Jerzy Łukaszewski: Jubileuszowo

dem22016-04-15.

[dropcap]N[/dropcap]iedawno stwierdziłem, że dopada mnie skleroza, ponieważ zapomniałem uroczyście obejść okrągłej – 63 – rocznicy urodzin. Że co? Nie okrągła? A 1050 to okrągła? No.

W bogoojczyźnianym zadęciu Ojczyzna nasza będzie musiała przetrwać te „okrągłe” urodziny. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wykorzystali każdej okazji, aby się pokłócić.

Już słychać o środowiskach protestujących przeciwko „zawłaszczaniu przestrzeni publicznej” w związku z uroczystościami.

Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem. Publiczne obchodzenie jakiegoś święta przez katolików jest zawłaszczaniem? Moim zdaniem nie jest. Jeśli mamy być demokracją, to musimy pogodzić się z tym, że różne grupy społeczne mają dokładnie takie samo prawo publicznie demonstrować swoje przekonania, organizować uroczystości itd. Dążność do tego, by jednym było wolno, a drugim nie jest prostą drogą do zawłaszczenia właśnie.

Inna sprawa to forma i charakter tych uroczystości, która może powodować zamieszanie w umysłach publiczności.

Zbyt silne związki władzy państwowej z religijną zawsze budziły wiele kontrowersji. Jednak ogląd na tzw. stan rzeczy powodował, że nigdy się z nich  nie uwolniono. Przypomnę choćby Bieruta idącego w procesji Bożego Ciała co niektórzy jeszcze pamiętają.

Im dalej w czas tym te związki wyglądają dziwniej, czasem groźnie, a czasem groteskowo.

Jeśli senat RP przyjmuje nie dość, że kuriozalną, to wręcz szkodliwą uchwałę

http://wpolityce.pl/historia/287923-senat-uczcil-uchwala-360-rocznice-slubow-lwowskich-zlozonych-przez-krola-jana-kazimierza

to działa on ewidentnie na szkodę „wychowania patriotycznego”, którym przy innych okazjach wypycha sobie jamę gębową. Uczy bowiem, że w obliczu niebezpieczeństwa nie trzeba brać się do roboty, lecz „oddawać pod opiekę” Najświętszej Panienki, a ona już sobie z wrogiem poradzi.

Temu służyła zresztą przez wieki tzw. legenda jasnogóska, tyleż nieprawdziwa co szkodliwa dla umysłu.

Nie przeczę, że w chwilach trudnych emocje mogą wiele, ale z pewnością nie mogą wszystkiego. Nie zastąpią walki, nie zastąpią pracy, nie zastąpią rozumu.

Uchwała senatu jest świadectwem nie tylko bezwzględnej uległości wobec Kościoła, ale także kompletnej ignorancji jeśli chodzi o procesy dziejowe  składające się z szeregu całkiem przyziemnych przyczyn i skutków.

Podobnie jest z obecnym „okrągłym” jubileuszem”.

Tzw. chrzest Polski  został zawłaszczony przez Kościół, choć historia uczy nas, że w rzeczywistości miał „nieco” inny przebieg, przyczyny i skutki.

Piszę tzw. bo wśród historyków niezaangażowanych emocjonalnie coraz częściej słychać powątpiewania nie tylko co do owych przyczyn i skutków, ale daty, a nawet samego faktu jako takiego.

Pomijając zresztą wszelkie kontrowersje tego dotyczące, obecna rocznica jest bardziej państwowa, niż kościelna i szkoda wielka dzieje się, że niemal nikt tego nie chce zauważać.

Mieszko dołączył do chrześcijańskiej Europy kierując się politycznym rozumem, którego wykazał w swym życiu bardzo wiele. W wieku X wspólnota chrześcijańska tworzyła coś w rodzaju (przy zachowaniu różnic i proporcji) współczesnej Unii Europejskiej i uczestnictwo w niej zwyczajnie się opłacało.

Było korzystne dla rozwoju państwa, a czas tego jak raz wymagał, ponieważ Mieszko rozszerzył jego granice w skali niewyobrażalnej dla swoich poprzedników i zmierzyć się musiał z problemami, które wcześniej obce były polańskim książętom.

Sprawna armia potrafi podbić wielkie obszary, ale z ich utrzymaniem i to przy użyciu pokojowych środków już nie jest tak łatwo. Podbijane przez Mieszka plemiona wyznawały różne religie, wpływ na ich decyzje i stosunek do świata miały różne gremia kapłańskie, najczęściej wrogie wszystkiemu co nowe i obce, bo przyjmowane jako zagrażające ich pozycji.

Mieszko zdawał sobie sprawę, że pozostawienie takiego stanu rzeczy na dłuższą metę doprowadzi do rozpadu państwa, do zniszczenia dzieła jego życia. Miał rację, co późniejsza historia pokazała na przykładzie Lutyków czy Prusów.

Druga sprawa to zarządzanie wielkim obszarem. Takiego państwa jakie stworzył nie da się na koniku objechać w kilka dni i pozałatwiać wszystkich bieżących problemów. Do tego potrzebna jest sprawna i nowoczesna administracja.

A wzorem takiej dysponował Kościół. Nie był jej twórcą lecz depozytariuszem z czasów rzymskich, ponieważ swą własną strukturę oparł właśnie na administracyjnym szablonie państwa cezarów.

Dla polskiej administracji szalenie cenni byli ludzie umiejący czytać i pisać, wyszkoleni w tworzeniu i pracy kancelarii, wiedzący co to sprawozdawczość i posiadający jeszcze wiele, wiele podobnych umiejętności.

Bez nich państwo nie ruszyłoby z miejsca.

Decyzja Mieszka była więc oczywista.

Gdzie w tym wszystkim religia?

Owszem, aspekt religijny też musiał być brany pod uwagę, ponieważ stanowił argument dla likwidacji wspomnianych wyżej klanów kapłańskich stanowiących  przeszkodę w całkowitym i bezwzględnym opanowaniu terytorium zamieszkałego przez różne, często wrogie sobie plemiona.

Pamiętać przy tym należy, że w tamtych czasach państwo traktowane było jak prywatna (!) własność księcia i każde odejście od tej zasady kończyło się jego rozpadem lub co najmniej wejściem w zależność od kogoś silniejszego.

Mieszko „zdelegalizował” więc wszystkie religie na swoim terenie, stworzył warunki dla rozwoju jednego wyznania, ale – o tym też mało się mówi – uzależnił je od siebie w stopniu później niespotykanym. Kościół w państwie Mieszka nie posiadał żadnego własnego majątku, wszystko co miał zależało od łaski księcia, co z kolei powodowało, że we własnym interesie musiał być mu posłuszny. Mam wrażenie, że ta wiedza poparta źródłami nie jest jakoś nadmiernie eksponowana w seminariach.

Przyjęcie chrześcijaństwa w tamtych czasach było swego rodzaju formalnością. Nikt nikogo nie pytał o „chrzest kraju” – za taki uważano przyjęcie nowej religii przez panującego – to w zupełności wystarczało.

A jeśli – jak w przypadku naszego księcia – nowy nabytek dostarczył papieżowi (będącemu akurat w wielkiej potrzebie) środków finansowych niezbędnych w walce o utracony Rzym, to można było zrobić to co on zrobił – zorganizował „swój kościół” w sposób co nieco odbiegający od przyjętych w tym czasie reguł. Chodzi m.in. o sprawę podległości bądź nie w europejskiej strukturze kościelnej itp.

Mieszko był człowiekiem mądrym, trzeźwym i chodzącym twardo po ziemi. Dlatego dokonał tego, czego nie dokonali jego przodkowie, a i niektórzy potomkowie nie dorastali mu do pięt.

I tego należałoby uczyć rodaków przy takiej okazji jak obecna rocznica. Jesteśmy bowiem w takim okresie naszej historii, że przykład Mieszka byłby bardzo pożądany jako egzemplifikacja powiedzenia, że „Polak potrafi”.

Zamiast tego nasi rządzący wciskają do głów wyborców ciemnotę tyleż niezgodną z prawdą co szkodliwą dla przyszłości.

Pełniący obowiązki prezydenta Andrzej D. mówił ostatnio:

„…Polska nawet, jeśli znikała z mapy, to wracała siłą Polaków i siłą ducha, którego dawała im wiara i chrzest i którego pomagał im chronić Kościół…”

Nie znam przypadku, by na tym świecie zdziałano coś „siłą ducha” bez zwykłych przyziemnych czynności, za to znam wiele przypadków, które zadają kłam tak natrętnie podkreślanej roli Kościoła w naszych dziejach.

Przemawiający po nim abp Polak wypowiedział słowa wręcz skandaliczne.

„Wskazał, że być może w życiu społecznym “wyczerpał się już ten wyłącznie ludzki potencjał, który mógłby nas przywieść do upragnionej jedności. […] rocznica chrztu Polski, przeżywana pod hasłem ‘Gdzie chrzest, tam nadzieja’, zachęca nas abyśmy nie liczyli tylko na własne możliwości”.

Jest to nic innego, jak wezwanie do złożenia hołdu lennego organizacji kościelnej przez państwo.  Czyli – dokładnego odwrócenia dzieła Mieszka i to akurat w uroczyście obchodzoną rocznicę jego decyzji.

Poza tym wszystkim wciskanie ludziom poczucia beznadziei i własnej bezsilności bez wsparcia „sił nadprzyrodzonych” powinno być karalne jako działalność w gruncie rzeczy antypaństwowa.

Nie możemy liczyć na obecnie rządzących, że zareagują na te roszczenia. Pomijając ich uzależnienie widoczne gołym okiem – nie ten poziom intelektualny. Oni tego nawet nie zauważą.

Jednak to nie powód byśmy tego nie zauważali my – obywatele póki co wolnego kraju.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

12 komentarzy

  1. Mr E 2016-04-15
  2. hazelhard 2016-04-15
  3. wdrw 2016-04-15
  4. Ernest Skalski 2016-04-15
  5. Ernest Skalski 2016-04-15
  6. j.Luk 2016-04-15
  7. wejszyc 2016-04-15
  8. PIRS 2016-04-16
  9. narciarz2 2016-04-18
  10. narciarz2 2016-04-18
  11. narciarz2 2016-04-18
    • Allchemicus 2016-04-18
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com