
Abp Henryk Hoser: Prawo Boże jest nadrzędne. Zaprzeczać temu, to tworzyć prawa niesprawiedliwe i niebezpieczne
2016-12-04.
Co chwila jakiś człowiek w błazeńskiej czapie przekonuje nas, że prawo stanowione nie może być ponad prawem boskim. Co chwila ktoś przekonuje, że coś może się zdarzyć tylko u nas, w Polsce. Setki tysięcy ludzi zginęły w tym roku, miliony straciły swoje domy, bo faceci w błazeńskich czapach kazali im walczyć o wyższość prawa bożego nad stanowionym. Walka o szariat, kalifat i podobne, to walka o wyższość prawa bożego nad stanowionym. Wcześniej Europa była zlana krwią walczących o różne interpretacje prawa bożego.
Za mało wiem, by krzyczeć, że byliśmy pierwsi, ale to u nas urodzony w roku 1436 Jan Ostroróg, autor Memoriału o urządzeniu Rzeczypospolitej, za prawo najwyższe uznawał ustawy stanowione, sprzeciwiał się płaceniu przez Polskę haraczu Rzymowi, opowiadał się również za zniesieniem tortur i wprowadzeniem powszechnego obowiązku służby wojskowej. Te dwie ostatnie sprawy w XV wieku musiały wydawać się dziwactwem zupełnym, bo tortury uznawane były za rzecz najbardziej chrześcijańską pod słońcem, a chociaż niespełna dwieście lat później szwedzka armia oparta była na chłopskim żołnierzu, to o powszechnym poborze zaczęto mówić dopiero przy Rewolucji Francuskiej.
Ciekawe były poglądy poznańskiego kasztelana na duchowieństwo, które uważał za bandę durni i nieuków, bezpodstawnie uzurpujących sobie prawo do pouczania innych.
„…wyniesiony na księdza przez zawdzianą sutannę tylko i postrzyżoną głowę, a chce cały świat naprawiać według swoich bredni.”
Nie miał Jan Ostroróg cienia szacunku dla kapłańskiego stanu, ani tego w Polsce, ani tego w Rzymie, a wiedział co mówi, bo prawo studiował w Italii. Żądał równych praw dla wszystkich bez wyjątku i ignorowania papieskich nakazów. W tej ponurej sytuacji ma Jan Ostroróg swoje ulice, wspomina się o nim w szkole, ale niezbyt dokładnie, żeby młodzieży nie gorszyć.
Adwokaci wyższości prawa bożego nad stanowionym nie mówią wyraźnie, jak też ten Pan Bóg poinformował ich, że to co nazywają prawem bożym, jest prawem bożym, a jak wiemy z historii, zmieniają się te prawa boże i w czasie, i w przestrzeni, a odmienne prawa boże głoszą panowie w odmiennych czapach na głowach.
Nie wiadomo, kto im dał prawo nazywania się szafarzami, ale nie ustają w szafowaniu instrukcji co słuszne, a co niesłuszne, co dobre, a co niedobre, strojąc się przed wygłoszeniem werdyktu w szaty komiczne, co najwyraźniej nadal robi na ludziach wrażenie. Te wspaniałe szaty symbolizować mają nieskalaną świętość, którą psują nieco nieustające skandale tak finansowe, jak i seksualne, wśród których szczególną odrazę budzą liczne przypadki gwałcenia dzieci i krycie tych przypadków przez najwyższą hierarchię.
Młodszy o bez mała sto lat od Ostroroga Kochanowski również dworował z tej świętości duchownego stanu. Swoich ulic ma Kochanowski w kraju więcej niż Ostroróg, ale chodzący tymi ulicami zazwyczaj o tym dworowaniu z duchownych nie wiedzą, bo niby skąd? O tej świętości kapłanów pisał Jan z Czarnolasu między innymi:
Świętym cię nazwać nie mogę,
ojcem się nie wstydzę,
kiedy wielki kapłanie,
syny twoje widzę.
Żadne skandale, żadne łajdactwa nie przeszkadzają żądaniu stawiania głoszonych przez tych panów praw bożych ponad prawami stanowionymi.
Jakże są oni czyści, jakże moralni w głoszeniu niezmiennej nauki Kościoła. Miasta mamy pełne ulic i placów Mikołaja Kopernika, ale w szkołach listu uczonego do papieża Pawła III na wszelki wypadek nie pokazują. Próbował Kopernik w tym liście pochlebstwami przekonać papieża, że prawda Kościołowi nie zaszkodzi. Wyczuwa się w jego słowach potworny strach, chociaż dzięki ludziom takim jak Ostroróg mógł się czuć w Polsce nieco pewniej, niż gdyby mieszkał gdzieś bliżej Rzymu.
Czasem mam wrażenie, że nasi duchowi pasterze wolą widzieć nazwiska naszych wielkich przodków na tabliczkach ulic niż w szkolnych podręcznikach, a w podręcznikach w formie zbliżonej do tabliczek ulic. Wielu z tych nazwisk nie uświadczysz jednak nawet na tablicach z nazwami ulic.
Próżno szukać na mapach naszych miast nazwiska któregoś z Braci Polskich, bo ich sprzeciwianie się prawom bożym do dziś biskupów mierzi. Kto by chciał ulicę zniesławić takim patronem jak Jakub z Kalinówki, który w 1568 roku odważył się Bogu bluźnić mówiąc, że nie godzi się chrześcijaninowi mieć poddanych, nie wspominając nawet o niewolnikach, bo Chrystus nie chce, by jego uczniowie ludźmi jak bydłem robili.
Jest gdzieś może ulica Marcina Czechowica, który w tym samym czasie głosił równość społeczną i chciał znosić karę śmierci? Kto by się zgodził na przypominanie bluźniercy, który prawa boże chciał znosić?
A może gniewano się na Braci Polskich nie za to kwestionowanie katolickiej moralności, a tylko za absurdy teologiczne? Nie wszystko jest dziś jasne, ale musiał się biskupi umysł burzyć na koncepcję, że dusza umiera wraz z ciałem, i że „nie jest żadną osobną osobą w człowieku”. Na takie zberezieństwa do dziś w pałacach biskupich zgody nie ma.
Ciekawe byłyby reakcje dzisiejszych gimnazjalistów na Katechizm Rakowski. Nie ma o czym marzyć, nikt go gimnazjalistom nie będzie pokazywał, prędzej gimnazja zniosą.
Spojrzałem, na plan Rakowa, znalazłem knajpę „Ariankę” i ulicę Jana Sienińskiego, śladów Akademii Rakowskiej nie wiadomo czy szukać na Kościelnej, czy na Klasztornej, może na Kościuszki, a to mogłoby wskazywać na jakąś krecią robotę, bo kto jak kto, ale Kościuszko doskonale wiedział, dlaczego należy podporządkować bogów prawu, a nie prawo Bogu. Ciekawe czy ulica Górki w Rakowie ma coś wspólnego z którymś z Górków? Tak czy siak, w „Ariance” upić się warto.
Jak też by krakowscy radni zareagowali na pomysł nazwania ulicy w którejś z nowszych dzielnic Krakowa imieniem Fausta Socyniana? Włoch, ale mocno z Krakowem związany, ślicznie bluźnił, że nie ma religii naturalnej, ani żadnej wrodzonej idei Boga, dając do zrozumienia, że nie wiara jest ważna, a sama prawość. Wierzył ów Socyn w możliwość doskonalenia człowieka, który przez rozwój nauki i techniki w końcu wyzwoli się od cierpień i klęsk.
Była Polska w tych czasach bardziej tolerancyjna niż inne kraje, ale ta socyniańska tolerancja, to już było zbyt wiele nawet dla najbardziej tolerancyjnych. Taki Jan Crell z Rakowa pisał, że „Przemoc i gwałt w sprawach religii są sprzeczne z jej zasadami i nie przynoszą jej korzyści… Nie należy nikogo zmuszać do religii, gdyż rodzi to tylko obłudę i cynizm”. W Katechizmie Rakowskim napisali, że każdy może wierzyć wedle własnego osądu. A jak to Jarosław Tomasiewicz w świetnym artykule o Braciach Polskich przypominał, Jonasz Szlichtyng pisał:
„Różne to są rzeczy: kościół i państwo, i nie wolno ich ze sobą łączyć bez wielkiej szkody dla społeczeństwa i religii… Prawda nie potrzebuje obrony za pomocą edyktów albo oręża wiary świeckiej… Wolność sumienia winna być wolnością nieograniczoną”.
Szlichtyng to znów Raków, ale i Gdańsk, więc można by mu ulicę w Gdańsku strzelić, może by w jakiejś młodzieńczej głowie pomysł się pojawił, żeby go sobie wygooglować i dowiedzieć się, co to za jeden i dlaczego go na infamię skazali.
Kiedy byłem dzieckiem, ojciec mi na ulicy Ostroroga o Ostrorogu opowiadał, na Włodkowica o Włodkowicu, a na niektórych ulicach nic nie mówił. Teraz jest Internet, więc jak nauczyciel potrafi uczniów zaintrygować, to dalej jest już z górki, bo sami bez trudu w sieci sobie znajdą i można zacząć marzyć, że kiedyś jakiś uczeń za jego pamięć w „Ariance” wypije, opowieści o heretykach i bluźniercach wspominając.
Jak pisze Jarosław Tomasiewicz:
Arianizm akcentował rolę rozumu, redukował do minimum lub całkowicie pomijał kult i obrzędy, eksponował wartości etyczne. Wywarł trudny do przecenienia wpływ na rozwój idei tolerancji światopoglądowej (aż po rozdział kościoła od państwa), zagwarantowania wolności sumienia oraz praw przysługujących jednostce.
Wolność sumienia wymaga świeckiego państwa i prawa stanowionego stojącego ponad prawem bożym, które zmienia się w zależności od szat liturgicznych, stopnia fanatyzmu i natężenia żądzy władzy.
Zapytał mnie ktoś, czy uchodzi wojującemu ateiście zachwycać się pięknie wierzącymi. Odpowiedziałem, że uchodzi, bo to oni pierwsi żądali, by postawić tamę kolejnym próbom podporządkowania prawa Bogu i chcieli podporządkowania bogów prawu.
Andrzej Koraszewski


Już to cytowałem ale warto raz jeszcze. Wypowiedź prezydenta Obamy z 2009 r.:
„Niezależnie od tego, czego pragniemy, nie jesteśmy już narodem chrześcijańskim, a przynajmniej nie tylko. Jesteśmy także narodem żydowskim, buddyjskim, muzułmańskim, narodem hindusów i niewierzących.
Ale nawet gdybyśmy mieli wśród nas tylko chrześcijan, gdybyśmy wygnali wszystkich nie-chrześcijan ze Stanów Zjednoczonych Ameryki, czyjego chrześcijaństwa byśmy uczyli w szkołach? Które fragmenty Pisma Świętego miałyby stać się doktryną państwową? Czy mamy iść za Księgą Kapłańską, która mówi, że niewolnictwo jest OK? A jedzenie skorupiaków jest ohydą? Czy może za Księgą Powtórzonego Prawa, która nakazuje ukamienowanie twojego dziecka, jeśli odejdzie od wiary? Czy też mamy się trzymać Kazania na Górze, które jest tak radykalne, że nasze Ministerstwo Obrony nie przetrwałoby jego stosowania?
Demokracja wymaga, aby ludzie motywowani religijnie przedkładali dążenia uniwersalne, nie zaś swoje religijne wartości. A rozumiem przez to, że ich propozycje muszą być uzasadnione przy pomocy argumentów, które podlegają rozumowi. Mogę być niechętny aborcji z rozmaitych powodów, gdybym jednak chciał wprowadzić prawo zakazujące takich praktyk, nie mogę po prostu wskazać na nauczanie mojego Kościoła ani powołać się na wolę Bożą. Muszę wyjaśnić dlaczego aborcja narusza zasadę dostępną dla ludzi wszystkich wyznań, włącznie z tymi którzy nie wyznają żadnej wiary. To byłoby trudne dla kogoś, kto wierzy w nieomylność Biblii, jak to robi wielu ewangelików.
W pluralistycznym społeczeństwie nie mamy wyboru. Polityka zależy od naszych zdolności przekonania się wzajemnie do wspólnych celów opartych o wspólną rzeczywistość.
Wymaga to kompromisu, a na pewnym podstawowym poziomie religia nie pozwala na kompromis. Jest sztuką tego, co niemożliwe. Jeśli Bóg przemówił, to wierni mają wypełniać jego nakazy niezależnie od konsekwencji. Oparcie własnego życia na takich bezkompromisowych zobowiązaniach może być wspaniałe, ale opieranie naszej polityki na takich zobowiązaniach byłoby niebezpieczne. Jeśli wątpicie w to, pozwólcie mi dać przykład. Wszyscy znamy historię Abrahama i Izaaka. Bóg rozkazał Abrahamowi żeby złożył w ofierze swego jedynego syna. Bez sprzeciwu zabiera on Izaaka na szczyt góry, przywiązuje do ołtarza, podnosi nóż, jest gotów do ciosu. Tak jak rozkazał Bóg. Wiemy, że wszystko skończyło się dobrze. Bóg zesłał anioła, by go zatrzymać w ostatniej minucie. Abraham zdał egzamin oddania.
Gdyby jednak ktokolwiek z nas zobaczył Abrahama ze wzniesionym nożem nad małym chłopcem, bez wahania wezwałby policję. Spodziewalibyśmy się też, że państwo pozbawi Abrahama praw rodzicielskich. Zrobilibyśmy tak, bo nie słyszymy tego, co słyszy Abraham i nie widzimy tego, co on widzi. Najlepsze więc, co możemy zrobić, to działać zgodnie z tym co wszyscy widzimy. Zgodnie ze wspólnym prawem i zdrowym rozsądkiem.
Mamy więc pracę do wykonania. Mam nadzieję, że możemy zbudować most i przezwyciężyć uprzedzenia, które każdy z nas wnosi do tej debaty. Wierzę, że miliony wierzących Amerykanów pragną, by tak się stało. Niezależnie od tego czy ludzie są lub nie są religijni, nie chcą oni by religia była wykorzystywana jako narzędzie ataku. Nie chcą by religia służyła do deprecjonowania lub dzielenia ludzi, bo ostatecznie nie o to chodzi w naszej wierze.”
To wystąpienie było z pierwszej kampanii wyborczej, a więc z 2008 roku. Oboje z żoną zachwyciliśmy się, że pojawił się prezydent nawiązujący do Jeffersona. (Żona p0odłożyła polskie napisy do filmu z tym wystąpieniem – https://www.youtube.com/watch?v=UnNEKmga-aE ). W kilka miesięcy później w Kairze, zapraszał Bractwo Muzułmańskie do pierwszych rzędów. Potem zaczęło się odsuwanie wszystkich liberalnych muzułmanów i uparta formuła, że islamski terroryzm to nie islam, ignorowanie ludobójstwa chrześcijan i Jazydów, przyjaźń z Erdoganem i umizgi do Islamskiej Republiki Iranu, w sumie dość pokrętna interpretacja idei świeckiego państwa. Szkoda, bo to wystąpienie budziło ogromną nadzieję.
@Koraszewski. Szkoda. Też byłem pod wrażeniem tego przemówienia. Pamiętam konfuzję moich znajomych katolików, gdy je relacjonowałem.
@PIRS: zaskoczyłeś mnie tym cytatem. Chciałbym poznać tego ghostwrittera od przemówień Obamy. W szczególności z powodu fragmentu, który w sekundę przywołał mi jego łacińskie źródło: „ultra posse nemo obligatur”. Jakiś cholerny ksiądz? Może jednak nie. Po prostu ja się przyzwyczaiłem nie doceniać tych Merykanów.
@A. GORYŃSKI
To Jon Favreau, ale nie wiem czy on to pisał, bo Obama miał ciekawe wypowiedzi jeszcze w czasach gdy nie był prezydentem. To młody gość ten Favreau https://en.wikipedia.org/wiki/Jon_Favreau_(speechwriter)
@PIRS: dzięki, to chyba on, to jezuickie Holy Cross musi być na niezłym poziomie (on się tam kształcił). „Młoda, zdolna gnida !” (cytat z Themersona, co Go czytanego 50 lat temu kocham do dzisiaj i kawałkami pamiętam.)
podporządkować prawo Bogu, czy bogów prawu, ależ to sprzeczność wyłącznie pozorna, no chyba, że państwo ciągle o religiach, lecz te jak mówił pewien dominikanin są tylko uproszczoną wersją filozofii, a może to stąd cały kłopot, swoją drogą może by się znalazł u nas jakiś nie nazwany Campo de Fiori.
Pan Bóg po to stworzył galaktyki, gwiazdy, planety, ocean na Plutonie, wulkany na księżycach Saturna, gwiazdy neutronowe, i czarne dziury, żeby ksiądz Rydzyk mógł nie płacić podatków.
@Narciarz2 Aby ks. Rydzyk nie płacił podatków Pan Bóg stworzył nas, Polaków. Wystarczyło. Ale zapobiegliwie dodał jeszcze te małe wszy, co dręczą większe wszy i te jeszcze mniejsze i jeszcze mniejsze …… (i zupełnie malutkie).
@PK zawsze czytam cię uważnie i zwykle rozumiem, choć czasem muszę uzupełniać moje braki wykształcenia, żeby do końca. Tym razem ja ci podrzucę Poppera („teologia wynika z braku prawdziwej wiary” – Unended Quest). Natomiast całkowicie nie łapię tej aluzji do CdF, czy Placu Krasińskiego, (co lata temu, jako naoczny świadek skomentował Bratkowski). Chyba celujesz za wysoko i przelatujesz ponad.
dziękuję za cytat, chodziło Ci o karuzelę ? mi tylko o nazwy, kiedy już braknie bohaterów
Skopiowałem cytat z Obamy (pierwszy komentarz) do swojego Fejsbuka. Pod cytatem umieściłem „Tłumaczenie: PIRS, Studio Opinii 2016-12-05”. Wprowadziłem parę drobnych poprawek stylistycznych do zdań, które nie wydawały mi się jasne. Znam parę osób, które tu nie zaglądają, ale u mnie znajda ten tekst.
http://www.facebook.com/wskulski/posts/1391207660910299
@NARCIARZ 2
Ale ja to też chyba gdzieś znalazłem kilka lat temu, też trochę poprawiłem. Nie jestem autorem tłumaczenia.
Pierwszy raz zamieściłem to na blogu Szostkiewicza w Polityce w styczniu 2009 r.
Cieszę się że to będzie jeszcze gdzieś opublikowane, bo uważam że powinno być znane jak najszerzej. Może to powielić i rozdawać na marszu KOD?