Marian Marzyński: Czas snu

marzynski 32016-05-17.

[dropcap]D[/dropcap]opiero tutaj, w warszawskim „BB Chopin” na Smolnej, oddalony od Grażyny i domu w Bostonie uświadomiłem sobie, że wypracowałem sobie ostateczny podział mojego życia na sen i jawę.

A stało się to w rozmowie z Tadeuszem Rolke, przyjacielem od półwiecza, którego obudziłem o 6:00 rano, przewidując, ze wieku lat co najmniej osiemdziesięciu pięciu o tej porze nie będzie już spal. Jak bardzo się pomyliłem! Tadzio odebrał telefon w głębokim śnie, który – gdyby nie ja – mógłby trwać jeszcze do południa .

Rozmowa zeszła na nasze senne zwyczaje. On działalność zaczyna po wybiciu południa, a kończy późno po północy, po czym udaje mu się noc przespać bez zakłóceń. Gratulacje Tadziu!

U mnie jest tak, że budzę się o 5 rano, wykorzystując następne 4 godziny na działalność, która decyduje nie tylko o planie na dzień, ale często na tygodnie i miesiące, w tym czasie napisane zostało prawie wszystko co piszę, w tym większość moich blogów, chociaż blogi wychodzą też dobrze w kawiarni.

Ta moja burza mózgu kończy się śniadaniem, po którym od 9 do 12 odsypiam noc, po czym zaczynam nowy dzień, który upływa na czymś co moje dzieci nazywały kiedyś „wygłupami”, co znaczyło, że ojciec niby pracuje, ale na każdą propozycję zabawy gotowy jest odłożyć wszystko co robi, po czym wraca do pracy, ale chętniej do drzemki,

Obserwując mnie w tym czasie, Grażyna uknuła powiedzenie, że Marian, od kiedy go zna, zawsze był na emeryturze, wiec przechodzić na nią nie musi. Moi obserwatorzy nie wiedzą o tym, że gdy oni śpią, ja wykonuje swój dzienny plan.

W niniejszej blogernia, odznaczającej się podeszłym wiekiem autorów, czas snu powinien być żywym tematem, więc oczekuję komentarzy.

Marian Marzyński

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com