Waldemar Sadowski: Przepraszam, czy suweren też może coś powiedzieć!?24 min czytania

()

szydlo2016-02-01,

Pani Premier Beata Szydło powtarzała w kampanii wyborczej jak nakręcona, że z „ludźmi trzeba rozmawiać”. Wcale nie trzeba. To hasło wyjęte jest z zatęchłej kultury politycznej PRL. To ludzie muszą z Wami rozmawiać, Pani Premier. Powiedzą Wam, co macie robić. Grzecznie. W dzień.

Jakie porozumienie?

Mamy w Polsce potężną broń przeciwko populistycznej autokracji: społeczeństwo obywatelskie. Gdy mówię „społeczeństwo”, mam na myśli wolną armię organizacji pozarządowych. Zarówno Putin jak i Orban najbardziej obawiali się NGOsów – prawdziwego nośnika zarazy wolności. Polską wersję Majdanu, pokojową i legalną, mogą stworzyć organizacje pozarządowe. Proponuję, aby w ramach doraźnej obrony demokracji przed PiSem, zbudować instytucję, która zostanie trwałym mechanizmem demokracji obywatelskiej.

Nie możemy już myśleć w sztywnych kategoriach, bo rzeczywistość staje się płynna. W dodatku  Kaczyński jest nieprzewidywalnym mistrzem destrukcji. Obrońcy demokracji też muszą być kreatywni i innowacyjni. Demonstracje są działaniem doraźnym i mało skutecznym na dłuższą metę. Uważam, że były i będą potrzebne, ale ważniejsze są już działania pozytywne.

Rozwiązanie, które proponuję jest wynikiem dyskusji, która toczyła się przy okazji moich artykułów o sferze publicznej, o programie KOD i referendum. Przeglądałem wszystkie głosy na Facebooku, artykuły i  komentarze w Studio Opinii oraz maile, za które dziękuję. Podsumowuję dyskusję, aby pomysły, energia i czas osób, które brały w niej udział nie poszły na marne. Padło wiele ciekawych stwierdzeń i propozycji. Wyciągając z tego wnioski, proponuję rozwiązanie, które prawdopodobnie odpowiada naszym realiom i jest potrzebne demokracji w ogóle, a nie tylko do obrony przed PiSem. I prawdopodobnie jest zgodne z celami KOD.

Pisząc ten tekst, natknąłem się na ciekawy wywiad z prof. Andrzejem Nowakiem w „Gazecie Wyborczej”, jedną z czołowych postaci środowiska PiS. Profesor także wymienia sferę publiczną Habermasa, jako miejsce, gdzie moglibyśmy się spotkać i wymieniać argumenty. Ale dalej zamiast rozwiązań realnych i takich, które rozwiążą problem, proponuje projekt reprezentacyjny i symboliczny: budowę – wspólną – Kopca Jana Pawła II w Krakowie. „Powinny istnieć przynajmniej punkty, w których bodaj próbujemy się spotkać. I jednym z takich punktów mogłaby być dobra pamięć o Janie Pawle II – pamięć o wielkim Polaku i dobrym człowieku.”

Niestety, uważam, że Kościół ukamienował pośmiertnie polskiego Papieża. Ten Kopiec to byłby kolejny Jego grób. Zamiast kierować się ideą „Nie lękajcie się”, wykonywano puste rytuały przed tysiącem jego pomników. Lękacie się, a wasze lęki zrodziły nam „jajo węża”, z którego wykluła się partia neofaszystowska. Doskonale opisał efekty tych lęków Popper w książce „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”. Totalitarne inklinacje Platona, wynikające z lęku przed nowym: ginące społeczeństwo plemienne i powstawanie otwartego polis. Panie Profesorze – czy nie lepiej stworzyć wspólną sferę wymiany myśli, aby się spotykać na gruncie rozumu, niż wznosić jeszcze jeden pomnik?

Czy jest jednak jakakolwiek szansa na spotkanie w sferze rozumu? Na stworzenie dyskursywnej sfery publicznej? Na budowę demokracji deliberatywnej? Czy jest możliwość usłyszenia prawdziwego głosu narodu? Sądzę, że tak. Uważam, że nie tylko jest to możliwe, ale to warunek obrony demokracji w Polsce.

Niech przemówi Suweren

Nie wiemy skąd biorą się nocne ustawy PiSu. Czy Prezes je konsultuje? Z kim?  Profesor Marek Safjan w książce „Wyzwania dla państwa prawa” (2008) wzywał PiS do ujawnienia programu, przedstawienia opinii publicznej na czym dokładnie ma polegać IV Rzeczpospolita. Nic z tego, rzeczywisty program poznajemy dopiero  po wyborach i przejęciu władzy. Bez debaty w sferze publicznej program partii nie ma demokratycznej legitymacji do wcielania go w życie. Tak sądzę. To są już metody i praktyki faszystowskie.

Tematy i rozwiązania, które nie pojawiły się w sferze publicznej, nie zostały przedyskutowane, nie powinny stawać się prawem. Nie ma demokracji bez sfery publicznej. Dla przypomnienia, w teorii Habermasa jest to przestrzeń, gdzie wolni obywatele dyskutują swobodnie o problemach publicznych, bez obecności państwa. To przestrzeń, gdzie głos ma suweren. Sfera publiczna – w uproszczeniu – powstaje, gdy (1) prywatne osoby zbierają się, aby (2) przedyskutować ważne sprawy, szanse lub zagrożenia, (3) tworząc publiczność, (4) bez udziału państwa.

W efekcie powstaje opinia publiczna w wąskim znaczeniu – racjonalny kompromis uwzględniający wiele różnych racji i argumentów, czyli wola narodu w znaczeniu  przednormatywnym. Władza narodu nie jest jeszcze w tej fazie obowiązującym prawem, ale wkrótce może i powinna przejść do sfery obowiązywania. Naród dyskutuje, a potem mówi do swoich przedstawicieli: chcemy, żebyście zrobili to i to. Przygotujcie i uchwalcie akty prawne. Warto zauważyć, że w uproszczonym modelu rzeczywistości społecznej Habermasa występują trzy sfery: państwo, rynek i sfera publiczna. Nancy Fraser , kontynuując rozważania Habermasa  wyróżnia dwie części tej sfery:  „strong public” i „weak public”. Pierwsza, to debaty w parlamencie, które kończą się uchwaleniem ustaw. Druga, to rozmowy i dyskusje obywateli, w trakcie których kształtuje się wola narodu (Nancy Fraser, „Rethinking the public sphere”).

Spoglądając na polski Sejm od razu widać, że nikt tam już nie debatuje. Ale to jest nie tylko nasz problem. Zauważył go już dawno Habermas: „Parlament w coraz większym stopniu staje się miejscem, gdzie spotykają się związani instrukcjami pełnomocnicy partii, aby zarejestrować decyzje już zapadłe.” („Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej”). U nas sprawy zaszły znacznie dalej. Głosowania w Sejmie są rytuałem potwierdzającym wolę wodza. Parlament  maskuje tylko autokrację. Karykatura debaty polega na tym, że decyzje Prezes już podjął i wszystko, co się przekazuje Narodowi z mównicy sejmowej to próżna gadanina. Posłowie stali się pełnomocnikami Jarosława Kaczyńskiego. Wygląda na to, że Pełnomocnikiem jest Prezydent i Premier. Urzędnicy, prezesi spółek, dziennikarze mediów publicznych, wkrótce dołączą prokuratorzy. Zawsze chwiejny i zamazany trójpodział władzy przestał istnieć.

To partie polityczne i media zmonopolizowały tematy i sposoby rozmowy Polaków. I jednym i drugim zależy na kłótni i emocjach, a nie na rzeczowej, spokojnej wymianie racjonalnych argumentów.

Majdan, jako zgromadzenie społeczeństwa obywatelskiego, ma ogromną siłę. Jego słabą stroną jest dyskusja, a najsłabszą – ustalenie jego Woli. Tymczasem debata i werbalizacja woli narodu to pierwsze kroki w procesie demokratycznego podejmowania decyzji w państwie. W praktyce, nawet w okresach kiedy sfera publiczna była bliska ideału, charakteryzowały ją liczne wykluczenia. Do dzisiaj to główny problem. Często oparty o status wykształcenia, koszty technologii umożliwiającej wejście do Internetu – głównego miejsca dzisiejszego dyskursu. Aby w tym uczestniczyć trzeba też znać biegle język ogólny, logikę, dysponować bogatym słownictwem, umiejętnością poprawnego pisania, trzeba być w miarę oczytanym, aby rozumieć skróty myślowe używane  w dyskusji. Są to przyczyny ograniczające funkcjonowanie obywatelskiej sfery publicznej. W naszym kontekście są to warunki funkcjonowania demokracji, a nie postulaty socjalne lewicy.

Zróbmy to tak…

Głosowanie zgodnie ze swą ideą było tylko końcowym aktem stałego, publicznie toczącego się sporu argumentów (Jurgen Habermas, „Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej”). Główna gra toczy się przed głosowaniem. Wiedzą o tym związki zawodowe, wie o tym hierarchia kościelna, wiedzą o tym koncerny. Praktykują to partie polityczne, w szczególności partie Orbana, Putina i Kaczyńskiego. Podmioty te nauczyły się wpływać na decyzje polityczne, omijając sferę publiczną, a więc metodami niedemokratycznymi. Konstytucja w Art 11 i 13 zakazuje tych praktyk. To także dlatego społeczeństwo obywatelskie powinno zagospodarować tę sferę. Jak to może wyglądać?

Byłaby to (1) instytucja organizująca sferę publiczną i (2) proces werbalizacji woli narodu. Proces ten  można rozbić na trzy stadia:

  • ustalenie tematów i pytań
  • ogłoszenie i przeprowadzenie debaty
  • badanie wyników debaty
  • ogłoszenie wyników, czyli woli narodu.

Najważniejsze wydaje mi się tutaj pytanie: w jaki sposób ustalić i zwerbalizować wolę narodu?  Doszedłem do wniosku, że optymalnym rozwiązaniem w polskich warunkach będą solidne, wiarygodne badania sondażowe. Wiarygodność badań socjologicznych tego typu jest obecnie bardzo wysoka. Po pierwsze – uzyskamy tą drogą jako Naród cenną samowiedzę i samoświadomość; po drugie – politycy studiują sondaże i kierują się ich wynikami; po trzecie – możemy przedstawiać tę wolę parlamentowi, partiom politycznym i politykom jako ważne społeczne postulaty.

W przeciwieństwie do obecnych sondaży sprawdzających tylko poparcie dla partii, badamy głos wszystkich obywateli. Nie tylko tych, którzy deklarują udział w wyborach. To jest zdecydowana przewaga tej metody, gdyż poznajemy rzeczywistą wolę całego narodu. Wynik debaty i badania woli narodu otrzymają wszyscy politycy do wiadomości. Reprezentanci powinni znać wolę ludzi, których reprezentują, aby głosowania nie były tylko czczą formalnością realizowaną na polecenie przewodniczącego partii.

Wyobrażam sobie, że najpierw, a więc na dzisiaj sformułujemy i przedstawimy Narodowi do przedyskutowania te problemy, które wyciągają nas z domów na ulice, aby demonstrować. Powinien to być zestaw postulatów, który przedłożymy do dyskusji publicznej – dobrze przygotowanej, ustrukturyzowanej, jawnej i racjonalnej.

Teraz mamy wyjątkowo dużo pytań, ale przecież nie wiemy dokładnie, co Naród sądzi o nocnych rozwiązaniach PiSu. Znamy tylko poparcie partii politycznych w grupie osób, które by poszły do urn. Jest to wiedza potrzebna politykom. Nam potrzebna jest inna wiedza.

Lista potencjalnych pytań i problemów do pierwszych debat i werbalizacji woli narodu:

  • Czy Trybunał Konstytucyjny powinien pozostać całkowicie niezależny od polityków, w tym od Sejmu?
  • Czy media publiczne powinny być wolne, a partie polityczne i politycy nie powinni wywierać żadnego wpływu na publikowane treści?
  • Czy sądy powinny kontrolować inwigilację obywateli, w tym inwigilację w Internecie?
  • Czy partie polityczne powinny obsadzać stanowiska w administracji państwowej i w spółkach skarbu państwa?
  • Czy lekcje religii powinny odbywać się na terenie w szkół?
  • Czy prokuratura powinna podlegać rządowi?

To są tylko aktualne i przykładowe tematy, ale pytań, które można rozstrzygać w drodze takiego   referendum konsultacyjnego jest wiele i ciągle będą się pojawiały nowe. Dopóki będzie istniało państwo.

Debata powinna mieć dobrze przemyślaną strukturę. W zależności od problemu może trwać od jednego miesiąca nawet do kilku lat (poprawki do Konstytucji). Wyobrażam sobie, że proces zaczyna się od debaty inauguracyjnej w realu, z udziałem ekspertów. Potem dajemy sobie czas na dyskusję w rodzinie, ze znajomymi, w mediach, w Internecie. Należałoby ogłosić listę wiarygodnych mediów, w których można liczyć na rzetelną informację i poprawne dyskusje. W zasadzie każdy mógłby brać w niej udział, z wyjątkiem partyjnych troli i podmiotów, które spełniają kryteria do delegalizacji – określa je Komisja Wenecka. W naszym przypadku myślę od razu o reprezentantach interesów Rosji w Polsce. Rozwój demokracji nie powinien po raz drugi – jak w XVIII wieku – doprowadzić do upadku państwa. Na zakończenie powinna się odbyć debata końcowa, podsumowująca, po której przystępujemy do weryfikacji głosu Narodu: badania  przy zastosowaniu dobrych metod są  wiarygodne.

Matecznik demokracji

W werbalizacji woli suwerena główną rolę powinny odegrać organizacje pozarządowe. Tam jest wolna Polska. Ten postulat pojawiał się w dyskusji wielokrotnie. Użytkownik „Sławek” w Studio Opinii: „KOD zaprasza wszystkie zainteresowane organizacje pozarządowe oraz wszystkie partie polityczne do utworzenia wspólnego Obywatelskiego Komitetu Referendalnego (OKR)”. Podjęcie takiej współpracy postulował też Jacek Parol, rozważając projekt referendum: „Zaprosić do działania wszystkie partie polityczne mające reprezentację w parlamencie i te pozostające poza nim, Kongres Kobiet, Zielonych, organizacje ruchu LGTB, fundacje i organizacje pozarządowe.”

W 2014 roku zarejestrowanych było około 17 tysięcy fundacji i 100 tysięcy stowarzyszeń. Stowarzyszenie Klon/Jawor ocenia, że rzeczywistą działalność prowadzi około 70%  z nich, a więc 80 tysięcy stowarzyszeń i fundacji – liczba, która musi przyprawiać o ból głowy Jarosława Kaczyńskiego. Do tego trzeba doliczyć około 50 tys. innych podmiotów, które także działają w szeroko rozumianej sferze społecznej. Są to partie polityczne, związki zawodowe, spółdzielnie socjalne, organizacje pracodawców, koła gospodyń wiejskich, kółka rolnicze, cechy rzemieślnicze.

Sądzę, że takie połączenie i skoordynowanie sił to kolejny naturalny i logiczny krok w obronie, ale i w rozwoju demokracji. I nie chodzi tu o tworzenie alternatyw dla władzy przedstawicielskiej. Chodzi tylko o organizację pierwszej fazy procesu demokratycznego: debaty i wyrażenia woli narodu. Ta strefa leży odłogiem. KOD mógłby tu wystąpić jako organizator sfery publicznej lub tylko jako inicjator, czy współorganizator koalicji NGOs.

Organizator procesu werbalizacji woli narodu powinien być  neutralny – nie powinien się wypowiadać w sprawach merytorycznych dotyczących organizowanych debat i badań. Nie powinien prezentować własnego zdania w sprawach merytorycznych, o których dyskutować będą obywatele w ramach debaty.

Koalicja NGO-s to idealny organizator sfery publicznej. Ważną cechą organizacji pozarządowych jest brak bezpośredniej zależności od władzy. Organizacje pozarządowe mogą tu występować też w zastępstwie osób prywatnych, szczególnie z grup wykluczonych. Ich udział w debacie podniesie jej merytoryczny poziom i zwiększy jej demokratyczną legitymację – jest to istotne ze względu na rosnącą komplikację spraw i zalew informacji, z którymi trudno się zwykłemu człowiekowi uporać. A debaty w sferze publicznej powinny być rzetelne i oparte na najlepszej dostępnej wiedzy.

Instytucja

W praktyce widzę następujące elementy architektury sfery publicznej, które w polskich warunkach należy i można stworzyć:

  •  zwołanie Kongresu NGO (Zgromadzenie Ogólne NGO?), który wybierze:
  • Komitet Społeczeństwa Obywatelskiego/Rada Sfery Publicznej?/, który ustala (1) Kodeks dobrych praktyk informacyjnych, (2) pytania debat i referendów konsultacyjnych oraz (3) powołuje i nadzoruje:
  • Biuro Wykonawcze.

Biuro administruje m. in.:

  • organizacją debat i badań sprawdzających wolę narodu
  • znakiem jakości, który ocenia wiarygodność serwisów informacyjnych.

Proponuję, aby nazywać ten proces werbalizacją woli narodu. Można zaliczyć to do referendum w szerokim tego słowa znaczeniu. Przypomina to znane w prawie konstytucyjnym referendum konsultacyjne. Taki sposób ustalania woli nie jest skomplikowany i kosztowny, nie uruchamiamy tej ogromnej machiny urzędniczej, do przygotowywania list, tworzenia komisji, pieczęci, zwożenia urn i kart do głosowania i skomplikowanej operacji liczenia każdej kartki. To jest zbyt drogie i logistycznie nie do przeprowadzenia bez pomocy aparatu państwowego i samorządowego.

Jednak do ustalenia woli narodu nie potrzebne nam są takie gigantyczne przedsięwzięcia (może  w przyszłości uda się je organizować tanio przez Internet). Do ustalenia naszej woli i policzenia się, wystarczy nam na razie dobra, rozsądna, rozumna, racjonalna debata – wysłuchanie ze zrozumieniem głosu ekspertów i podjęcie indywidualnych decyzji, a potem przekazanie głosu ankieterom. W ten sposób możemy ustalać czego właściwie chcemy i ilu z nas tego chce.

W chwili obecnej nie ma żadnej przestrzeni, i żadnego kanału, gdzie nasza wola zostałaby – po przedyskutowaniu – sformułowana w sposób jasny. To, co uzyskamy nie będzie jeszcze prawem. Ale będzie to faza wstępna do przełożenia tego na obowiązujące normy. Uważam, że eksperci  delegowani przez partie polityczne też mogą brać udział w debatach. Na naszych warunkach. Jeżeli rządząca większość, mimo ewidentnych wyników badań i argumentów, nie zechce zrealizować postulatów, to można demonstrować „za czymś”, a nie tak jak obecnie „przeciwko”. Nie wyobrażam sobie jednak, że partie polityczne nie wezmą tego pod uwagę; te, które nie będą słuchały długo nie porządzą. Sądzę, że woli narodu zwerbalizowanej w jasny sposób nikt nie jest w stanie ignorować przez dłuższy czas. Tu tkwi siła społeczeństwa obywatelskiego.

Przewagi referendum konsultacyjnego nad jednorazowym referendum konstytucyjnym:

  • niski koszt i znacznie mniej skomplikowana organizacja
  • werbalizacja woli narodu możliwa w większości spraw
  • ustalanie woli całego narodu, a nie tylko obywateli którzy biorą udział w wyborach
  • możliwość stałego porównywania woli narodu z działaniami rządzącej partii
  • aktywizacja rozumu publicznego poprzez debaty
  • wciągnięcie władzy w dyskurs w sferze publicznej
  • trwała instytucja aktywizująca życie demokratyczne
  • jawność procesu tworzenia prawa
  • respektowanie społecznego podziału władzy
  • demokracja nie sprowadza się do głosowania raz na cztery lata
  • stała kontrola władzy
  • ułatwi tworzenie programów partyjnych i ustaw.

Podstawa prawna: 4.2 – „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”

Stworzenie obywatelskiej sfery publicznej jako trwałej instytucji demokratycznej warto wywodzić z Art. 4.2 Konstytucji RP. Zakorzenienie w przepisach o ustroju państwa daje tej nowoczesnej instytucji, funkcjonującej w pełnej napięć strefie między „faktycznością” a „obowiązywaniem” jak nazwałby to zapewne Habermas, głęboką demokratyczną legitymację i rozległy horyzont merytoryczny.

Musimy przyzwyczaić opinię publiczną i partie polityczne, że istnieje coś takiego jak wolni obywatele, którzy zgodnie z Konstytucją mogą także sprawować władzę w sposób bezpośredni. Jeżeli Naród nie realizuje tego prawa na co dzień to tylko i wyłącznie ze względów praktycznych. Efekty podziału pracy powodują, że sprawowanie władzy poprzez przedstawicieli jest przeważnie łatwiejsze, tańsze i daje lepsze skutki. Przeważnie.

Większość podręcznikowych wykładni tego przepisu stwierdza, że artykuł ten po prostu odsyła tylko do innych, bardziej szczegółowych przepisów o referendach (Art. 125) i obywatelskiej inicjatywie obywatelskiej ( Art. 118). I nic więcej w nim nie ma. Sądzę, że to nie jest poprawna interpretacja. Artykuł 4.2  zawiera samoistną normę, niezależną od wspomnianych odesłań. Sądzę, że Naród może wyrazić swoją wolę na podstawie Art. 4.2, „bez pośrednictwa”, nie pytając nikogo o zgodę. Suweren dał sobie w Art. 4.2 prawo do sprawowania władzy bezpośrednio, nie regulując szczegółowo warunków i formy w jakiej miało by się to odbywać.

Dotychczasowa wykładnia 4.2 oparta jest o syndrom Tymińskiego. Niemal wszyscy znani konstytucjonaliści mają ciągle jeszcze w głowie ten koszmar, gdy jakiś nieznany nikomu facet, który przyleciał do Polski z Peru przez Libię, pokonał w wyborach prezydenckich  naszego Mędrca Tadeusza Mazowieckiego, a potem tylko o mały włos przegrał z Wałęsą, miał realne szanse zostać prezydentem Polski. Pokazywał tylko laptopa, w którym miał ponoć jakiś program. I nasz postkomunistyczny „motłoch” to kupił. Zawężająca interpretacja 4.2 wynika więc ze strachu elit i społeczeństwa obywatelskiego przed „Czernią”.

Argumenty za tezą, że Art. 4.2 zawiera normę, uprawniającą naród do bezpośredniego sprawowania władzy bez zgody Sejmu i innych organów:

1) pojęcie „sprawowanie władzy bezpośrednio” ma szerszy zakres znaczeniowy niż „referendum”. A „Referendum”, o którym mówi Konstytucja w art. 125 (i ewentualnie inicjatywa ustawodawcza w Art. 118) nie wyczerpuje wszystkich form bezpośredniego sprawowania władzy. Istnieje więcej form „bezpośrednich” niż tylko referendum, na przykład kilka wersji plebiscytów, a także wiele form nienazwanych, które dopiero można opracować. A skoro przepis ten dotyczy władzy suwerena, to nie wolno go też interpretować w sposób zawężający znaczenie, gdyż oznaczałoby to niedopuszczalne ograniczanie władzy Narodu, a więc zmienianie Konstytucji przez wykładnię. Są więc w Art. 4.2 ukryte dodatkowe formy sprawowania władzy, których Konstytucja nie reguluje szczegółowo, pozostawiając ich doprecyzowanie i wykorzystanie do decyzji samego Suwerena.

2) w Słowniku języka polskiego wyrażenie „bezpośrednio” znaczy „bez pośrednictwa”, a więc w tym przypadku bez pośrednictwa innych podmiotów. Natomiast Art. 125 wprowadza pośredniczenie Sejmu lub Prezydenta i Senatu. Artykuł ten wymaga bowiem zgody na referendum bezwzględnej większości Sejmu lub Prezydenta i bezwzględnej większości Senatu. To nie jest „bezpośrednia” forma sprawowania władzy – mimo nazwy „referendum” – bo jest całkowicie uzależniona od pośrednictwa organów państwa. „Bezpośrednie” wykonywanie władzy w żadnym razie nie może oznaczać, że jakiś jeszcze inny podmiot będzie wyrażał na to zgodę albo w inny sposób limitował, bo to nie byłoby już „bezpośrednie”. Stąd można wnioskować, że przepis o referendum nie wynika z dyspozycji zawartej w Art. 4.2., gdyż przewiduje on formę mieszaną sprawowania władzy, a nie bezpośrednią. Nieprzypadkowo też przepis o referendum umieszczony został w Rozdziale IV Konstytucji zatytułowanym: „Sejm i Senat”.

3) Gdyby twórcy Konstytucji chcieli, aby to referendum było jedyną formą bezpośredniego sprawowania władzy, to by to tak nazwali i w sposób ścisły wyrażałby to Art. 4.  Przepis ten brzmiałby wówczas w taki sposób: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub poprzez referendum określone w art. 125” (i ewentualnie w innych). Nazwali to jednak szerzej jako „bezpośrednie sprawowanie władzy”.

4) Wszystko wskazuje na to, że ustrojodawca świadomie nie dokonał zapisu tego przepisu w brzmieniu, który sugerowałem w pkt 3. Ale co ważne – wersję tę dobrze znał. Takie brzmienie miał już bowiem  Art 2 ust. 2 Małej Konstytucji z 1992 r, a więc poprzedniczki, na której bazowała obecna Konstytucja: „Naród sprawuje władzę przez swych przedstawicieli wybieranych do Sejmu i Senatu; sprawowanie władzy następuje także poprzez wyrażanie woli w drodze referendum”. Twórcy naszej Konstytucji postanowili jednak zmienić wąskie pojęcie „referendum” na  bardzo szerokie „bezpośrednie sprawowanie władzy”. Wskazali nam w ten sposób kierunek, w jakim  powinien pójść rozwój instytucji demokratycznych w Polsce. Ale jest to także ważna sugestia dotycząca wykładni. Czy można mieć tu wątpliwości co do zamiarów Ojców Konstytucji? Czy wolno więc interpretować ten przepis w sposób zawężający, ograniczając jego obowiązywanie wyłącznie do referendów określonych w szczegółowych przepisach Konstytucji?  Większość komentatorów akademickich pomija ten problem, wspominając co najwyżej, że jest to pewna niekonsekwencja. Jeżeli jednak dokonamy pełnej wykładni tego przepisu, to otrzymamy spójną, konsekwentną i prodemokratyczną normę.

5) Ważnym argumentem za tym, że referendum na podst. Art 125 nie jest formą „bezpośrednią” sprawowania władzy wynika też z faktu, że parlament może po prostu zignorować wynik tego referendum. Wprawdzie większość konstytucjonalistów zadowala się powtórzeniem tezy, że jest to referendum władcze, ale wielu (m. in. prof. L. Garlicki. prof. J. Kuciński) zauważa też, że Sejm wcale nie musi uchwalić żadnych aktów prawnych, aby wykonać wyniki referendum. Prof. Kuciński: „nie ma żadnego prawnego mechanizmu, który mógłby zmusić parlament (Sejm, Senat) do uchwalenia ustawy koniecznej dla realizacji rozstrzygnięcia przyjętego w referendum, co w ewentualnych skutkach sprowadzałoby wartość referendum do wymiaru jedynie polityczno-moralnego”. Czy w takim przypadku można tu w ogóle mówić o jakimkolwiek sprawowaniu władzy? Przypomina to raczej sytuację z kradzieżą płaszcza w filmie „Miś”, gdy szatniarz cynicznie pyta klienta, któremu zabrał płaszcz: „nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”

6) Warto przywołać też opinię prof. Marii Marczewskiej-Rytko referendum w Art.125 – („Stan i perspektywy demokracji w Polsce”, Lublin 2010):  „Referendum nie powinno być wyłącznie instytucją, do której odwołanie się pozostaje wyłącznie w rękach gremiów rządzących. Podstawowe wartości, jakie niesie ze sobą ta forma demokracji, niejako wymagają, by jej stosowanie odbywało się nawet wbrew woli sprawujących rządy.” (str. 28), i dalej: „Dlatego jest bardziej prawdopodobne, że odwołanie się do tej instytucji na poziomie ogólnokrajowym będzie miało charakter wyjątkowy, raczej służyć będzie do potwierdzenia istnienia odpowiedniego poparcia społecznego i politycznego niż rozstrzygania spraw o szczególnym znaczeniu dla państwa” ( str.30).

7) Drugi przepis, do którego mógłby się odnosić się Art. 4.2, to inicjatywa ustawodawcza.  Ale i tu wypada się zgodzić z prof. Kucińskim, że nie jest to bezpośrednia forma sprawowania władzy: „Nie ma bowiem wątpliwości, że inicjatywa ta jest w pewnym stopniu formą pośrednią pomiędzy demokracją bezpośrednią a przedstawicielską łączącą elementy obu tych postaci realizacji suwerenności Narodu.” (Jerzy Kuciński, „Demokracja Przedstawicielska i Bezpośrednia w Trzeciej Rzeczpospolitej”. Warszawa, 2007; str. 47).

Jaka jest więc rola Art. 4.2? Po co został tak a nie inaczej sformułowany? Co ten przepis oznacza – jeżeli nie chodzi w nim o to „referendum pośrednie” z Art. 125 ani o inicjatywę ustawodawczą ? Należy wnioskować, że w artykule tym istnieje samoistna norma prawna, niezależna od innych przepisów szczegółowych. Wykładnia tego przepisu trzymająca się kurczowo aksjologii i sytuacji panujących tuż po upadku PRLu, nie ma już sensu. Statyczna wykładnia tego przepisu nie odpowiada zmienionym warunkom społecznym.

Sądzę, że przepis 4.2 zawiera po prostu normę uprawniającą suwerena do sprawowania władzy „przez swoich przedstawicieli LUB BEZPOŚREDNIO”. Jak Naród mógłby sprawować władzę bezpośrednio? Sądzę, że wolno nam sprowadzić to pojęcie do „demokracji bezpośredniej”, jak czyni to m. in. prof. Jerzy Kuciński („Demokracja Przedstawicielska i Bezpośrednia w Trzeciej Rzeczpospolitej”. Warszawa, 2007). Wolno nam tego dokonać, gdyż konstytucja używa tu najszerszego z możliwych określeń panowania – „bezpośrednie sprawowanie władzy”, a inne możliwe formy, czyli niedemokratyczne, są sprzeczne z Konstytucją. Pozostaje więc po prostu tylko „demokracja bezpośrednia”.

Interpretując ten przepis warto przypomnieć sobie też, że obowiązującym wzorcem idealnej demokracji jest demokracja ateńska, wyidealizowany model bezpośredniego sprawowania władzy przez ogół obywateli.

Można uznać, że pierwszą fazą „sprawowania władzy” jest (1) deliberacja w sferze publicznej i (2) werbalizacja głosu narodu. Dopiero w następnej fazie następuje (3) uchwalenie, co rozpoczyna jej obowiązywanie. Te pierwsze działania – debatę i sondaż woli obywatelskiej – możemy oprzeć na Art. 4.2 nie pytając nikogo o zgodę. Ta instytucja byłaby jednak tylko początkiem, bo norma ta ma wielką przyszłość.

Nakładając na Art. 4.2 aksjologię ideałów i aspiracji demokratycznych, które reprezentuje społeczeństwo skupione wokół KOD, ale także poza nim, jego wykładnia powinna być więc nieco inna niż w większości podręczników prawa konstytucyjnego. Społeczeństwa dojrzewają do Konstytucji. Polska dojrzała do nowoczesnej wykładni Art 4.2. Trzeba przyzwyczajać konstytucjonalistów, a także „przedstawicieli”, że artykuł ten zawiera normę, z której Naród chce i może zrobić użytek. Dotychczasowa zamknięta, lękowa, trochę peerelowska interpretacja tego artykułu nosi w sobie strach przed „motłochem”, którego decyzje bywają nieobliczalne.  Ale „My, Naród”, byt społeczny skupiony w KOD i całe społeczeństwo obywatelskie skupione wokół NGO potrzebuje silnych demokratycznych narzędzi do obrony przed dyktaturami populizmów – aktualnych i widocznych na horyzoncie.

Wyrosło w Polsce potężne społeczeństwo obywatelskie, reprezentowane przez III Sektor, które nie akceptuje nadużyć władzy sprawowanej przez swoich przedstawicieli. Zachowanie większości sejmowej i już niemal otwarty bunt społeczny przeciwko autokratycznym formom sprawowania władzy, powoduje, że przepis 4.2 należy interpretować dynamicznie. Ta norma istniała od początku obowiązywania Konstytucji, ale nie było takiej potrzeby, aby ją odkrywać. Sytuacja taka zaistniała obecnie. Z jednej strony mamy do czynienia z atakiem większości parlamentarnej na porządek konstytucyjny, a z drugiej strony nową jakość w państwie: społeczeństwo obywatelskie, którego aspiracje do bezpośredniego wpływu na życie polityczne rosną i rosną.

Waldemar Sadowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. kolarz 01.02.2016
  2. A. Goryński 02.02.2016
  3. slawek 02.02.2016
  4. Bogda1935 03.02.2016
  5. otoosh 03.02.2016