Sławomir Popowski: Skąpani w wódce15 min czytania

()

Wódka bez liryki

Ta liryczna historia, opisana kilka lat temu przez „Komsomolską Prawdę”, nie jest żadną metaforą. W życiu jest znacznie gorzej. Anatolij Pristawkin, znany rosyjski pisarz, w swoim czasie przewodniczący Komisji ds Ułaskawień przy Prezydencie Rosji, zebrał na podstawie akt sądowych przerażającą rosyjską statystykę: 80 procent zabójców i 60 procent ich ofiar było w momencie popełnienia przestępstwa w stanie upojenia alkoholowego. Scenariusze tych zbrodni były do bólu podobne. Razem pili, potem się pokłócili, bo ktoś nie dolał, albo nie chciał wypić i dostal nożem. Ojciec od syna, syn od ojca, kochanek od kochanki, albo na odwrót…

— Pewien emeryt — pisze Pristawkin — kupił 25 butelek wina i przez kilka dni pił ze znajomą. Na koniec ją zabił, bo wyliczył, że z tych 25 butelek wypiła więcej niż on.

— Z kolei, niejaki Pudowkin pił ze swoją kochanką. Uderzył ją pięścią w twarz bo nie miała ochoty na sex. Ale na tym nie poprzestał. Uderzył po raz drugi. I — dla pewności — przejechał po ciele nieprzytomnej kobiety swoim samochodem. Kilkanaście metrów ciągnął ciało… Ale kobieta wyżyła. Wróciła do pijanego kochanka następnego dnia i na znak pojednania wypili jeszcze kilka butelek. Wtedy dopiero zadźgał ją nożem…

Ofiarami bywają jednak i mężczyźni: do 30-letniej Nadieńki, mieszkającej samotnie z córką przyszedł znajomy, Wołobujew. Przyniósł wódkę, którą razem wypili. Podochocony zaczął gospodynię zaczepiać i proponować sex. Rozebrał się, położył do łóżka i usnął… Tego było Nadieńce za dużo. Obrażona wzięła siekierę i odrąbała śpiącemu głowę. Z pomocą sąsiada, zaniosła ciało na strych, a odrąbaną głowę włożyli do torby i schowali do lodówki. Pili jeszcze kilka dni, zanim głowę zabitego wywieźli za miasto i zakopali. O ciele na strychu, po pijanemu, zapomnieli…

Wszystkie zebrane i opisane przez Pristawkina przypadki pochodzą z kilkuset akt sądowych, które trafiły do niego, jako przewodniczącego prezydenckiej komisji z prośbą o ułaskawienie. Na podstawie tych akt Pristawkin doszedł do smutnego stwierdzenia: w Rosji faktycznie pracuje tylko niespełna połowa Rosjan w wieku produkcyjnym. Reszta pije na ich koszt…

Pije wszystko, co zawiera jakikolwiek alkohol. W porównaniu z codziennością, podawane przez Wieniczkę Jerofiejewa recepty na coctaile w rodzaju „ducha Genewy”, czy „łez komsomołki” są czymś tak wykwintnym, że aż arystokratycznym. Na codzień odpowiednie dozy różnego rodzaju klejów, rozpuszczalników, środków przeciwpchelnych i czyszczących „przyjmuje się” w czystej postaci. Nie mówiąc już o samogonie. Słynnej „bradze” tyle razy opisywanej przez Mariusza Wilka, a także technicznym, „rakietowym” spirytusie, który wali z nóg i prowadzi wprost do samobójstwa.

Fundament Imperium

Wódka w Rosji to jedyny naprawdę stały element rosyjskiej kultury. Trwalszy nawet niż prawosławie, choć na początku był prawosławny Bóg i samodzierżawny car, a wódka pojawiła się na ziemi ruskiej dopiero w XV wieku. Z dalekich Włoch, przez port w Teodozji, przywożono spirytus, który rozcieńczano wodą i stąd poszła nazwa wódki. Kilkadziesiąt lat później nauczono się pędzić samogon. I tak już poszło…

Wódką zapijał się car Iwan Groźny i — jeszcze bardziej — Piotr Wielki, który organizował dla swoich kompanów szalone, pijackie bachanalie, podczas których największego opoja koronowano na „papieża”. Nic nie wiadomo, aby wódki nadużywał Lenin, ale Stalin, który podobno najbardziej lubił gruzińskie wino „Kindzmarauli” — za kołnierz nie wylewał. Na stalinowskim Kremlu organizowano długie nocne popijawy, podczas których Nikita Chruszczow bawił Ojca Narodów, tańcząc po pijanemu ukraińskiego „chopoka”.

O alkoholizm otarł się też Leonid Breżniew, no i pierwszy prezydent demokratycznej Rosji — Borys Jelcyn. Krótko po zwycięstwie nad puczystami, w sierpniu 1991 r, nieoczekiwanie zniknął ze sceny. Nikt nie wiedział, co się z nim dzieje, a jego współpracownicy milczeli. Dopiero po kilku dniach pokazano go na pokładzie jakiegoś krążownika i wmawiano narodowi, że właśnie odbył super-ważną inspekcję, choć wszyscy widzieli, że dopiero co wyszedł z alkoholowego, wielodniowego „zapoju”.

Od wieków też wódka była stałą, często dominującą, częścią rosyjskiego budżetu i fundamentem Imperium. W 1794 r, przed rzezią Pragi, Surowow kazał wydać ją swoim Kozakom, a podczas II wojny światowej, decyzją Stalina i Politbiura, sto gram wódki wydawano codziennie wszystkim żołnierzom pierwszej linii. Wielu do dziś uważa, że owe „frontowe sto gram” okazało się bronią równie skuteczną, jak czołgi T-34, czy „katiusze”, a były frontowiec i późniejszy marszałek ZSRR Dmitrij Jazow przekonywał, że „Fryce przegrały wojnę bo używali spirytusu… jako paliwa…” — Ceną za tak odniesione zwycięstwo był jednak masowy alkoholizm, wśród tych którzy wojnę przeżyli.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Courdeflaque 13.11.2012
  2. Angor 07.12.2012
    • medard 07.12.2012