My tu gadu-gadu, prężymy muskuły, burzymy, tworzymy, stawiamy zamki na lodzie, wygrażamy, przecinamy (wstążeczki), pobrzękujemy szabelką (drewnianą), strzelamy Panu Bogu w okno z procy, słowem budujemy nasz kraj, na lewo most, na prawo most a w środku Wisła płynie, natomiast zbuntowane, niesolidarne, wrogie Ojczyźnie wskaźniki nawalają.
Gospodarka zwalnia.
Złoty leci na łeb i szyję.
Inwestycje sięgają dna.
Kapitał obcy czmycha gdzie pieprz rośnie.
Zachód puka się w głowę.
Nic się nie stało!
Nic się nie stało!
Tak woła zdrowa część narodu.
I radośnie bije brawo, komu trzeba wierząc w cuda z wodza ręki.
Wkrótce nurt Wisły popłynie z morza do Tatr.
Jerzy Klechta



mamy niezłą dynamikę eksportu, na koniec roku prawdopodobnie solidną nadwyżkę w handlu zagranicznym (nie tylko ze względu na spadek wartości złotego w sporej części związany z aprecjacją dolara na rynkach finansowych, USD jest wg. MFW przewartościowany o ok. 15%), malejące bezrobocie (słabo przekłada się na dynamikę płac – prawdopodobnie rosnący udział przyjezdnych, przede wszystkim z Ukrainy), niezłe wyniki w sektorze spółek przemysłowych za ostatni kwartał i ciągle niezły trend boczny na GPW (chociaż zapowiada się wkrótce podniesienie stop procentowych przez amerykański FED), programy prospołeczne odbijają się natomiast na deficycie budżetowym, być może więc warto przyglądnąć się wkrótce rentowności polskich obligacji.
Co wcale nie oznacza, że nic się nie stało i nic się nie dzieje, awaria za awarią przecież jak zwykle. Z Wisłą nie byłbym jednak taki pewny.