Natan Gurfinkiel: Egzegeza brzytwy w ręku małpy

kaczor22016-02-18.

(…) stwierdzenie, że na wiosnę zwolennicy PiS będą musieli walczyć o Polskę brzmi inaczej niż zwykle i co innego musi znaczyć niż zwykle.

Od razu napiszę: nie wiem co oznacza. Prawdopodobnie nie wiemy czegoś, co wie prezes. Scenariuszy może być parę. Być może PiS szykuje na wiosnę coś, o czym wie, że spowoduje zdecydowany protest społeczny. Kaczyński już wcześniej powoływał się na wzorce białoruskie czy rosyjskie w kwestii masowych wieców poparcia dla rządzących. Być może będziemy świadkami mobilizacji wyznawców w celu poparcia działań rządu i potępienia dla warchołów z KOD, Nowoczesnej i PO(…)

(Jacek Parol „Kurs na zderzenie”)

Następny ruch małpy, wymachującej brzytwą, którą w dodatku sami wcisnęliśmy jej do ręki, jest z definicji niemożliwy do przewidzenia, nie ma więc co się zastanawiać nd tym co miał na myśli Superpremier i Nadprezydent, gdy z okazji siedemdziesiątej smoleńskiej miesięcznicy zapowiedział wiosenne wzmożenie. Wielu ludzi, skądinąd rozsądnych, jest pod silnym wrażeniem jego niezwykłej pono inteligencji. Jeżeli jest on rzeczywiście taki inteligentny, za jakiego jest uważany, to jest to inteligencja ukierunkowana na permanentne krętactwo. Jej domniemany eksponent wie, że łatwo administruje się tylko prawdą, natomiast kłamstwo jest skomplikowane w obsłudze.

Trzeba pamiętać wszystkie łgarstwa, wiedzieć w trakcie każdego przemówienia co, kiedy i komu się nakłamało. Wśród ludzi, parających się polityką nie ma chyba nikogo, kto opanował ten kunszt. Jego przebiegłość (można nazywać ją wybitną inteligencją) polega na tym, by wszystko, co powie było dwuznaczne i mgliste tak, by nigdy nie można było przychwycić go za rękę. Zbawca Polski jest marnym oratorem, mówi cicho i niechlujnie, nie dbając o dykcję i nie zwracając uwagi na gramatyczną poprawność swych wywodów o logice nie warto nawet wspominać, I to właśnie elektryzuje słuchaczy, bo ci, którzy są w niego zasłuchani, upatrują w tej mglistości przekazu i braku oratorskiego kunsztu oznaki geniuszu, sądzą że to właśnie odróżnia go od reszty znienawidzonych polityków. W przeciwieństwie do nich, wydaje się prorokiem, który w dodatku nie zatracił cech zwykłego człowieka i dlatego jest odbierany jako niezwykłe zjawisko.

Semantyczny rozbiór jego przemówień nie ma wielkiego sensu, bo to co mówi może oznaczać wiele i z równym powodzeniem nie znaczyć nic. To co wydaje ważne, może nie niczym więcej niż zwykły retoryczny ozdobnik, skoro wszystkie swoje przemówienia wygłasza bez kartki, lub ukrytego monitora z tekstem.

Zastanówmy się przez chwilę nad zacytowanym we wstępie wariantem sytuacyjnym z mobilizacją tłumów dla poparcia władzy.

W pierwszej połowie lat 70. często spędzałem wakacje w Hiszpanii. Prowadziłem niekończące się rozmowy o sytuacji politycznej, bo był to temat wzbudzający powszechne niemal zainteresowanie. Wszędzie wisiały co prawda transparenty z hasłem Todo por La Patria i ludzie niechętnie mówili o polityce w obecności innych osób, ale ilekroć byliśmy tylko we dwójkę, nie mieli oporów. Wszyscy, nawet zagorzali zwolennicy generalísima zdawali sobie sprawę z tego, że system jest nie do utrzymania i mentalnie byli już w erze pofrankistowskiej. Nikt nie zadawał pytań czy ta władza dobiega końca, bo co do tego wszyscy byli zgodni. Zastanawiano się tylko kiedy i jak to nastąpi.

Szczególnie zapadła mi w pamięć rozmowa z żołnierzem w mundurze. Siedzieliśmy w pustej o tej porze niewielkiej kawiarence. Jorge, jak mi się przedstawił, był barcelońskim hippie, wziętym na przeszkolenie wojskowe po ukończeniu studiów farmaceutycznych. Ożywił się bardzo, kiedy mu powiedziałem, że Dania nie jest moim krajem ojczystym i że jeszcze kilka lat temu mieszkałem w Polsce.

  • Pokaż mi się dokładnie – powiedział rozbawiony – Mogę cię pomacać? Nigdy jeszcze nie rozmawiałem z nikim „stamtąd” z paktu warszawskiego znaczy. Opowiesz mi jak jest u was naprawdę?
  • Co chcesz wiedzieć?
  • Właściwie wszystko.

Pokazał na swój mundur i się roześmiał

  • Czy miałeś na sobie takie śmieszne zielone ubranko?
  • Jestem podporucznikiem rezerwy. Wszyscy absolwenci wyższych uczelni przechodzą przeszkolenie wojskowe.
  • Czy strzelałbyś do ludzi, gdybyś dostał taki rozkaz? Czy wydałbyś taką komendę swoim żołnierzom? Czytałem, że kilka lat temu wojsko zostało użyte do tłumienia strajków w Polsce i strzelało do strajkujących.
  • A ty? Co ty byś zrobił?
  • W Hiszpanii jeszcze do tego nie doszło. Na szczęście.
  • Sądzisz – może dojść?
  • Armia hiszpańska jest bardzo lojalna wobec państwa. Oficerowie wbijają nam więc do głowy hasła, takie jak te, które widzisz na transparentach. Odklepują je, bo nie przypuszczam, by w nie wierzyli. Powtarzają je obojętnym tonem i ze znudzonymi minami, bo tak im nakazano. Jak powiedziałem, armia jest lojalna, ale wyczuwam, że nie jest to z ducha armia faszystowska. Tak jak widzę sytuację, to większość kapitanów i majorów, ale także spora część pułkowników i chyba połowa generałów wolałaby służyć demokratycznemu państwu, niż zmurszałej dyktaturze.
  • Co rozumiesz przez zmurszenie?
  • Za hasłami powtarzanymi od czasów wojny domowej nie kryje się już nic. Są one całkowicie wypłowiałe, a mimo to powielane na wszystkie sposoby, bo to jest jedyne, czym to państwo jeszcze dysponuje.
  • Na czym w takim razie ta władza się trzyma?
  • Wiesz, Hiszpanie bardzo nie lubią, kiedy cudzoziemcy rozprawiają o naszych sprawach. Ty może nas bardziej rozumiesz, bo masz za sobą doświadczenie totalitarne. To, co się dzieje u nas jest też do ogarnięcia przez Niemców i Włochów tych starszych przynajmniej. Ale przez innych już nie. Nawet ty, razem z tymi, którzy doświadczyli rządów Hitlera i Mussoliniego nie rozumiesz nas do końca. Cudzoziemcy nie zdają sobie sprawy z tego jakim szokiem wciąż jest dla nas wojna domowa, Widmo powtórzenia się czegoś takiego jest tak przerażające, że dla wszystkich, łącznie z komunistami, jedyną możliwą opcją jest pokojowe obalenie reżimu. I tu zaczynają się schody. Gdyby przeciwnicy władzy (to znaczy bardzo duży odłam społeczeństwa, łącznie niegdysiejszymi zwolennikami generalísima zainicjowali pokojowe manifestacje, to będą one pokojowe do czasu, aż padnie pierwszy śmiercionośny strzał. Potem będzie już zupełny chaos. Dlatego nawet przeciwnicy caudilla uważają, że nim cokolwiek ma się zmienić, należy mu dać spokojnie umrzeć.

Ostatnia wielka manifestacja poparcia dla generalísimo Franco odbyła się na Puerta del Sol w centrum Madrytu wiosną 1975 roku. W listopadzie tego samego roku Franco umarł i jak można było przeczytać w gazetach, były to najmniej opłakiwane zwłoki w świecie.

W grudniu 1990 w Bukareszcie odbyła się zorganizowana przez władzę demonstracja poparcia dla Ceaușescu. Stała się ona ostatnią chwilą jego rządów. Rozruchy zaczęły się już w trakcie manifestacji i conducator, razem ze swą żoną Eleną, wielokrotnie prezentowaną w roli matki narodu, musiał ratować się ucieczką. Obydwoje zostali po kilku dniach pochwyceni, skazani na śmierć w błyskawicznie odbytym tajnym procesie i natychmiast straceni.

Organizowanie przez PiS manifestacji poparcia dla swej polityki, będących kalką masowych imprez z czasów PRL wydaje się mało opłacalne, ale trudno cokolwiek przewidzieć, bo wszystkie posunięcia obecnej władzy mają krótki termin ważności. Bardziej racjonalny byłby zakaz wszelkich manifestacji, umotywowany troską o bezpieczeństwo obywateli. Z uzasadnieniem zakazu nie byłoby trudności, bo patriotyczne kibolstwo, taki rodzaj polskiego SA, od początku istnienia KOD aż przebiera nóżkami z niecierpliwości w oczekiwaniu chwili, kiedy można będzie spuścić łomot tym wrogom umiłowanej ojczyzny. Sprawę można załatwić bez szczególnego wysiłku, wystarczy niewielka opieszałość policji, która dotąd ochraniała zgromadzenia publiczne. Uczestnicy masowego ruchu, jakim ku zaskoczeniu władzy stał się KOD, muszą w dłuższej perspektywie nastawić się na inne formy obecności niż uliczne manifestacje.

Nie tylko jednak KOD i rozproszeni przeciwnicy obecnej władzy mają kłopoty z utrwaleniem pozytywnego wizerunku . Ma je również zwycięska partia. Najbardziej z powodu swego stylu sprawowania rządów. Dominuje w nim zachłyśnięcie się zwycięstwem, bezmyślna pycha i pogarda okazywana pokonanym. Wdeptywanie zwyciężonego przeciwnika w błoto zamienia parlament w piaskownicę. Dzieci ze zwycięskiej grupy pokazują pokonanym kolegom język, stroją grymasy i odbierają zabawki. Być może to miała na myśli Jadwiga Staniszkis, mówiąc o infantylnej dyktaturze Kaczyńskiego.

Zmiana politycznej opcji, która w należycie funkcjonującej demokracji jest rutyną, nienaruszającą ciągłości państwa i niezakłócającą harmonii na scenie politycznej, w wykonaniu PiS-u jest rewolucją, zakamuflowaną pod nazwą dobra zmiana. Już sama nazwa winna wzbudzać podejrzenia, bo przypomina historię pewnej jadłodajni amerykańskiego dinera, wypromowanego pod nazwą Good Food. Dzięki tej nazwie ludzie stali w kolejce do stolików i musiało upłynąć sporo czasu nim doszło do ich świadomości, że jedzenie nie jest ani odrobinę lepsze niż w konkurencyjnych dinerach.

PiS-owska dobra zmiana ma zmienić wszystko i to natychmiast. Rządzący zachowują się tak, jakby chcieli wywrócić do góry nogami wszystko. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby Sejm pod osłoną nocy przeforsował ustawę unieważniającą brzmienie przysłowia dłużej klasztora niż przeora jako niezgodne z odczuciami większości wyborców i nadał jej brzmienie, z którego wynikałby prymat przeora nad konwentem. Prezydent Duda podpisałby ustawę wczesnym rankiem. Zostałaby ona niezwłocznie opublikowana w Dzienniku Ustaw i weszła w życie z dniem ogłoszenia, bez vacatio legis.

Kiedy urządza się rewolucję, jej wódz musi mieć w zanadrzu mit założycielski, który nada mu rangę męża opatrzności. Piłsudski, na którego pozuje Kaczyński, zbudował legiony, a potem ocalił niepodległość Polski w zwycięskiej wojnie z bolszewikami. Lenin wziął szturmem Pałac Zimowy. Mussolini poprowadził marsz czarnych koszul na Rzym. Fidel Castro przybył na Kubę na pokładzie „Granmy” z garstką ludzi, by po poprowadzić wojnę partyzancką. Jej rezultatem była potem zakończoną ucieczka Batisty i triumfalne wkroczenie do Havany. Tito w odróżnieniu od innych przywódców komunistycznych samodzielnie zdobył władzę po zwycięskiej wojnie partyzanckiej. władzę.

Kaczyński nie ma za sobą legendy, nie jest otoczony nimbem bohatera walki z komunizmem, nie był nawet szczególnie znaną postacią z opozycji. Swą legendę tworzy na czystej negacji, usiłując dyskredytować adwersarzy. Musiał w tym celu wykreować mit o tym, że Trzecia Rzeczpospolita jest tworem z nieprawego łoża powstałym w wyniku cynicznej zmowy komunistów z częścią środwisk skupionych wokół Solidarności. Okrągły Stół był miejscem narodowej zdrady. Ludzie dawnego establishmentu zostali uwłaszczeni w zamian za zrzeczenie się władzy.

Programem braci Kaczyńskich z 2005 stało się doprowadzenie do końca zaprzepaszczonych przemian. Ani hasło polska solidarna vs. polska liberalna przy pomocy którego wygrano wówczas wybory, ani obecna dobra zmiana nie wyglądają imponująco w porównaniu z legendą legionów.

Nie demonizujmy zatem zwycięskiego rauszu dzisiejszych zwycięzców. Nie będą rządzili przy akompaniamencie entuzjazmu wyborców. Jedyne czego na razie mogą być pewni, to histeria wyznawców smoleńskiego zamachu i milcząca obojętność większości. Nie przypuszczam, by zagrażał nam stan wojenny, jak się niekiedy sugeruje, ani masowe represje. Będziemy raczej żyli w upozowanej na demokrację szarej strefie pomiędzy selektywnym terrorem, a selektywną tolerancją.

Dobra zmiana nie przekształci kotki Jarosława w kasztankę, a on sam nie dosiądzie jej w maciejówce na głowie.

Natan Gurfinkel

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Marian. 2016-02-18
  2. j.Luk 2016-02-18
  3. slawek 2016-02-19
    • Woziwoda 2016-02-19
      • slawek 2016-02-19
  4. A. Goryński 2016-02-19
  5. slawek 2016-02-19
  6. sroka 2016-02-20
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com