2016-09-26.
Widmo krąży po świecie, widmo złego rozpoznania i złych priorytetów. Handel jest lepszy niż wojna, ale pacyfiści nienawidzą konsumeryzmu i proszą, żebyśmy kochali się pro publico bono, nie szczędząc grosza na tacę. Przekonują, że lepiej być bez chleba, niż codziennie patrzeć jak się piekarz bogaci.
Zwrot „wszystko co musisz wiedzieć”… wkrada się do wszystkich mediów mających nas za idiotów. Ten zwrot jest pożyteczny i rozsądny w poradniku jak wypełnić deklarację podatkową, czy jak założyć firmę, jest ostrzeżeniem, że masz do czynienia z durniami lub oszustami, kiedy reklamuje się nim medium informacyjne.
„Wszystko co musisz wiedzieć” dostarczają ci duchowi pasterze, zarówno ci wierzący w boga, jak i ci, którzy przekonują cię do jakiejś ideologicznej prawdy. Widząc taką „zachętę” otrzymujesz klarowną informację, że dostaniesz do wierzenia uproszczoną i wypaczoną papkę, która ma ci wystarczyć, bo uważają cię za idiotę, a siebie za wszystko wiedzących.
Pobożni faceci w błazeńskich czapach prawią kazania o miłości i końcu świata, świeccy prorocy krzyczą z rozwianym włosem o zbliżającym się końcu naszej planety, ludzkości, gatunków, zasobów, plemników, lodu, wody i powietrza. Wśród tych świeckich proroków nie ma dyskryminacji płci, chociaż wiodący pasterze świeckich owieczek są zazwyczaj nadal płci męskiej.
Przejście od religijnie nawiedzonych proroków końca świata, do tych, którzy podpierają się nauką, było łagodne. W czasach Oświecenie pierwszy świecki koniec świata wieszczył zajmujący się ekonomią i statystyką duchowny anglikański, Thomas Malthus. W końcu XVIII wieku przepowiadał straszliwą klęskę powszechnego głodu i nędzy z powodu wzrostu demograficznego i wyczerpania się zasobów ziemi rolnej, a więc możliwości wyżywienia rosnącej populacji ludzi. Jego metodologia była bezbłędna. Przy ówczesnej wydajności rolnictwa możliwości wyżywienia wzrastającej populacji świata były na wyczerpaniu. Zgodnie z jego przewidywaniami nie powinno nas już być. Tymczasem jest nas wielokrotnie więcej i jesteśmy stokrotnie bogatsi, żywności jest pod dostatkiem, głodują mieszkańcy krajów rządzonych przez bezwzględnych i nawiedzonych dyktatorów.
Czego Malthus nie wziął pod uwagę? Postępu technicznego. Jego książka wyszła w 1798 roku i już wtedy miała miejsce rewolucja w rolnictwie, która poprzedzała rewolucję przemysłową. Kiedy uczony pisał swoje dzieło właściciele okrętów zwęszyli złoty interes w masowym imporcie guana. Nawożenie, nasiennictwo i mechanizacja gwałtownie zmieniały obraz wsi. Czy Malthus mógł przypuszczać, że wzrost wydajności rolnictwa będzie znacznie szybszy niż przyrost ludności? Raczej nie, we wcześniejszych okresach innowacji było stosunkowo mało i przyjmowały się opornie. Podczas gdy postęp w zbrojeniach był natychmiast widoczny, zmiany w produkcji rolnej były drobne, a popyt na nie był ograniczony. Tradycja brania pod pług coraz więcej ziemi i niewolenia coraz więcej ludzi, zmuszając ich do niewolniczej lub półniewolniczej pracy na roli, trzymała się dobrze. Kolonializm dopiero się rozkręcał.
Brytyjskie kolonie w Ameryce i Australii były dziwactwem, dostatek ziemi i brak rąk do pracy powodował niesłychany wręcz popyt na innowacje w rolnictwie. Wielka Brytania dostarczała ogromnej ilości osadników, ale mało kto garnął się do pracy najemnej. Osadnicy brali ziemię i zaczynali gospodarować, głowiąc się jak sobie poradzić bez pomocników. Na Wyspach Brytyjskich nadwyżki siły roboczej wysysały kolonie i tu również pojawił się problem, bo ludzka praca stawała się coraz droższa.
Popyt na innowacje, żeby mógł stać się siłą napędową rozwoju, musi wykroczyć poza zainteresowania królów, magnatów i generałów. Samo niewolnictwo było innowacją, która pojawiła się wraz z rolnictwem i nadwyżkami żywności, pozwalającymi na budowę wspaniałych pałaców, świątyń, na uprawę dużych obszarów ziemi oraz służbę gotującą, ogrzewającą, powożącą i sprzątającą. Ta innowacja na długo zatrzymała inne. Dopiero wzrost egalitaryzmu stworzył masowy popyt na nowości, a w szczególności na narzędzia oszczędzające pracę.
Ujarzmiona energia wody i węgla zastępowała niewolników. Początkowo wydawało się, że jest odwrotnie, uwolnieni z rolnictwa ludzie, przechodzili do manufaktur, żeby pracować za takie same lub mniejsze wynagrodzenie. Żyli stłoczeni na mniejszej powierzchni, w coraz bardziej zatrutym środowisku.
Masowa produkcja wymagała jednak masowego odbiorcy, więc jak mi to wyjaśniał kiedyś szwedzki komunista „Kapitaliści zaczęli wyposażać robotników w siłę nabywczą, żeby robotnicy mogli kupować ich towary.”
Pasterze duchowi zaczęli obmyślać nowe wersje końca świata spowodowanego (oczywiście) przez spożywanie takiego lub innego zakazanego owocu. Mój szwedzki komunista miał rację, żądni zysku kapitaliści chcieli sprzedać jak najwięcej swoich towarów, ale woleli, żeby w siłę nabywczą wyposażył ich klientów ktoś inny. Racjonalizm wolnego handlu ma swoje ograniczenia. (Co było jednym z powodów, dla których Adam Smith chciał, aby niewidzialna ręka była pilnowana przez nocnego stróża, którą to rolę miało przyjąć na siebie państwo.)
Od czasu wydania dzieła pastora Malthusa upłynęło sporo wody w Wiśle i minęliśmy bezpiecznie kilkaset wyznaczonych dat końca świata, z których coraz więcej nosiło szaty przepowiedni naukowych. Te daty końca świata, wyznaczone przez nawiedzonych w świątyniach, mijały, bo taka była ich natura od początku świata. Z tymi naukowymi przepowiedniami końca świata sprawa była zgoła inna. Często, podobnie jak w przypadku Malthusa, prorocy opierali się na solidnych danych prorokując, że jeśli będzie jak jest, to Jezus Maryja. W niektórych przypadkach zasadnie zwracali uwagę na realne zagrożenia i zapewne przyczyniali się do podjęcia działań zapobiegawczych. Częściej rynek reagował na te zagrożenia poprawnie, a politycy okazywali skłonność do nadmiernego zaufania do takich lub innych teorii.
Niektórzy czytelnicy zgodzą się ze mną, że wszystkie modlitwy o pokój razem wzięte nie przyniosły światu ani jednej minuty pokoju. Próby globalnego rozwiązania globalnych zagrożeń wydają się charakteryzować niemal równie małą skutecznością.
Jeszcze będąc dziecięciem słyszałem, że zaraz się skończy węgiel, potem miała się skończyć ropa naftowa, potem powietrze i woda, teraz gorączkowo walczymy z klimatem.
Klimat się zmienia, w przeszłości zmiany klimatyczne spowodowały upadek niejednej cywilizacji. (Z uporczywym brakiem deszczu próbowano sobie poradzić składając ofiary z ludzi, ale patrząc na to z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że skuteczność tych zabiegów nie była większa niż skuteczność modlitw o pokój.) W obecnych zmianach klimatycznych człowiek ma swój udział, chociaż pytanie, w jakim stopniu nasze grzechy są przyczyną tych zmian, jest powodem gorszących sporów. Nie są to spory bez znaczenie, bowiem od rozpoznania natury zagrożenia, jak i skuteczności metod przeciwdziałania temu zagrożeniu, może zależeć, czy będziemy składać zbędne ofiary z ludzi, czy raczej będziemy ludzi ratowali.
Jesteśmy nieustannie atakowani przez media reklamujące się hasłem „wszystko co musisz wiedzieć” i obrazkami, które podobno mówią wszystko. Niejedno zdjęcie wymaga więcej niż tysiąca słów, aby pokazać ogrom uproszczenia zawartego w nim przekazu. Chewy Boese, amerykańska dziennikarka i fotografka, absolwentka Fordham University, przedstawiła nam grozę tego świat w 30 obrazkach. Prezentacja artystyczna, specjalnie dla VIP-ów. Część tych zdjęć to fotografie kultowe, pokazywane setki razy, żeby dać nam okazję do przekazywania ich dalej w tweetach i na stronach facebooka. Trudno o lepszy wyraz zatroskania jak przekazanie dalej zdjęcia, które „mówi wszystko”.
„Czy możemy mieć nadzieję – pyta autorka – Obejrzyj te łamiące serce zdjęcia i zobacz jak strasznie wykorzystujemy i krzywdzimy Ziemię.”
30 zdjęć, które dowodzą, że zbliża się koniec świata

To zdjęcie jest tak znane, że autorka nie podaje nawet jego autora, jako źródło podaje flickr. Ma powód, widzieliśmy je setki razy i dziesiątki bardzo podobnych. Czy mówią nam „wszystko” o problemie topniejących lodów i malejącej populacji białych niedźwiedzi? Raczej nie, może nawet wręcz przeciwnie. Pytań jest kilka. Czy tak już było? A jeśli tak, jakie były wówczas konsekwencje? Czy dobrze oceniamy tempo wzrostu temperatur? Czy przewidywania dotyczące podnoszenia się poziomu mórz są poprawne i czy się sprawdzają, czy możemy skutecznie przeciwdziałać zmianom klimatycznym?
To ciekawe pytania, ale to zdjęcie z pewnością na nie nie odpowiada. Podobnie jak nie informuje nas, jak to właściwie jest z populacją białych niedźwiedzi.
Od smutnego samotnego misia siedzącego na czubku górki lodowej przeskakujemy do Brazylii i pływających w morzu zatrutych ryb. Sprawa poważna, ale ponieważ autorka wraca do tego problemu później przejdźmy do kolejnego zdjęcia, tym razem z Indii.
“Populacja Indii wynosi prawie 1,3 miliarda (i rośnie), tak więc po Chinach Indie są najbardziej zaludnionym krajem świata. To lotnicze zdjęcie New Delhi pokazuje jakie tu zatłoczenie i jak zatrute jest powietrze z powodu nadmiaru ludzi.”Faktycznie dramatyczny problem i to nie tych, którzy mają nadmiar jedzenia i zbyt dużo kupują, a tych, którzy mają często problem jak przetrwać do następnego dnia. Jeśli idzie o to zatrucie powietrza, to cisną się tu na usta przynajmniej dwa pytania – pierwsze, ile z tego smogu nad miastem to dymy przemysłowe i spaliny samochodów, a ile dymy z piecyków, w których spala się śmieci, żeby ugotować żywność? Z powodu tych piecyków zadymienie powietrza wewnątrz pomieszczeń jest większe niż na zewnątrz. Zatrucia z powodu zadymionych pomieszczeń mieszkalnych to przyczyna setek tysięcy śmierci rocznie, istnieją już dziś możliwości radykalnego ograniczenia tego problemu, ale priorytetem Światowej Organizacji Zdrowia są e-papierosy, a rządów i samorządów walka o władzę.
Drugie pytanie dotyczy metod przeciwdziałania. Jak w tych konkretnych warunkach dostarczyć najbiedniejszym elektrycznośc i gaz? To ważne pytanie. Gdybym miał wybierać między elektrowniami węglowymi, a wiatrakami, wybrałbym elektrownie węglowe. Są tu i inne rozwiązania i trzeba kalkulować koszty dla państwa i koszty dla ludzi, negatywy i pozytywy. Najgorsze może się okazać dążenie do ideału. Indie rozstały się z socjalizmem, koszmarnym balastem jest religia, system kastowy i brak egoizmu; mądrego egoizmu, który uczy, że najszybciej bogacimy się razem, a nie jedni kosztem innych.
Z Indii przenosimy się do Bangladeszu, jednego z najbiedniejszych krajów świata, kraju ludzi bardzo pobożnych, w którym morduje się blogerów przyznających się do ateizmu, a problem zbawienia jest po stokroć ważniejszy od problemu biedy. Ani to zdjęcie, ani poprzednie nie odpowiedzą nam na pytanie, dlaczego zielona rewolucja, która radykalnie zmniejszyła problem głodu w Indiach, ominęła Bangladesz, ani co właściwie przeszkadza, aby rozpoczęły się tam jakiekolwiek reformy gospodarcze.

“W Bangladeszu małe dzieci bawią się zmienionym w ściek kanale. Podczas gdy tu (w Ameryce – A.K.) rodzice martwią się dając dzieciom nieorganiczną żywność, wyobraź sobie życie w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na ziemi. Każdego dnia lokalne garbarnie wylewają dwadzieścia tysięcy litrów toksycznych odpadów do rzeki zaopatrującej stolicę kraju Dakkę w wodę.”
Z Bangladeszu przenosimy się do Chin, które porzuciły ideologiczny fanatyzm i wkroczyły na drogę szybkiego rozwoju. Decyzja o zmianie kursu związana była z zagrożeniem malthuzjańskim głodem. Komunizm nie był w stanie wyżywić wzrastającej populacji i pojawił się Deng, który oświadczył „wszystko jedno, czy kot jest biały, czy czarny, byle dobrze łowił myszy”. Oznaczało to: wszystko jedno kapitalizm czy komunizm, byle ludzie nie umierali z głodu. Takie powiedzenie wymaga niebywałej odwagi cywilnej i usunięcia z drogi tych, którzy wolą, żeby ludzie raczej umierali z głodu.

“Nie, to nie jest romantyczna mgła nad Czangsza (Changsha), miastem w prowincji Hunan. To jest straszliwy smog, spowodowany zanieczyszczeniem powietrza. Wszyscy wiemy, że Chiny mają wielki problem demograficznego wzrostu, który zmusił je do wymuszanej przez prawo polityki jednego dziecka, ale nadal produkują ogromne ilości zanieczyszczeń. W Pekinie węgiel i samochody to dwa główne źródła zanieczyszczenia powietrza.”
No tak, w Chinach od wielu lat wzrost gospodarczy jest szybszy niż przyrost ludności. Nie tylko zażegnano widmo głodu, ale zdecydowano się na rezygnację z polityki jednego dziecka. Jednak są tu również minusy. Wśród kosztów tego szybkiego wzrostu gospodarczego są dramatyczne problemy ekologiczne. Może je zmniejszyć tylko technika – lepsze filtry, tam gdzie spala się węgiel, energia jądrowa, energia odnawialna, która jest w Chinach traktowana bardzo poważnie, stawki na transport publiczny i ograniczenie w dużych miastach transportu samochodowego.Problemy Chin są radykalnie odmienne od problemów Bangladeszu, ale autorka tego świeckiego katechizmu w obrazkach nie wydaje się być tego świadoma. Ludzie zajmujący się ewangelizacją rzadko dostrzegają takie różnice.
Z Chin przenosimy się na Filipiny. Tu centralnym problemem wydaje sie wzrastająca temperatura sporów między muzułmanami, katolikami, komunistami, mafiami i mającymi najmniejsze wpływy na arenie politycznej, zwolennikami ciepłej wody w kranach. Niedawno nowym prezydentem Filipin został Rodrigo Duterte, człowiek, który wezwał ludzi do zabijania handlarzy narkotykami, dał do zrozumienia, że osobiście zabijał, obiecuje morze krwi. Mieszkańcy Filipin wybrali go demokratycznie, mając nadzieję, że ktoś położy kres anarchii zdominowanej przez gangsterów. Filipiny w ostatnich latach weszły na drogę przyspieszonego rozwoju, ale rozwarstwienie i problemy społeczne przekraczają nasze wyobrażenia. Nasza autorka prezentacji problemów tego świata dla VIP-ów oferuje nam zdjęcie z Manili.

“Manila ma rzekę śmieci. Ocenia się, że do roku 2050 wyrzucone opakowania plastikowe będą cięższe niż wszystkie ryby w oceanie. Może powinniśmy dwa razy zastanowić się przed użyciem plastikowej torby ze sklepu. Czy zastanawiasz się co się dzieje z tymi wszystkimi śmieciami, które codziennie wyrzucasz?”
“W 1986 roku w Czarnobylu, w byłym ZSRR, doszło do przerażającej katastrofy reaktora nuklearnego. W tamtejszym środowisku, a nawet w sąsiednich krajach ciągle utrzymuje się radioaktywność. Liczba śmiertelnych ofiar jest nadal przedmiotem dyskusji. Większość ofiar cierpiała lub będzie cierpiała na nowotwory spowodowane napromieniowaniem. Energia atomowa jest tańszym i wydajnym źródłem elektryczności niż z elektrowni na paliwa kopalne. Niektórzy twierdzą, że elektrownie atomowe są mniej szkodliwe dla środowiska, ale katastrofa w Czarnobylu pokazuje, że jest inaczej.”
“Wszyscy uczą się o bombach zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki podczas drugiej wojny światowej. Liczby zabitych sięgają setek tysięcy. Znacznie więcej ludzi umierało poźniej wskutek poparzeń i napromieniowania.”
Łupki są pod wieloma względami fascynujące. Obróbka kamienia to był wspaniały wynalazek, pchnął ludzkość na nowe tory. Epoka kamienia łupanego nie skończyła się jednak z powodu wyczerpania się zasobów krzemienia, metale okazały się ciekawsze. Ropa naftowa była znacznie ciekawsza od węgla, łatwiej ją wydobyć, powoduje mniej zanieczyszczeń, daje więcej energii. Nie jest idealna, nadal zbyt dużo zanieczyszczeń, dramat kiedy dochodzi do dużych wycieków. Gaz ziemny nie jest cudowny, ale od czasu kiedy Ameryka masowo korzysta z gazu z łupków, jest jedynym krajem, który może się pochwalić znaczącą redukcją emisji CO2 . Prorocy końca świata woleliby jednak, żebyśmy zrezygnowali z wszelkich paliw kopalnych chociażby kosztem setek milionów ludzkich istnień. Zalecają wiatraki i panele słoneczne, które jak dotąd produkują energię elektryczną w ilościach pozwalających na redukcję emisji trudną do zaobserwowania.
Zmiany klimatyczne naprawdę przerażają panią Boese, bo to i ptaki wędrowne tracą orientację i gatunki giną. A na domiar złego odławiamy za dużo ryb.

„Nadmierne odławianie ryb, żeby nakarmić wzrastającą populację ludzi to poważne zagrożenie. Przyszłe generacje nie będą się mogły cieszyć morskimi rybami, które są takie smaczne, będą musiały się żywić mniej smacznymi rybami hodowanymi na farmach. Przewiduje się, że zasoby morskich ryb wyczerpią się około roku 2050. To jest bliższe niż może ci się wydawać.”
Prezentację dowodów na zbliżający się koniec świat kończy zdjęcie z obozu zagłady. Również tu nie dowiadujemy się ani kto zrobił zdjęcie, ani jaka data, ani który to obóz. Możemy się jednak domyślać.

“Nienawiść do innych zabiła na przestrzeni dziejów miliardy ludzi. Ile było mordów, wojen, ataków terrorystycznych, strzelanian? To wszystko nie obejmuje nawet chciwości, gwałtów i apatii. Niezależnie od naszych problemów ze środowiskiem, cóż jest bardziej smutnego niż negatywny wpływ naszych działań na innych ludzi?”
Na pytania o ilość przemocy na przestrzeni dziejów odpowiada kanadyjski badacz, Steven Pinker. Po wielu latach studiów doszedł do wniosku, który wydaje się być całkowicie sprzeczny z naszymi odczuciami, że wojen i przemocy jest coraz mniej, coraz więcej ludzi umiera w późnym wieku, naturalną śmiercią. Jego fascynująca książka Zmierzch przemocy ukazała się niedawno w tłumaczeniu na język polski. Czy ten trend będzie trwał? Steven Pinker nie jest tego pewien, z pewnością siewców nienawiści nie brakuje. Powraca brunatna fala, a motywowani boskimi nakazami fanatycy gotowi są ginąć dla idei mordując miliony innych. Chwilowo posługują sie głównie tradycyjną bronią, kałasznikowami, granatami, ale również zwykłymi nożami. Ta nakręcana przez fanatyzm nienawiść wydaje się narastać i chwilowo wydaje się być znacznie poważniejszym zagrożeniem niż wszystko inne.Chewy Boese kończy swój przegląd dramatycznym wezwanie:
„Jak sądzisz? Czy możemy zatrzymać globalne ocieplenie, czy też myślisz, że nie ma o czym mówić? Proszę, podziel się swoimi myślami w komentarzu i PRZEKAŻ DALEJ ten artykuł.”
Wykonałem jej prośbę jak umiałem. Mam jednak wrażenie, że właściwym zakończeniem jest wezwanie papieża Franciszka, który w czwartek, 22 września 2016 spotkał się z dziennikarzami i mówił o nienawiści w mediach.

Papież mówił o tym, że dziennikarstwo oparte na plotkach i podsycające strach jest terroryzmem. Trudno się z nim nie zgodzić, siewcy strachu są pośrednio odpowiedzialni za wiele niepotrzebnych śmierci.Papież miał głównie na myśli informacje przekazywane o uchodźcach, informacje utrwalające negatywne stereotypy o grupach i narodach.
Diabeł jak zwykle ukrywa się w szczegółach, złe dziennikarstwo krzyczy przekłamanymi tytułami (dobrze wiedząc, że większość odbiorców zobaczy tylko tytuł), dramatycznymi zdjęciami (dobrze wiedząc, że większość odbiorców uzna, że te zdjęcia mówią wszystko), relacjami ofiar (wiedząc, że taka dramatyczna opowieść nie pokazuje złożoności konfliktu, ani nie pokazuje racji drugiej strony).
Prośba papieża, by przejść dodatkowe mile w poszukiwaniu prawdy jest bardzo piękna, ale pozostajemy z wrażeniem, że nie wpłynie na rzeczywistość. Możemy zaledwie wyciągnąć z tego wniosek, że jako odbiorcy nieodmiennie zniekształcających rzeczywistość informacji musimy wykonać dodatkową długą i żmudną drogę w poszukiwaniu prawdy, która nigdy nie będzie kompletna i zawsze będzie skażona zagrożeniem, że gdzieś daliśmy się wprowadzić w błąd.
Andrzej Koraszewski


Poruszające zdjęcia. Ale uzupełniłbym je o zdjęcia z wojen i innych zbrojnych konfliktów. Nie te ulizane, ale prawdziwe, których media unikają. Rozszarpane ciała, trupy, dzieci-żołnierze przyuczone do mordowania, tortury. Żeby nikomu wojna nie wydawała się miłą i szlachetną wojaczką, wzmacniającą patriotyzm i charakter. Kiedy ludzie doszli by do wniosku, że najważniejszym przykazaniem jest „Nie zabijaj!” to odblokowaliby ogromne zasoby pieniędzy, które można by przeznaczyć na dobre życie wszystkich ludzi, a te wszystkie bolączki pokazane na zdjęciach zniknęłyby jak zły sen.
Autorowi chodzi o co innego. Te zdjęcia, choć są prawdziwe, kłamią. Są nieuprawnionym uogólnieniem. Wspierają pozytywną intencję, ale co z tego, że intencja jest pozytywna? „Najgorsze może się okazać dążenie do ideału.”
Korzyści z nich żadnej poza samozadowoleniem (pochylam się nad losami świata).
Jedni pomyślą, „jak dobrze, że mnie to nie dotyczy”, i wrócą do swoich spraw, drudzy stwierdzą „o, jacy biedni ludzie”. Jeszcze inni podobnie jak Pan zauważą, że te zdjęcia są za ładne, że trzeba pokazać bardziej prawdziwe, „rozszarpane ciała”. Tę ścieżkę wybrali przeciwnicy aborcji.
Uważam, że artykuł ma dwie główne tezy.
1. że idziemy na łatwiznę i kupujemy uproszczenia. „Zwrot „wszystko co musisz wiedzieć”… Dajemy się złapać na ładne zdjęcia, na skróty myślowe.
2. że, „dziennikarstwo oparte na plotkach i podsycające strach jest terroryzmem. … siewcy strachu są pośrednio odpowiedzialni za wiele niepotrzebnych śmierci.” – że lekceważymy wpływ mediów na losy świata. Terroryści wzbudzają strach (rzeczywisty, zabijają), media podobnie jak terroryści wzbudzają strach (koloryzują, aby wystraszyć). I nie ma znaczenia, że prawdziwy zamachowiec może mnie zabić, a tytuł artykułu nie, skoro jestem podobnie przerażona. Strach nie pozwala mi pomagać potrzebującym, odmawiam pomocy, muszę to jakoś usprawiedliwić i tak krok po kroku staję się nieczuła na ludzkie cierpienie, albo sięgam po przemoc.
Smarzowski powiedział: „Co się musi wydarzyć, żeby człowiek był taką bestią? Od tego wyszedłem. Czyli kiedy zabrałem się cztery lata temu, jeszcze przed Majdanem, do pracy nad tym filmem, zadałem sobie pytanie: skąd taki poziom okrucieństwa. Nie mam na to odpowiedzi.”
Myślę, że zaczyna się od strachu, który usprawiedliwia najpierw małe, a potem coraz większe niegodziwości.
Czytałem pracę doktorską Jakuba Warszawskiego obronioną w 1923 roku, w której wyliczył on kilka tysięcy traktatów pokojowych mających trwać „po wsze czasy”.
Od tamtej pory pewnie jeszcze trochę doszło.
https://www.youtube.com/watch?v=P1mSZaDgej8
Strach, jak go pokonać? Towarzyszy wszystkim istotom żywym od narodzin aż do śmierci.
Jest motorem przemian, jest gwarantem przeżycia, jest selekcjonerem.
Próbowano od początków ludzkości strach okiełznać,
pieśnią też…
licząc na siły nadprzyrodzone i ich empatię.
„Na pytania o ilość przemocy na przestrzeni dziejów odpowiada kanadyjski badacz, Steven Pinker. Po wielu latach studiów doszedł do wniosku, że wojen i przemocy jest coraz mniej, coraz więcej ludzi umiera w późnym wieku, naturalną śmiercią.”
Bardzo trafny artykuł. Dodałbym do tego narrację Richarda Rhodesa, który bardzo pouczająco pisze o broni jądrowej. Stawia on tezę, że wynalezienie broni jądrowej paradoskalnie odsunęło widmo wielkich konfliktów zbrojnych jakich ludzkość doświadczyła podczas I i II wojny światowej właśnie z powodu zastosowania broni masowego rażenia. Każda ze stron boi się przekroczyć pewną granicę co czyni ten piekielny wynalazek zarówno zagrożeniem jak i straszakiem. Podczas „zimnej wojny” istniała między USA, a ZSRR gorąca linia dzięki czemu strony mogły się w każdej chwili porozumieć by uniknąć sytuacji w której konflikt mógłby się przeobrazić w fazę nuklearną (niemniej trudno sobie wyobrazić „hot line” na linii Teheran – Waszyngton).
„Popyt na innowacje, żeby mógł stać się siłą napędową rozwoju, musi wykroczyć poza zainteresowania królów, magnatów i generałów. Samo niewolnictwo było innowacją, która pojawiła się wraz z rolnictwem i nadwyżkami żywności, pozwalającymi na budowę wspaniałych pałaców, świątyń, na uprawę dużych obszarów ziemi oraz służbę gotującą, ogrzewającą, powożącą i sprzątającą. Ta innowacja na długo zatrzymała inne. Dopiero wzrost egalitaryzmu stworzył masowy popyt na nowości, a w szczególności na narzędzia oszczędzające pracę.”
Natomiast nie rozumiem tego fragmentu. W drugiej połowie XIX wieku w USA, a więc w czasach gdy wynaleziono zastosowanie dla ropy naftowej w wyniku czego narodził się Standard Oil oraz kiedy wybuchła wojna domowa, stany północne zostały odcięte od dostaw bawełny (tzn. handel trwał, ale był regulowany kanałami rządowymi i tylko dla potrzeb armii – generalnie nie było to coś co nagłaśniano. Swoją drogą pewni historycy tutaj wysuwają pewne oskarżenia pod adresem Abrahama Lincolna, że mógł na tym dorabiać się własnego majątku) na czas secesji. Powstała tym samym dziura w budżecie Unii, która wcześniej zarabiała na tym handlu. Tak się akurat dziwnie złożyło, że sprzedaż ropy naftowej okazała się tutaj bardzo pomocna dla skarbu Unii wypełniając te braki. Wkrótce po tym zaczęły powstawać tzw. „ghost towns”. Słowem, nauka i technologia spowodowały, że pojawiły się nowe metody akumulacji kapitału co po jakimś czasie spłynęło i na resztę społeczeństwa. Tak więc, wolę stwierdzenie, że ten egalitaryzm to dopiero z bogactwa wynika – czyli z sytuacji, że ludzi na pewne swobody po prostu stać. Gdyby zabrać ludzkości ropę naftową to cofnęlibyśmy się dokładnie do XIX wieku razem z całym naszym wyobrażeniu o egalitaryzmie.
Podobną zależność dostrzegał w Chile Milton Friedman twierdząc, że reformy wolno rynkowe więcej zrobiły dla demokracji i swobód obywatelskich w tym kraju aniżeli byłaby to w stanie zrobić sama tylko demokracja. Milton Friedman był swojego czasu bardzo krytykowany przez młodzież lewicową za jego flirt z Chile. Starał się wyjaśnić młodym ludziom, że stworzenie swobodnej przestrzeni wymiany handlowej w końcu wykształci, oprócz samych tylko korzyści finansowych, również naturalny pęd społeczny w kierunku chęci poszerzania swobód obywatelskich – a więc de facto obali rządy Pinocheta. Tak myślał o zależności bogactwa i egalitaryzmu Milton Friedman.
@Brentano Zgubiłem się zupełnie, bo wygląda na to, że się zgadzamy. Pisałem o tym, że innowacje przed rewolucją przemysłową nie miały tak masowego charakteru jak w późniejszym okresie. W Ameryce ludzie mieli więcej ziemi niż mogli obrobić, więc pojawiło się masowe zapotrzebowanie na wszystko co pozwalało przetrwać, a różne rządowe ograniczenia, które pętały ludzi w Europie tam nie obowiązywały. W tym cytacie zwracałem uwagę, że wcześniej hamulcem była niewolna lub półniewolna siła robocza. Wielu historyków gospodarki podkreśla, że rewolucję przemysłową poprzedziła rewolucja w rolnictwie, a raczej rewolucja na wsi z niesamowitym wzrostem popytu na narzędzia. Swego czasu zajmowałem się badaniami nad zmianą struktury zawodów w Szwecji w latach 1830-1840. To już był drugi etap zmian, kiedy praktycznie na każdej wsi obok kowala był również narzędziowiec. Często była to nie tyle rzemieślnicza produkcja co fabryczki. (W Szwecji opowiadałem często jak w młodości w Polsce śmialiśmy się do rozpuku z rosyjskich i radzieckich wynalazców, dopiero zajmując się na poważnie historią gospodarki zrozumiałem na czym polegała nasza durnota. Ci wszyscy wynalazcy byli naprawdę, nie było na ich wynalazki popytu, nikt nie uważał, że na tym da się zrobić, więc ciekawe pomysły kończyły swój żywot jako prototypy, ewentualnie istniały w kilku egzemplarzach. ) Mój mistrz, (pierwszy czarny laureat nagrody Nobla w ekonomii) Arthur W. Lewis, zajmował się głównie badaniem niepowodzeń reform gospodarczych i twierdził, że od kolonializmu znacznie gorszą kulą u nogi było nieodmiennie ziemiaństwo i jego miłość do pracy przymusowej.
Wydawać by się mogło, że w miarę postępowania robotyzacji świata, ludzie powinni edukować się bez przerwy, a tak się nie dzieje, co musi prowadzić do katastrofy…