Stanisław Obirek: Jerzy Szacki (1929-2016)3 min czytania

()

szacki2016-11-04.

Przy głównej bramie UW przeczytałem klepsydrę zmarłego przed kilku dniami prof. Jerzego Szackiego.

Pogrzeb odbył się 3 listopada. Był to pogrzeb świecki. Pomyślałem sobie, że to dobrze. To znaczy, że są jeszcze wydarzenia w życiu mojej uczelni, które obywają się bez kościelnej otoczki. Jest to tym ważniejsze, że coraz rzadsze.

O Jerzym Szackim wiele nie mam do powiedzenia, może poza tym, że wszystkie jego teksty czytałem z wielkim pożytkiem, a te nieliczne okazje gdy go słuchałem pozostaną w mej pamięci jako ważne doświadczenia intelektualne.

O jednym chciałbym wspomnieć, bo zapadło mi mocno w pamięci. Działa się to kilka lat po przełomie politycznym w 1989 roku. Jednak już na tyle zachodzące zmiany były dotkliwe, że już się mocno dyskutowało o zmieniającej się roli Kościoła katolickiego i coraz bardziej rosnącego w siłę redemptorysty z Torunia. Konferencja odbywała się w Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, a profesor Szacki nawiązywał do swojej książki Liberalizm po komunizmie, więc musiało to być w połowie lat 90.

W czasie przerwy podszedłem do Pana Profesora i zadałem mu dość bezpośrednie i jak dziś oceniam, również bezczelne pytanie – Dlaczego Pan Profesor nie wspomniał o szkodliwym wpływie Radia Maryja i „Naszego Dziennika”. Pamiętam, że Jerzy Szacki przyjrzał mi się uważnie i dobrotliwie się uśmiechnął. Po chwili dodał, no wie ksiądz, ja się na tym nie znam, to przecież wasza wewnętrzna sprawa.

Pewnie miał rację, choć wtedy wydawało mi się, że właśnie socjolog ma narzędzia pozwalające na jasne i precyzyjne nazwanie tego, co później określono jako polityzacja religii. Wtedy był to zaledwie kiełkujący proces. Dzisiaj całkowicie zdominował naszą przestrzeń publiczną.

O ile wiem, Jerzy Szacki pozostał wierny wówczas mi przekazanej zasadzie. Nie zajmował się nie tylko Tadeuszem Rydzykiem, ale w ogóle kościołem katolickim.

Mimo wszystko żegnam go z poczuciem niedosytu. Mógłby częściej komentować, co się w tym kraju dzieło. Chciałbym mieć w mojej podręcznej biblioteczce nie tylko wielokrotnie wznawiane Sto lat socjologii polskiej: od Supińskiego do Szczepańskiego czy Historię myśli socjologicznej, ale książki bardziej bezpośrednio komentujące naszą rzeczywistość.

Jestem przekonany, że ich ranga byłaby równa takim esejom jak ten z 2002 Leszka Kołakowskiego „Wiara dobra, niewiara dobra” czy Czesława Miłosza z 1991 roku „Państwo wyznaniowe?”. Ten pierwszy symetrycznie uznawał racje obu stron, ten drugi, pamiętając o swoich doświadczeniach okresu międzywojennego zastanawiał się: czy wróci. Szacki był młodszy od obu, ale chyba myślał podobnie. Szkoda, że nie pozostawił tego na piśmie, bo chętnie bym jakiś fragment przywołał. Hipotetycznie zakładam, że Zmarły przeczytał w „Gazecie Wyborczej” z zaciekawieniem, to co pisał Czesław Miłosz. Co myślał o tekstach Kołakowskiego to wiemy, bo o tym pisał i mówił.

Pozwolę sobie przywołać bliski mi fragment z eseju Miłosza:

Może tak się zdarzyć, że kler będzie celebrować obrzęd narodowy, kropiąc, święcąc, egzorcyzmując, ośmieszając się zarazem swoim tępieniem seksu, a tymczasem będzie postępowało wydrążanie się religii od wewnątrz i za parę dziesiątków lat Polska stanie się krajem równie mało chrześcijańskim jak Anglia czy Francja, z dodatkiem antyklerykalizmu, którego zaciekłość będzie proporcjonalna do władzy kleru i jego programu państwa wyznaniowego.

No i zdarzyło się.

Stanisław Obirek

Zapisz

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.