Hazelhard: Kolacja, demokracja, edukacja

IMG_0135

2016-06-18.

Gdybym był bogaty, to bym wykupił w całej Polsce billboardy z napisem:

NIE MA DOBRYCH KOLACJI BEZ DEMOKRACJI

Jest to hasło nieoczywiste dla większości ludzi, którzy podają przykład Chin jako kraju bardzo szybko rozwijającego się mimo (a może nawet dzięki) braku demokracji. Przykład jest marny, bo prawie 10% wzrostu PKB rocznie osiągnięto tam dzięki wielkości kraju (przy dużej skali można tanio produkować), dzięki bardzo małym kosztom pracy (brak ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych, niskie pensje), a także nieprzejmowaniem się środowiskiem naturalnym, które zostało w wielu miejscach zniszczone. Prawdopodobnie też kultura chińska i mentalność Chińczyków są mniejszymi barierami dla rozwoju bez reguł demokratycznych niż ma to miejsce w Polsce.

W Polsce chcemy dobrych kolacji dla jak największej ilości ludzi, chcemy bezpieczeństwa, także socjalnego, chcemy nieskażonego środowiska i jak największego zadowolenia z naszego życia.

Bez reguł demokratycznych, jako kraj średniej wielkości w środku Europy, do niedawna wyjątkowo zapyziały, nigdy dobrych kolacji nie będziemy mieli. Potrzeba nam pieniędzy na rozwój, potrzeba zachodniego know-how, a także armii NATO, która odstraszy wielkiego wschodniego sąsiada. Wyobraźmy sobie tylko jeden przykład, że chcemy, aby wielki międzynarodowy koncern elektroniczny (np. Thales) założył u nas swoje centrum badawczo-rozwojowe. Dla Polski byłaby to wspaniała szansa na nadgonienie kilkudziesięciu lat dystansu, jaki nas dzieli od USA, Niemiec, czy Japonii, szansa na dobre pensje wysoko kwalifikowanych pracowników, i szansa na zwiększenie motywacji studiowania na kierunku elektronika. Na razie takie centrum nie powstanie z wielu powodów, ale podam dwa:

  1. Nie ma w Polsce odpowiednich negocjatorów, którzy by przekonali Thalesa, że warto u nas prowadzić badania. Nie ma, bo MECHANIZMY WYBORU LUDZI NA STANOWISKA DECYZYJNE OD LAT NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z DEMOKRACJĄ, TYLKO SĄ PROMOWANIEM SWOICH „KOLESI”, CZĘSTO WYJĄTKOWO NIEKOMPETENTNYCH.
  2. Oprócz strony merytorycznej, Thales, aby zainwestować w Polsce musi mieć absolutnie czystą sytuację, jeżeli chodzi o stronę prawną. Takie przedsięwzięcia są obliczone na dziesiątki lat, i koncern musi mieć pewność, że prawa własności (także intelektualnej) będą zawsze respektowane, a nie że Minister Sprawiedliwości (ktokolwiek nim będzie) jednym podpisem znacjonalizuje centrum, a Minister Skarbu sprzeda swoje udziały Chińczykom, konkurentom Thalesa. Dlatego zamieszanie z Trybunałem Konstytucyjnym odwleka postawienie takiego centrum badawczo-rozwojowego o co najmniej kilkanaście lat.

Na temat relacji reguł demokratycznych i rozwoju gospodarki powstaje sporo artykułów, temat ten także poruszają Politycy Opozycyjni (i bardzo dobrze). Natomiast moje billboardy o dobrej kolacji i demokracji by po tygodniu dostały drugie hasło równie istotne:

NIE MA DEMOKRACJI BEZ EDUKACJI

To, co ostatnio w Polsce się wydarzyło, a wydarza w wielu krajach świata, pokazuje, iż nad tym hasłem naprawdę powinniśmy się dobrze zastanowić. Jak Ludzie mogą sobie wyobrazić, że rząd może bezkarnie (dla ekonomii) rozdawać pieniądze zabrane innym, albo dlaczego Ludzie tak łatwo dają się napuszczać na innych pod pretekstem religii, czy innych ideologii? Jedynym dla mnie wytłumaczeniem jest to, że poziom intelektualny statystycznego Wyborcy (nie tylko w Polsce) pozostawia wiele do życzenia.

Od lat namawiam, abyśmy w naszym kraju przeprowadzili maturę próbną z matematyki dając zadania maturalne z lat 70. Test taki by pokazał, że naprawdę mamy w Polsce (i nie tylko w Polsce) zapaść edukacyjną, i zamknąłby usta wszystkim tym, którzy unoszą się nad wspaniałymi wynikami naszych Młodych Ludzi w testach PISA. Oczywiście, mogłoby się zdarzyć, że taką maturę wszyscy by zdali z palcem w nosie, ale jest to mniej niż nieprawdopodobne.

Podobne testowe matury by można zrobić z dowolnego przedmiotu, ale nie chodzi o to, aby masochistycznie napawać się zapaścią edukacyjną w porównaniu do PRL-u, bo i wtedy edukacja była marna. Chodzi tylko o to, aby na początku XXI wieku nie odtwarzać modeli edukacyjnych sprzed 100 lat, tylko zacząć uczyć ludzi myśleć.

Edukacja zaczyna się od samego urodzenia. Pierwsze miesiące życia Dzieci to moment, w którym robimy najwięcej nieodwracalnych błędów edukacyjnych. Widzę matki i ojców, którzy milcząco (a trzeba bez przerwy gadać do dziecka) zmieniają pieluchy, a jak się odezwą, to w stylu: „Co się drzesz, cholero!”. Bite, poniewierane przez rodziców Maluchy nigdy nie będą zadowolone ze swojego dalszego życia, i nie edukacja, tylko odegranie się na innych, będą ich celem.

Potem posyłamy Dzieci do przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum. Katastrofa goni katastrofę, bo kilkadziesiąt procent nauczycieli nie nadaje się zupełnie do swojego zawodu. Nie nadaje ani od strony merytorycznej (spytajmy nauczyciela fizyki o kota Schroedingera), ani od strony osobowościowej, aby być liderem dla Młodych Ludzi.

Wiem, że żaden polityk nie chce wojny z kilkuset tysiącami nauczycieli w Polsce, ale wojny można prowadzić siłowo, a można negocjacyjnie. Chodzi wyłącznie o to, aby zastanawiać się jak uczyć. Moje recepty, powtarzane w Studiu Opinii od lat, są takie, aby:

PO PIERWSZE PRIMO, PRZESTAĆ UCZYĆ DZIECI DAJĄC ODPOWIEDZI. POWINNO SIĘ ZADAWAĆ PYTANIA I UCZYĆ DZIECI ICH ZADAWANIA. JAK BĘDĄ TO DOBRE PYTANIA, TO ZNAJDĄ SIĘ I ODPOWIEDZI.

Niech nauczyciel biologii spyta Dzieci, dlaczego człowiek ma 160-200 cm wzrostu, a nie 50 cm, czy 350 cm. Niech nauczyciel historii pyta, co dobrego ludzkości przyniosła religia, a co złego. Odpowiedzi niech Dzieci szukają u rodziców, w Internecie, w książkach, a potem niech dyskutują o danym problemie na lekcjach. Nauczyciel ma być moderatorem dyskusji, a nie tym, co narzuca uczniom swój punkt widzenia.

PO DRUGIE PRIMO, UMYSŁ TRZEBA ĆWICZYĆ (DOTYCZY TO NIE TYLKO DZIECI). DLATEGO TRZEBA ROZWIĄZYWAĆ ZAGADKI LOGICZNE (W TYM CZYSTO MATEMATYCZNE), GRAĆ W SZACHY, ROZWIĄZYWAĆ SUDOKU, ITP.

Pamiętać jednak trzeba cały czas, że najpierw trzeba Dzieci kochać, a dopiero później dawać Im do rozwiązania trudne logiczne zadania. Tylko naprawdę szczęśliwe Dziecko jest w stanie poświęcić się bez reszty abstrakcyjnemu myśleniu. Zdarzyły się pewnie w historii wyjątki od tej reguły, ale one tylko ją potwierdzają.

PO TRZECIE PRIMO, POLACY NIE POTRAFIĄ PRACOWAĆ ZESPOŁOWO, I TO TRZEBA ZMIENIĆ JAK NAJPRĘDZEJ. DLATEGO WSPÓLNE BUDOWANIE, MALOWANIE, TWORZENIE W SZKOŁACH JEST NIEZWYKLE ISTOTNE.

Wbrew pozorom, człowiek ma w genach wspólne działanie (stąd popularność religii i kibicowania). Widziałem dzieci holenderskie budujące plac zabaw — jedne przybijały, drugie malowały, trzecie wygładzały. Pełnia szczęścia, i nic dziwnego, że potem Holendrzy tworzą wspaniałe przedsiębiorstwa, a my dużo rzadziej.

Problem jednak z tymi powyższymi trzema postulatami jest taki, że aby je wprowadzić w życie potrzeba Nauczycieli o cechach i umiejętnościach, które obecnie ma pewnie 25% obecnej kadry. Może dalsze 25% mogłoby się nauczyć nowych metod, ale 50% musiałoby zmienić zawód. Jaki Minister Edukacji na to pójdzie?

Przy okazji też przypomnę, że w Polsce jeden nauczyciel przypada na około dziesięcioro dzieci. Jak to się dzieje, że klasy są 2-3 razy liczniejsze, a nauczyciele pracują po 6 godzin, jest dla mnie zagadką i dobrze, żeby ktoś to kompetentnie wyjaśnił.

Potem mamy studia wyższe. Jedynie dwa polskie uniwersytety (Jagielloński i Warszawski) są klasyfikowane gdzieś w okolicy 500-tnego miejsca na świecie. Polskie politechniki, a więc uczelnie, od których zależy nasz high-tech, są tak daleko, że ich chyba nikt nie klasyfikuje. To jest zgroza!!! To jest wielki problem, o którym powinni dyskutować politycy, dziennikarze i naukowcy. Powinni to robić rano, w południe i wieczorem.

Jako człowiek związany ze środowiskiem akademickim nie powinienem się za bardzo wymądrzać, ale moja diagnoza jest taka:

Na studiach wyższych połowa zajęć dla studentów powinna przybliżać „state-of-the-art” (sota) w danej dziedzinie, a druga połowa to, co będzie za lat 10, czy 20. Uczymy (i to słabo) tylko tego pierwszego.

Uczenie Studentów tego, co będzie w przyszłości, wymaga prowadzenia badań na najwyższym światowym poziomie. Na ilu wydziałach polskich politechnik takie badania się prowadzi? W mojej ocenie, na mniej niż 10%. Wystarczy sprawdzić ile polski profesor politechniczny wygłosił referatów zaproszonych na konferencjach międzynarodowych, ile razy jego prace były cytowane, w ilu komitetach międzynarodowych zasiada. Mamy kilkudziesięciu wspaniałych naukowców na politechnikach, ale potrzebujemy co najmniej kilkuset. Skąd ich wytrzasnąć? Niestety, na razie jedyna droga to import, czy to rześkich Niemców na emeryturze, czy Polaków pracujących w USA, czy Anglii. Zapłacić takiemu naukowcowi trzeba milion złotych rocznie, ale byłaby to inwestycja dużo bardziej sensowna, niż rozdawanie miliardów w ramach, na przykład, 500+.

Poza tym, może jednak należy zastanowić się, czy studia nie powinny być płatne, tylko kredytowane przez państwo. Wtedy podatnik mniej by do tego wszystkiego dokładał. Można też wysyłać naszych Młodych Ludzi na studia w Cambridge, Lozannie, czy Harvardzie, ale pytanie, ilu z Nich wróci do Polski po takich studiach.

Należy też przypomnieć, że w ostatnich latach zbudowaliśmy szereg wspaniałych laboratoriów dzięki Funduszom Unijnym. Byłoby jedną wielką naszą głupotą, gdybyśmy te laboratoria zmarnowali przez brak pieniędzy na badania i brak odpowiednich liderów nauki, którzy by wiedzieli, jak te laboratoria wykorzystać. Na razie jednak sytuacja wygląda mało optymistycznie.

Problemy z nauką mamy także w instytutach PAN-owskich i branżowych. W tych pierwszych mamy całą plejadę gwiazd światowej nauki, ale jak spojrzeć na transfer nowych technologii z całego środowiska akademickiego, to użyć słowa „marnie” byłoby optymistycznie.

Argumentem, który jest często przytaczany na obronę akademików, jest to, że nie mamy praktycznie przemysłu „high-tech’owego”, który mógłby „ssać’ wynalazki i nowe technologie z laboratoriów akademickich. Argument ten jest tylko częściowo prawdziwy, bo, niestety, od wielu lat obserwujemy na całym świecie rozjazd nauki akademickiej i tej prowadzonych w koncernach typu Volkswagen, czy Pfizer, które dysponują funduszami kilkadziesiąt razy większymi. Niestety, coraz mniej wiedzy tworzonej przez naukowców uczelnianych i zatrudnionych w państwowych instytutach zamienia się na wspaniale dochodową produkcję.

Mówiąc innymi słowy, Polska ma pod górkę nie tylko dlatego, że nie ma koncernów wysokich technologii, ale i dlatego, że na całym świecie powstał problem, jak komercjalizować wiedzę akademicką.

Moim zdaniem, problem ten związany jest z dojściem niemal wszystkich technologii do stanu, kiedy problemu nie da się rozwiązać w zespole kilkuosobowym za kilka milionów złotych. Potrzeba na to znacznie większych środków i zupełnie innego typu organizacji badań. Potrzeba koncentracji na wybranych dziedzinach technologii, i nie w sposób, jak to zrobiła Unia Europejska z grafenem, organizując badania za miliard Euro i „rozsmarowywując” fundusze po stu europejskich laboratoriach (niezależnych grupkach kilkuosobowych).

W Polsce mamy kilka pomysłów jak zbudować polski przemysł high-techowy, ale, niestety, lata mijają, a nikt nie jest w stanie podjąć męskich decyzji: na te technologie przeznaczymy miliardy, a badania w innych dziedzinach przestaniemy finansować. Wyobraźmy sobie, że jakiś inwestor zamiast przeznaczyć 10 mld Euro na fabrykę samochodów, buduje 100 konkurencyjnych fabryk po 100 mln Euro. Absurd? Oczywiście tak, ale właśnie w ten sposób funkcjonuje finansowanie badań, nie tylko w Polsce.

Na zakończenie, jeszcze jedna uwaga ogólna.

EDUKACJA NIE DOTYCZY TYLKO LUDZI W WIEKU 0-25 LAT. DOTYCZY LUDZI W KAŻDYM WIEKU.

Mamy na świecie kult młodości — każdy chce wyglądać młodo, eliminując zmarszczki i farbując siwe włosy. Nie mam nic przeciwko temu, ale człowiek tak naprawdę staje się stary, kiedy traci dziecinną ciekawość świata. Niektórzy są już starzy w dzieciństwie, ale znam takich, co są młodzi i będą młodzi aż do śmierci.

Edukacja dorosłych powinna w dużej mierze leżeć na barkach Dziennikarzy. To jest Ich zawód. Czy się z tego wywiązują? Wystarczy włączyć telewizor… Dwa przykłady:

  • rozmowy red. Miecugowa nadawane w niedzielę przez TVN o 23-30,
  • programy naszego Kolegi ze SO, Jacka Pałasińskiego, nadawane rano też w TVN o ok. 9. Obydwa programy naprawdę wspaniałe, można się z nich wiele dowiedzieć.

Co z tego, jak o tej porze mało kto ogląda telewizję. W porze największej oglądalności lecą pyskówki.

Mam wrażenie, że niemal wszyscy nasi politycy i dziennikarze uważają, że ludzie są durni i wredni, i mówią to, co durni i wredni ludzie powinni lubić. Słuchając tego, niestety, ludzie mądrzy i empatyczni, robią się mniej mądrzy i mniej empatyczni, co z kolei napędza polityków i dziennikarzy do opowiadania jeszcze większych durnot i wredności. Reakcja łańcuchowa, którą coraz trudniej zatrzymać, ale próbujmy.

Hazelhard

Print Friendly, PDF & Email

20 komentarzy

  1. malpa z paryza 2016-06-18
  2. wb40 2016-06-18
  3. PIRS 2016-06-18
  4. hazelhard 2016-06-18
  5. j.Luk 2016-06-18
  6. Magog 2016-06-18
  7. Eternal 2016-06-19
  8. kolarz 2016-06-19
  9. Sir Jarek 2016-06-19
  10. Magog 2016-06-19
  11. hazelhard 2016-06-19
  12. makary 2016-06-20
  13. Federpusz 2016-06-20
  14. malpa z paryza 2016-06-20
  15. hazelhard 2016-06-20
  16. Eternal 2016-06-26
    • BM 2016-06-26
      • Eternal 2016-06-26
        • BM 2016-06-27
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com