„Chciałem rządzić już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać gdy miałem lat 34, a skończyć rząd mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”
Szkoda, że nikt wówczas nie potraktował tej wypowiedzi na serio, bo wynika ona wprost z osobowości jej autora i jest kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się dziś.
Kaczyński miał 12 lat w roku 1961, za Gomułki, którego władzy wówczas nic nie zagrażało. Lat 34, gdy zapragnął być premierem, miał w roku 1983, gdy Jaruzelski dopiero co zamienił stan wojenny w „stan wisielczy” („stan zawieszenia stanu wojennego”).
Do roku 2040 mamy jeszcze 24 lata.
Co z tego wszystkiego wynika? Jeśli uznać to za zwykłą megalomanię zakompleksionego frustrata, to nic. Ale jeśli potraktować to jako deklarację życiowego celu, zobaczymy osobnika, który wcale nie kieruje się realizacją jakiejś idei politycznej, tylko czystym dążeniem do władzy; do władzy obojętnie jakiej, byłe pełnej, nieograniczonej i zdobytej dowolnym – byle skutecznym – sposobem. Do władzy, która ma być rekompensatą wszystkich życiowych upokorzeń, braku akceptacji przez rówieśników, dziewczyn, które go nie chciały, wątłej kondycji fizycznej i lat chowania się za spódnicą mamusi.
Ale władza to jeszcze nie wszystko, musi być podziw, kult, uwielbienie tłumów, niemal boski blask.
Pomyślmy, czym chciał rządzić w 1961 roku? Czego chciał być premierem w 1983 roku? Przecież nie wolnej Polski, bo jej wówczas nie było. A więc – po prostu rządzić, mieć władzę dla władzy, obojętne nad czym.
Wróćmy do tego, co teraz. Zdobył władzę. W krótkim czasie niemalże zbudował dyktaturę; jeszcze krok, a mógłby ogłosić się kim chciał – królem, zbawcą, sułtanem, premierem tysiąclecia…
A tu klops. Pojawił się opór, i to opór znaczny, wewnętrzny i zewnętrzny. Tego się nie spodziewał, tego nie miało być. A szczęście było tak blisko…
Jeśli spojrzymy na rzeczy z tej perspektywy, to zrozumiemy, że nie może być żadnego „kompromisu”, żadnych „negocjacji”. Zresztą na czym miałby ten „kompromis” polegać? Prawo ma być przestrzegane w dni parzyste, a w nieparzyste nie? A może do południa tak, a po południu inaczej? Wszyscy wiemy, że żaden kompromis nie jest tu możliwy.
Kaczyński otwarcie mówi, że jeśli prawo mu przeszkadza, to prawo nie obowiązuje. Zapisano to nawet w ustawie o prokuraturze: prokurator może popełniać przestępstwa, o ile działa „w interesie społecznym”. Tylko jak Kaczyński i PiS rozumie „interes społeczny”? Dokładnie jako prywatny interes Kaczyńskiego w jego dążeniu do świetlanej dyktatury. Bo przecież on, „premier tysiąclecia”, „zbawiciel”, „geniusz”, itp. sam jest emanacją interesów, dążeń i pragnień całego społeczeństwa.
A ci co tego nie uznają, to „zaprzedani ludzie”, „mający gen zdrady”, „gorszy sort”, „element animalistyczny”, „łże-elity”, „lumpeninteligenci”, „komuniści i złodzieje”…
Gdyby rządził człowiek o innej osobowości, napotkawszy tak silny opór, zrezygnowałby z części planów, zrobił krok do tyłu, i zadowoliłby się rządzeniem spokojnie przez kolejne lata, a później bezpieczną i niemałą emeryturą. Ale nie ten człowiek.
On zdaje się nie widzieć żadnych innych metod realizacji celu, jak knucie, spiskowanie, kłamstwa i obelgi. A te wszystkie coraz brutalniejsze obelgi, ta wściekła agresja, to po prostu objaw frustracji i strachu. Przecież wiemy już z kolejnych epizodów, jak myśli Jarosław Kaczyński, gdy napotyka problem. Myśli, jak problem rozwiązać? Nie, myśli jak oszukać tym razem. Czy schować się, czy deklarować zrozumienie dla lewicy, czy zaprosić opozycję na „rozmowy”, z których nic nie wynika.
To całe zaproszenie opozycji parlamentarnej (ale nie KOD-u, czyli opozycji rzeczywistej) do rozmów, to tylko wybieg, to właśnie jest „kaczka trojańska”. Te rozmowy nic nie dały, niczego nie ustalono, ale dzięki nim można twierdzić wobec UE i USA, że „trwają negocjacje”, choć nic nie trwa, i „szukamy rozwiązania politycznego”, to znaczy metody wykiwania przeciwnika.
Jarosław Kaczyński postawił wszystko na jedną kartę. Doskonale wie, że gdyby obecnie ustąpił, zaczął uznawać wyroki Trybunału Konstytucyjnego, to przegrał całkowicie. On zabrnął w ślepy zaułek i wie o tym. Stąd paniczny strach i wściekła agresja. No bo przecież za chwilę poległyby wszystkie fundamenty dyktatury, która już niemal zbudował, tylko jeszcze nie ogłosił: ustawa o prokuraturze, policji, służbie cywilnej, mediach…
Oczywiście mógłby wtedy spokojnie rządzić przez kolejne lata i wysoce prawdopodobne, że nie poniósłby żadnej odpowiedzialności za to, co zrobił do tej pory. Ale to byłoby dla niego rezygnacją z domniemania boskości i świetlanego blasku, z celu całego życia.
Wie też, że jeśli będzie brnął dalej i przegra, to jego klęska będzie totalna, tak jak totalne jest jego marzenie; wie, że w przeciwieństwie do Janukowycza nie będzie miał dokąd uciec, bo wrogów sobie narobił wszędzie.
I wie, że za plecami ma cień, który sam stworzył: Zbigniewa Ziobro, oberprokuratora, posiadającego ogromna władzę, władzę tak wielką, że gdy szef osłabnie, może go jednym ruchem z tronu zrzucić, nawet aresztować. Prezes ma ze wszystkich stron ściany: KOD, Unię Europejską i USA, Trybunał Konstytucyjny i Ziobrę czekającego na jego błąd lub zachwianie poparcia we własnej partii.
A władca osaczony może być bardzo niebezpieczny. Może sięgnąć po przemoc. A wtedy sytuacja będzie zero-jedynkowa. Albo wygra, ustanowi terror i dyktaturę, albo przegra i będzie musiał uciekać. Tylko dokąd?
Polska w tej chwili znajduje się w bardzo groźnym momencie. Gdyby Kaczyński miał pewność, że policja i wojsko wykonają rozkaz strzelania do tłumu, to krew już by się lała. Ale on tego nie jest pewien. Co zdecyduje, nie wiadomo. Wycofanie się jest w jego wykonaniu mało prawdopodobne, a skutki konfrontacji siłowej są nieobliczalne. Decydując się na nią ryzykuje wszystko, nawet życie, także nasze. Niestety nie mamy żadnego wpływu na tę decyzję, ale musimy być świadomi, że takie niebezpieczeństwo istnieje.
Moim zdaniem, jeśli Prezes zdecyduje się na użycie przemocy, to spowoduje olbrzymi wybuch społeczny, który już trudno będzie kontrolować. Moim zdaniem przegra, ale to co zrobi nie zależy do mojego zdania.
Krzysztof Łoziński



Ta droga, którą pan tak trafnie opisał, idzie tylko w jedną stronę. Każdy kolejny krok powoduje „odcinanie” fragmentu przebytego. Na tej drodze nie ma jak wracać.
To droga ku zatraceniu i on o tym wie, ale do końca odegra rolę nawiedzonego terrorysty – samobójcy, bo już nie ma innego wyjścia.
Widziałem dziś w jakimś medium wytłuszczone pytanie: „Czy PiS zrobi krok w tył?”
Ja bym raczej pytał: – Czyj to będzie tył?
Kluczem do odczytania prezesa jest oczywiście tekst wywiadu z Teresa Torańską w „My”. Kluczem jest też „Mądrość psychopatów” Kevina Duttona, gdzie jasno wytłumaczono, że psychopata to nie wariat, który biega po ulicy za ofiarami, a raczej bezemocjonalnie skuteczny manipulator. ( I niech Magog głupot o tej książce nie wypisuje, bo nie czytał) Bardzo interesujące były dla mnie rozmowy z osobami pamiętającymi Kaczyńskich z planu filmu, no i sam film: sceny bicia grzechotką powinny być emitowane codziennie przed wiadomościami we wszystkich telewizjach. Piszący często wzdragają się przed porównywaniem Kaczyńskiego do Stalina czy Hitlera, ale przecież dla tamtych ideologia była również jedynie środkiem do celu – władzy skupionej w jednym, boskim ręku. Dlatego nie powinniśmy walczyć z ideologią PIS, bo tylko dajemy się wpuścić w grę na ich stoliku. Słusznie przecież Autor zauważa, ze młody Kaczyński rządziłby z chęcią komunistyczną Polska Gomułki. Analizujmy i pokazujmy psychopatyczne (nie wariackie i głupie) kroki śmiertelnie skutecznej maszyny. Żarty się skończyły. Trzeba działać. Potrzeby zagubionych w rzeczywistości ludzi, którzy poszli za nim, to zupełnie inny temat, który powinniśmy oddzielić i szerzej dyskutować osobno. Potrzebne są tu rozwiązania polityczne, i wierzę, że zostaną wypracowane. Ale Kaczyński, to zagrożenie samo w sobie równie poważne, jak Putin. Czy myślicie, że zapędzony do kąta cofnie się przed wojna domową. Niemcy, Rosjanie, Serbowie, Koreańczycy też tak myśleli.
dobra dobra Panie MM.
I niech Magog głupot o tej książce nie wypisuje, bo nie czytał.
……
O ile mnie pamięć nie zawodzi to podałem tylko linka gdzie książkę przenicowano dokumentnie.
Dlatego nie miałem nawet myśli aby przeczytać.
Ja też dosyć często zalecałem lekturę Ponerologii Andrzeja Łobaczewskiego która to pozycja jest skrzętnie pomijana.
Mamy podobnie.. jesteśmy kwita?
Z punktu widzenia zasad parlamentaryzmu KOD nie jest dla Kaczyńskiego partnerem w rozmowach. A z tłumem (a niebawem gawiedzią, może nawet hołotą) sie nie rozmawia. Natomiast zaskakuje mnie, że tak spokojnie przekazał aż tak wielką władzę w ręce Ziobry. Chociaż jeśli dojdzie do zastosowania przemocy, to podejrzewam, iż własnie Ziobro będzie za to odpowiadał w układzie min. spraw wewnętrznych wydaje rozkaz, a minister sprawiedliwości uzasadnia jego celowość. Tyle, że nikt nie uwierzy, iż Ziobro działał bez polecenia prezesa. Smutne to wszystko. I jak ktoś gdzieś zmodyfikował powiedzenie o granicach cywilizacji – Europa kończy się za Kutnem. Oczywiście po wschodniej stronie miasta.
Drobiazg: w miasteczku Strzałkowo, leżącym tuż za zachodnimi rogatkami Słupcy, a to o dobrych kilkadziesiąt kilometrów na zachód od wspomnianego Kutna, zachowały się (przynajmniej niedawno jeszcze były) kamienne słupy graniczne zaboru pruskiego. Toteż mawiano, że w Strzałkowie zaczyna się Azja. Ale z tym końcem Europy też dobre, bo do tego miasta dochodziła szerokotorowa kolej carska.
Natomiast zaskakuje mnie, że tak spokojnie przekazał aż tak wielką władzę w ręce Ziobry.
………..
Swego czasu Ziobro wyznał że przystał do prezesa bo zafascynował ten człowiek na tyle iż można nawet mówić o miłości ucznia do mistrza…. może z wzajemnością o czym świadczy przytulenie do piersi syna marnotrawnego.
No cóż, miłość niejedno ma imię.
Porażenie uczuciowości wyższej, nawet przy
zachowanych czynnościach intelektualnych,
prowadzi z konieczności do ciężkich zaburzeń woli, dążeń i działania.W skutek
tego dochodzi do rozprężenia całej struktury życia psychicznego. To dr,filozofii i medycyny Tadeusz Bilikiewicz w książce pt. Psychiatria Kliniczna.Przykładów paranoi pasujących
do dyktatora jest bardzo wiele.
Wszystko to prawda i tylko prawda ale 1/3 aktywnego elektoratu nadal popiera Kaczyńskiego /niestety!/.
Ponerologię przejrzę, jeśli nie przeczytam.
Nie chce być upierdliwy, ale właśnie trafiłem na kwiatek: Jarosław K. pamięta szczegóły, na przykład wyniki meczów piłkarskich z lat 60. czy 70. To jedna z cech charakterystycznych psychopatów: niezwykła pamięć szczegółów przy braku stosunku emocjonalnego do nich. Słyszeliście kiedy o pasji Jarosława K. do piłki nożnej? A wyniki pamięta.
Szukamy dalej!
Facet, ktory od lat nie wychodzi z domu bez obstawy. Nie ma partnerki ani partnera. Nie ma hobby. Nie ma zainteresowan, poza obsesyjnym knuciem. Z niezwykłą konsekwencją obwinia otoczenie o to, co sam robi. Nie przeprasza za błędy, nie okazuje skruchy. Nie ma skrupułow, aby wszystkich wokoł traktowac jak narzędzia, włączając w to zwłoki swojego brata. Nie waha sie oszukiwac. Nie ma skrupułow, aby tragedię przerabiac na propagandę. Napotkawszy opor albo niezgodę, bluzga bez opamiętania.
.
Modelowy satrapa. Dyktator doskonaly. Jesli będzie mogł, to usciele swoją drogę Blidami i Lepperami i nawet sie nie obejrzy.
.
Nie ma zadnych wątpliwosci, z kim mamy do czynienia. Znam opinie psychiatrow: wystarczy raz wysłuchac przemowienia w telewizji, zeby postawic diagnozę. Ciągle nie rozumiem, dlaczego lekarze nie wypowiadają sie publicznie. Przeciez podręczniki są powszechnie dostępne.
@narciarz2 mnie to nie dziwi. Po pierwsze, jak pokazuje doświadczenie, jeśli jeden lekarz u nas stwierdza u pana koklusz, to natychmiast znajdzie się pięciu innych, którzy oświadczą, że to rzeżączka. Taki fach.
Po drugie (i trochę w związku z po pierwszym) w obecnym układzie nie ma przeszkód by laryngologa oskarżyć o mordowanie dzieci odpoczętych.
Kto chce ryzykować?
A dlaczego SN stwierdza, że fakt występowania komitetu wyborczego zjednoczonej prawicy będącego faktycznie, ale nieoficjalnie, koalicją 3 partii NIE WPŁYNĄŁ na wyniki wyborów? Ta instytucja z urzędu powinna bronić demokracji.
Autor napisał:
„te wszystkie coraz brutalniejsze obelgi, ta wściekła agresja, to po prostu objaw frustracji i strachu.”
.
Moim zdaniem pudło. Jarkacz nie kieruje się ani jednym, ani drugim. On nie dązy do władzy. Nie chce zmieniac Polski ani na lepsze, ani na gorsze. Jego jedynym celem jest kontrola. Kontrola to nie władza, choc łatwo te dwa pojecia pomylic. Kontrola oznacza całkowite podporządkowanie i posłuszenstwo ze strony otoczenia. Odgrodzenie się murem ochroniarzy i wykupienie wszystkich domow wokoł to nie wyraz strachu, tylko obsesyjna potrzeba stworzenia sobie kokona, ktory jest pod całkowitą kontrolą.
.
Podobna była geneza ataku na Leppera i Giertycha, ktory politycznie był samobojstwem. Ten atak wynikał z niemoznosci zaakceptowania, ze w otoczeniu jest ktos niezalezny i nie podporządkowany. Ktos, z kim trzeba negocjowac, a nie kontrolowac, jak wszystkich innych. Atak na Trybunał wynika z tego samego. Skoro Trybunał się nie słucha, to trzeba go zniszczyc. Tu nie ma rachunku strat i zyskow. Tu jest obsesja.
.
Kontrola nie ma zadnego celu, poza zaspokojeniem obsesyjnej potrzeby kontrolowania. Ta potrzeba nie da się ławo zaspokoic w obecnej Polsce. Po to, zeby sie zblizyc do ideału, trzeba by w Polsce wprowadzic terror taki, jak w Korei Połnocnej. A i wtedy obsesja nie jest w pełni zaspokojona, bo za plecami zawsze czai sie jakis wrog. Jakis wujek, ktorego w pełni się nie kontroluje, wiec trzeba go rozstrzelac. Taki jest dyktator w Korei, taki był Stalin albo Robespierre. Taki sam jest Jarkacz, tylko ze jeszcze nie moze w pełni zaspokoic swojej potrzeby emocjonalnej. Trzeba jasno powiedziec, ze na tej drodze nigdy nie ma pełnego zaspokojenia chorej osobowosci. Własnie dlatego walka sie nasila w miare postępow dyktatury. Taka jest logika tej choroby.
https://www.youtube.com/watch?v=PkisoC4cBVU
Allchemicus
Świetne przekierowanie, nie przypuszczałem że w sieci jest taka ilość satyry odnośnie prezesa i jego wasali.
Śmiech dla jednych oznacza zdrowie, dla innych powód do bezsenności.
Dokładnie tak jak piszesz Magog’u.
Nie bez kozery na ulicach Warszawy swego czasu rozbrzmiewało :
„Siekiera, motyka, piłka szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka…”
Analiz, coraz ciekawszych, ci u nas dostatek. Gorzej z elektoratem. Gdyby chociaż trochę używał umysłu, całe to nawiedzone towarzystwo pozostałoby tam, gdzie ich miejsce, czyli na b. wąskim marginesie. Ale dalej nie używa, woli być okłamywany i zagrzewany do korzystania z niskich instynktów, dobrze mu z nienawiścią i pogardą. Z diagnozy kompleksów, urazów i nieudacznictwa, rekompensowanych ślepą agresją wobec zwolenników cywilizacji, kultury, prawa – niewiele wynika, poza solidnym pesymizmem…
Elektorat jest podzielny. Dzieli się na żelazny (odporny na wszelkie argumenty, z którym wszelka dyskusja przypomina grę w pomidora, wielbiący wręcz swoją ignorancję), trudny (mało zainteresowany, reagujący na ostatnie wiadomości), częściowo otwarty (dający się wciągnąć w uporządkowaną dyskusję). Narzekanie na elektorat to rodzaj onanizmu wyobraźni. Wciągnięcie człowieka w dyskusję i zostawienie go z kilkoma znakami zapytania świata nie zmieni, ale wydaje się być rozsądniejsze. (Jeśli w domu wariatów można mówić o rozsądku.)
Zacząłem się zastanawiać nad pewną kwestią, która być może na pierwszy rzut oka ma niezbyt wiele wspólnego z myślą przewodnią tego tekstu p. Łozińskiego, jednak w dłuższej perspektywie…
Otóż próbuję sobie przypomnieć, co kolejne rządy – mam na myśli rządy partii, które doszły do władzy w wyniku wygranych wyborów i głoszonych koncepcji poprawy sytuacji obywateli i państwa – zmieniły w zapisach prawa, uchwalonych przez poprzedników. Chyba bardzo niewiele. Mam niejasne przeczucie, iż po wygranych wyborach rządzący dochodzili do wniosku, że nie są one wcale takie złe, gdy idzie o utrzymanie ich władzy. Nie pamiętam, aby po ’89 roku w sposób realny ukarano któregoś z poprzedników. Natomiast kwitła radosna twórczość z gatunku działań pozorowanych, a niekiedy wyglądało na to, że rządzący wręcz uparli się, by przynajmniej w sferze komunikacji ze społeczeństwem nic nie poprawić. Widać taki mamy klimat, jak stwierdziła jedna z pań zajmujących się polityką uważając, iż to stwierdzenie powinno usprawiedliwiać wszystko.
O tyle ma pan rację, że tego czegoś do poprawiania trochę by się znalazło. Z drugiej strony jednym z nieodzownych warunków rozwoju państwa jest względna stabilność prawa. I między tymi dwiema potrzebami politycy muszą lawirować. Zbyt gwałtowne zmiany przynoszą to co mamy właśnie w tej chwili.
W psychologii i socjologii używa się pojęć wielkich motywatorów lub motywatorów głównych, do których zalicza się oprócz sławy, seksu, pieniędzy także władzę. Kierowanie się nimi bezpośrednio jest wyjątkowo jednostronne, puste i nie daje poczucia spełnienia. Tak więc kiedy mówimy o osobowościach typu Stalin, Hitler mamy do czynienia wyłącznie z eskalacją potrzeb, które niezależnie od stopnia ich spełnienia nigdy nie są zaspakajane i wywołują coraz większe potrzeby. Kresem jest zmiana osobowości albo śmierć. I właśnie obsesyjny lęk przed śmiercią najczęściej się do niej przyczynia. Trzeba pamiętać, że ludzie tacy mają równie silnie rozwinięte kontrmotywatory – np. strach. I ta dychotomia jest kluczem do zrozumienia nieuchronności ich porażki. Pytanie nie brzmi „czy” – brzmi „jak”?
@Sławek: ja bym uściślił, jakim kosztem…
@andrzej Pokonos problem w tym, że przewidywanie kosztów mogłoby być dość szokujące i mieć wątpliwy walor „samosprawdzającej się prognozy”.
*
To co wiemy już dzisiaj to koszty gospodarcze – one na pewno będą wysokie nie tylko na skutek populistycznych obietnic socjalnych, niekompetencji i zdziczenia obyczajów (vide stadniny koni), czy złej woli nominatów partyjnych w gospodarce. Także na skutek braku stabilności prawa począwszy od TK, zniechęcenia inwestorów zagranicznych, etc..
*
JK a za nim całe zastępy żołnierzy politycznych podsycają konflikt społeczny, jątrząc i pogłębiając rowy. Wygląda jakby celowo prowokowali do awantury eufemistycznie nazywanej „kryterium ulicznym”. Zupełnie tego nie rozumiem, bo spokój społeczny powinien być dla rządzących wartością samą w sobie. To opozycja mogłaby być zainteresowana podsycaniem nastrojów. Jeżeli prawdą są rozważania m.in. Autora o paranoidalnym podłożu zachowań JK to kalkulacja na wywołanie awantury a następnie stłumienia jej siłą i zaprowadzenia dyktatury policyjno-wojskowej na 20-30 lat może być prawdopodobna. I tu zaczynają się schody – kalkulacja taka jest karkołomna. Wcale nie jest oczywiste jak zachowałyby się służby mundurowe. Po doświadczeniach stanu wojennego i 26 latach niepodległości można domniemywać, iż stanowczo odmówiłyby strzelania do rodaków. (Aparat władzy wcale nie jest w 100% w rękach PiS – są tylko bardzo niekompetentni nominaci na szczytach.) Taki ruch oznacza w praktyce porażkę a zaraz potem delegalizację PiS. Nawet jeżeli scenariusz taki jest rozważany, to trzeba pamiętać o zbiorowej mądrości Polaków. Po doświadczeniach ostatnich 100 lat nie jesteśmy skorzy do awantur. Najsilniejsza dzisiaj opozycja – KOD ma bardzo obywatelski, pokojowy i uśmiechnięty a dzięki temu stanowczy charakter. JK i jego zaplecze zupełnie nie rozumieją co się za tym kryje. Ponieważ mierzą innych swoją miarą spodziewają się, że za tym kryje się jakaś niezrozumiała dla nich potęga. I mają rację – za opozycją stoi dzisiaj potęga otwartej, europejskiej, większości społeczeństwa Polskiego, potęga UE i USA. Te trzy potęgi razem powodują, że tu zaczynają się naprawdę mokre pampersy…
*
Żeby nie demonizować kosztów kilka słów o korzyściach. Przeżywamy najpoważniejszy kryzys polityczny od 1989 r. Jest on wynikiem wielu zaniedbań i błędów elit politycznych III RP, pośród których najważniejsze to:
– zabetonowanie sceny politycznej w nieproduktywnym konflikcie postsolidarnościowym PO-PiS,
– oligarchizacja partii politycznych przez ich niedemokratyczny charakter – pseudo wodzostwo, selekcja negatywna, koterie, brak kontroli wewnętrznej, korupcja polityczna, itp. dotyczy to większości partii,
– fałszywa solidarność klasy politycznej – brak odpowiedzialności prawnej za skutki działań politycznych w rządzeniu państwem i gospodarką, także za niedemokratyczne programy i struktury partii, np. Trybunał Stanu jest fikcją z jednym skandalicznym wyjątkiem E. Wąsacza, który jest oskarżony bez osądzenia od 18 lat,
– podobnie brak odpowiedzialności urzędniczej za skutki ekonomiczne decyzji,
– zaniechanie wielu reform i zmian społecznych – służba zdrowia, sądownictwo, edukacja, szkolnictwo wyższe,
– pułapka średniego rozwoju – zaniechanie takich zmian w edukacji i życiu społecznym które umożliwią rozwój kapitału społecznego – bez tego plan Morawieckiego nawet gdyby był dobry (a nie jest) nie ma szans,
– brak budowania harmonii i równowagi społecznej – łagodzenia różnic społecznych, eliminowania pół wykluczenia ludzi i środowisk, wyrównywania szans i możliwości Polaków.
*
Te wszystkie rzeczy musimy dzisiaj zaprojektować aby je zmienić po uporaniu się z paranoją JK i PiS. I to będą ewidentne korzyści, bo przez wiele lat elity społeczne rozleniwiły się i społeczeństwo nie wymuszało na partiach politycznych rozwiązywania najważniejszych problemów. Wszyscy zadowalaliśmy się głosowaniem na mniejsze zło. Zwycięstwo PiS nie jest jak wielu sądzi głupotą wyborców. Jest ich krzykiem rozpaczy pt. albo zaczniecie Polskę zmieniać albo będziecie mieli przegwizdane. I mamy dintojrę.
Jestem pewien, że przeżywamy dzisiaj katharsis III RP a nie bezmózgie, zbiorowe samobójstwo polityczne.
@Sławek: Tak to jest katharsis i jeszcze nie wiadomo jak długo potrwa dojrzewanie wyborców do odstawienia oszołomów od władzy. W końcu był psychiatra wyznaczony PRZES SĄD, który poprawnie zdiagnozował Kaczyńskiego jako niepoczytalnego. Ale nikt się nie ośmielił wtedy odsunąć zdefiniowanego paranoika od polskiej polityki. Sam przyznam, że to ewenement zatem trudny do przeprowadzenia i wyegzekwowania, dlatego dziś już drogo wszystkich kosztuje.
.
Jeśli to oczyszczenie ku społeczeństwu obywatelskiemu ma dotyczyć także samych wyborców, a tu widzę największe braki, to proces potrwa długo. Nie łudźmy się że politycy będą lepsi, jeśli wyborcy nie staną się aktywniejsi i wreszcie zaczną egzekwować od polityków to co wyborcy od nich oczekują. Najgorszy ślad komuny w społeczeństwach byłego obozu demoludów, to oczekiwanie od władz centralnych, że im wszystko załatwią. A tak nie może być. Ten garb doprowadza do wynaturzeń typu oczekiwanego „zamordyzmu”, zamiast harmonijnych rządów z użyciem consensusów, dialogu i wzajemnych ustępstw. Być może przykład Polski znowu wskaże drogę podobnym krajom, szkoda, że akurwt przez tak głupią politykę, którą trzeba teraz obalać…
.
Co do ewentualnej „bałkanizacji” do której już bez ogródek część PiSowskich harcowników wyraźnie naciera (kara śmierci dla Tuska!) – mam nadzieję, że to tylko przyspieszy wyprowadzenie PiSu z Polskiej polityki. Przez kontrakcję sił mundurowych. Nie wierzę, że no polskie wojsko ale i polska policja zechce zrobić krok w stronę użycia broni przeciw Polakom.
j.Luk:
na pewno Panu sie spodobaja wypowiedzi pani ministry od eduacji. Nastepczyni Hugo Kołłątaja, co zobowiazuje do oryginalnosci.
.
„Historia każdego kraju jest budowana na tym, co przynależne do tego kraju i jego tożsamości. A przecież my w ten sposób staliśmy się narodem: jeden król, jedna religia, jedna moneta.”
.
Zabrakło tylko „jeden Wodz”, ale to łatwo sobie dospiewac na wiecach. I co Pan na to? Moze by Pan napisał jakis artykuł w celu wyedukowania pani ministry i opublikował w Gazecie?
.
„Mamy konstytucję i podpisany konkordat. Zgodnie z nimi jesteśmy zobligowani do tego, aby w szkole układać plan uwzględniający lekcje religii. A w związku z tym, że mnóstwo osób zdaje do seminarium i na różnego rodzaju uczelnie teologiczne, dlaczego nie mieliby zatem wybierać religii jako dodatkowego przedmiotu na maturze?”
.
„Mnóstwo”, to znaczy ile? Dziennikarka prowadzaca wywiad nie była przygotowana i nie zadała tego pytania. Takze nie zapytala, dlaczego powrot katechezy do parafii byłby niezgodny z konstytucja, ktora skadinad mocodawcy pani ministry maja w głebokim powazaniu.
.
Całosc jest tutaj. Kiepsko prowadzony wywiad bez proby docisniecia pani ministry.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,151485,19889350,minister-anna-zalewska-mickiewicz-da-szkole.html
Pytanie nie brzmi „czy” – brzmi „jak”?
.
Patrząc na historie Jugoslawii, militarna interwencja NATO nastąpi po przekroczeniu progu 10 tysiecy ofiar. Zresztą niekoniecznie NATO. Byc moze interweniuje Putin, bo mu blizej i nie musi przeprowadzac referendow.
.
Spokoj zapanuje w Warszawie.
Putin jest za mądry, by brać sobie na plecy ten problem. Chyba, że będzie chciał zdenerwować Zachód. Na razie ma jednak mnóstwo innych możliwości. Na razie wystarczy tylko odpowiednio podgrzewac atmosferę. Ci z Zachodu też będa mieli argument, by żądać od parlamentów nowych sum na zbrojenia.
Ja tylko PT Dyskutantom o Jarosławie Kaczyńskim chcę gorąco polecić – o ile nie przeczytali – artykuł Ewy Wilk ”Tak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę” w 15. numerze ”Polityki”
i sektę tę własną piersią matczyną wykarmili purpuraci KK.
Notka zbyt emocjonalna…
artykuł Ewy Wilk ”Tak Jarosław Kaczyński zbudował sobie sektę” w 15. numerze ”Polityki”
.
Dostepny tylko dla placacych prenumeratorow.