Andrzej Lewandowski: Niemożliwe – faktem6 min czytania

()

legia kibole2016-11-03.

ECHA WYDARZEŃ: Stało się to, co stać się „nie miało prawa”! Piłkarze Legii zremisowali – 3:3 – z wielkim Realem, a mało brakowało, by w ogóle byli górą… Na tym m.in. polega urok sportu. Popsutego nadmiernymi pieniędzmi, zadopingowanego, podatnego na przeróżne kombinacje, ale wciąż z tyloma niewiadomymi, że adrenalina buzuje. Niemożliwe staje się faktem, i tak dalej.

Legii – cześć i chwała. Pokazała charakter. A i klasa ujawniła się niezła. Jeśli się przegrywa 0:2 i staje pytanie – ile będzie na ostatni gwizdek – ducha nie straciła. Ba, jakby sił mentalnych przybyło, a sportowa złość (że początek kiepski) wzmogła ochotę i agresywność. I to gdy gra się z rywalem będącym „parę półek” wyżej…

Ba, jeszcze atut własnego stadionu. Mawiają, że u siebie nawet ściany sprzyjają… Ale przecież puste trybuny (kibole kibicom szansę kibicowania odebrali – UEFA tylko dała pieczęć), to jak te ściany otuchę mają nieść? Raczej mogą obezwładniać w tej grze bez świadków. Nie obezwładniły, za co też Legii słowa uznania. A przecież nie piłkarze winni, że tak świetny mecz był z góry skazany na popis bez oprawy…

Są jakieś z tego wnioski pro domo sua? Nie ten, ciut satyryczny, że jeśli tak świetnie grywają bez dopingu trybun, to może niech tak zostanie…

Piękna niespodzianka ogólnego obrazu nie zmienia. Nadal klubowo jesteśmy daleko, nadal trzeba gonić. A to, że może Legia trochę popsuła realowy plan w Lidze Mistrzów – nie nasz kłopot, madrycki.

Gry gości nie recenzuję – ich strata, ich sprawa. Może mieli tzw. doła, może zapłacili mandat za lekceważenie… Przecież, gdy prowadzili 2:0, mając jeszcze w pamięci łatwe madryckie 5:1 mogli pomyśleć, że już mają „zaliczenie”…

Pamiętam z dawnych czasów, gdy wielki wówczas Górnik grał pucharowo (Puchar Zdobywców Pucharów) w Grecji i też już prowadził 2:0… Wtedy pozwolił sobie na błąd dekoncentracji i… też ledwie zremisował. W rewanżu było 5:0 dla zabrzan. Pamięć podpowiada, że było jeszcze granie w finale (!) i 1:2 z Manchester City… Widziałem ten ateński mecz, akurat opisywałem lekkoatletyczne mistrzostwa Europy. Pamiętam nastrój, jak się napinały nerwy… Bardzo trudno wrócić do apogeum koncentracji, gdy się już odpuściło. Może i Real dotknęła owa przypadłość? Nie Legii i nie moje zmartwienie, niech Zidane sobie duma…

Jeszcze zdanie o karaniu za kibolstwo pustymi trybunami. Nie tylko UEFA… „Komisja Ligi Ekstraklasy SA zamknęła stadion Arki na najbliższe spotkanie z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza i zakazała wyjazdu kibicom z Gdyni łącznie na pięć spotkań. Kibice z Gdańska też otrzymali zakaz wyjazdu na pięć spotkań, do tego klub musi zapłacić 30 tys. zł. To kary za burdy podczas derbów Trójmiasta.”

W ogóle ta dyscyplinarna „kronika towarzyska” ma wiele wpisów. Po madryckim kibolowaniu tych, którzy zjechali za Legią: „Wysokie grzywny i zakazy stadionowe nałożono na siedem osób…. Najsurowiej potraktowano dwie osoby, które „były najaktywniejsze w trakcie incydentów, oskarżono je o rzucanie w funkcjonariuszy tępymi narzędziami”. Muszą zapłacić 10 tys. euro i przez dwa lata mają zakaz wstępu na obiekty sportowe w Hiszpanii. Łaskawszym okiem spojrzano na pozostałych: kibica, który „na stadionie zaatakował funkcjonariusza kulą ortopedyczną” (4 tys. euro, zakaz stadionowy na 6 miesięcy) i tego, który „zaatakował jednego z miejscowych sympatyków” (3,5 tys. euro i zakaz stadionowy na 6 miesięcy)”.

Nawet na Wyspie, której przykład tak często przywołujemy błogiego spokoju wciąż nie ma: „Siedem osób zostało aresztowanych po derbach Londynu w 1/8 finału Pucharu Ligi pomiędzy West Ham United a Chelsea. To efekt zamieszek, do jakich doszło na byłym Stadionie Olimpijskim, gdzie teraz grają „Młoty”.

Zjazd wyborczy PZPN przyniósł umocnienie pozycji prezesa Bońka. Głosowanie dało mu wyniki lepsze, niż za pierwszą elekcją. „– Cieszę się, bo z wyjątkiem Michała Listkiewicza, który prezesował przez dwie kadencje, każdy, kto wchodził do związku na prezesa PZPN-u, wychodził z połamanymi nogami – powiedział stary-nowy prezes”. Gratulacje. Opozycja jakaś była, ale raczej śmieszna i strachliwa, bo zwiała przed głosowaniem… A teraz od sytego chwały oczekuję… No właśnie – żeby z piłką było coraz lepiej…

Nawiasem – nie dziwię się, że to środowisko jest bardzo pełne emocji wewnętrznych, a medialne zainteresowanie widać takie, jak zgoła w kwestiach rządzenia Ojczyzną. „Kasa – misiu – kasa”… jak głosił publicznie i na okładce pamiętnika znany trener. Jest czym zarządzać, a więc i …

Świeżutki przykład: „Lech Poznań otrzymał od UEFA 5,16 mln euro, a Legia Warszawa 4,79 mln za grę w minionym sezonie w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Europejskiej …Łącznie do 56 klubów, które uczestniczyły w tych rozgrywkach, trafiło ponad 411 mln euro. Za samo uczestnictwo w fazie grupowej każdy z 48 zespołów zarobił 2,4 mln euro. Pozostała część zależała od wyników drużyn oraz wartości praw medialnych. Wynagrodzenie dla obu polskich klubów zostało też powiększone o nagrodę za pomyślne przejście eliminacji. Po 410 tysięcy euro otrzymały też Jagiellonia Białystok i Śląsk Wrocław, które odpadły w 2. rundzie kwalifikacji”.

Jest czym zarządzać, stadiony buduje podatnik, reklamodawcy się pchają, telewizje stoją w kolejce…

Po zdaniu o innych kwestiach:

  • Siatkarze – mistrzowie świata wciąż dopiero „mają mieć” trenera. Z Antigą (osobiście bardzo go polubiłem) kontrakt rozwiązano, następcy związek jeszcze nie powołał. Podobno jest kilku kandydatów „z nazwiskami”. Nie zgłosił się do konkursu ani jeden rodak! Jak to skomentować? Wyznam, że nie wiem… Ale komplementu na adres środowiska szkoleniowego jakbym nie widział…
  • Karina Szczepkowska-Horowska ( 28 października 1987 w Rybniku), została podwójną srebrną medalistka Olimpiady Szachowej – solo i w drużynie. „Rok temu skończyłam studia, uzyskałam tytuł magistra z socjologii. Od tego czasu poświęciłam się w całości szachom. Teraz już mogę powiedzieć, że mój zawód to szachistka. Traktuje szachy bardzo poważnie i jest to moje źródło utrzymania”.
  • Nadal głośno o dopingu. W Skandynawii – wśród biegaczek, już nie tylko „astmatyczek”, przy okazji weryfikowania wyników coraz odleglejszej przeszłości, a także z racji narzekań na to co dziś… O Igrzyskach w Rio: „Bywały bowiem takie dni, gdy anulowano ponad 50 procent zaplanowanych kontroli”. Raport ujawnia, że zwłaszcza w sportach tak zwanego wysokiego ryzyka (m.in. podnoszenie ciężarów) udało się przeprowadzić bardzo niewiele kontroli krwi, podobnie sytuacja wyglądała w przypadku piłkarzy. Kontrolerzy notorycznie mieli problem ze znalezieniem konkretnych sportowców. Do tego występowały problemy z brakiem tłumaczy i odpowiednim transportem…”

Przepraszam, ale do luftu taki system… I sto furtek do obchodzenia reguł.

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

5 komentarzy

  1. BM 03.11.2016
  2. al 03.11.2016
  3. BM 04.11.2016
  4. al 04.11.2016
    • BM 04.11.2016