Krzysztof Łoziński: Kaczka trojańska i pełne pampersy Prezesa

kaczynski2016-04-09.

[dropcap]W[/dropcap] wywiadzie dla Wprost (15 stycznia 2007) Jarosław Kaczyński powiedział:

Chciałem rządzić już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać gdy miałem lat 34, a skończyć rząd mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu

Szkoda, że nikt wówczas nie potraktował tej wypowiedzi na serio, bo wynika ona wprost z osobowości jej autora i jest kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się dziś.

Kaczyński miał 12 lat w roku 1961, za Gomułki, którego władzy wówczas nic nie zagrażało. Lat 34, gdy zapragnął być premierem, miał w roku 1983, gdy Jaruzelski dopiero co zamienił stan wojenny w „stan wisielczy” („stan zawieszenia stanu wojennego”).

Do roku 2040 mamy jeszcze 24 lata.

Co z tego wszystkiego wynika? Jeśli uznać to za zwykłą megalomanię zakompleksionego frustrata, to nic. Ale jeśli potraktować to jako deklarację życiowego celu, zobaczymy osobnika, który wcale nie kieruje się realizacją jakiejś idei politycznej, tylko czystym dążeniem do władzy; do władzy obojętnie jakiej, byłe pełnej, nieograniczonej i zdobytej dowolnym – byle skutecznym –  sposobem. Do władzy, która ma być rekompensatą wszystkich życiowych upokorzeń, braku akceptacji przez rówieśników, dziewczyn, które go nie chciały, wątłej kondycji fizycznej i lat chowania się za spódnicą mamusi.

Ale władza to jeszcze nie wszystko, musi być podziw, kult, uwielbienie tłumów, niemal boski blask.

Pomyślmy, czym chciał rządzić w 1961 roku? Czego chciał być premierem w 1983 roku? Przecież nie wolnej Polski, bo jej wówczas nie było. A więc – po prostu rządzić, mieć władzę dla władzy, obojętne nad czym.

Wróćmy do tego, co teraz. Zdobył władzę. W krótkim czasie niemalże zbudował dyktaturę; jeszcze krok, a mógłby ogłosić się kim chciał – królem, zbawcą, sułtanem, premierem tysiąclecia…

A tu klops. Pojawił się opór, i to opór znaczny, wewnętrzny i zewnętrzny. Tego się nie spodziewał, tego nie miało być. A szczęście było tak blisko…

Jeśli spojrzymy na rzeczy z tej perspektywy, to zrozumiemy, że nie może być żadnego „kompromisu”, żadnych „negocjacji”. Zresztą na czym miałby ten „kompromis” polegać? Prawo ma być przestrzegane w dni parzyste, a w nieparzyste nie? A może do południa tak, a po południu inaczej? Wszyscy wiemy, że żaden kompromis nie jest tu możliwy.

Kaczyński otwarcie mówi, że jeśli prawo mu przeszkadza, to prawo nie obowiązuje. Zapisano to nawet w ustawie o prokuraturze: prokurator może popełniać przestępstwa, o ile działa „w interesie społecznym”. Tylko jak Kaczyński i PiS rozumie „interes społeczny”? Dokładnie jako prywatny interes Kaczyńskiego w jego dążeniu do świetlanej dyktatury. Bo przecież on, „premier tysiąclecia”, „zbawiciel”, „geniusz”, itp. sam jest emanacją interesów, dążeń i pragnień całego społeczeństwa.

A ci co tego nie uznają, to „zaprzedani ludzie”, „mający gen zdrady”, „gorszy sort”, „element animalistyczny”, „łże-elity”, „lumpeninteligenci”, „komuniści i złodzieje”…

Gdyby rządził człowiek o innej osobowości, napotkawszy tak silny opór, zrezygnowałby z części planów, zrobił krok do tyłu, i zadowoliłby się rządzeniem spokojnie przez kolejne lata, a później bezpieczną i niemałą emeryturą. Ale nie ten człowiek.

On zdaje się nie widzieć żadnych innych metod realizacji celu, jak knucie, spiskowanie, kłamstwa i obelgi. A te wszystkie coraz brutalniejsze obelgi, ta wściekła agresja, to po prostu objaw frustracji i strachu. Przecież wiemy już z kolejnych epizodów, jak myśli Jarosław Kaczyński, gdy napotyka problem. Myśli, jak problem rozwiązać? Nie, myśli jak oszukać tym razem. Czy schować się, czy deklarować zrozumienie dla lewicy, czy zaprosić opozycję na „rozmowy”, z których nic nie wynika.

To całe zaproszenie opozycji parlamentarnej (ale nie KOD-u, czyli opozycji rzeczywistej) do rozmów, to tylko wybieg, to właśnie jest „kaczka trojańska”. Te rozmowy nic nie dały, niczego nie ustalono, ale dzięki nim można twierdzić wobec UE i USA, że „trwają negocjacje”, choć nic nie trwa, i „szukamy rozwiązania politycznego”, to znaczy metody wykiwania przeciwnika.

Jarosław Kaczyński postawił wszystko na jedną kartę. Doskonale wie, że gdyby obecnie ustąpił, zaczął uznawać wyroki Trybunału Konstytucyjnego, to przegrał całkowicie. On zabrnął w ślepy zaułek i wie o tym. Stąd paniczny strach i wściekła agresja. No bo przecież za chwilę poległyby wszystkie fundamenty dyktatury, która już niemal zbudował, tylko jeszcze nie ogłosił: ustawa o prokuraturze, policji, służbie cywilnej, mediach…

Oczywiście mógłby wtedy spokojnie rządzić przez kolejne lata i wysoce prawdopodobne, że nie poniósłby żadnej odpowiedzialności za to, co zrobił do tej pory. Ale to byłoby dla niego rezygnacją z domniemania boskości i świetlanego blasku, z celu całego życia.

Wie też, że jeśli będzie brnął dalej i przegra, to jego klęska będzie totalna, tak jak totalne jest jego marzenie; wie, że w przeciwieństwie do Janukowycza nie będzie miał dokąd uciec, bo wrogów sobie narobił wszędzie.

I wie, że za plecami ma cień, który sam stworzył: Zbigniewa Ziobro, oberprokuratora, posiadającego ogromna władzę, władzę tak wielką, że gdy szef osłabnie, może go jednym ruchem z tronu zrzucić, nawet aresztować. Prezes ma ze wszystkich stron ściany: KOD, Unię Europejską i USA, Trybunał Konstytucyjny i Ziobrę czekającego na jego błąd lub zachwianie poparcia we własnej partii.

władca osaczony może być bardzo niebezpieczny. Może sięgnąć po przemoc. A wtedy sytuacja będzie zero-jedynkowa. Albo wygra, ustanowi terror i dyktaturę, albo przegra i będzie musiał uciekać. Tylko dokąd?

Polska w tej chwili znajduje się w bardzo groźnym momencie. Gdyby Kaczyński miał pewność, że policja i wojsko wykonają rozkaz strzelania do tłumu, to krew już by się lała. Ale on tego nie jest pewien. Co zdecyduje, nie wiadomo. Wycofanie się jest w jego wykonaniu mało prawdopodobne, a skutki konfrontacji siłowej są nieobliczalne. Decydując się na nią ryzykuje wszystko, nawet życie, także nasze. Niestety nie mamy żadnego wpływu na tę decyzję, ale musimy być świadomi, że takie niebezpieczeństwo istnieje.

Moim zdaniem, jeśli Prezes zdecyduje się na użycie przemocy, to spowoduje olbrzymi wybuch społeczny, który już trudno będzie kontrolować. Moim zdaniem przegra, ale to co zrobi nie zależy do mojego zdania.

Krzysztof Łoziński

Print Friendly, PDF & Email

31 komentarzy

  1. j.Luk 2016-04-09
  2. Mariusz Malinowski 2016-04-09
    • Magog 2016-04-09
  3. wawrzyniec sawicki 2016-04-09
    • StanStupkiewicz sr 2016-04-11
  4. Magog 2016-04-09
  5. Anna-Maria Malinowska 2016-04-09
  6. Marian. 2016-04-09
  7. Mariusz Malinowski 2016-04-10
  8. narciarz2 2016-04-10
    • j.Luk 2016-04-10
    • jureg 2016-04-10
  9. narciarz2 2016-04-10
  10. Magog 2016-04-10
    • Allchemicus 2016-04-10
  11. embe05 2016-04-10
    • koraszewski 2016-04-10
  12. wawrzyniec sawicki 2016-04-10
  13. j.Luk 2016-04-10
  14. slawek 2016-04-10
    • andrzej Pokonos 2016-04-12
      • slawek 2016-04-12
        • andrzej Pokonos 2016-04-12
  15. narciarz2 2016-04-10
  16. narciarz2 2016-04-10
    • wawrzyniec sawicki 2016-04-10
  17. Ernest Skalski 2016-04-10
    • Allchemicus 2016-04-14
  18. w_kontrze 2016-04-10
  19. narciarz2 2016-04-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com