Napisałem już tyle kawałków do Studia Opinii… a czytelnicy nic o mnie nie wiedzą. Kiedy siepacze pana Zbyszka zabiorą się za nas (dla prawdziwych leninowców nie ma zbyt drobnych spraw), na pewno odkryją kim jestem, a z pewnością coś przekręcą czy dodadzą. Nie chcę żeby czytelnicy byli zaskoczeni, więc ujawniam się: jestem Mongołem.
Nazwiska rodowego nie podam, bo z pewnością trudno Wam byłoby je wymówić. Odpowiednie służby na pewno zauważą, że w zasadzie niczym się nie różnię od przeciętnego Polaka i to może wydać się podejrzane. Kiedy wiele lat temu przyjechałem do Polski, miałem żółtawą skórę, wystające kości policzkowe i azjatycką fałdę przy oczach (nazywa się to zmarszczka nakątna oka). Ale taka jest potęga polskości, że już po kilku latach kości policzkowe gdzieś się cofnęły, skóra zmieniła odcień, a fałdy zniknęły. Jednym słowem stałem się podobny do moich rodziców.
Mój dziadek był szamanem. Pamiętam z dzieciństwa jak do naszej jurty schodzili się chorzy, opętani przez duchy, pragnący poprawy swego losu albo rzucenia czarów na kogoś, a dziadek tańczył wystukując rytm na bębenku, okadzał, leczył, wypędzał demony, a nawet podobno wskrzesił kilka osób. Dopiero niedawno rodzina mi powiedziała, że naprawdę dziadek był katolickim księdzem i wszystkie cuda robił w imię Jezusa.
Drugi dziadek był prominentnym działaczem partii komunistycznej, ale wstąpił do niej tylko po to żeby ją osłabić i podkopać nienawistne rządy. Podobno po cichu przyjął chrzest z rąk drugiego dziadka, a w Orderze Suche Batora miał krzyżyk ukryty w czerwonej gwieździe.
W szkole ostentacyjnie nie uczyłem się niemieckiego i rosyjskiego, dając w ten sposób wyraz mego protestu przeciw okupantom. Jeśli idzie o niemiecki to nikt tego nie zauważył, bo w ciągu roku 8 razy zmieniła nam się nauczycielka, a każdej nowej mówiliśmy że niczego nie przerabialiśmy, zaczynaliśmy więc od pierwszej czytanki w książce – „Die Kartoffelernte”. Tak więc udało mi się nie nauczyć niemieckiego. Jeśli idzie o rosyjski, nauczycielka przejrzała moją grę, a że była przeciwniczką komunizmu, to stawiała mi dobre stopnie żebym nie miał kłopotów z UB.
Udało mi się uzyskać dyplom wyższej uczelni, a nawet doktorat, choć w odróżnieniu od pewnego znanego Polaka w swojej pracy nie odwoływałem się do dzieł Lenina. Ale jemu groziła dekonspiracja, bo UB już wtedy podejrzewał, że w przyszłości zostanie wybitnym bojownikiem o wolność, więc tak chytrze się zabezpieczał.
Prawdopodobnie wróci wkrótce ustawa lustracyjna, którą już kiedyś uchwaliły PiS i PO (a Trybunał Konstytucyjny nieroztropnie ją uwalił) i trzeba będzie tłumaczyć, czy nawet mimowolnie nie zaszkodziło się Polsce przez nieświadome kontakty z ludźmi, którzy potem okazali się zdrajcami jako czerwoni bądź konszachtujący z czerwonymi. Nie wszystko pamiętam, ale IPN na pewno mi pomoże analizując stare zdjęcia i raporty.
Raz w pociągu siedziałem w jednym przedziale z Jackiem Kuroniem, ale to on się do nas dosiadł i w ogóle nie mówił nic o polityce ani o sprawiedliwości społecznej. Kiedyś byłem w gmachu WSNS przy KC PZPR, ale tylko po to żeby po cichu odebrać od pewnego towarzysza „Kulturę Paryską” (oni mieli prohibity). Jeden z moich kolegów z podstawówki okazał się dużo później prowokatorem, ale już w podstawówce go nie lubiłem. Za to drugi w wolnej Polsce został ministrem, choć przyznam że już w szkole mu nie ufałem – może przeczuwałem jego późniejszą współpracę z Wałęsą?
Nigdy nie wstąpiłem do partii, choć towarzysze ze względu na mego dziadka, nie stawialiby mi przeszkód. Także po zrzuceniu komunistycznego jarzma nie udzielałem się politycznie, nie chcąc narażać się na zarzuty z powodu tego dziadka, a wyjaśnianie skomplikowanej sytuacji rodzinnej mogło wydawać się nieprzekonujące.
Byłem na kilku manifestacjach KOD żeby przyjrzeć się tym wyleniałym opozycjonistom, którzy płaczą, bo ich oderwano od koryta. Kiedy rządzili, ukrywali się za przyciemnionymi szybami rządowych limuzyn albo żarli ośmiorniczki w wykwintnych lokalach, na które nigdy nie było stać uczciwego Polaka. Na szczęście mamy dobrą zmianę i wkrótce nawet polskich Mongołów będzie stać na wszystko.

PIRS


Galsam Tsching, jeden z moich ulubionych pisarzy mongolskich, a jego ojciec byl prawdziwym szamanem, ba trudno zyjac w stepie nie zyc z Kosmosem …
Nooo,po takim „samopokajaniu się” p.rezydent Duda już jutro ułaskawi Pana.
@małpa z paryża
Mam przyjaciółkę którą można by nazwać nieoficjalnym ambasadorem Mongolii w Polsce. W domu ma tyle różnych rzeczy z tego kraju, niektóre bardzo stare, obrazy, tanki buddyjskie, figurki, wadżry, od samego patrzenia oczy się robią skośne. Podejrzewam że wszystkie jej psy i koty znają mongolski i po cichu ze sobą rozmawiają w tym języku.
Kiedyś odwiedziłem ją. W mieszkaniu jak niemal zawsze siedział jakiś Mongoł i oglądał telewizję. Zwierzyłem się jej że jadę coś odebrać od jej znajomej ale zastanawiam się jaki jest wjazd na tę ulicę. Mongoł przerwał oglądanie i najczystszą polszczyzną wytłumaczył mi jak wjechać na tę ulicę.
cайн байна уу, эрхэм – nie taką miewali polacy genealogię ze szwagrem po wódce, ech!…
znajoma opowiadała mi kiedyś, że gdy skończyła piętnaście lat dostała od rodziców rower. musiała więc zdać egzamin na kartę rowerową. gdy odpowiedziała już na wszystkie pytania, musiała podać dane osobowe, które funkcjonariusz MO, sapiąc z wysiłku wystukiwał jednym palcem na maszynie do pisania
– imię?
– takie
– nazwisko?
– siakie
-miejsce urodzenia?
– phnom penh
– gdzie to jest?
– w kambodży
– nie mogłaś urodzić się w jakimś miejscu, które się rozumie?
siedzący przy biurku obok starszy o jeden stopień podoficer przywrócił sprawność zacinającej się było procedurze zapełnialnictwa danych osobowych
– pisz warszawa!
Śp. stryj mojej lepszej połowy, znany niegdyś profesor antropologii, w przypływie dobrego humoru mawiał był, że na tak zwaną czystą rasę polską składają się wpływy genetyczne około 18 ras, z których zaledwie siedem można uznać za białe…
Pozdrawiam Mongołów…
A można się zapisać do tych Mongołów? Bo ja bym.
@j.Luk
Staramy się nie wyróżniać, bo czasy takie że nawet braci Tatarów chciano pobić i wyrzucić z Polski. Tak żeśmy się upodobnili do rdzennych Polaków, że nawet kumys pijemy bez zagrychy.
Dobrze byłoby powołać się na jakiegoś mongolskiego przodka. To nie jest trudne – 10% ludzi nosi geny Dżyngis Chana. Warunki przyjęcia są proste: trzeba przeprosić za Legnicę i późniejszy hejnał mariacki. Zapraszamy.
Za co tu przepraszać? Pod Legnicą Mongołowie pomogli matce Henryka zostać świętą, wielce oryginalną zresztą, a to przerwanie fałszującemu hejnaliście to raczej zasługa dla muzycznej edukacji narodu.
@j.Luk
To wszystko prawda, ale w Polsce mamy kompleks właściwego przepraszania. Niemcy przeprosili za II Wojnę Światową (6 mln zabitych Polaków) i jest OK, chyba że się Kaczyńskiemu czy Ziobrze coś przypomni. Rosjanie już z 10 razy przepraszali za Katyń (22 tys. zabitych) i wciąż jest nie tak. Dlatego wciąż przepraszamy za tą pieprzoną Legnicę.
o! mon Dieu… to w Warszawie pijecie kumys! a gdzie trzymacie kobyle, na balkonie?
A gdzie tam! Na balkonie mleko by stęchło.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/kon.jpg