jestem, ale: i) nie jestem wegetarianinem, ii) nie mam żadnego futra, iii)na rowerze ostatnio mało jeżdżę.
Po co komu matematyka, lepiej przecież nauczać zniekształconej do stanu parodii legendy sprzed 2000 lat…
Dlaczego tylko 2000? Biblia sięga co najmniej dwa razy dalej…
Jako dziecko czytywałem na nudnych lekcjach religi, w kasetce, tego żyda Perelmana. Co był dla mnie ciekawszy od dziecinnych gadułek katechety. Mimo że jestem matematycznym antytalentem, bo to jest moja, nieodwzajemiona, miłość. W domu miałem Pismo, obszyte przez Babcię wspaniałą, srebrno – niebieską okładką-obszywką. Pożegnałem się z nim (pismem) w komunijnej utracie wiary. Rozumowo – w 100%. Kulturowo – nigdy. Pewne, zaimplantowane w dzieciństwie schematy (poetyckie) działają do dzisiaj, wcale nie jestem pewien, czy nie dodają mi, zamiast ujmując. Po owocach ich, poznacie mnie. Tamto było.
.
Nie chciał bym stwarzać fałszywego obrazu. Dyrygent chóru złapał mnie, dziecka, że czytałem pod ławką (w trakcie) „Kult ciała”. Ale byłem jego pierwszy sopran (pamiętam to cudowne uczucie: „nikt mi nie podskoczy”. Skończyło się z mutacją.
Moje pierwsze religijne nieposłuszeństwo to odmówienie wbijania sobie szpilek w palce- mieliśmy to robić, żeby poznać, jak to strasznie zostać ukrzyżowanym.
A ja pamiętam jak to ja i inne niewinne pacholęta robiliśmy zakłady jakie majtki ma dziś katechetka. Kobiecina miała zwyczaj siadanie na pierwszej ławce, a ławki szkolne wtedy były solidne, twarzą do klasy z nogami na siedzeniu. Ciężko było coś podglądnąć ale.. czasem..
Tylko to pamiętam z religii w podstawówce..
A tak na marginesie, to uważam, że większości obecnych naszych kłopotów mogliśmy uniknąć, gdybyśmy nie zabili naszej edukacji, od przedszkola do wieku podeszłego.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
wykrzykniki są moje – a gdzie byłeś?…..Lekcje religii mi nie przeszkadzają…….
hazelhard pisze:
2016/01/27 o 06:54
Takim prawdziwym patriotą nie jestem, ale: i) nie jestem wegetarianinem, ii) nie mam żadnego futra, iii)na rowerze ostatnio mało jeżdżę.
…dać GRANTY
a ić do dupy.
@Hazelhard test niezły, ale po co? Jak dostaniesz wyniki to co z nimi zrobisz?
Ty wciąż wierzysz, że ten ma rację kto ma rację?
Przecież z daleka widać, że świadectwo z komunistycznej szkoły, a test robiły wiadome siły w interesie określonych grup.
„Czy Pani/Pan zgadza się ze stwierdzeniem, że najlepszą metodą nauczania logicznego myślenia w szkołach jest matematyka?”
.
Myślę, że nie jest to wcale takie oczywiste.
Nie jest oczywiste (jak widać po decyzjach kolejnych władz – trudno przypuszczać, że zmniejszają od lat liczbę godzin matematyki. by perfidnie ogłupić naród; raczej same się składają z głupców…). Nie jest więc oczywiste. Ale to jest prawda.
Przy okazji – ciekawa rzecz. Jest w polityce mnóstwo historyków. Są lekarze, prawnicy, ekonomiści – oraz ogrodnicy ostatnio i rolnicy z wykształceniem podstawowym. A matematycy trafiają się wyłącznie w ministeriach naukowo-edukacyjnych. Tymczasem, jak powiadał Hugon Steinhaus, matematyk – to taki człowiek, który potrafi zrobić wszystko to, co umie każdy inny specjalista; tyle tylko, że robi to szybciej i lepiej…
Osobiście skończyłem studia matematyczne, a w okresie szkolym moim hobby był udział w konkursach i olimpiadach matematycznych – kocham matematykę i zdaję sobie sprawę z jej znaczenia.
.
Być może (nie upieram się) korzystniejsze dla ogólnego poziomu logicznego myślenia w społeczeństwie byłoby nauczanie na solidnym poziomie czegoś na kształt dawnych Sztuk Wyzwolonych. Chodzi mi głównie o logikę i retorykę. A rozumiałbym to np. jako naukę budowania i rozumienia wypowiedzi, prowadzenia sporów, obrony swoich racji, rachunek zdań (tego naucza się na lekcjach matematyki).
Nie twierdzę, że na pewno mam rację.
@BM a możesz podać jakiś przykład? Bo jakoś mi do głowy nie przychodzi.
No, może oprócz mojego sąsiada PiSiora, który udaje normalnego człowieka. (profesor belwederski matematyki, żeby nie było).
Przykład – kogo czy czego? Jeśli idzie o wysokich urzędników, to prof. Michał Kleiber – był niezłym ministrem nauki i prezesem PAN. Prof. Łybacka była najlepszym dotychczas ministrem edukacji. Wiceministrów też było paru, ale tylko w tych dwóch resortach. A ja bym chętnie widział matematyka – ministra spraw zagranicznych czy wewnętrznych, albo i premiera… A może nawet zdrowia…
A, przepraszam: mój młodszy kolega, z którym niegdyś prowadziłem proseminarium z podstaw matematyki na UW, był ministrem obrony. Chyba niezłym. Nazywa się Janusz Onyszkiewicz. I jeszcze mieliśmy człowieka w randze ministra w Kancelarii Prezydenta – Janka Lityńskiego.
No ale to nie potwierdza tezy, że matematycy potrafią wszystko, nie sądzisz? 🙂 Wręcz przeciwnie 🙂 Krąg zajęć dość wąski.
No i kwestia: kto to jest matematyk? Jeśli facet, który ukończył matematykę, to Ziobro jest prawnikiem.
A myślę, że matematyka to zbyt fajna dziedzina wiedzy, by ją dla byle czego porzucać.
A politykiem może być każdy 🙂 Robota mniej odpowiedzialna, pieniądze lepsze, co się dziwimy?
Tu masz rację. Nieżyjący już prof. A. Pełczyński mawiał, że są na świecie matematycy i magistrowie matematyki. Pewno więc dotyczy to też prawników i innych. A matematykiem – przy dodatkowym założeniu, że np. Banach był matematykiem – jest ten, kogo matematyk za matematyka uważa. NB to jest przykład tzw. definicji indukcyjnej. A z wymienionymi wyżej – w większości – chyba jednak nie było źle. W każdym razie inni byli gorsi.
To ja jeszcze dorzucę (pewnie znane):
.
„Matematykiem jest, kto umie znajdować analogie między twierdzeniami, lepszym – kto widzi analogie między dowodami, jeszcze lepszym – kto dostrzega analogie miedzy teoriami, a można wyobrazić sobie i takiego, co widzi analogie między analogiami.”
Stefan Banach
Ja się nie zgadzam z postawioną tezą. Ja uwazam, ze kluczem do dobrostanu jest poczucie wewnętrznej siły i własnej wartosci. Logiczne myslenie jest częscią takiego kręgosłupa, ale niekoniecznie najwazniejszą. Zdolnosc logicznego rozumowania nie jest rozdzielona po rowno. Mozna się go nauczyc w granicach swoich wrodzonych mozliwosci, ktore są rozmaite. Ale niekoniecznie jest tak, ze rozwiązywanie rownania kwadratowego przekłada się na potem na odpornosc na demagogię. Propaganda i demagogia to nie są błędy w logicznym rozumowaniu, tylko granie na uczuciach i emocjach odbiorcy. Matematyka przed tym nie zabezpiecza.
Narciarzu, są rzeczy ważniejsze od PiSu u władzy. I dla tych rzeczy myślenie logiczne jest niezbędne. My teraz, z powodu nowego Rządu, tracimy z oczu wszystko inne. Napiszę o tym wkrótce.
a „finland to stop teaching math at school” !!!