Ja, znany ci news addict, który kiedyś nie mógł się oderwać od TVN24, co ty mi w Bostonie za dziewięć dolarów miesięcznie zakupiłaś, a potem odwołałaś — bo ile można tego „panie pośle” wytrzymać? — mam tu w pokoju MARIA w BB CHOPIN zgaszony telewizor, bo cały polski news od cycka odstawiłem, a jeżeli zerkam, to tylko na międzynarodowe siatkarki, głownie latynoskie, trzy na raz, na podwójną wysokość swoich niskich wzrostów do siatki w górę skaczące, żeby piłkę przeciwniczkom zablokować.
Teraz w polskiej telewizji pojawiło się nieznane ci słowo TRWAM, chodzi o stację która non-stop rąbie katolickie sumienia Polaków, udowadniając im, że wola boga i wola PiS to jedno i to samo, bo jedno i drugie nie cierpi przerywających ciąże liberałów, którzy za chwile przemienią się w socjalistów, a później w faszystów, a tego bog też nie znosi.
Ale ponieważ TRWAM jest dla mnie telewizyjną nowością, ja, „legenda” PRL-owskiej telewizji, musiałem to świństwo otworzyć — mile się rozczarowując, bo pokazały się twarze chłopców i dziewczyn, którzy przyjechali na jakiś zlot ewangelizujący, ale jeden po drugim mówili, że modlić i ewangelizować się nie będą, a spotykają się tylko w jednej sprawie: przyjaźni i miłości, bez których nie da się żyć.
Spodobało mi się to, bo w takiej atmosferze wychowywali mnie w czasie wojny bracia orioniści w Łażniewie pod Warszawą. Pomyślałem sobie, że taki zlot może się przydać młodym Polakom, którym dokucza samotność w skomercjalizowanym świecie; a więc nie wszystko w TRWAM jest takie koszmarne. Wiesz, że ja specjalizuje się w szukaniu anioła w diable.
Przepraszam za to mądrzenie się. Czy Robert dorobił ten klucz do piwnicy, który zgubił? Czy ściął trawę? Czy w ogrodzie zasadziłaś nowe kwiatki, a jeżeli tak, to jakie?
Podróżniczek M.


