Jerzy Łukaszewski: Suwerenna Polska

antykry12016-05-26. 

Długa droga przed nami

[dropcap]Z[/dropcap]auważyli państwo, że ostatnio w naszej dyskusji politycznej wszystkie strony konfliktu nader chętnie sięgają po porównania historyczne, szczególnie te z okresu upadku Polski, a hasło „targowica” wiruje jak śmigło helikoptera we wszystkich możliwych kierunkach, co raz wskazując kogoś innego.

Wieszczenie upadku Polski stało się chwytem skutecznym w politycznej polemice, nie na tyle jednak, by sięgnąć do historii głębiej i sprawdzić czy nie zachodzą tu jakieś istotniejsze analogie, które dałoby się wykorzystać dla znalezienia rozwiązania obecnych problemów, które prężą się przed nami jak oddziały komandosów na paradzie

Czy przywoływane czasy upadku Polski są akurat najlepszym narzędziem? A może tylko to co o nich wiemy, ewentualnie chcemy wiedzieć. Bo nie wszystko chcemy.

Przykład?

Powiedzieć Polakowi, że rozbiory to był mało istotny szczegół w naszej historii to niemal próba samobójcza.

Prawdziwy Polak nie omieszka zapałać świętym oburzeniem, ateiści mniej świętym, ale równie silnym, a młodzież patriotyczna ucieszy się z okazji do wykazania swej miłości Ojczyzny czynem mordobijnym wspartym dodatkowo podkładem teoretycznym naukowego inwektywizmu.

Gdyby jednak podejść do sprawy rzeczowo i zapytać lansującego taką tezę o argumenty, mogłoby się zrobić ciekawie.

Pierwszy jaki się nasuwa to pytanie czy w chwili dramatu historycznego (tak się to na ogół przedstawia) państwo polskie w ogóle jeszcze istniało?

I wcale nie jest to takie głupie pytanie, na jakie z pozoru wygląda.

Gdyby bowiem oprzeć się na definicji państwa jako takiej, to okaże się, że Polska już mniej więcej od czasów Jana Kazimierza nie spełniała wielu warunków, by ją za państwo uznać. Państwo samodzielne, czy jak kto woli zgodnie z najnowszą modą – suwerenne.

Gdyby za suwerenność uznać to, co wykrzykiwała ostatnio pewna pani w telewizji, to owszem – była Polska krajem suwerennym w taki sposób, że jej obywatele robili co chcieli. Rzecz w tym – co chcieli.

Dno kompletnie osiągnęła po śmierci Jana III. Nawet najbardziej obiektywni historycy  przyznają, że okres między śmiercią Sobieskiego, a elekcją 1697 roku był najbardziej niemoralnym bezkrólewiem w naszych dziejach.

Najogólniej rzecz ujmując – tzw. myśl państwowa uleciała w przestworza na spotkanie z Duchem Świętym i nic nie wskazywało, że zamierza szybko wrócić.

Praktycznie każdy z domów magnackich „grał” na siebie ciągnąc za sobą rzesze klientów w postaci nadmiernie rozrodzonej warstwy szlacheckiej bez stałego źródła utrzymania.

W dużym skrócie elekcja z 1697 roku wyglądała tak.

Szybko spośród konkurentów odpadł Jakub Sobieski — tak z powodu podejrzeń o kontynuację reform planowanych przez ojca, jak i gorszącego rodzimych hipokrytów procesu z własną matką o spadek po królu Janie.

Na placu boju pozostało dwóch. Książę Conti i elektor saski Fryderyk August (onże późniejszy August II Mocny).

Pole elekcyjne było świadkiem zdarzeń jakie nigdy wcześniej nie miały miejsca.

Do tradycyjnej już korupcji doszły nowe elementy – bijatyki, napady, a nawet zabójstwa. Sam prymas Radziejowski w pewnym momencie musiał chyżo uciekać z pola w obawie przed pobiciem.

Pole elekcyjne przeorał rów – okop, a po dwóch jego stronach zgromadzili się zwolennicy dwóch kandydatów. Aby było jeszcze ciekawiej szlachta zaczęła owiązywać chustami ręce – zwolennicy Contiego prawe, Fryderyka Augusta lewe. Było to niezbędne, by przypadkiem nie pobić „swoich”.

Zwracam uwagę na te szczegóły, bo mogą się przydać. Stan umysłów współczesnych powoli zbliża się do tamtego standardu.

Jeszcze jeden istotny szczegół. Fryderyk August nie był magnatem typu polskiego, nie wystarczyłoby mu więc środków koniecznych dla „przekonania do siebie” polskiej szlachty. Jego kampanię sfinansowały dwa domy bankowe – Izaaka Lehmanna i Samsona Wertheimera.

O czym to świadczy?

Bank nie jest instytucją charytatywną. Skoro zainwestował w kandydata na króla, to znaczy, że projekt miał szansę powodzenia, a na czymś przecież to przekonanie opierano.

Stopień prawdopodobieństwa, że koronę polską można po prostu kupić musiał być wystarczająco wysoki, by bank zaryzykował pieniądze swoich klientów.

Sama elekcja przebiegła jak w filmowej komedii.

27 czerwca 1697 roku prymas Radziejowski po zliczeniu głosów ogłosił, że królem został wybrany książę Conti. Dla dopełnienia formalności sformowano pochód do kolegiaty św. Jana, gdzie odprawiono nabożeństwo dziękczynne i odśpiewano Te Deum laudamus. Pozostała sprawa koronacji.

Zaraz… nie tak szybko.

Po pierwsze trzeba było wyważyć drzwi kolegiaty zamknięte z polecenia biskupa poznańskiego – zwolennika Sasa, a po drugie…

Pozostali na polu elekcyjnym posłowie nie chcieli pogodzić się z wyborem Contiego i… ogłosili wygraną Fryderyka Augusta.

Co zrobili dalej? To co należało – uformowali pochód do kolegiaty św. Jana, gdzie odprawiono nabożeństwo dziękczynne i odśpiewano Te Deum laudamus.

Jedynym więc naprawdę zadowolonym był Pan Bóg, którego chwaliły obie strony.

Pozostała sprawa koronacji.

Tu Fryderyk August wykazał więcej energii od Francuza i nie czekając ruszył z orszakiem wspomaganym przez zbrojnych w kierunku Krakowa… kupując po drodze kogo się tylko dało.

Poważny opór stawił dopiero starosta Franciszek Wielopolski u wrót Krakowa. Starosta był stronnikiem Contiego, a jego przekonania polityczne opierały się na istotnej dla szlacheckiego budżetu sumie złotych liwrów dostarczanych przez ambasadora Francji.

Opór był  na tyle poważny, że Fryderyk musiał zadowolić okrągłą sumą nie tylko jego, ale i jego małżonkę, by uroczyście wkroczyć do wawelskiej katedry.

Tam – nowy kłopot. Ceremonia koronacji nie mogła odbyć się bez insygniów, te zaś zamknięte były w skarbcu, do którego klucze mieli senatorowie:  krakowski, poznański, kaliski, wileński, trocki, sandomierski oraz kasztelan krakowski.

Jak się łatwo domyślić byli z „różnych opcji” walutowych i uzgodnienie z wszystkimi na raz otwarcia skarbca było równie prawdopodobne co wygranie Wielkiej Gry przez Beatę Kempę, włamanie zaś nie wchodziło w grę, ponieważ duchowni oświadczyli, że uznają to za świętokradztwo i koronacji nie przeprowadzą nawet za zwyczajową cołaskę.

Dała w tym momencie znać kreatywność naszych rodaków, tak przysparzająca nam sławy w świecie i rozwiązanie znaleziono.

Wybito dziurę w ścianie skarbca i wyciągnięto insygnia pozostawiając zamek nienaruszony. Duchowieństwo zastrzeżeń nie miało i ceremonia się odbyła. Poprowadził ją biskup włocławski Dąbski wbrew protestom prymasa Radziejowskiego, zupełnie niepotrzebnym — bo jeśli prymas wziął pieniądze od Francuza, a Dąbski od Fryderyka to Kościół, Matka Nasza, tak czy owak wychodził na swoje.

Kiedy we wrześniu 1697 roku do Gdańska przypłynął wreszcie książę Conti, miasto odmówiło wpuszczenia go do portu, ponieważ popierało Sasa.

Dzisiejsze zawołanie „nie mój prezydent” jak widać ma długą, nawet bardzo długą tradycję.

Jeśli dodamy do tego oficjalne poparcie Fryderyka (pierwszy raz w dziejach, nigdy tak otwarcie nie wtrącano się do naszych spraw) przez Rosję, Austrię i Brandenburgię (ciekawy zestaw, prawda?) i korpus wojsk Piotra I na granicy z Litwą to pytanie o to czy Polska jako państwo jeszcze w ogóle istniała trzeba jednak uznać za zasadne.

Nie przeszkadzało to jednak rodakom twierdzić, że jest suwerenne i każdy może brać kasę od każdego kto mu się nawinie – to jest bowiem prawdziwa wolność.

Trudno jednak patrząc na tę elekcję oprzeć się wrażeniu, że w tym stanie rzeczy rozbiory nie były jakąś szczególną krzywdą wyrządzoną suwerennemu państwu, lecz zwykłą rozgrywką miedzy naszymi sąsiadami. Niechęć Katarzyny II do rozbioru Polski świadczy o tym najlepiej. Ona na tym traciła, a zyskiwały Austria i Prusy. O Polsce i jej interesie nie mówił już od dawna nikt.

Wielu historyków, szczególnie w XIX wieku zastanawiało się nad przyczynami upadku potężnego niegdyś państwa. Kilka z nich — wydaje się — nie podlega dyskusji.

Poza Hiszpanią nie było w Europie kraju, w którym warstwa uprzywilejowana byłaby aż tak liczna (ok. 10% społeczeństwa). Z tym, że Hiszpania miała Nowy Świat gdzie upychała swe nadwyżki szlacheckie, a Polska dokładnie w tym samym czasie utraciła spory kawał swego terytorium (Ukrainę lewobrzeżną) przez co możliwości rozdawnictwa dóbr z puli królewskiej znacznie się zmniejszyły.

Średnio na jednego uprzywilejowanego przypadało w Polsce 9 nieuprzywilejowanych. Jeśli odejmiemy z tej liczby mieszczan, zostanie 7 – 8 chłopów parających się wytwarzaniem dóbr. Przy ówczesnej wydajności z hektara to za mało by utrzymać niepracującego szlachcica i to z pretensjami.

Wziąwszy pod uwagę, że średnia szlachta dysponowała majątkami kilku-kilkunasto wioskowymi, magnaci zaś liczyli czasem swe wsie na setki – zostaje ogromna masa ludzi, którym „się należy”, ale nie mająca co do garnka włożyć.

Warto o tym pamiętać przy snobistycznych poszukiwaniach szlacheckich przodków, którzy nieodmiennie kojarzą się rodakom jako właściciele pięknych dworków, stad rasowych koni, krów tudzież buhajów.

Magnaci o politycznych ambicjach brali tę szarą masę pod swe skrzydła, dawali im po 500 – czyli codzienną zupkę i kielicha, ale też czynili ich bezwolnym tłumem gotowym głosować, gardłować, ale też zabijać tak jak ich dostawca paszy każe.

Tego, że statystyczny  polski szlachcic był politycznym utrzymankiem magnata raczej nie przyjmujemy do wiadomości, bo to panie „dziadek mój na kresach to ho ho…”.

Czy w sytuacji takiego uzależnienia, na poziomie wręcz biologicznym można w ogóle mówić o wolnych ludziach?

Przy takiej masie uprzywilejowanych żadne państwo nie byłoby w stanie ich wyżywić.

Efektem takiej sytuacji był dość szczególny sposób rozumowania, który najlepiej chyba oddaje oficjalne tłumaczenie konieczności istnienia narzędzia o nazwie liberum veto. Otóż według teoretyków wolności szlacheckich liberum veto istniało jako narzędzie obrony przed… korupcją. Nie żartuję. Tłumaczono, że gdyby nawet ktoś przekupił kilkuset posłów i senatorów, to znajdzie się przynajmniej jeden uczciwy, który zaprotestuje.

Tłumaczenie oficjalne ma jeden mankament. Nie odpowiada na pytanie: po co ktoś miałby przekupywać kilkuset posłów i senatorów, kiedy wystarczy jednego, by zerwać sejm?

O stanie państwa polskiego świadczy audyt (a jakże) przeprowadzony przez Augusta II w pułkach kawaleryjskich przed wyprawą mołdawską. Okazało się, że są w nich starcy nie przedstawiający już siły bojowej, ale trzymający się pułku, bo tam przynajmniej dawano im jeść. Bywało, że na cały pułk słynnej polskiej kawalerii, dumy naszej niezmiernej, przypadał… jeden koń.

Biorąc więc te rozważania za podstawę naszego myślenia o suwerenności (mówiąc „naszego” i „myślenia” nie biorę pod uwagę pani z broszką, ona ma przewiązaną inną rękę ) można się zacząć zastanawiać nad istotą tego pojęcia.

Przed wyprawą wiedeńską byli tacy, którzy uważali za suwerenność ignorowanie zawartych umów i zobowiązań z podmiotami zagranicznymi.

Ale oni przynajmniej brali za to pieniądze.

Dziś kiedy Putin wydaje miliardy na wojnę informacyjną mającą na celu skłócenie państw Unii Europejskiej rząd dyletantów, który robi to całkiem za darmo musi wyglądać idiotycznie nawet w jego oczach.

Nie jest to, oczywiście, pochwała korupcji z mojej strony, ale człowieka skorumpowanego jest mi mimo wszystko łatwiej zrozumieć, niż kogoś kto za darmo, w cudzym interesie odmraża sobie ucho.

Oczywiście, jeśli ktoś się uprze, może nazywać to suwerennością, albo czymkolwiek innym.

Jeśli ktoś sądzi, że sens istnienia państwa zasadza się na pokazywaniu wszystkim dookoła gestu Kozakiewicza, to mam wrażenie, że się myli.

Mam w takiej sytuacji prawo by zastanawiać się, czy to państwo jeszcze w ogóle istnieje.

Rozbiory były rozgrywką między naszymi sąsiadami. Nasz głos nie miał już wtedy żadnego znaczenia.

Dziś sami staramy się usilnie by nie miał żadnego znaczenia, więc może istnienie państwa (póki co) jest tylko zbiegiem okoliczności, niczym więcej?

Jerzy Łukaszewski

 

 

Print Friendly, PDF & Email

22 komentarze

  1. Junona 2016-05-26
  2. slawek 2016-05-26
    • wejszyc 2016-05-26
      • slawek 2016-05-27
        • wejszyc 2016-05-27
  3. koraszewski 2016-05-26
  4. a_wski 2016-05-26
  5. kolarz 2016-05-26
  6. PIRS 2016-05-26
  7. Konteksty 2016-05-26
    • SAWA 2016-05-26
  8. wejszyc 2016-05-26
  9. Magog 2016-05-26
  10. narciarz2 2016-05-27
  11. narciarz2 2016-05-27
  12. otoosh 2016-05-27
    • wejszyc 2016-05-27
  13. PIRS 2016-05-27
  14. slawek 2016-05-27
  15. efi 2016-05-27
    • SAWA 2016-05-27
  16. narciarz2 2016-05-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com