Andrzej C. Leszczyński: Skusić, podsłuchać6 min czytania

()

william-blake-poison-tree2016-03-02.

Dowody zdobyte nielegalnie zwane są owocami z zatrutego drzewa (fruit of the poisonous tree) i – także w Polsce – nie mają wagi procesowej. Zdaniem Zbigniewa Ziobry trzeba to zmienić. Minister sprawiedliwości chce w tym celu przeformułować stosowne przepisy w procedurze karnej.

Zrealizowanie tych planów oznacza, że w charakterze dowodów będą brane pod uwagę wszelkie informacje, w tym pochodzące z nielegalnych podsłuchów, a także czyny sprowokowane. Póki co – rewolucyjni żarliwcy po prostu ignorują prawa ograniczające ich świętą misję. Ważny jest cel, po co zawracać sobie głowę metodami, skoro pozwalają go uzyskać.

1. Wielki Brat patrzy

Podsłuchiwanie, a jeszcze bardziej podglądanie, to źródła wiedzy, jakiej nie dałoby się uzyskać w sposób otwarty. Stąd pewnie bierze się odwieczne marzenie o byciu niewidzialnym, o możliwości bycia przy kimś, kto o tym nie wie. Bo jeśli wie, zaczynają się gry, fasady, strategie obronne itp. Niejawność patrzenia i słuchania – to znaczy: nieobecność sprokurowana (czyli: obecność utajniona, zamaskowana) – demaskuje to, co także pozostałoby zamaskowane, odegrane przed pozbawionym maski – niewidki obserwatorem. Jakaś maska musi w każdym razie być, żeby drugiej nie było.

Jest niewątpliwie rzeczą mało godziwą naruszać i wywlekać to, co ma pozostać ukryte przed obcym spojrzeniem. Tym bardziej jest to paskudne, gdy zatruwa atmosferę, rodzi podejrzliwość i niszczy tkankę społeczną. Owszem, niekiedy – na szczęście rzadko i w wyjątkowych tylko okolicznościach – jedynie w taki sposób można dotknąć prawdy dotyczącej drugiego człowieka. Taką decyzję trzeba każdorazowo uzasadnić dającymi się sprecyzować celami wyższymi. Decyzja ta nie może być dyktowana polityczną zaciekłością bądź względami socjotechnicznymi (np. chęcią odwrócenia uwagi od innych zjawisk).

Wiadomo że ukryte spojrzenie Wielkiego Brata oznacza możliwość kontroli, stanowi źródło nieograniczonej władzy. Zdaniem Bronisława Łagowskiego „podsłuch i podgląd środkami elektronicznymi rozszerza się, kiedyś obejmie wszystko, co zainteresuje władzę. Wejdzie szeroko do biur, do prywatnych mieszkań, do kuchen, sypialni i wychodków. Co ja mówię »wejdzie«, już wchodzi, otwarta jest tylko kwestia, jaka część społeczeństwa będzie tym objęta. Wierzę w wizję Orwella: myślę, że całe”.

Póki co wiara Bronisława Łagowskiego jest niemożliwa do zrealizowania: można ujawniać słowa, a Orwellowi chodziło także o myśli. Jednak i ujawnienie słów wystarczy, by zniszczyć to, co dla człowieka najważniejsze – jego tożsamość. Prywatność – czyli to co osobiste, intymne, sekretne, dyskretne – jest warunkiem zachowania tożsamości. Pogwałcili prywatność kąpiącej się Zuzanny dwaj starcy z biblijnej Księgi Daniela. Podobną historię opowiada Peter Weir w filmie Truman Show. Opowieściom tym dorównuje dziś rzeczywistość, dość wspomnieć o amerykańskich programach rządowych Carnivore (prawo FBI do rejestracji całej sieci Internetu) i Echelon (monitorowanie wszelkich rozmów na świecie).

Zygmunt Bauman mówi o politycznej manipulacji polegającej na zacieraniu różnicy między bezpieczeństwem socjalnym (security) i bezpieczeństwem cielesnym (safety). Nie mogąc obiecać obywatelom security władza szuka zagrożeń zastępczych, coraz więcej mówi o safety. „Chce zdobyć naszą wdzięczność, gdy nie wybuchnie bomba, gdy nie zostaniemy pobici przez chuliganów, lub gdy żebracy zostaną usunięci z ulicy”. Widać jak na dłoni, że władza sprawowana przez PiS chce zdobyć wdzięczność przez zwalczanie zagrożeń tkwiących w wolnych mediach, niezależnych zrzeszeniach, niezawisłych sądach. Także – co właśnie widzimy – przez demaskowanie ukrytych agentów i ich bezkarnych mocodawców.

2. Preparowanie rzeczywistości

Jedna z interpretacji zasady nieoznaczoności Wernera Heisenberga (zdaniem znajomego fizyka najmniej interesująca, ale jedyna, jaką potrafię pojąć) mówi o tym, że samo patrzenie na mikrocząsteczkę wywołuje w niej zmiany. Nawet najmniejsza drobinka światła, która przebędzie drogę od oka do elektronu i z powrotem, okaże się zbyt brutalną siłą jak na wrażliwość badanego obiektu. Kiedy światło odbije się od elektronu – wytrąci go z dotychczasowego położenia i przyniesie obraz rzeczywistości już nie istniejącej, zmienionej pod wpływem patrzenia. Obserwacja czyni sama siebie nietrafną, zaś obserwator staje się kreatorem mikroświata.

Polityk, podobnie jak fizyk, oddziałuje na rzeczywistość. Różnią się tym, że fizyk nie może uniknąć wpływu na mikroświat, a polityk – przeciwnie – na świat społeczny chce wpływać. Ma do tego sporo narzędzi, których czasami używa w sposób niezgodny z prawem. Nie tak dawno toczyła się dyskusja na temat prowokacji stosowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (zwane w niektórych komentarzach współczesną formą XVI-wiecznej opryczniny). Ujawniają tylko, czy raczej wywołują naganne zachowania? Pułapki, oparte na analizie psychologicznej upatrzonych „kandydatów”, zastawiane są zazwyczaj na ludzi chwiejnych osobowościowo, może też przeżywających kryzys związany z wiekiem bądź z sytuacją rodzinną, jednak nie wykazujących zrazu wyróżniających ich przestępczych skłonności.

Dostrzegał to Paweł Wojtunik, który w 2009 roku został szefem CBA w miejsce Mariusza Kamińskiego. Mówił: „Jeżeli nie rozróżniono, co jest zdobyciem zaufania, a co stworzeniem zależności i więzi emocjonalnej, zaspokojeniem miłości, to niedobrze. Działania tego typu nie mogą polegać na niszczeniu komuś życia poprzez rozkochanie i porzucenie. […] zakochane osoby zachowują się irracjonalnie”. Agent (piękny, czuły i bogaty „Tomek”), który poprzez sprawną donżuanerię zyskał uczuciowy wpływ na ufającą mu bezwarunkowo panią Beatę Sawicką i zdołał namówić ją do zachowań sprzecznych z prawem, przypomina kogoś, kto najpierw uwiedzie mężatkę, by zaraz potem nazwać ją z obrzydzeniem pospolitą kurwą. (Swoją drogą jakaś kara Beacie Sawickiej należała się za uległość wobec kogoś tak tandetnego pod każdym względem).

Zdaniem Mariusza Kamińskiego, „Tomek” realizował operacje specjalne wymagające najwyższego zaangażowania i profesjonalizmu. Jednak ostateczny wyrok Sądu Najwyższego mówi, że prowokacja tego tajniaka była w istocie nieuzasadnionym zastawieniem pułapki, co przekreśla jej legalność i wyklucza użyteczność procesową zdobytych w ten sposób dowodów: są owocami z zatrutego drzewa.

Chrześcijanie modlą się do Boga żeby ich nie „wodził na pokuszenie” i widać, że nie są to prośby nie mające uzasadnienia; w końcu to nie kto inny jak szatan trzykrotnie kusił Chrystusa (na pustyni, w Mieście Świętym, na wysokiej górze). Prowokacyjnym próbom charakteru – podobnym do tych, jakie przeszedł Chrystus – poddawano po wielokroć podczas szkoleń agentów tajnych służb. Czy znaczy to jednak, że można je stosować, na przykład w postaci obślizgłych usług płatnego żigolaka, wobec zwykłych obywateli, sprawdzać ich hart i odporność na diabelskie podszepty?

Uznanie przez sąd dowodów niezależnie od tego, w jaki sposób zostały zdobyte, w połączeniu z możliwościami wynikającymi z uchwalonej właśnie ustawy o inwigilacji, oznacza możliwość produkowania „przestępstw” i „przestępców” stosownie do bieżącego zamówienia.

Andrzej C. Leszczyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Bogda1935 03.03.2016
  2. Marian. 04.03.2016
  3. BM 04.03.2016