Jerzy Łukaszewski: Gniazdo

2016-07-10

[dropcap]W[/dropcap]akacyjnych wędrówek ciąg dalszy.

Pomimo zakończenia roku akademickiego, także dla seniorów, zaproponowałem moim słuchaczom sobotni wypad na Kaszuby, z konieczności ograniczając liczbę uczestników, połączony z dodatkowym, nieplanowanym wykładem na tematy nie do końca mieszczące się w normalnym planie zajęć.

Tematyka była nieco inna, niż zwykle, a mianowicie dotyczyła pieśni aspirujących w przeszłości do roli hymnu narodowego.

Było takich kilkanaście, omówiłem ze względu na czas jedynie kilka najważniejszych i byłem dumny słysząc po komentarzach (formuła była luźniejsza niż zazwyczaj, więc wykład był częściowo rozmową), że nasze pokolenie potrafi zaimponować znajomością literatury, przerzucając się cytatami w czasie dyskusji.

Nie wiem, czy zdaliby dziś jakieś szkolne testy, ale wiedzę z pewnością mają głębszą, niż większość „coraz lepiej wykształconego” młodego społeczeństwa.

Okazja zaś była z kilku powodów wyjątkowa, ponieważ miejsce, do któregośmy się wybrali samo narzucało temat naszych dodatkowych zajęć.

Odwiedziliśmy mianowicie Sikorzyno, kaszubską wieś będącą gniazdem rodowym rodziny Wybickich, z których najbardziej znany – Józef – jest autorem słów naszego hymnu.

Sam wprawdzie urodził się już w Będominie, o które to dobra powiększył się z czasem rodzinny majątek, ale Sikorzyno pozostało w rodzinie dzierżone m.in. przez jego siostry.

Sikorzyno jest o tyle ciekawe, że jest to wieś starsza, niż wiele innych, odnotowana już w XIII wieku kiedy to książę Mestwin podarował je swojej ciotce Gertrudzie (a że św. Gertruda jest patronką kotów, nastraja mnie ta informacja szczególnie przyjaźnie) i stosunkowo długo funkcjonowało na tzw. prawie polskim, systematycznie zmienianym na magdeburskie przez rządzących Pomorzem Krzyżaków, którzy lokowali wszystkie nowe wsie na zdecydowanie korzystniejszym niemieckim prawie, istniejące zaś stopniowo, czasem aż po połowę XV w.

Ktoś kto lubi opowieści historyczne zaprawione sosem sensacji i przygód może zainteresować się jednym z właścicieli tej wsi, Łukaszem Botkomirem, który – jak to stoi w gdańskich tablicach woskowych – w roku 1398 oskarżony był o grabieże i zabójstwa dokonywane na drogach. Tego rodzaju „działalność gospodarcza” to też część naszej pomorskiej historii, by wspomnieć choćby słynną z rozbojów rodzinę Maternów.

Na przykładzie historii Sikorzyna można też prześledzić jak w tej części I Rzeczpospolitej budowały się szlacheckie fortunki, powoli, systematycznie, z pokolenia na pokolenie, z wykorzystaniem wszystkich dostępnych możliwości wynikających także z piastowanych funkcji publicznych.

Sikorzyno było najpierw siedzibą tutejszego rodu Sikorskich, by z czasem krok po kroku przechodzić w ręce Wybickich. Jeszcze w 1648 roku spis podatkowy mówi, że zwiększony podatek wojenny płacili z Sikorzyna zarówno trzej bracia Sikorscy, jak i jeden z Wybickich. Z czasem udział Sikorskich maleje, Wybickich rośnie. Normalna kolej rzeczy w wielu majętnościach.

Nawiasem mówiąc, jeden z przodków Józefa pomawiany był o wykorzystywanie funkcji pełnionych w lokalnym sądownictwie na rzecz przysparzania korzyści rodzinie. Nihil novi...

Sikorzyno to również przykład na niewydolność pruskiego systemu osadniczego, tak rzadko podkreślaną w naszej literaturze skupionej na opisywaniu uciemiężenia rodaków przez zaborcę. Kiedy w I połowie XIX wieku Sikorzyno przeszło w ręce pruskie żaden z właścicieli czy późniejszych dzierżawców nie potrafił bez pomocy państwowej stanąć twardo na własnych nogach, co doprowadziło w 1887 roku do sprzedaży majątku na tzw. subhaście, czyli przymusowej licytacji. Długi przekraczały ogromną jak na owe czasu sumę 400 tys. marek. Nabywcą był bank, który niedługo potem odsprzedał Sikorzyno zyskując 3 tys. marek.

To kolejna ciekawostka – wykładając 207 tys. bank odsprzedał nabytek w krótkim czasie za 210 tys., co może nam się wydawać niewielkim zyskiem.

Jeśli jednak zważymy, że inflacja kruszcowego pieniądza przez cały wiek XIX wyniosła ok. 4% to zysk w wysokości 1,5% uzyskany w ciągu kilku tygodni czy nawet miesięcy okaże się nie taki wcale mały, a wręcz wart zachodu.

Dziś Sikorzyno to także miejsce wyjątkowe. Po wielokrotnym przechodzeniu z rąk do rąk tak w II RP jak i w okresie PRL, dworek Wybickich stał się kilkanaście lat temu własnością p. Leszka Zakrzewskiego z Gdańska.

Wyjątkowość polega na tym, że nowy właściciel jest konserwatorem zabytków ze specjalnością konserwacji kamienia i detalu architektonicznego, czyli dokładnie kimś takim, o kim tego rodzaju obiekty mogłyby marzyć, gdyby oczywiście budowle marzyły (kto je tam zresztą wie, może i marzą?).

Dwanaście lat fachowych wysiłków i wielkich nakładów finansowych doprowadziły dworek do stanu, który można jedynie podziwiać.

Także to, że udostępniony dla zwiedzających nie jest „sztywnym muzeum” w rodzaju pałacu prezydenckiego, gdzie goście nakładają foliowe kapcie, ale jak najbardziej żywym wnętrzem, w którym zwiedzający czują się bardzo „domowo” popijając kawę czy herbatę i jedząc pyszną, ciepłą szarlotkę miejscowego wypieku.

Wbrew pozorom, nie jest to bez znaczenia, ponieważ tylko w ten sposób zwiedzający może poczuć atmosferę dawnych dworków, a to ważniejsze jest czasem dla zrozumienia historii, niż najbardziej uczone wywody historyków.

Patrząc na zgromadzone sprzęty (m.in. piece, z których jeden odrestaurowany przez właściciela z fragmentów, jakie pozostały i dorobionymi przez niego brakującymi elementami) każdy poczuje się tam niemal jak u siebie.

 

Na zewnątrz duma pana Zakrzewskiego – ogród zorganizowany na wzór wirydarzy klasztornych (choć nie tylko), w którym zgodnie z dawnymi zwyczajami rosną zioła.

Także roślinny labirynt wymarzony dla romantycznych poszukiwań ma swoją ciekawostkę. Jedna strona każdej ściany to roślina iglasta, jeśli jednak obejrzymy ją z drugiej okaże się, że widzimy roślinę liściastą.

Właśnie ta dbałość o szczegóły wyróżnia Sikorzyno spośród wielu odnawianych w ostatnich latach obiektów zabytkowych, których właściciele próbując nadać im współczesną funkcję przy zachowaniu zabytkowego charakteru idą często „na skróty” nie posiadając ku temu odpowiedniej wiedzy i doświadczenia.

W dworku można również pomieszkać, miejsc jest dla ok. 18 osób co sprawia, że atmosfera zawsze jest wystarczająco kameralna i pozwalająca na psychiczne oderwanie się od codzienności.

Pogoda nam nie sprzyjała, co chwila siąpił deszcz przez co nie mogliśmy zrealizować planów spacerów po okolicy, ale w drodze powrotnej moi słuchacze jak jeden mąż byli zachwyceni miejscem, jego dającym się odczuć ciepłem i życzliwością gospodarzy.

Właściciel nie będąc uprzedzony bez problemu udostępnił nam salę byśmy mogli odbyć przewidziana przeze mnie „lekcję”, a nawet samochód, którym odwieziono na stację kolejową kilka osób w gorszej kondycji, dla których powrotna piesza wędrówka mogłaby się okazać zbyt wielkim trudem.

To była także dla mnie ciekawa lekcja, ponieważ zwiedzając rozmaite muzea i widząc ich wysiłki idące w różnych kierunkach dla przyciągnięcia szerokiej na ile się da publiczności, zobaczyłem coś czego one na ogół nie dostrzegają.

Człowieka w zwiedzającym.

Gdyby ktoś się wybierał na Kaszuby to gorąco polecam Sikorzyno gwarantując, że zostanie oczarowany tym miejscem jak moi słuchacze, którzy przecież wciągu swojego długiego życia niejedno już widzieli.

Jedno z częściej zadawanych mi pytań w drodze powrotnej: czy wpadniemy tam kiedyś jeszcze?

I co miałem im odpowiedzieć?

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. slawek 2016-07-10
  2. koraszewski 2016-07-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com