PIRS: Telewizja pokazała (198)7 min czytania

()

telewizja2016-02-09.

Czasy takie, że nie chce się oglądać telewizji. Taki wspaniały wynalazek, a zajmują się byle czym. Postanowiłem więc wprowadzić „dobrą zmianę” i czasem napisać o czymś co telewizja powinna pokazać czy poruszyć. Zresztą media są ze sobą powiązane i dzisiejsza publikacja często jest następnego dnia omawiana w telewizji, a program telewizyjny w gazetach.

*

W Polityce ciekawy wywiad z Ireną Kamińską, sędzią NSA, prezesem Stowarzyszenia Sędziów Themis. Fragmenty wywiadu:

– Muszę zacząć od konstytucji, która przecież obowiązuje. Tam napisano, że sądy i trybunały są władzą niezależną i odrębną od innych władz. Żadnej innej władzy tak nie określono. Poseł może być ministrem, pełnić inne ważne urzędy, a sędzia nie może być nikim innym poza sędzią właśnie. Ale tak mniej więcej od 2000 r. politycy tych norm nie traktują poważnie. Do sądów nie mieszała się tylko lewica, być może ze względu na zaszłości historyczne. A nikt dotąd nie zepsuł sądów tak jak koalicja PO-PSL przez ostatnie osiem lat.

Wprowadzono w sądach dwuwładzę: dyrektorzy niezależni od prezesów sądów. Wiceminister Sprawiedliwości pouczał Sąd Najwyższy, że swoim orzecznictwem demoluje wymiar sprawiedliwości (chodziło o sposób przenoszenia sędziów), urzędnicy ministerialni pisali do prezesów sądów, że uchwały SN oraz prawomocnych wyroków nie należy stosować. To było jawne naruszanie art. 173 konstytucji. Władza od wielu lat dąży do tego, by zmienić sędziów w posłusznych jej urzędników.

– Rzeczą władzy ustawodawczej jest zapewnienie rozsądnych warunków pracy, tymczasem mamy 15 mln spraw rocznie na 10 tys. sędziów. Sędzia statystycznie powinien załatwić cztery sprawy dziennie, wliczając w to niedziele, święta, urlopy itd. To wszystko trzeba przeczytać, osądzić, napisać.

– W publicznej debacie nie przebija się argument, że sądownictwo potrzebuje spokoju. Każdy minister sprawiedliwości mówi, że musi mieć władzę nad sądami, bo ponosi odpowiedzialność polityczną. Proszę mi pokazać jakiegokolwiek ministra sprawiedliwości, który poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność. Zlikwidowali kilkadziesiąt sądów, zaraz je potem odtworzyli. Wszystko było: sądy 24-godzinne, sądy grodzkie, małe, duże, łączymy, znosimy, dzielimy. Jesteśmy w nieustannym bałaganie i zamieszaniu, wszystko się po kolei psuje, kolejna reforma nic nie zmieni – natomiast za wszystko odpowiadają sędziowie, bo na aktach są ich nazwiska.

– Niebezpieczeństwo widzę w próbach zastraszania sędziów przez polityków, przez deprecjonowanie ich pracy i wysiłku, przez takie oświadczenia, jak w przypadku sędziów Łączewskiego czy Tulei. Nikt nie chce być obiektem powszechnych ataków. Przypominam więc, że państwo na powierzchni trzymają sędziowie; tylko my jesteśmy w stanie uratować zasady demokratycznego państwa prawa, właśnie dlatego, że nie bawimy się w politykę, trzymamy się konstytucji i nie damy się zastraszyć.

* * *

Opozycja zaczyna się ścigać w populizmie z PiS. Zdaniem PO program 500+ jest za skromny, bo wyklucza miliony dzieci; 500 zł należy się każdemu dziecku.

Można pójść jeszcze dalej – każdemu z nas się należy, bo każdy jest czyimś dzieckiem, a wielu się nie przelewa.

Kiedy program padnie, bo na razie są na to pieniądze tylko w tym roku, PiS będzie mogło powiedzieć że starało się, a choć mu nie wyszło to przecież udało się obronić państwo przed lekkomyślną próbą rozwalenia finansów państwa, do czego dążyła PO.

Widać że i rząd i opozycja nie cenią rozumu wyborców i grają na emocjach. Co będzie kiedy przyjdzie mówić prawdę? Kiedy będziemy mieć polityków, którzy będą rozmawiali z nami poważnie?

W dodatku to PiS narzuca język debaty. Kiedy PiS mianuje na stanowisko kogoś z byłych prominentów PZPR, PO i inni oburzają się że PiS, który tak gardłował za zwalczaniem „komunistów”, spokojnie ich wykorzystuje w rządzeniu. Tym samym podtrzymywana jest narracja przypisująca „komunistom” i „postkomunistom” to co najgorsze. Zapomina się, że o tym kto jest „be” a kto „cacy” decydują rządzący, którzy mają gdzieś takie zarzuty. Zamiast rozliczać ludzi za ich konkretne działania dobiera im się do biografii i przypina etykietki dyskredytujące. Mamy, zdaniem prof. Staniszkis, infantylną dyktaturę, ale sądzę, że także infantylną opozycję,.

* * *

W Newsweeku wywiad z reżyserem Januszem Kijowskim. Fragmenty wywiadu:

– W zasadzie to, co się dzieje dziś w Polsce, jest pokłosiem Marca’68. Wróciliśmy do punktu, w którym już byliśmy. Do opluwania ludzi, wyciągania im przeszłości do któregoś tam pokolenia wstecz. To są norymberskie metody. Nie Hitler i nie Stalin, bo takie porównanie byłoby przesadą, ale Gomułka, Moczar i ich pachołkowie.

Gdyby wtedy, w Marcu’68, nie złamano Polakom kręgosłupa moralnego, bylibyśmy dziś może innym narodem. Najbardziej bolesne były przecież nie widowiskowe opresje, milicja ganiająca z pałkami po Krakowskim Przedmieściu. To normalne, że władza pałuje. Byłem potem we Francji i widziałem jak policja pałuje studentów Sorbony. Ale u nas wtedy uruchomiono gen samozniszczenia. Zakłady pracy, które zbierały się i wykrzykiwały: „Syjoniści do Syjonu”, „studenci do nauki”, „pisarze do piór”! Sąsiad donosił na sąsiada. Dżin został wypuszczony i już nigdy nie wrócił do karafki. Zżerał rozum, serce, naturalną empatię.

– Zawsze marzyłem o Polsce wolnej i zachodnioeuropejskiej, a nie zamordystycznej, półdemokratycznej i skierowanej na Wschód. Wystarczyły trzy miesiące i mamy konstytucję pisaną na nowo bez obalenia obowiązującej, mamy na nowo pisaną historię, mamy degradację pozycji Polski w świecie i wszystko to nazywa się kłamliwie „dobrą zmianą”.

Nie do końca zgadzam się z panem Kijowskim. Owszem, wina Gomułki i jego ekipy była bezsporna, jak zawsze kiedy władza apeluje do niskich instynktów. „Wypuszczono dżina z butelki”, ale ten dżin tam był. Antyżydowskie hasła i działania znalazły spory oddźwięk w narodzie. Nikomu nie złamano kręgosłupa moralnego.

Obecnie też mamy poszukiwanie „genetycznych” przyczyn działalności osób które krytykują działania władz. To już jest wpisane w myślenie naszych „elit”, choć tu akurat występuje w formie obrzydliwej. Np. Rosjan uważa się stale nie tylko za spadkobierców radzieckiego NKWD, ale wręcz przypisuje im się to samo stalinowskie myślenie i chęci mordowania, mimo że dziadowie obecnych Rosjan byli często ofiarami służb. Niemcy są dobrzy, póki mamy korzyści ze współpracy, ale zawsze znajdzie się Kaczyński czy Ziobro którzy wystawią im rachunek za zbrodnie ich dziadów. Oczywiście my nie jesteśmy odpowiedzialni za złe czyny naszych przodków. Nie poczuwamy się do odpowiedzialności za rozbiór Czechosłowacji w 1938 r., wraz z hitlerowskimi Niemcami, za pogromy i rabunki na Żydach – to robili jacyś inni Polacy, których genów nikt nie odziedziczył.

* * *

W Zakopanem stoi pomnik Józefa Kurasia „Ognia”. Był on milicjantem, a potem bandytą, który mordował i rabował; do dziś żyją rodziny jego ofiar.

Pomnik mogli sobie wielbiciele wystawić gdzieś prywatnie, na swoim terenie, ale postawiono go w mieście, a przy jego odsłonięciu obecny był prezydent Lech Kaczyński. Przecież Kuraś mordował także „komunistów”, więc jest bezspornie bohaterem. O zbrodniach „Ognia” napisano wiele, a Słowacy zrobili o tym nawet film dokumentalny, którego jednak u nas nie pokazano.

Prezydent Andrzej Duda odznaczył właśnie ostatniego żołnierza oddziału „Ognia” – „za pielęgnowanie pamięci o najnowszej historii Polski”.

Za czasów PRL opozycja domagała się sprawiedliwej oceny historii. Po przejęciu władzy robi to, co poprzednicy: hurtowo czci wszystkich którzy mordowali ich przeciwników politycznych, nawet jeśli – jak niektórzy żołnierze wyklęci – byli przestępcami.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.