Andrzej Lewandowski: Ilość zrodziła jakość6 min czytania

()

doping22016-07-28.

ECHA WYDARZEŃ: Nie będę się sumitował z powodu długiej przerwy. Pesymizm mnie trochę obezwładnił, a sport to przecież w istocie zawsze polega na optymizmie. Że się wierzy w sukces, dąży do sukcesu; ma talent do ciężkiej pracy nad sobą i tak dalej. Niezależnie, czy dawne amatorstwo, potem tzw. amatorstwo, a od dawna zawód, sposób zarabiania na życie.

Do tego za dni Igrzyska Olimpijskie, a w nich także nasze polskie nadzieje. Że będzie lepiej niż ostatnimi czasy bywało – bo przedstartowe wynik są nadzwyczaj obiecujące; że przeżyjemy wielkie emocje, podkreślone jeszcze Mazurkami. Tymi, które nagradzają oraz pieszczą uszy – nie tylko „złotych”…

A skąd ten nurt pesymizmu? Ano, sam sobie międzynarodowy ruch sportowi to sprokurował. Bo – widać – źle z tendencją dopingową wojował, jeśli dziś wali głową o ścianę. I dziś widzę problem nie w tym, co pięknoduchy głoszą, że trzeba było MKOl-owi wywalić w ogóle rosyjski sport z tych igrzysk, bo skaza dopingowa jest tak wielka, ze salomonowe przekazanie decyzji federacjom różnych sportów to głos oportunizmu Czyli unikanie własnej odpowiedzialności. Jakby MKOl i federacje to w gruncie rzeczy nie bliscy krewni…

Lubię takie głosy niby-Katonów. Włącznie z byłym wiceministrem sportu, który podobnie opisuje stan własnego zawodu z takiego postanowienia. Bez słowa o osobistych doświadczeniach kierowniczych z czasów, w których współrządził – i „tak” lub „nie” leżało w jego kompetencjach. Choćby w kluczu określania wielkości dotacji dla związku…

Doping straszy od dawna. Po wszystkimi szerokościami. Już nie sięgam do czasów najdawniejszych, ale grzebię we własnej pamięci.

Pamiętam jak brytyjski kolarz zadopingował się na śmierć; jak przedwcześnie – przez doping – odeszła wspaniała amerykańska sprinterka – ta z malowniczymi paznokciami; jak zakończył życie as sztangowy z Belgii, bo ponoć do samobójstwa doprowadziły dopingowe zmiany w stanie psychicznym. Jak zwiewał przed dziennikarzami w Seulu arcymistrz bieżni – z Kanady, gdy dowiedziono mu, że drogę do złota wymościł farmacją. A Armstrong, a dawne opowieści o wielkich ciężarowcach – jak to siusiać musieli przez cewniki, bo wspomaganie tak zdeformowało układ naturalny… Baba z chłopa, chłop z baby… Co to za zagadka, mały ptaszek – duża klatka?

A czas NRD-owski? Doping w państwowym, zaprogramowanym i stosowanym systemie państwa. Wszyscy wiedzieli, laboratoria stawały na głowie, żeby udowodnić – a metoda i skala ujawniły się dopiero, gdy NRD przestała istnieć. Tak sprawne było dopingowanie, maskowanie itd. Tisze jediesz – dalsze budiesz – i latami byli wśród dyktujących. A ślad chiński – „zupa żółwiowa” itp., bułgarski – przy sztandze…

Czyli – mało nowego, ale sytuacja jednak nowa. Tyle się nagromadziło odstępstw, że jest zmiana jakościowa. I ruch sportowy albo sobie z nią poradzi; albo będzie się dalej, głębiej rozwalał. Kto zechce brać rolę gospodarza –  jeśli wydatek coraz większy, a prestiż… jakby malejący? Które firmy zechcą sypać pieniędzmi wsparcia (za światową reklamę), jeśli trwale wygra tendencja dziurawego moralnie sportu? Ile będą wpłacały telewizje za prawo udziału w przekazach – wciąż fortuny? Ilu będzie telewidzów, ile sprzedanych biletów?

I tak dalej. Sfera materialno-organizacyjna i prestiżowa, poza światowo – polityczną – nie wydaje się bez znaczenia. Nawet, jeśli tradycyjne określenia w przysiędze olimpijskiej zostaną takie, jak były lata temu? Słowa nie staną za argumenty. Podobnie jak – przepraszam za szczerość – wyniki prezentowane przez laboratoria po wielu latach od rozdania medali – nie świadczą tylko o tym, że sprawność wykrywania bardzo rośnie, i w związku z tym, mamy prawo do spokoju. Co przegranemu sprzed lat po oświadczeniu, iż został oszukany – przez nieuczciwość rywala? Dopiero, gdy wszelkie ( powtarzam – wszelkie) wątpliwości będą do końca rozstrzygane przed dekoracjami laboratoria mogą dać prawdziwie dobre świadectwo systemowi „ anty”. Inaczej jest to – znów przepraszam – wielkie udawanie. Za które właśnie teraz ruch olimpijski płaci… Zmuszony faktami do decyzji drastycznych…

Liczba przeszła w jakość. Wiadomo, że rosyjskich lekkoatletów nie będzie, bo federacja narodowa zawieszona. Jak w innych sportach – dopiero się okaże: „ Wszyscy Rosjanie zgłoszeni do startu w Rio mają przejść rygorystyczne testy antydopingowe, do startu nie zostaną też dopuszczeni zawodnicy choćby raz karani w przeszłości za złamanie przepisów antydopingowych.” Do tego świadectwo niewinności ma pochodzić z innych laboratoriów niż zawieszone rosyjskie. I słusznie. W dżudo – będą, siódemka czołowych pływaków – poza szansą… Inni radzą. Międzynarodowe federacje badają stan spraw i zdecydują…

Niezależnie jednak od postanowień szczegółowych już wiadomo, że:

  1. Igrzyska nie będą pełnym przeglądem światowych asów; i – tym razem nie polityka zawiniła!
  2. Sport rosyjski – tradycyjnie jeden z najsilniejszych na świecie – sam sobie winien, bo tak się w nim nasiliły zjawiska ujemne, iż w prawie znalazło się mówienie o ujawnieniu złego systemu – określonego, jako „państwowy”; w nim o fałszowaniu dopingowej rzeczywistości; Wklejka: „Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zawiesił już wiceministra sportu Jurija Nagornycha, którego nazwisko pojawiło się w raporcie o przypadkach tuszowania dopingu podczas zimowych igrzysk olimpijskich Soczi 2014”
  3. Cenę zapłacą nie tylko ukarani zakazem udziału, lecz też ruch olimpijski jako całość.

Wygrzebie się z tego? Chcę wierzyć, że tak, ale pewności nie mam.

Nawiasem: gdy czytam o wymaganiu by nie mieć nigdy na koncie „incydentu dopingowego” (rozumiem, że niezależnie od odbytej kary) zaraz przypomina mi się Paweł Fajdek, jako jeden z tych, którzy czystość cenią jak rekordy. Niedawno nie podał ręki w ramach gratulacji na podium rywalowi. Bo ten wcześniej był karany za koksowanie… Ale tenże młociarz będzie startował w Igrzyskach, bo jego – jako że z innej nacji – wymaganie „braku incydentu” nie dotyczy; odpokutował… Znów MKOl zapętlił więc sprawę…

A dlaczego tę strunę trącam? Żeby łatwym Katonom znów coś podpowiedzieć. Co mnie podpowiedział przyjaciel, redaktor Czesław Ludwiczek pisząc na Facebooku: „ Sprawa dopingu wśród sportowców rosyjskich opanowała dokumentnie polskie media. Może i dobrze, ale należałoby chyba wspomnieć, że te niedozwolone praktyki stosowane są w wielu innych krajach, także w naszym. Aby się o tym przekonać wystarczy wpisać w przeglądarce hasło ”Polscy sportowcy ukarani za doping”. Okaże się wtedy, że doping udowodniono wielu znanym wyczynowcom”.

I cytuje kilka Czesław sławnych nazwisk, Ja je pominę, bo była przewina, ale była też kara; odbyta, więc dla mnie wymazana… Ale coś zapamiętać warto… Barszczyk z krokiecikiem, złoty medal ciężarowy, który przyszło oddać; świeższej daty sztangowe zapisy o ”incydentach”…

Na koniec – żeby wrócić do optymizmu, wklejka z wywiadu z redaktorem-dyrektorem telewizyjno-misyjnym Włodzimierzem Szaranowiczem: „Kto na pewno wróci ze złotem? Anita Włodarczyk. Mogę zadeklarować, że jeśli tak się nie stanie, to wrócę z Brazylii na piechotę”…

Samolotem, Panie Włodku, samolotem!

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.