Wbezsenną noc brytyjska monarchini wybrała się na spacer do ogrodu. Czujny wartownik zawołał : „Stój, kto idzie!”.
Gdy usłyszał odpowiedź – szpetnie i głośno zaklął. Nazajutrz podał się do dymisji, której Elżbieta nie przyjęła.
Winę wzięła na siebie i do wartownika skierowała zapewnienie, że następnym razem wpierw zadzwoni, „żebyś nie musiał do mnie strzelać”.
I pomyśleć jaki byłby finał podobnego wydarzenia w naszym kraju.
Co by się stało, gdyby wartownik -nieświadom „kto zacz”-wycelował do naszego rodzimego wodza (większego czy mniejszego). W najlepszym razie trybunał wojskowy skierowałby delikwenta na dożywotnie zesłanie do oddziału wrogów ludu pracującego.
Wyrok zapadłby na chwałę jedynie słusznej partii.
Jerzy Klechta

