Jerzy Łukaszewski: Poplątane ścieżki umysłu

Print Friendly, PDF & Email

zyd2016-07-19.

W jednej z anegdot spopularyzowanych przez Horacego Safrina w tomiku „Przy szabasowych świecach” jest opowiastka o „dyskusji”, którą prowadził w pociągu ksiądz z Żydem spod Stanisławowa.

Wy, Żydzi, jesteście dziwni. Nie chcecie uwierzyć w cuda Jezusa Chrystusa, a wierzycie, że wasz rabin brodzki przepłynął staw na chusteczce od nosa.

– Ma pan rację – przyznał Żyd – to dziwne. Tylko widzi pan – z tym rabinem to jest prawda.

Ta anegdota jest doskonałą ilustracją możliwości porozumienia się z coraz większą liczbą obywateli naszego kraju.

Mechanizm wiary wynika z indywidualnych potrzeb człowieka, a kiedy te potrzeby znajdą wspólne źródło zaspokojenia oraz wypracowane zwyczaje i rytuał — zaczynamy mieć do czynienia z religią.

Dla pojedynczego członka wspólnoty nie jest aż tak ważne kto te rytuały i dlaczego wprowadził, co miał na celu i jakie prawdy w gruncie rzeczy ta religia głosi. Pewnie nie każdy zgodzi się z tym ostatnim zdaniem, ale obserwacja rzeczywistości je – niestety – potwierdza.

Aby być sprawiedliwym, ten mechanizm regulujący wędrówki naszej psychiki nie ogranicza się tylko do religii. Działa także w środowisku świeckim, by wspomnieć choćby tylko politykę. Kiedy się patrzy z dystansu oba przypadki są zdumiewająco podobne.

Ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć i tylko temu, który podaje im do wierzenia dokładnie to, czego potrzebują. Z czasem przenosi się to na samego „podającego” i wtedy mamy do czynienia z drugim etapem – uwierzą we wszystko co on powie, niezależnie od stopnia bzdurności jego twierdzeń.

– Nieważne co kto mówi, ale z jakich pozycji” – mówił W. Gomułka, przynajmniej ten grany przez Wiesława Dymnego „Pod Baranami”.

Jeśli prorok jest zaakceptowany, może spokojnie głosić, że 2×2=5. Znajdzie takich, którzy mu uwierzą i jeszcze więcej takich, którzy będą udawać, że mu wierzą, widząc w tym swój indywidualny — a i grupowy — interes.

A jeśli do tego wypowiadane frazy mają jakiś pozór logiczności, sensowności, dadzą się przypisać do znanej nam sytuacji – sukces murowany.

Przykład, jeden z ciekawszych. Kilka cytatów.

  • „Wolność polityczna jest ideą, nie zaś faktem. Ideę tę trzeba umieć stosować wówczas, kiedy zachodzi potrzeba zjednoczenia dla swojej partii sił narodu przy pomocy przynęty ideowej, o ile partia ta zamierza zwalczyć inną, stojącą u steru władzy”.
  • „Idea wolności jest nieziszczalna, bowiem nikt nie umie korzystać z niej w sposób umiarkowany. Wystarczy dać narodowi na czas jakiś prawo rządzenia sobą, by naród rozpuścił się zupełnie”.
  • „Czy logika i rozum pozwalają mieć nadzieję pomyślnego rządzenia tłumem przy pomocy perswazji rozsądnych i porozumienia, jeśli istnieje możliwość opozycji nawet bezmyślnej, lecz dogadzającej narodowi rozumującemu powierzchownie. Rządząc się wyłącznie poziomymi namiętnościami, zwyczajami, tradycjami oraz teoriami sentymentalnymi, ludzie z tłumu i tłum ludzki ulegają herezji partyjnej, stojącej na przeszkodzie wszelkiemu porozumieniu”.
  • „Abstrakcja wolności dała możność przekonania tłumu, że rząd jest niczym innym, jak tylko administratorem z ramienia właścicieli kraju, czyli narodu…[…]”,

Czytając powyższe słowa niejeden odruchowo połączy je z doświadczeniami, skojarzy z faktami i osobami, które widział lub widzi w rzeczywistości i nie zastanawiając się nad ich pochodzeniem czy autorstwem znajdzie argumenty w jego pojęciu absolutnie je potwierdzające.

I teraz robimy kolejny eksperyment. Wyjaśniamy rozmówcy/czytelnikowi co tak naprawdę przeczytał/usłyszał.

Otóż wszystkie powyższe cytaty pochodzą z osławionego dzieła „Protokoły mędrców Syjonu”, którego wydanie z 1938 roku mam właśnie przed sobą.

I co się dzieje? Idę o zakład, że przynajmniej część społeczeństwa, szczególnie ta światlejsza we własnym mniemaniu, poznawszy źródło owych mądrości – odrzuci je i da wyraz swej niezgodzie na ich głoszenie zarzucając im chęć ogłupiania ludzi i prowadzenia ich na manowce.

Co się stało? Już nie brzmią sensownie? Już nie umiemy ich dopasować do znanych nam sytuacji? Poprawnościowy popłoch w umysłach nie pozwoli na spokojną analizę i zgłębienie tematu? Oczywiście, że nie pozwoli.

Kto powie głośno, że miał rację Hitler mówiąc „2×2=4”?

Czyli – miał rację Gomułka? Wychodzi na to, że miał.

Manipulacja? Do pewnego stopnia tak, ale także (a może przede wszystkim) automanipulacja. Świadome i dobrowolne ograniczanie własnej percepcji tak, by osiągnąć zamierzone korzyści?

Jakie korzyści? Najbardziej oczywiste. Akceptacja, poczucie bycia członkiem wspólnoty. Trudno żyć bez tego, człowiek to istota społeczna. Bez istnienia innych ludzi wszelkie pojęcia, nawet podstawowe jak dobro i zło przestałyby mieć jakiekolwiek znaczenie. Każda wartość istnieje jedynie w stosunku do punktu odniesienia.

Zbieg wielu wątków historii ludzkości w określonym czasie i miejscu sprawia, że przewodnikami duchowymi stają się głosiciele takich prawd jak powyżej.

Wspomniane „dzieło” ma zresztą własną, nader ciekawą historię, potwierdzające tę tezę.

Nasza wiedza na ten temat ogranicza się zwykle do carskiej Ochrany, na polecenie której zostało ono stworzone jako uzasadnienie pogromów pod hasłem obrony przed światowym spiskiem żydowskim.

Tam gdzie mamy do czynienie z jawnym, bądź drzemiącym pod skórą antysemityzmem takie wyjaśnienie nie wystarcza. Dziś bez trudu znajdziemy ludzi twierdzących, że opowieści o Ochranie to kalumnie, a dzieło odkrywa sama prawdę, tylko prawdę i całą prawdę o otaczającym nas świecie.

Nie zmienia tego ani stosunkowo łatwiejszy dostęp do wiedzy naukowej, nieograniczony w zasadzie dostęp do informacji wszelakiej itp.

I tak było w zasadzie zawsze. W tym mechanizmie nic się nie zmienia.

A przecież bez trudu można znaleźć encyklopedyczne informacje na poziomie podstawowym skąd się owe „protokoły” wzięły.

Wydanie, które posiadam opatrzone jest wstępem pióra Bolesława Rudzkiego, którego poznańskie wydawnictwo „Samoobrona Narodu” określa mianem „znakomitego żydologa”.

Pan Rudzki podaje nam do wiadomości, że oryginalny tekst ma związek z powstałym w 1860 roku Wszechświatowym Związkiem Żydowskim” założonym przez Adolfa Crėmieux, którego manifest oparł się na wcześniejszych tekstach Maurice’a (Mośka) Joly’ego „rzekomo Francuza a tak naprawdę marrana”, rabina Reichhorna i innych.

Co ciekawe, pan Rudzki znał pochodzenie tekstu, który w dużej mierze stał się i natchnieniem i źródłem niezaznaczonych cytatów (w gruncie rzeczy – plagiatów) zawartych w „protokołach” i postarał się nam to wszystko odkryć, by ponura prawda dotarła do dusz i umysłów naszych.

W skrócie – Joly – mason najwyższego stopnia napisał w 1864 roku książkę „Dialogues aux Enfers entre Macchiavel et Montesquieu ou la politique de Macchiavel aux XIX siėcle par un contemporaine” – „Rozmowy Makiawela z Monteskiuszem, albo polityka makiawelska w XIX wieku”.

O tym wiedziało wielu. Pan Rudzki oznajmia nam więc, że rzecz napisana jest jako „rzekomy pamflet przeciwko rządom Napoleona III, a w swej istocie stanowi techniczne porady dla uzurpatorów żydowskich, wskazując im środki i sposoby, za pomocą których można będzie osiągnąć i utrzymać władzę w swym ręku nad narodami rdzennymi nawet wbrew nim samym.”

I to wystarczy. Ci, którzy chcą przyjmą to wyjaśnienie i niewielkie są szanse na uznanie przez nich tzw. prawdy materialnej.

Nikogo nie zraża bełkot „żydologa”, który z patriotycznych zapewne pobudek przedstawia nam alternatywną wersję historii winiąc Żydów za wszystko co się złego stało na świecie, łącznie z naszymi zrywami niepodległościowymi.

Żydzi walczyli z nami, chrześcijanami, wymyślając islam, namawiając Lutra do rozbicia Kościoła, przeprowadzili Rewolucję Francuską, spowodowali Wiosnę Ludów”, wojnę francusko pruska, wojnę burską itd.

Autor zręcznie manewruje pomiędzy wiedzą rzeczywistą, a tym co chce przekazać czytelnikowi. Niczemu w zasadzie nie zaprzecza, nadaje tylko temu „inny sens”. Na każde twierdzenie, które moglibyśmy w dyskusji wysunąć odpowiada „tak, to prawda, ale nie cała…”. Sposób znany i wciąż skuteczny, wykorzystywany przez polityków i sekciarskich naganiaczy.

Rudzki potwierdza, że po raz pierwszy dzieło ukazało się drukiem w Petersburgu w 1901 roku w wydawnictwie Butmiego jako „Wydierżki iz drewnich i sowremiennych protokołow syjonskich” – czyli jako wyjątki z „tajnych pism”.

Dodaje jednak, że stało się tak w trosce o świat chrześcijański, a tekst zdobyty został w sposób tajny przez carską dyplomację.

Zastosowano też swoisty zabieg marketingowy – twierdzono, że pomimo 9 wydań tekst nigdy nie trafił do szerszej publiczności, gdyż świeżo wydrukowane nakłady wykupywane były przez Żydów, niechcących by ich tajemnice stanęły oko w oko ze światłem słonecznym. Łatwo sobie wyobrazić jak szybko potencjalni czytelnicy kupowali kolejne wydania chcąc ubiec żydowskich spiskowców.

Książka wspierana jest cytatami ludzi ówcześnie znanych i szanowanych, jak prof. Sombart, Fiodor Dostojewski ale także Biblią, gdzie w 7 rozdz. Deuter. jest napisane: „… Ty wszystkie narody wytracisz […] jeden po drugim i nie zlitujesz się nad nimi”.

No przecież nikt chyba nie będzie podważał prawdomówności Pisma Świętego! To, że te słowa odnosiły się do aktualnej sytuacji politycznej w Palestynie, a „wszystkie” narody były imiennie wymienione to przecież tylko szczegół.

Dzieło wsparł również swym autorytetem Feliks Konieczny w „Cywilizacji żydowskiej” wydanej przez Towarzystwo im. Romana Dmowskiego w Londynie w 1974 roku.

Zagrywki sekciarskie mają jednak jeden mankament. Dość łatwo obrócić je przeciw tym, którzy je stosują. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Wyobraźcie sobie wiernych jarosławiu, którym zostanie dowiedzione, że ich bożyszcze prowadzi politykę dokładnie według wskazań „Protokołów mędrców Syjonu”, których autentyczności nawet nie próbujemy podważać. No skąd!

Konstrukcja tego „dzieła” jest zaś taka, że zawarte w nim informacje są na tyle ogólne, by można je było wykorzystać przeciw każdemu.

Deklaracje polityków PiS również pasują do przedstawionych w nim opisów, na tym polega „uniwersalność” Protokołów.

Ot, pierwszy przykład z brzegu:

„Wykreślimy z pamięci ludzi wszystkie fakty z wieków minionych niepożądane dla nas…”

Da się to przypisać komuś? No da się, i to bez trudu.

Pewna księga (żydowska, a jakże) naucza: „Kto mieczem wojuje od miecza ginie…”

Z ludzkim umysłem da się zrobić wszystko.

Wystarczy tylko pamiętać o Dymnym/Gomułce.

Jerzy Łukaszewski

10 komentarzy

  1. malpa z paryza 2016-07-19
  2. hazelhard 2016-07-19
  3. j.Luk 2016-07-19
  4. j.Luk 2016-07-19
  5. slawek 2016-07-19
  6. Magog 2016-07-20
    • j.Luk 2016-07-20
      • malpa z paryza 2016-07-20
  7. PK 2016-07-21
  8. A. Goryński 2016-07-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com