Jerzy Łukaszewski: Siedząc okrakiem na barykadzie…8 min czytania

()

narodowcy2016-05-24.

…dość trudno tańczy się kankana. Niby to oczywiste, a jednak niektórzy próbują. Póki robi to Magdalena Ogórek, niewydarzona kandydatka lewicy (?) czy jak kto woli – Leszka Millera, na prezydenta Polski, kłopot jest mniejszy, bo najwyżej podrze sobie majtki i narobi wstydu w sąsiedzkiej okolicy.

Szanowna ekskandydatka nie kryje swych sympatii dla pana grającego obecnie rolę prezydenta. Trzeba przyznać, że mają ze sobą wiele wspólnego – jasny ogląd rzeczywistości, doskonałe rozeznanie w społecznych nastrojach i wiedzę fachową na najwyższym poziomie.

„  – Ja mam dla niego bardzo dużo sympatii i z uśmiechem patrzę na to, że (…) reprezentuje nas z ogromną klasą – stwierdza. – Doprawdy jestem zniesmaczona atakami na głowę państwa i pierwszą damę – dodaje.”

Wysublimowany smak pani O. pozwala jej radośnie pasać się na politycznej łączce opanowanej przez stado genetycznie zmodyfikowanego inwentarza.

„ — PiS do pewnego stopnia realizuje mój program wyborczy. To ja w kampanii prezydenckiej mówiłam, że trzeba zmienić konstytucję, określić precyzyjnie kompetencje i odpowiedzialność ośrodków władzy. Teraz mówi o tym prezes Kaczyński”.

Brawo, panie Miller! Brawo! Brawo! Brawo!

No, ale to tylko anegdotka dziejąca się na żywo, nic ważnego, nie takie już rzeczy widzieliśmy.

Gorzej kiedy kankana usiłuje tańczyć minister odpowiedzialny za bezpieczeństwo rodaków i to wyposażony w nową ustawę zgodnie z którą jedna z moich kotek może w każdej chwili zostać uznana za terrorystkę (wiem, która!), a druga za nielegalnego imigranta.

a13Mam wadliwą klawiaturę, i zawsze kiedy o nim piszę wychodzi mi na początku P zamiast B, ale to szczegół techniczny. Istotne, że temu człowiekowi powierzono obszar tak wrażliwy, jak policja.

Wrażliwy, bo po roku ’89 kiedy wywalczono w Polsce obecność praw obywatelskich w życiu codziennym i w niedzielę, powstał jednocześnie problem ich precyzyjnego zdefiniowania i przestrzegania, co okazało się nie takie znów proste jak w teorii.

Pamiętam pierwszą po ’89 roku akcję policji, w której zginął człowiek. A, zaraz tam człowiek – bandyta.

Dla wielu wychowanych w PRL szokiem było, że… policjantów zawieszono do czasu wyjaśnienia sprawy.

Potem było już tylko gorzej. Gorzej, bo ucisk praw obywatelskich poczuli na klatce piersiowej także policjanci. Odtąd mamy serial pod tytułem „Nieudolna policja”, a kiedy ta niechcący okaże się udolna to serial „Brutalna interwencja policji”. I tak w kółko.

Pamiętacie słynne rozważania na temat obrony koniecznej? Niektórzy teoretycy prawa odlecieli tak wysoko, że według ich wskazań broniący się przed bandytą powinien najpierw uzgodnić z nim (z bandytą, nie z teoretykiem) jaką bronią dysponuje i zapytać czy nie zechciałby zaczekać z napadem do chwili gdy ofiara zaopatrzy się w adekwatne środki przymusu bezpośredniego. Broń Boże strzelić do złoczyńcy wyposażonego JEDYNIE w nóż! Prokurator tylko czeka na takich.

To nie żart, to się już zdarzyło.

No i mimo upływu czasu sprawa pozostaje nierozwiązana, a już kolejne pokolenie radośnie robi z policjantów idiotów śmiejąc im się w twarz bo wie, że za nimi nikt się nie ujmie. Nawet ich własny minister. A może – szczególnie on.

Wróciło to do mnie dzięki hałasowi jaki zrobił się wokół zatrzymania córki gdańskiej radnej PiS biorącej udział w awanturze między narodowcami i uczestnikami Parady Równości w neptunowym grajdołku.

Muszę mówić, po której stronie rzeczona córka stała? Jasne…

Nie da się ukryć, że samo zatrzymanie wygląda żenująco. Nie z powodu „brutalności policji”, ale z czegoś co albo jest nieporadnością wynikającą z obawy o to co powie szef, albo z nieprzygotowania się do akcji – nie wiem.

Problemy z owiązaniem rąk taśmą (rozumiem, że nie każdy policjant ćwiczył robienie na drutach czy haft), ale przede wszystkim długie, długie, nie wiadomo dlaczego tak długie oczekiwania na samochód, do którego wpakuje się zatrzymaną.

Jasną strona akcji była nieukrywana radocha bijąca z twarzy dziewczyny, która łapała właśnie pierwsze punkty do kariery politycznej idąc w ślad matki, mającej już na koncie proces w podobnej sprawie. Kiedy jedna z osób pomyliła jej imię, leżąca przedstawiła się własnym dodając „mama dalej walczy”.

Mama dalej walczy!

No cóż, jak wojna to wojna. Matka zatrzymanej nie czekała długo z kolejną odsłoną. Na Facebooku zamieściła wpis na temat Agnieszki Pomaskiej, gdańskiej posłanki PiS, która podarła na sali sejmowej projekt uchwały autorstwa PiS na temat czegoś co prezes uważa za suwerenność.

„ — Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”.

Jak dla mnie najciekawsze jest to kim jest owa niezłomna bojowniczka o coś tam.

Otóż ni mniej ni więcej tylko… nauczycielką historii w jednej ze szkół Gdańska.

„… jakie ich młodzieży chowanie” – pamiętacie to?

No to jakie będą rzeczpospolite? Odpowiedź aż nazbyt łatwa.

Wpis wywołał burzę tak wielką, że nawet poseł Śniadek, bohaterski szef „Solidarności” z czasów gdy nie bardzo miała już ona z kim walczyć (przedtem jakby mniej waleczny) poczuł się w obowiązku zdystansować od słów radnej.

Nie zapomniał przy tym skrytykować posłanki Pomaskiej tak, by jakaś równowaga została zachowana.

Prezydent Gdańska sam nie bez winy, bo to jego urząd wydał zgodę na demonstrację „walczących stron” w tym samym miejscu i o tej samej godzinie tłumacząc dziecinne, że jedni mieli maszerować, a inni stać (tłumaczenie murowanym kandydatem na głupotę miesiąca) usiłował lać oliwę na wzburzone fale powołując się na Lecha Kaczyńskiego itd.

Natomiast minister Płaszczak (znów ta klawiatura) jednoznacznie wypowiedział się na temat interwencji podległych mu służb.

„- Sam fakt brutalnego potraktowania przez policję młodej kobiety, która, nic nie wskazywało na to, że jest agresywna, powalenie na ziemię tej pani, skrępowanie, przyciskanie do ziemi, to jest nieakceptowalne wobec kobiety…”

Nareszcie jakiś wrażliwiec i to na dodatek bystry. Choć nagranie z zajścia nie pokazywało zachowania dziewczyny przed zatrzymaniem, minister wie, że nie była agresywna.

Dalej jeszcze lepiej.

„ — Jeżeli doszło do złamania prawa, to można było przeprowadzić zatrzymanie w inny sposób, z pewnością nie w taki – ocenił szef MSWiA. — Tak traktować kobiety przez mężczyzn nie można.”

W jaki sposób można było to zatrzymanie przeprowadzić minister nie powiedział, a szkoda. Policjanci byliby dozgonnie wdzięczni.

Może zresztą będą, bo minister zapowiedział kontrolę w gdańskiej komendzie, a tam zapewne dojdzie do wyjaśnienia jak mają interweniować w podobnych przypadkach, szczególnie gdy w grę wchodzi ktoś o poglądach zbliżonych do właściciela serca i umysłu pana ministra.

Mniej więcej od lat 70. przyzwyczailiśmy się do brutalności kobiet członkiń rozmaitych radykalnych bojówek, a fachowcy z policji innych krajów wskazują, że są one często bardziej brutalne i bezwzględne od mężczyzn. Policja mówi to samo w odniesieniu, do kobiet będących członkami grup przestępczych.

A jednak w opinii pana ministra kobieta funkcjonuje jedynie jako Matka Polka (ew. przyszła MP od poczęcia) i nie przyjmuje powyższych opinii do wiadomości.

Gdybyż jeszcze dał wyraźne wskazówki jak policja ma w takich przypadkach postępować byłoby ciekawie, bo serial „Nieudolna policja” miałby mnóstwo materiału na kolejne odcinki – idę o zakład.

Troskliwość pana ministra śmieszy jednak w zestawieniu za zachowaniem samej zatrzymanej, której akcja policji zrobiła frajdę wprost niezwykłą, a i „szacun” wśród koleżeństwa ma zapewniony na długi czas.

Kariera polityczna stoi przed nią otworem. Nie wiem jeszcze, którym, ale stoi.

Cała ta niesmaczna historia ma jednak większe znaczenie dla  Polski.

Nauczycielka wychowująca młode pokolenie jest czynną uczestniczką awantur ulicznych (przypomnę – jeden proces już ma na koncie), „walczy” z przejawami tolerancji i wszystkiego co nie mieści się w jej ciasnym, jak widać, światopoglądzie, daje przykład jak należy traktować ludzi o odmiennych poglądach i… nadal jest nauczycielką.

Czego uczy swoich uczniów na lekcjach? Chyba wolę nie wiedzieć. Przedsmak tej niechcianej wiedzy mam czytając komentarze pod doniesieniami o zajściu. Zdecydowanie ponad połowa popiera panią radną i jej córkę.

Za czasów „pierwszej władzy PiS” żartowałem sobie z ich sposobu myślenia i nieudolnych prób przekształcenia kraju w skansen.

Teraz jakoś mniej się śmieję widząc, że to co wydawało się nieprawdopodobne, staje się rzeczywistością.

Panu ministrowi (nazwisko pominę w obawie kolejnej pomyłki) i jego służbom polecam bezprzykładny skandal jakim jest zachowanie Rady Miasta w Nysie.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,20120909,koscioly-w-nysie-same-zadbaja-o-porzadek-na-procesjach-ksieza.html#Czolka3Img_Z9_6

Niezwykłe wprost pole do popisu. Może jakaś instrukcja dla policji? A może po prostu dać jej miotły? Prezes będzie zachwycony z interwencji pana ministra. I nie tylko prezes.

A my? A kogo to…

Wystarczy, że oglądamy kankana w wykonaniu pana ministra.

P.S. Z ostatniej chwili: do kankana dołączył jednak i poseł Śniadek. „Naprostowany” z centrali oznajmił o swym wzburzeniu brutalną akcją policji wobec zatrzymanej. O mamusi już milczy.

Sztuka tańca nie jest łatwa, oj nie jest.

Jerzy Łukaszewski

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. wejszyc 24.05.2016
  2. slawek 24.05.2016
  3. Bejka_2015 25.05.2016
  4. Federpusz 25.05.2016
  5. narciarz2 25.05.2016