Skala głupoty — najdelikatniej mówiąc — sięga zenitu. Oto toczy się bój: kto był większym patriotą, większym bohaterem, czyje imię ma nosić plac, ulica, komu pomnik, a kogo na śmietnik. Który zasłużył?
Bohaterski, niezłomny rtm. Witold Pilecki — czy powstaniec, Polak nad Polakami, Władysław Bartoszewski?
Któremu dać palmę pierwszeństwa? A którego wdeptać w ziemię?
Taki właśnie toczy się bój w Gdańsku. Podobny jazgot przeszedł przez Warszawę.
Prędzej czy później aktorzy błazenady znajdą się na śmietniku historii.
A dzielny rotmistrz i pan profesor patrzą na nich „z góry” wstydząc się za takich rodaków.
Jerzy Klechta



Oczywiście „z góry” zrobią to, co Kościuszko z patriotycznego wierszyka Gałczyńskiego:
— Patrz, Kościuszko, na nas z nieba! —
raz Polak skandował
i popatrzył nań Kościuszko,
i się zwymiotował.