Czego powinna nauczyć szkoła?
Od lat powtarzam, że podstawowym zadaniem szkoły powinno być nauczenie stawiania pytań. Jak ktoś będzie umiał postawić pytanie, to i odpowiedź sobie znajdzie. Znajdzie w szkole, domu, Internecie, czy książkach. Dlatego gdybym ja był nauczycielem, oceniałbym przede wszystkim poziom zadawanych pytań. Gdybym zaś został kiedyś Ministrem Edukacji, to zasadę tę wprowadziłbym odgórnie.
Weźmy przykład lekcji o II wojnie światowej.
- Pytanie bez oceny: „A kto to był ten Hitler?”
- Pytanie na dwójkę: „Kto wygrał w końcu tę wojnę?”
- Pytanie na trójkę: „A co by było, gdybyśmy w 1939 roku poddali się Hitlerowi bez walki?”
- Pytanie na czwórkę: „Ile pieniędzy pożyczył Hitler i gdzie na zbudowanie potęgi militarnej?”
- Pytanie na piątkę: „Ile i jakie amerykańskie fabryki pracowały w Niemczech w czasie wojny?”.
Pytania tego rodzaju zmusiłyby nauczyciela i uczniów do poszukania informacji, a potem mogłyby być tematem frapujących dyskusji.
Identycznie powinno być z każdym innym przedmiotem- fizyką, geografią, czy biologią. Najpierw pytanie, potem wybór najciekawszych pytań (ocenianych), przygotowanie odpowiedzi i dyskusja ukierunkowana na znalezienie odpowiedzi na pytanie. Ukierunkowana, co nie znaczy, że odpowiedź zostanie znaleziona. Jak nie zostanie, to nawet lepiej – będzie bodźcem do dalszych poszukiwań.
Przedmiotami wyłączonymi z zasady oceny za zadawanie pytań byłyby jedynie języki obce, oraz wf, ale to dość oczywiste.
Podejrzewam, że jedyną grupą nauczycieli, którym zalecenie Ministra Hazelharda o ocenianiu pytań, a nie odpowiedzi, całkowicie by nie przypadło do gustu, byliby katecheci. Dla nich zmiana podejścia uczniów do nauki z podmiotu biernego na aktywny byłaby katastrofą. Wyobraźmy sobie kilka pytań (na czwórkę w mojej ocenie):
- Dlaczego Jezus w swoim nauczaniu nie odniósł się nigdy do Dekalogu, w którym Jego Ojciec mówi o sobie: „Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia”?
- Kto miał prawo słowa Boże z Dekalogu usunąć?
- Jaki sens ma nadawanie istocie boskiej (z definicji niepoznawalnej) cech typu: „dobry”, „miłosierny”, itp.?
- Czy chrześcijańska religia odpowiada za holocaust?
W mojej wymarzonej otwartej szkole na lekcje zapraszani byliby różni ludzie. Na lekcję o ewolucji chętnie zaprosiłbym kreacjonistę. Na lekcje religii powinni zaś przychodzić ateiści, żeby dzieci mogły poznać różne sposoby rozumowania i wybrać taki, jaki uważają za najlepszy/najciekawszy/najweselszy.
Dlaczego piszę niemal taki sam tekst pewnie po raz dziesiąty? Ano dlatego, bo uważam problem edukacji naszych Dzieci za problem absolutnie numer jeden, a obecna pani Minister Edukacji sprawia wrażenie, jakby tych moich tekstów jeszcze nie przeczytała i proponuje zmiany, które mają w Polsce odtworzyć „homo sovieticus” w katolicko-nacjonalistyczno-pisowskim wydaniu.
Hazelhard



W ramach ciekawostki (jak to się mówi „offtopikowo”)-
.
„Pytanie bez oceny: „A kto to był ten Hitler?””
.
Połowa młodych Niemców tego nie wie…
https://studioopinii.pl/jacek-palasinski-o-hitlerze-bogu-i-jego-oszalalych-obroncach/
Twoja metoda się nie sprawdzi z bardzo przyziemnych powodów. Sama w sobie jest dobra, ale wymaga przygotowanych kadr. Skąd je weźmiesz wprowadzając cokolwiek „odgórnie”?
Wybacz mój pesymizm, ale ostatnio prowadziłem wykład dla nauczycieli. Wolę nie opisywać moich wrażeń 🙂
@j.Luk,
A ja zgoła odwrotnie – bardzo chętnie bym poczytał o nauczycielach.
Nauczyciel też człowiek i może się zmienić. Wystarczy zacząć zmieniać wypowiadane zdania z oznajmujących na pytające.
@hazelhard no to pstryknij palcami i oni się zmienią.
Ty naprawdę chyba już dawno nie byłeś na ulicy 🙂
Hazel: Kto pyta, temu się zdaje… Kto pyta, nie rządzi (moje). Kto pyta, otrzymuje dużo odpowiedzi (chińskie). Młody ułan pyta (mój Korektor ukryty w MS Word twierdzi, że to słowo wulgarne. Ale zgodziłby się pewnie z tobą Okudżawa (jeśli to nie był Galicz), pisząc swą piosneczkę „Spraszywajtie, rebiata, spraszywajtie!”. Tylko, że jak pisze Łukaszewski, nie bardzo jest kogo spytać. Ale też są inne wątpliwości. Właśnie wracałem ze spaceru z piesem i wstąpiłem do sklepiku przy szkole („Papiernik”) po bateryjki. Przy okazji zobaczyłem, co tam ma zbyt. No więc, jak by powiedział j.Luk, byłem na ulicy. Polecam socjologom ten typ sondy. Bo ten Papiernik jest przy naszej szkole przeszło 20 lat. I płaci do WSM czynsz, całkiem spory. Znaczy – łapie trendy. To ja się spytam: jak mała jest ta – niekupująca – mniejszość?
Przepraszam za błąd, niezgodny z rzeczywistością, bo przecież żyły kiedyś w Peerelce z czegoś, dziwne spółdzielenki pod szyldem „Mereżka-Okrętka”, zaś obecnie różne puste przez cały dzień sklepy jubilerskie w centrum miasta, z bardzo wysokimi czynszami. Więc to nie musi być większość – ci kupujący. Inaczej musiałbym założyć, że ten mój „Papiernik” jest też tylko jedną z pralni pieniędzy dla ruskiej mafii.