ECHA WYDARZEŃ: Długo pomilczałem, teraz się odegram. Trochę, i w poczuciu sensu ograniczonego, bo Wirtualna Polska, w której od lat bloguję, jakoś tę formę zostawiła na uboczu i pisanie w sieci zaczyna przechodzić w grafomanienie… Ale idą „andrzejki”, ja Andrzej, więc… wypada dać głos…
Piłka. Piłka ponad wszystko. Najwyższe w kronikach miejsce reprezentacji w rankingu FIFA (15 lokata – bomba!) i już jest radość. Nawet większa od zmartwienia, że benzyna drożeje, więc podrożeje nam wszystko. Siła piłki!
Portale niosą wieść, że Adam Nawałka uszkodził nogę podczas treningu, ale już jest po udanej operacji i wkrótce sfinalizuje rehabilitację. Stefan G. – latami naczelny „Piłki Nożnej” powiedział mi, że będzie „wymieniał kolano”. Jest zapisany na zabieg w roku 2018… Co Mu miałem odrzec, że gdyby nadal był naczelnym a przez to kręcił się w futbolowym kołowrotku – pewnie już byłby jak nawy? Emerytowana wielkość – nawet postpiłkarska musi boleśnie przegrać z teraźniejszością. I wszyscy (no, prawie) przyjmiemy to ze zrozumieniem… Bo jest sport, a nad nim futbol, jest świat, a jeszcze wyżej piłka… Czasem– jak w starym wierszu – w miejscu głowy… Czego nie krytykuję, bo z koniem kopać się nie warto, ale co przypominam…
W Lidze Mistrzów Legia przegrała w Niemczech z Borussią 4:8. Jedni się podniecają pozytywnie – że strzelić 4 gole (właściwie pięć, bo jeden ze straconych zapisano jako samobój), to już sukces i zwiastun lepszego jutra. Inni odnotowują statystyki – rekordów (jako że wynik „hokejowy”) – tyle goli itd., albo, że po latach gola dodał naszemu klubowi rodak, nie piłkarz z importu.
Drugie biorę za przypomnienie, że to nie sukces, a raczej wytyk – taką mamy ligową piłkę i taką wartość klubowego chowania kandydatów na mistrzów, że do wygrywania trzeba obcokrajowców. Gwoli prawdy – w ogóle tak dzisiejszy świat – bez granic, za to transferami stojący – jest urządzony. I Bayern, i Borussia, i Real z Benficą i kluby angielskie, i włoskie, i francuskie, holenderskie– z tym, że tam „to samo” wygląda jakby ciut inaczej…
Ja oglądałem ów mecz jako fascynującą osobliwość. Gol za golem – a gole to przecież sól i pieprz. Atak za atakiem, nawet kosztem dziur w obronie. Młodzieńcza chwackość gospodarzy, którzy w dużej mierze wystawili „młodość”, asów zostawiając w szatni, kontra metrykalnie dorodni zawodowcy zaimportowani za wielkie, na nasze pojmowanie – pieniądze. I –kto górą?
„Mieliśmy niezły ubaw. Było w tym coś z gry na jarmarku – tak mecz podsumował dyrektor sportowy wicemistrzów Niemiec Michael Zorc”. Co w tym jest, ale jednak bawiłem się na tym jarmarku nieźle…
Idzie zima, więc śnieg, A jeśli śnieg – to narty. Skakanie i bieganie, Z bieganiem – mieszane uczucia. Nasz plus – to poza skoczkami pani dr Justyna Kowalczyk. Wciąż się jej chce, i to bardzo chce. Gdy oskarżenia (i fakty)dopingowe przetrzebiły światek biegających, pani Justyna pokazuje, że miała i ma rację.
Miała: „Wszyscy od lat znają moje zdanie na ten temat i ono się nie zmieniło. I że to niedobrze, żeby dzieci uważały, że trzeba być chorym żeby mieć dobre wyniki w biegach narciarskich…„.
Ma rację, bo sobą dowodzi, że metryka sportowa i życiowa to jedno, a apetyt na sukcesy– drugie…
Wiem, że antydopingową szczerość publicznie wyrażaną czasem mają jej za złe, ale dla mnie to powód, żeby jeszcze bardziej podziwiać…
Z nowości organizacyjnych damskiego biegania jeszcze wieść, że panie wywalczyły sobie matczyne przywileje: „Na każdym stadionie podczas wszystkich zawodów PS będzie pokój rodzinny służący opiece nad dziećmi, karmieniu, przewijaniu czy zwykłej zabawie… 33-letnia Randall urodziła syna 14 kwietnia, 37-letnia Saarinen – córkę 2 maja, 36-letnia Bjoergen – syna 26 grudnia, a mieszkająca w Norwegii 32-letnia Słowenka Katja Visnar – też syna 25 listopada ubiegłego roku. Biegaczki będą miały przez cały czas zawodów towarzystwo swoich partnerów i mężów, a akredytacje na wszystkie strefy otrzymały także nianie…”
Skakanie. Nasze media założyły różowe okulary. O trenerze Kruczku jakby już zapomniano, (że medale igrzysk i wtedy ochota do noszenia na rękach), teraz ma cudu dokonać Horngacher. Nowy warsztat, nowe narty (krótsze – „musicie schudnąć”), nowe nadzieje, nowe ubiory…. Po sezonach denerwującego poolimpijskiego przestoju. Niech się Austriakowi powiedzie… Jak panu Kruczkowi w Soczi… A że w pierwszym konkursie Kamil Stoch miał wywrotkę? Nic to, ważne, ze humor i optymizm są: „Trochę boli mnie tyłek i plecy, ale nie tak bardzo jak duma – skomentował z humorem Kamil w rozmowie z reporterem TVP Sport”…
Narty zwane alpejskimi. Andrzej Kozak, wiceprezes PZN miał powiedzieć, że w rodzimym wykonaniu jest tak, że „gorzej być nie może”.
Pocytuję innych: „Główny Urząd Statystyczny w najnowszym bilansie dot. sportu podaje, że w 2014 roku szkolenia zjazdowców w 113 zarejestrowanych sekcjach podejmowało się 65 trenerów i 263 instruktorów. Łącznie treningiem zajmować miało się aż 3701 zawodników, w tym 1024 w wieku seniora… Odpowiedzialny za związkowe licencje Jakub Michalczuk twierdzi, że co prawda wykaz trenerów i sekcji zjazdowych mniej więcej pokrywa się z danymi urzędu, jednak liczba aktywnych sportowców szokuje. Słownie: trzystu pięćdziesięciu czterech”. Wypada opatrzyć trzema wykrzyknikami.
I – dalej: „Przez lata jednym z kluczowych miejsc szkolenia zjazdowców w Polsce był zakopiański Nosal. Dziś, mimo że w 1974 roku zjeżdżał po nim sam Ingemar Stenmark, teren zarasta chwastami. W 2009 roku zamknięto przestarzały wyciąg, arena znikła też z listy 62 polskich tras z certyfikatem FIS. Dla kontrastu, w Austrii takich tras mają 492, a w znacznie mniejszych Słowacji i Czechach – 58 i 72. O wiele lepszych.”…
Wystarczy? Żeby nam sztuczne statystyki w głowach nie przewróciły… Tzw. alpejczycy zazwyczaj mkną z góry na dół, u nas mają pod górę….
Andrzej Lewandowski


