Kędzierzyn-Koźle to jedno z najbardziej wielokulturowych i wieloetnicznych miast we współczesnej Polsce. Państwie, które po roku 1945 uczyniono tak niezwykle, niezdrowo homogenicznym. W imię nacjonalizmu etnicznego, który miał zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo wszystkim członkom narodu polskiego, na prawie pół stulecia narodowi komuniści zamknęli kraj na cztery spusty, ograniczając do minimum ściśle nadzorowane wjazdy i wyjazdy.
Lecz wszystko się zmieniło po upadku komunizmu w roku 1989, a zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej piętnaście lat później, w 2004 roku.
Onegdaj
To półwiecze pod kluczem, to wyjątek od reguły swobodnego przemieszczania się ludzi za chlebem, wolnością, miłością czy też wyborami zawodowymi. Kandrzin (Kędzierzyn) oraz Kosel (Koźle), wyłoniły się, odpowiednio, jako osada smolarzy i miasteczko warowne na szlaku z Krakowa i Lwowa (Lviv) do Breslau (Wrocławia), Praha (Pragi) oraz Leipzig (Lipska) w późnym średniowieczu. Osady te znalazły się na pograniczu między Królestwem Polskim i Ziemiami Korony Czeskiej. Stąd wpływy na tym terenie zarówno języka czeskiego jak i polskiego, pośród ludności stanowej (tj. szlachty i kleru), chociaż do okresu reformacji łacina pozostawała najważniejszym językiem administracji i książek. W okresie od XII do XV wieku, na tereny Ślōnska (zwłaszcza Dolnego) napływali, zapraszani przez miejscowych książąt i opatów, zazwyczaj germańskojęzyczni osadnicy z przeludnionych terenów Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Wraz z nimi zawitał do Ślōnska język niemiecki i nowe technologie, a wyraźnym śladem tej historii, jest, na przykład nazwa podkozielskiej wioski Reńska Wieś / Reinschdorf, założonej – jak wskazuje nazwa miejscowości – przez osadników znad Renu.Od połowy XIV stulecia, całość Ślōnska – jako część Ziem Korony Czeskiej – znalazła się w granicach powyżej wspomnianego Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Podróżni i osadnicy zewsząd w tym państwie (czyli z dzisiejszych Niemiec, Austrii, Czech, Holandii, Belgii, Luksemburga, Liechtensteinu, Szwajcarii, Północnych Włoch, wschodniej Francji, Słowenii, czy Chorwacji) przybywali, a niekiedy i osiadali w Kosel i Kandrzinie. Nikt nie wymagał paszportów i wiz na granicach, więc tak samo przyjeżdżali oni z terenów Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, jak i z Królestwa Węgierskiego (czyli głównie z dzisiejszej Słowacji). Gwałtowne zmiany polityczne, religijne oraz ludnościowe nastąpiły w czasach reformacji oraz kontrreformacji zakończonych bratobójczą wojna trzydziestoletnią (1618-48) (najbardziej niszczycielską na tych obszarach, aż do czasu wojen światowych), w wyniku której w Wiyrchnym Ślōnsku straciło życie od połowy do dwóch trzecich mieszkańców.
Armie i uchodźcy przemieszczali się przez teren całego cesarstwa, a w przypadku Ślōnska, po zakończeniu działań wojennych przypadł on katolickim Habsburgom. Protestanci byli zmuszeni opuścić swoja ojcowiznę. Zastąpili ich osadnicy z innych ziem habsburskich. Los się odwróciły w połowie XVIII stulecia, kiedy Prusy odebrały Wiedniowi większość Ślōnska, wraz z Kosel i Kandrzinem. Pragmatyczna tolerancja wobec katolików zapobiegła wysiedleniom, a do tego zezwalano na osiedlanie się w Ślōnsku protestantów uciekających z ziem habsburskich. Na przykład w okolicach Kosel osiedlili się słowiańsko- oraz germańskojęzyczni Bracia Morawscy zakładając Pavloviznę / Pawlowitzke, czyli dzisiejsze Pawłowiczki, które do niedawna słynęły z założonych przez nich sadów. W połowie XVIII stulecia wybudowano ogromną Festung Kosel (Twierdzę Kozielską), co miała chronić tych nowych i dalekich od Berlina wschodnio-południowych rubieży Prus. Wiązało się to z napływem głównie protestanckich żołnierzy i rzemieślników z różnych zakątków tego państwa od Königsburg (Królewca, czyli dzisiejszego Kaliningradu w Rosji) po Ostfriesland na granicy z Holandia, czy Bayreuth w dzisiejszej Bawarii.
Bliżej współczesności
Wszystko znów poczęło się zmieniać w okresie wojen napoleońskich z początkiem XIX stulecia. W 1807 roku wojska napoleońskie – składające się głównie z oddziałów francuskich oraz bawarskich i württemberskich (z sojuszniczego Związku Reńskiego) – oblegały Festung Kosel, która w końcu choć niezdobyta została poddana Napoleonowi. Zmarłych żołnierzy pochowano na tzw. Cmentarzu Bawarskim, na terenie którego wybudowano w Kędzierzynie dawne Kino Marzanna, obecnie zmienione w centrum handlowe przy ulicy Jana Matejki. Inwalidzi pozostali w Kosel i Kandrzynie, gdzie założyli rodziny.Przez pruski Ślōnsk biegła eksterytorialna droga wojenna ze Związku Reńskiego w napoleońskim Cesarstwie Francuskim do francuskiego protektoratu Księstwa Warszawskiego. Zwycięska kampania przeciwko Napoleonowi w latach 1813-15 (zwana w historiografii niemieckiej pod nazwa Wojny Wyzwoleńczej), rozpoczęła się w Ślōnsku pod przewodnictwem Prus. Umożliwił ją wybudowany w latach 1792-1812 Klodnitzkanal (Kanał Kłodnicki), między Gleiwitz (Gliwicami) a portem na Odrze w Kosel, którym spławiono broń i ekwipunek wojenny wyprodukowany w hutach gliwickich do ślōnskiej stolicy w Breslau (Wrocławiu). Przy budowie kanału oraz w rozpoczęciu produkcji przemysłowej uczestniczyli specjaliści oraz robotnicy z całych Prus oraz Europy, na przykład, Szkot John Baildon. Teraz zapomniano o tym kanale, popularnie zwanym Starym Kanałem, po którym współcześnie biegnie obwodnica Kędzierzyna-Koźla.
W czasie wojen napoleońskich zaprowadzono w Prusach obowiązek służby wojskowej dla mężczyzn, co miało szczególne znaczenie dla Kosel, jako że stacjonował tam stały garnizon wojskowy aż do początku XXI wieku. Likwidacja twierdzy (w tym i rozburzenie murów miejskich, zamienionych na park biegnący wokół centrum współczesnego Koźla) w roku 1873 nic w tym względzie nie zmieniła. Lecz w międzyczasie, w Prusach zlikwidowano pańszczyznę, zaprowadzono przymusowy obowiązek szkolnych dla wszystkich dzieci oraz po powstaniu Cesarstwa Niemieckiego (1871) pod przewodnictwem Prus, wszystkim mężczyznom nadano równe i powszechne prawo wyborcze. Te zmiany zniosły różnice stanowe, uczyniły z religii kwestię prywatną, a nade wszystko zapewniały mieszkańcom pełna mobilność społeczna oraz przestrzenną na terenie całego cesarstwa, a także – do pewnego stopnia w sąsiednich Austro-Węgrzech. Czyli stworzono strefę wolnego przemieszczania się ludzi, towarów i kapitału od Memel (dzisiejszej Klaipėdy w Litwie) i Czernowitz (współczesnych Czerniwców w Ukrainie) na wschodzie po Strasburg (Strasbourg, obecnie we Francji) i Bregenz (w Austrii) na zachodzie, oraz od Hamburga i Danzig (Gdańska) na północy po Triest (teraz we Włoszech), Ragusę (czyli Dubrovnik w Chorwacji) i Sarajewo (dzisiejszą stolicę Bośni) na południu.
Przemieszczanie się z miejsca na miejsce ułatwiała kolej. Jedną z jej najwcześniejszych „nitek” wybudowano w połowie XIX stulecia między Briegem (Brzegiem) a Kandrzinem, dając początek linii z Paryża przez Berlin, Breslau, Kandrzin i Gleiwitz do Krakowa i Lwowa (Lviva), z odgałęzieniem do Wiednia oraz przez wtedy rosyjską Warszawę do St Petersburga. Wcześniej mało znaczący przysiółek Pogorzelletz (Pogorzelec) zrósł się z Kandrzinem, a obydwa wyrosły na najważniejszy węzeł kolejowy Wiyrchnego Ślōnska, spychając gospodarczo w cień samo Cosel (Koźle). Za kolejarską pracą przyjeżdżano do Kandrzina z całych Niemiec, a często i z Austro-Wegier.
Gwałtowny rozwój wiyrchnoślōnskiego zagłębia przemysłowego, jako drugiego największe w kontynentalnej Europie (po Rughrgebiete na zachodzie Cesarstwa Niemieckiego) przyciągał na jego teren kadry techniczne z ziem czeskich (Czechów i Morawiaków), Wielkopolski (Polaków), Galicji (Polaków, Żydów i Ukraińców) oraz z głębi Niemiec (Niemców). Z kolei miejscowy chłopi przedzieżgnięci w robotników wielkoprzemysłowych często wyjeżdżali do Berlina i Rughrgebiete w poszukiwaniu lepszych zarobków. Ich miejsce zajmowali polscy, żydowscy oraz rusińscy (ukraińscy) robotnicy z rosyjskiego Królestwa Polskiego oraz z austro-węgierskiej Galicji.
Nacjonalizmy
Wielka wojna z lat 1914-18 diametralnie zmieniła polityczny kształt Europy Środkowej zastępując multietniczne imperia etnicznojęzykowymi państwami narodowymi. Polsko-niemiecki spór o Wiyrchny Ślōnsk wywołał aż trzy wojny domowe, w których oprócz miejscowej ludności uczestniczyli ochotnicy z całych Niemiec i całej Polski. Spór ten sprowadził też na teren regionu administrację aliancką sprawowaną przez wojska francuskie, włoskie i brytyjskie. Oprócz niemieckiego, ślōnskiego oraz polszczyzny, na ulicach rozbrzmiewała francuszczyzna, jak i język włoski i angielski. Koniec końców region rozdzielono pomiędzy Niemcy i Polskę, a także i Czechosłowację. Cosel i Kandrzin pozostały w Niemczech, ale wielu w odwiedzinach do własnych rodzin musiało teraz przekraczać granice Polski, jak i Czechosłowacji. W okresie międzywojennym około 190,000 osób wyjechało z polskiej części regionu do Niemiec, a ponad 110,000 z niemieckiego Wiyrchnego Ślōnska do Polski.W czasie II wojny światowej znów wszystko się zmieniło. Berlin z sowieckim Kremlem podzielili między siebie całą Europe Środkową, od Finlandii po Morze Czarne. Całość Wiyrchnego Ślōnska na powrót znalazł się w granicach Niemiec, już wcześniej powiększonych o ziemie czeskie i Austrię. Polaków i Żydów zaczęto wysiedlać do Generalnego Gubernatorstwa, a na ich miejsce sprowadzać „etnicznych Niemców” z terenów zdobytych przez Związek Sowiecki (czyli głównie z państw bałtyckich i Bukowiny). Z kolei w całych Niemczech czasów wojny, a w tym i w Wiyrchnym Ślōnsku, pojawili się pracownicy przymusowi z Polski. Po wybuchu walk miedzy Trzecią Rzeszą a Związkiem Sowieckim, obozy pracy przymusowej zapełniły się jeńcami z Armii Czerwonej, którzy wywodzili się z każdej grupy etnicznej zamieszkującej na terenie ZSRS (czyli w każdej z 15 związkowych republik, które po 1991 roku stały się niepodległymi państwami). Do tych obozów zapędzano też Żydów i Romów w celu ich eksterminacji.
Jeden z większych oddziałów złowieszczego obozu Auschwitz ulokowano między Ehrenforst (Sławięcicami) a Blechhammer (Blachownią) na potrzeby gwałtownie rozwijanych zakładów chemicznych w Blechhammer oraz nowej osadzie przemysłowej Blechhammer-Süd (Azoty). W zakładach tych, strategicznie ukrytych w lasach wiyrchnoślōnskich, produkowano benzynę z węgla. Od stycznia 1945 roku, to było ostatnie miejsce w Trzeciej Rzeszy skąd można było uzyskać paliwo nieodzowne do prowadzenia działań wojennych.
Po wojnie
Po wojnie, w wyniku dramatycznych zmian granic Polski i Niemiec, całość Wiyrchnego Ślōnska znalazła się w Polsce. Miejscową ludność zweryfikowano lub zrehabilitowano narodowościowo jako „autochtonów”, czyli nie w pełni świadomych swej polskości Polaków. De facto władza traktowała ich jako „krypto-Niemców”, lecz nie można było wysiedlić tej ludnosśi, bo nie było ich kim zastąpić w zakładach i kopalniach zagłębia przemysłowego, które do początku lat 50tych XX wieku produkowało ponad trzy czwarte całego polskiego PKB. Wysiedlono miejscowe elity, poważane za „nipolonizowalnych” Niemców, czyli nauczycieli, urzędników i kadrę kierowniczą, którzy zamieszkiwali centra miast. Zezwolono jednak pozostać na ojcowiźnie Niemcom-członkom Kommunistiche Partei Deutschlands (KPD, Komunistycznej Partii Niemiec). Skorzystała z tego prawa Paulina Wagner, która mieszkała w rodzinnej Kłodnicy do roku 1956. Nazwano tam jej imieniem ulicę, która po przemianach demokratycznych przemianowano na Plac Richarda Wagnera.Na miejsce wysiedlonych przybyli osadnicy z centralnej Polski, jak i do roku 1958 przyjeżdżali też do Kędzierzyna i Koźla „repatrianci”, czyli etnicznie polscy i żydowscy wysiedleńcy z „Kresów”, a inaczej wschodniej połowy międzywojennej Polski wcielonej do ZSRS (obecnie w granicach Litwy, Białorusi i Ukrainy). Na potrzeby „repatriantów” wybudowano osiedle na Pogorzelcu, do którego – ze względu na terytorialne pochodzenie mieszkańców – przylgnęła nieoficjalna nazwa „Moskwa”. Pozostali przy życiu żydowscy ocaleńcy z Holocaustu, zdecydowali, że nie mogą wracać do siebie po dramatycznych zajściach pogromu kieleckiego z roku 1946. Około 300,000 z nich postanowiło odbudować swoje polsko-żydowskie społeczności (wraz ze szkolnictwem w jidysz) w duchu socjalizmu głównie w Dolnym Ślōnsku. Ale wielu osiadło też po miastach wiyrchnoślōnskich (w tym i w Kędzierzynie), znajdując tu zatrudnienie w przemyśle, jako specjaliści.
Prawdziwi repatrianci, którzy po wojnie wracali do Polski to byli pracownicy przymusowi wywiezieni na zachód jak i przedwojenni emigranci z Francji, Belgii czy Westfalii. Sporo z nich osiadło również w Kędzierzynie i Koźlu. Do końca lat 40tych w porcie kozielskim oraz w niektórych zakładach przemysłowych i rolnych było słychać język rosyjski, jako że nadzór nad nimi utrzymywała administracja sowieckich komendantur wojskowych. Z początkiem lat 50tych nielicznej grupie ślōnskich jeńców wojennych zwolnionym z sowieckich obozów pracy udaało się powrócić do hajmatu. Inni jechali do RFN, a potem starali się ściągać do siebie rodziny z Wiyrchnego Ślōnska, do czego starały się niedopuszczać władze komunistyczne. Pomimo to do roku 1952, w ramach akcji łączenia rodzin, wyjechało do RFN wiele tysięcy Ślōnzaków.
Rok 1968 zaznaczył się wysiedleniem z Polski prawie 30,000 Żydów, w tym wielu z Wiyrchnego Ślōnska. Z początkiem kolejnej dekady przymusowo osiedlono w centrach głównie miast „poniemieckich” Romów, aby „odburżuazyjnić” te miasta. Tym samym Romowie pojawili się zarówno w centrum Koźla jak i Kędzierzyna. W roku 1975, na fali gierkowskiej kampanii sukcesu, połączono Kędzierzyn z Koźlem w nowy twór miejski o dwuskładnikowej nazwie Kędzierzyn-Koźle. W polskim prawodawstwie stanowisko prezydenta zarezerwowane jest dla miast liczących co najmniej 50,000 mieszkańców. A z punktu widzenia statystyki międzynarodowej, takie miasta z prezydentem to po angielsku cities, w odróżnieniu mniejszych z burmistrzami, które definiuje się jako towns (czyli miasteczka). Koźle i Kędzierzyn jako odrębne miasta to były jedynie towns, dopiero Kedzierzyn-Koźle mógł stać się city, miastem z prawdziwego zdarzenia, a i to z trudem. Dlatego w jego granice trzeba było włączyć też miasta Sławięcice i Kłodnica, oraz okoliczne wioski i osady przemysłowe, czyli: Azoty, Blachownię Śląską, Cisowę, Koźle-Port, Koźle-Rogi, Kuźniczki, Lenartowice, Miejsce Kłodnickie i Żabieniec. W następnych dziesięcioleciach wybudowano osiedla bloków wielkopłytowych, czyli Piasty i Osiedle Powstańców Śląskich.
Wywołało to paradoks, bowiem Kędzierzyn-Koźle z powierzchnią 123 km2, terytorialnie jest o jedną trzecią większy od wojewódzkiego miasta Opole, którego liczba mieszkańców jest dwa razy wyższa niż ta w Kędzierzynie-Koźlu. Kolejne wojewódzkie miasto, Katowice, ma powierzchnie większą od Kędzierzyna-Koźla jedynie o 32 km2, lecz aż sześciokrotnie wyższe zaludnienie. Nie mniej niż dwie trzecie powierzchni Kędzierzyna-Koźla to łąki, lasy, pola i nieużytki rolne. Kiedy się jedzie przez nie to trudno zauważyć coś co można by nazwać miastem. Ale w roku 1975, planowano, że nowoutworzone miasto do roku 2000 osiągnie zamieszkanie na poziomie 100-110,000 mieszkańców, coby doprowadziło do urbanistycznego zrośnięcia się składowych Kędzierzyna-Koźla.
Z etniczno-językowego punktu widzenia powojenni osadnicy z centralnej Polski, jak i kresowiacy (oczywiście, teraz to raczej ich potomkowie) zamieszkują w Kędzierzynie, Koźlu i Azotach. Na Piasty i do Osiedla Powstańców Śląskich wprowadziła się ludność zewsząd, lecz w przeważającej mierze etnicznie polska. W Cisowej, Kłodnicy, Koźlu-Rogach, na Kuźniczkach, w Lenartowicach, Miejscu Kłodnickim i na Żabieńcu dominuje ludność miejscowa, czyli Niemcy i Ślōnzocy. Zarówno ci ostatni jak i etniczny Polacy zamieszkują w Blachowni Śląskiej oraz Koźlu-Porcie.
Jednak od połowy lat 70tych zaczęło ubywać Niemców i Ślōnzaków w całym Kędzierzynie-Koźlu, kiedy w ramach polityki odprężenia między Wschodem i Zachodem, zaczęto im zezwalać na wyjazd do RFN, pomimo tego że oficjalnie wedle Warszawy w Wiyrchnym Ślōnsku nie było żadnych Niemców, a jedynie „autochtoni”. Wyjazdy te, wraz z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym w PRLu, nabrały charakteru „masowych ucieczek” z „socjalistycznego raju” zwłaszcza w latach 1979-81 oraz 1989-91.
Koniec komunizmu i Unia Europejska
W roku 1990 polskie władze uznały istnienie Niemców w Wiyrchnym Ślōnsku. Rok później, wraz z zawarciem Traktatu o dobrym sąsiedztwie przez Warszawę z Bonn, wyjazdy Niemców i Ślōnzaków do RFN powstrzymało nieformalne porozumienie między Niemcami a Polską, mimo tego iż stało w sprzeczności zarówno z polskim jak i niemieckim prawodawstwem, które wtedy zakazywały podwójnego obywatelstwa. Na podstawie tego niepisanego porozumienia wszystkim osobom spełniającym wymogi przywrócenia lub przyznania obywatelstwa niemieckiego ze względu na pochodzenie umożliwiano jego uzyskanie w Polsce, bez konieczności wyjeżdżania na stałe do Niemiec. W owym czasie administracja niemiecka nie dawała sobie rady z absorpcją etnicznych Niemców napływających z państw postsowieckich i Rumunii. A z drugiej strony, Warszawa obawiała się zapaści demograficznej w województwie opolskim, gdyby wyjechali z niego wszyscy potencjalni Niemcy etniczni, którzy wtedy stanowili prawie połowę mieszkańców regionu.Były to uzasadnione obawy, jako że w połowie lat 90tych przeprowadzono dramatyczną deindustrializację Wiyrchnego Ślōnska. Zamknięto większość kopalń i hut. Niemcy i Ślōnzacy potracili robota, co było szokiem dla ślōnskich rodzin, jako że odmiennie niż gdzie indziej w Polsce, prawie wyłącznie mężczyźni pracowali tu zarobkowo. Sezonowe wyjazdy do Niemiec z paszportem niemieckim na zarobek stanowiły swoisty demograficzny wentyl bezpieczeństwa. Lecz właśnie z tego powodu na większość roku niemieckie i ślōnskie osady i dzielnice Wiyrchnego Ślōnska zamieniały się w osady i dzielnice samych kobiet i dzieci. Mężczyźni wracali doma jeno na Świynta, to jest, na Boże Narodzenie i Wielkanoc. W roku 1992 EWG przekształciła się w Unie Europejską, a niemieckie paszporty automatycznie dały Niemcom i Ślōnzokom z Wiyrchnego Ślōnska dostęp do rynku pracy w innych krajach UE. Lecz głównie wyjeżdżali oni nie dalej niż do Holandii.
Etniczni Polacy dołączyli do tego trendu w roku 2004, kiedy Polska została przyjęta do Unii. Tylko, że dla nich opcja pracy sezonowej pozostała zamknięta aż do roku 2011, kiedy to Niemcy i Austria otworzyły swoje rynki pracy dla obywateli polskich. W momencie wejścia Polski do UE, jedynie Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja zezwoliły obywatelom RP na osiedlanie się i podejmowanie pracy w tych krajach. Do roku 2010 wyjechało tam (a także do Holandii, Francji, Norwegii i Islandii) około trzech milionów obywateli Polski. Prawie jedna dziesiąta ludności całego kraju.
Te dramatyczne zmiany nie ominęły i Kędzierzyna-Koźla. W momencie utworzenia w roku 1975, miasto liczyło 69,000 mieszkańców. Ich liczba wzrosła do 73,000 w roku 1986, a następnie już sukcesywnie spadała do 59,000 w roku 2015. To oficjalne dane, lecz szacuje się, że co najmniej 10,000 osób przebywa na stałe za granica, chociaż utrzymują zameldowanie w mieście. Stąd realne zaludnienie obecnego Kędzierzyna-Koźla to zaledwie (lub nawet mniej) niż 50,000. Jeśli nic się nie zmieni w tym względzie, po następnym spisie w roku 2021, Kędzierzyn-Koźle spadnie do rangi zaledwie miasteczka (town), a prezydenta miasta będzie musiał zastąpić burmistrz.
Podobnie rzecz się ma z całym województwem opolskim. W momencie reformy administracyjnej z roku 1999, liczyło sobie ono prawie 1,2 miliona mieszkańców. Oficjalnie zaludnienie spadło poniżej 1 miliona w roku 2015, lecz realnie nastąpiło to już w roku 2010. Obecnie, oficjalnie podaje się, że województwo zamieszkuje 996,000 osób, chociaż rzeczywistą liczba zda się być 950,000. Powyżej wspomniane nieformalne porozumienie polsko-niemieckie zapobiegło zapaści demograficznej regionu na półtorej dekady. Lecz po akcesji Polski do Unii, zapaść taka nie tylko nastąpiła, ale coraz bardziej przyśpiesza. Demograf Kazimierz Szczygielski z Instytutu Śląskiego, prognozuje, że do roku 2030, liczba mieszkańców województwa spadnie do poziomu zaledwie 866,000.
Uchodźcy
Z wejściem polski do Unii oraz NATO (1999) wiążą się zarówno benefity jak i obowiązki. To truizm. Lecz jakoś rzadko wspomina się o obowiązkach, zastępując je pustosłowiem etnonarodwej retoryki. W wyniku nieprzemyślanej polityki wielkomocarstwowej prowadzonej przez USA i Unię na terenie Bliskiego Wschodu, podczas ostatnich dwóch dekad doprowadzono do poważnej destabilizacji tego regionu. Wywołało to falę uchodźców, którzy desperacko forsują Morze Śródziemne i Egejskie w drodze do Europy. W roku 2014 przybyło do UE 626,000 uchodźców, którzy złożyli aplikacje o azyl. W następnym roku liczba ta wzrosła do 1,256,000. Kolejne pół miliona przybyło do połowy obecnego roku 2016. W sumie ponad 2 miliony uchodźców.Niby ogromna liczba, lecz należy pamiętać o właściwych proporcjach. Na przykład o tym, że Unia liczy sobie pół miliarda mieszkańców. Tak więc, wszyscy ci uchodźcy to zaledwie 0.4% unijnej ludności. W latach 2004-10, więcej – bo prawie 3 miliony – ludzi wyjechało z samej Polski na zachód UE. Unia Europejska, a w tym Polska, nie powinna mieć najmniejszych gospodarczych czy społecznych problemów z absorpcja tak niewielkiej grupy uchodźców. Zawiodła polityka i politycy, którzy poddali się ułudzie „egoizmu narodowego”. Przedstawia się uchodźców jako „zagrożenie” dla Europy. Odzywa się rasizm i ksenofobia, które biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.
Powojenne Niemcy zniszczone wojną i w znacznie okrojonych granicach potrafiły przyjąć i skutecznie zintegrować kilkanaście milionów Niemców etnicznych wysiedlonych z dawnych terenów niemieckich na wschód od linii Odry i Nysy. W tym samym czasie jeszcze bardziej zniszczona powojenna Polska zdołała przyjąć kilka milionów Polaków etnicznych i Żydów z dawnych Kresów, oraz rozlokować podobną liczbę ludności z Polski centralnej na ziemiach zachodnich i północnych uzyskanych od Niemiec. W samym roku 1989 ćwierć miliona obywateli polskich wyjechało do RFN, gdzie jako Niemcy etniczni otrzymali obywatelstwo niemieckie, lub uzyskali pobyt stały czy też wyjechali dalej do innych krajów Zachodu.
Od końca ubiegłego stulecia wiadomo, że ludność całej UE gwałtownie się starzeje, i wkrótce dramatycznie zacznie spadać wystawiając na szwank międzygeneracyjną umowę, wedle której młodzi zapewniają starszym pokoleniom emerytury oraz opiekę społeczną i zdrowotną. Bowiem w przyszłości sami będą mogli liczyć na podobny układ, jak się zestarzeją. Tylko że rozwiązanie tego typu jest możliwe jedynie wtedy, kiedy osób w wieku produkcyjnym jest więcej niż w wieku poprodukcyjnym. Tą nierównowagę miedzy młodym a starym pokoleniem zasypali w Wielkiej Brytanii czy Irlandii wewnątrzunijni migranci z Polski, Słowacji czy Litwy. Lecz nierównowaga ta szybko postępuje w nowych państwach członkowskich, w tym i w Polsce, a zwłaszcza w Wiyrchnym Ślōnsku.
W roku 2015 w ramach proponowanego systemu rozlokowania uchodźców na terenie całej UE, Bruksela zwróciła się do Polski najpierw o przyjęcie zaledwie 14,000 z nich. Warszawa odrzuciła ta prośbę, proponując w zamian połowę tej kwoty. Bruksela nalegała co najmniej na kwotę 9,500 uchodźców. W maju 2016 roku, Unia obniżyła tą kwotę do 2,000 uchodźców, ale Warszawa wciąż mówi niet. Żadnych kwot, żadnych uchodźców.
Szansa dla Kędzierzyna-Koźla i Wiyrchnego Ślōnska
Dwa tysiące uchodźców to tyle co nic. Kędzierzyn-Koźle, aby zatrzymać zapaść demograficzną miasta, potrzebuje przynajmniej 20,000 nowych mieszkańców, województwo opolskie nie mniej niż ćwierć miliona, a cała Polska choćby i z trzy miliony nowych obywateli. Tak szansa jak teraz z uchodźcami z Bliskiego Wschodu może się już nigdy nie powtórzyć. Większość z nich to młodzi, wykształceni, zlaicyzowani oraz gruntownie zwesternizowani mieszkańcy wieloetnicznej i wieloreligijnej Syrii. Nie uciekają do pobliskiej Arabii Saudyjskiej, bo w ich oczach to fundamentalistyczny i tradycjonalistyczny kraj, gdzie nie widzą dla siebie żadnej przyszłości. Podobnie Niemcy i Ślōnzacy z Wiyrchnego Ślōnska jak wyjeżdżali lub uciekali z PRLu to chcieli na Zachód, a nie do Związku Sowieckiego. Dla zmodernizowanych Syryjczyków Arabia Saudyjska to taki właśnie islamski „Związek Sowiecki”.W Wiyrchnym Ślōnsku wciąż trwa wieloetniczność oraz wielojęzyczność, tak typowa dla Europy Środkowej, a kiedyś i dla międzywojennej Polski oraz Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ślōnzacy to pragmatycy. Na przykład w Kędzierzynie, od powojnia stoi pusty kościół ewangelicko-augsburski przynależny teraz do parafii w Zabrzu. Odbywały się w nim nabożeństwa raz na dwa tygodnie. Starszych wiekiem wiernych wciąż ubywało, a budynek niszczał. Parę lat temu wzięto się na sposób. Prawosławni mieszkający w Kędzierzynie-Koźlu nie mają własnej cerkwi, dlatego udostępniono im ten kościół ewangelicko-augsburski. Prawosławne msze odbywają się w nim co niedziela, a protestanckie nabożeństwa, tak jak kiedyś, raz na dwa tygodnie. Świątynia ożyła. Lecz wciąż jest jeszcze wiele wolnych godzin i dni, które można by wypełnić modlitwami. Muzułmanie też by się tam pomieścili, a wieża tego budynku jako żywo przypomina trochę topornie ciosany minaret.
Konstytucja RP, w Preambule, nakazuje „nawią[zywać] do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej”. Jedną z tych tradycji jest wielokulturowość oraz tolerancja religijna. Pośród szlachty polsko-litewskiej największą estymą po katolicyzmie, kalwinizmie i greko-katolicyzmie cieszył się Islam. Do dzisiaj przetrwały muzułmańskie gminy wyznaniowe Tatarów polsko-litewskich w Bohonikach, Kruszynianach czy Gdańsku. Wedle Konstytucji błędem byłoby nie dać schronienia Syryjczykom uciekającym z pożogi wojennej, tak jak kiedyś Polska okazała się Polinem – miejscem spoczynku dla Żydów, krajem gdzie można osiąść z nadzieją na spokojne i dostatnie życie.
Jeśli etniczni Polacy zapomnieli, lub wolą się wypierać własnej chwalebnej historii oraz tradycji tolerancji w imię ciasnego nacjonalizmu etniczno-językowo-religijnego (zwanego również egoizmem narodowym), tak jak go sformułował Roman Dmowski, to chyba cała nadzieja pozostaje jedynie w wiyrchnoślōnslkich Niemcach i Ślōnzokach. Że nie wyprą się obowiązków chrześcijan, jak je wyszczególniono i opisano w nowotestamentowym Liście do Rzymian:
Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! […] Jeżeli [ktoś] cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go!
Obowiązki te jeszcze mocniej zaakcentowano w Ewangelii Św. Mateusza:
Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.
Na tej biblijnej podstawie w Katechizmie Kościoła katolickiego sprecyzowano listę „Uczynków miłosierdzia względem ciała”, a mianowicie:
- Głodnych nakarmić.
- Spragnionych napoić.
- Nagich przyodziać.
- Podróżnych w dom przyjąć.
- Więźniów pocieszać.
- Chorych nawiedzać.
- Umarłych pogrzebać.
I jak tu nie przyjąć uchodźców z Syrii i skąd inąd z Bliskiego Wschodu, a twierdzić, iż nadal pozostaje się chrześcijaninem? Po co intronizować Chrystusa na Króla Polski, zawierzać naród i państwo Matce Boskiej? Jeśli za słowami nie idą czyny, to tylko pustosłowie i czcze bałwochwalstwo. Samookłamywanie się.
Dr Tomasz Kamusella, FRHistS
- Reader in Modern History / Reader o Modren History
- Institute for Transnational and Spatial History / Chaumers for Bynational an Steid History
- School of History / Scuil o Fernyears
- University of St Andrews / Versity o Saunt Aundraes


