Sławomir Popowski: Skąpani w wódce15 min czytania

()

Biez wodki nie rozbieriosz…

Dziś wódka to część rosyjskiego narodowego obyczaju. Dziesiątki przysłów i sentencji, które określają sposób postępowania Rosjanina. Słynna fraza z filmu „Los człowieka” — „po pierwszym nie zakąszam” — jest częścią tej kultury. Podobnie, jak i słowa z pieśni Włodzimierza Wysockiego, „rozoszlis, kak wodka na troich” („rozstaliśmy się, jak wódka wypita na trzech”).

Brzmią bardzo poetycko i metaforycznie, a przecież opisywały zwykłą sytuację życiową z realnego socjalizmu: do sklepu monopolowego wchodzi mężczyzna i pokazuje dwa palce, co oznacza, że poszukuje dwóch do zrzutki. Potem w trójkę kupowali butelkę wódki, szli na najbliższe podwórko, stukali w pierwsze lepsze okno na parterze, z którego zawsze uczynna staruszka podawała szklankę i ogóreczka. Wódkę wypijano i rochodzono się jakby nic, każdy w swoją stronę… Przecież wiadomo, że żaden Rosjanin nie lubi pić w samotności, bo — jego zdaniem — jest to pierwszy objaw alkoholizmu, a do tego żaden rosyjski mężczyzna nigdy się nie przyzna.

Jest też powiedzenie, że w Rosji są w obiegu trzy waluty narodowe: ruble, dolary i wódka. Ta ostatnia, przynajmniej w niektórych profesjach, ceniona jest najwyżej. Bo przecież pracuje się i zarabia, żeby wypić, a przyjmując wypłatę w wódce można cały ten łańcuch ekonomiczny wyraźnie skrócić. Po drugie — nie trzeba tłumaczyć się żonie z tego, gdzie podziały się pieniądze…

Sam to przerobiłem na własnej skórze, w czasach prohibicyjnej pieriestrojki. Wszystko miało wówczas swoją cenę określoną w ilości butelek wódki. Choćby deficytowa pralka, czy kuchnia gazowa, za którą, aby kupić, trzeba było zapłacić dodatkowo kilka lub kilkanaście butelek „czystej”. Bo akurat ta była najwyżej notowana na „łapówkowej giełdzie”.

Głośna była wówczas historia Polaka, który był zmuszony wyremontować swoje moskiewskie mieszkanie. Zwykle taki remont trwał miesiącami. Ale nasz rodak znalazł sposób: postawił na środku mieszkania skrzynkę wódki i zapowiedział, że każdego dnia, po przekroczonym terminie zakończenia robót, będzie wyjmował jedną butelkę… Robotę wykonano na tydzień przed terminem, więc dołożył jeszcze jedną skrzynkę.

Było dwa, będzie osiem…

To było w czasach gorbaczowowskiej „pieriestrojki” — najtrudniejszym okresie dla radzieckich alkaszy. Złośliwi do dziś twierdzą, że komunizm w ZSRR wcale nie upadł dlatego, że Związek Radziecki przegrał „gwiezdne wojny”, albo że spadły ceny światowe na ropę naftową. Tak naprawdę agonia władzy radzieckiej zaczęła się wtedy, kiedy — na własną zgubę — komuniści ogłosili wojnę z alkoholizmem, wprowadzając w kraju częściową prohibicję. (W rzeczywistości był to pomysł Jegora Kuzmicza Ligaczowa, a Gorbi tylko go zaakceptował, czego pewnie do dziś nie może sobie darować).

Drastycznie podniesiono wówczas ceny wódki i innych mocnych alkoholi. W Gruzji, Armenii i Mołdawii pod topór poszły całe, latami pielęgnowane winnice. W efekcie, już w następnym roku produkcja alkoholu spadła o 32 proc, a jeszcze rok poźniej — o 68 proc. W miesiąc po ogłoszeniu uchwały w sklepach zabrakło wódki, a po następnym — koniaków i alkoholi wyższych gatunków. Przed sklepami monopolowymi zaczęły się dziać dantejskie sceny. Tam, gdzie kończyła się kolejka do jednego wysoko procentowego źródełka, już zaczynała się nowa, do następnego.

Żeby utrzymać w nich jakikolwiek porządek, trzeba było zatrudnić trzy razy więcej milicjantów, aniżeli przed ogłoszeniem prohibicji. Policzono nawet, że jeden statystyczny mężczyzna spędzał wówczas w kolejce po wódkę od 70 do 90 godzin rocznie,.

rzede wszystkim jednak rozkwitło bimbrownictwo. W końcu produkcja samogonu była większa niż ta, którą dostarczały zakłady państwowe. I kiedy powolutku zaczęto się wycofywać z „suchego zakonu” — było już za późno. W ciągu trzech lat państwo straciło co najmniej 37 mld rubli. I tyle właśnie — jak twierdzą rosyjscy eksperci — zabrakło na ratowanie komunizmu, łatanie coraz większych dziur budżetowych i ściganie się w „gwiezdnych wojnach” z USA…

Kiedy Gorbaczow ogłosił swoją drakońską decyzję o podniesieniu cen wódki, w Moskwie pojawił się popularny wierszyk: „było dwa, budiet wosiem, i wsio taki my pit’ nie brosim, no jesli budiet bolsze, my sdiełajem wsio, kak w Polsze”. W wolnym tłumaczeniu znaczyło to tyle: wódka kosztowała dwa ruble, a będzie kosztować osiem, jednak pić nie przestaniemy. Ale jeśli podrożeje wiecej, my zrobimy tak, jak w Polsce. — Nie zrobiono. Goraczow upadł, Jelcyn sam lubił wypić, a Putin woli z wódką i prohibicją nie eksperymentować.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Courdeflaque 13.11.2012
  2. Angor 07.12.2012
    • medard 07.12.2012