TELEWIZJA POKAZAŁA (309)

2017-01-19.

[dropcap]J[/dropcap]erzy Urban:

Skoro nierealna stała się coraz ściślejsza federacja środkowo-zachodniej części Europy i jej poszerzanie np. o Turcję i Ukrainę, należy radykalnie zmienić płaszczyznę, ideę i instrumenty jednoczenia kontynentu w jeden organizm. Konkretnie: nieudane jednoczenie się państw trzeba zastąpić jednoczeniem społeczeństw. I na to przeznaczyć jeszcze istniejące środki unijne.

Wyobrażam to sobie tak:

# Naturalne wiązanie ze sobą regionów. Np. trzech polskich Śląsków z niemieckimi landami. Międzypaństwowe związki miast, samorządów, organizacji społecznych. Łączenie się w jedno tysięcy narodowych dziś organizmów hobbystycznych, wędkarzy, uprawiaczy sportów, ekologów, myśliwych, wytwórców kultury, kobiet, maniaków od psów, kotów i gołębi itd., itp. Międzynarodowe zarządy związków i stowarzyszeń wyłaniane w kontynentalnych głosowaniach.

# Przyjęcie jako zasady wymiany klas szkolnych. Np. w każdym roku klasa wyjeżdża z tłumaczem na miesiąc za granicę, miesza się z klasą tubylczą, uczy się według miejscowego programu i integruje rozrywkowo.

# W miastach i regionach lokują się przedstawicielstwa zagranicznych miast i regionów. Zajmują się ułatwianiem więzi gospodarczych, kulturalnych, werbunkiem pracowników i sprowadzaniem swoich ziomków. Organizują też turystykę w obie strony.

# Pożądana byłaby międzynarodowa organizacja zajmująca się na wielką skalę wymianą mieszkań, domów i letnisk na czas urlopów i nie tylko. Ułatwiałaby też, co ważne, wymianę dzieci i młodzieży pojedynczo, aby poznawały inne niż rodzime języki, zwyczaje, rówieśników i maniactwa.

# Finansowanie tłumaczenia na lokalne języki różnych pakietów internetowych: randkowych, matrymonialnych, służących wymianie myśli, ofert pracy, mieszkań, zachęt do przyjazdu na imprezy i co tam jeszcze można wymyślić.

Można wymyślać i poddawać próbom różne sposoby integracji ludzi. Dużo udanych przedsięwzięć podgryzałoby nacjonalizm od spodu, ratując tym w rezultacie także wspólnotę państw.

W Polsce europejska integracja społeczeństwa mogłaby PiS-owi podciąć grunt. Wymaga to jednak czasu. Skutki, czyli odchodzenie wyborców od nacjonalizmu na rzecz patriotyzmu kontynentalnego, nie objawią się do najbliższych wyborów.

 

* * *

 

[dropcap]Z[/dropcap]awsze mnie zdumiewa, kiedy oglądam relacje lub czytam o niektórych wyrokach w USA. Skomplikowane sprawy, czasem chodzi o setki milionów dolarów albo zabójstwo i po paru dniach zapada wyrok. Oczywiście są wyjątki i niektóre rozprawy ciągną się miesiącami i stanowią show dla mediów, ale w wielu przypadkach udaje się ustalić wyrok bardzo szybko. U nas sprawy ciągną się latami.

Właśnie ogłoszono, że wkrótce Sąd Apelacyjny w Warszawie ogłosi swoją decyzję  w sprawie oficerów oskarżonych o popełnienie błędów w trakcie akcji policji w Magdalence w 2002 r. Zginęło wówczas dwóch antyterrorystów, a 16 zostało rannych. Troje oskarżonych oficerów zostało już trzykrotnie uniewinnionych, o utrzymanie wyroku uniewinniającego wniosła teraz nawet prokuratura (przedtem twardo chciała ukarania policjantów). Sąd odroczył jeszcze wydanie wyroku, „bo sprawa jest zawiła”.

Jaka sprawa nie jest dla sądu zawiła? Kiedy poseł Wipler wdał się po pijaku w rozróbę z policjantami, którzy interweniowali w nocy na ulicy, wydawało się że sprawa jest ewidentna i prokuratura zapowiadała że szybko się z tym uwinie. Był raport policji, świadectwo badania (nie)trzeźwości posła, były nagrania z kamer ulicznych. Sprawa przeciągnęła się na kilka lat.

Jak więc ma PiS się bać przyszłego ewentualnego rozliczenia za działania podłej zmiany?

 

 

* * *

 

 

[dropcap]Jeszcze [/dropcap]o edukacji.

Tomasz Jastrun:

Problemem polskiej szkoły nie są gimnazja, ale sposób nauczania. Program przeładowany jest niepotrzebną wiedzą, nie uczy się dzieci kreatywności. Mój Antoś jest w czwartej klasie. Trzeba z nim codziennie odrabiać lekcje, robi to na szczęście moja żona.  Wiemy od innych rodziców, że też siedzą z dziećmi przy lekcjach pół dnia. Na sporą część pytań w jego podręcznikach nie potrafię odpowiedzieć. Muszę szukać w Google. Właśnie czytam i głowię się, co to jest aksonometria, w jej ramach dimetria ukośna, dimetria prostokątna, izometria.  On to musi zapamiętać. I tak co chwila. Antoś mówi mi: „Ty, tata, odpadasz już w czwartej klasie, mama pewnie odpadnie w szóstej”.

Powtórzę tu swoją uwagę, jaką napisałem przy tekście Hazelharda:

Z pewną nieśmiałością przyznam się do tego że kończyłem szkołę w PRL-u. Nauka była dość schematyczna, wymagano pamiętania, a nie myślenia. Na historii raczej dat i gotowego wyjaśnienia podawanego przez nauczyciela, podobnie na polskim gdzie wiadomo było że Słowacki i Krasiński to byli wieszcze – bez wnikania dlaczego itp. Studia wyglądały podobnie, tyle że niepotrzebnego mi materiału miałem do zdania o wiele więcej, no i mówiono mi per pan. Jakoś nie wyrosłem na tępaka (choć mama mi mówiła że rozwijam się powoli i wszystko w swoim czasie). Podejrzewam że podobną edukację przeszli nasi starsi koledzy ze Studia Opinii. I jakoś się nie wykoleili. Myślę że dużo zależy od uczniów. „W iskier krzesaniu żywem materiał to rzecz główna” jak powiedział Boy. Kto ma iskierkę ciekawości świata, po tym głupoty spłyną jak woda po gęsi.

 

* * *

 

[dropcap]P[/dropcap]iS zamierza wprowadzić kadencyjność w wyborach do władz samorządowych – nie dłużej niż dwie kadencje wójtów, prezydentów miast itp. „Zaliczało” by się okres dotychczasowych rządów, a więc większość obecnych władz samorządowych nie mogłaby kandydować. Uzasadnienie: w niektórych miejscach powstają kliki, które należałoby rozbić.

Część opozycji uznaje takie uzasadnienie, a np. Nowoczesna proponuje, aby ograniczoną kadencyjność liczyć dopiero od chwili uchwalenia ustawy.

Dziwne. Przecież to nie prezydenci z klikami głosują na siebie – ale obywatele i to oni wybrali obecne władze. Jeżeli by im władze nie odpowiadały, to by wybrali inne. A jeżeli nie wybierają innych, bo im się na przykład nie chce czegokolwiek zmienić, mimo że im się nie podoba, to pies z nimi tańcował.

Prof. Balcerowicz zaproponował żeby przede wszystkim zrobić kadencyjność w wyborach do parlamentu. Zbyt wielu mamy posłów, którzy tkwią w parlamencie od lat, bo nic innego nie umieją robić i są niewolnikami szefów partii.

 

* * *

 

[dropcap]P[/dropcap]ani premier, a także wielu innych polityków ze wszystkich opcji, swoje wypowiedzi zaczynają bądź kończą zwrotem „Polacy (nie) zasługują na to”. Na co właściwie zasługują Polacy?

Zdaniem PiS Polacy zasługują na rządy „dobrej zmiany” a nie zasługują na to co proponuje opozycja. Opozycja ma odwrotne zdanie.

Większość religii tłumaczy zdarzenia w życiu człowieka tym, że sobie na nie zasłużył. W hinduizmie i buddyzmie prawo karmy znakomicie to wyjaśnia: twoje czyny w poprzednich wcieleniach spowodowały wszystko to, co cię teraz spotyka. Trochę trudno wyjaśnić chrześcijanom dlaczego ktoś rodzi się jako kaleka albo spotykają go nieszczęścia mimo przykładnego życia. Ale może to Pan Bóg znowu założył się z szatanem, jak w przypadku Hioba?

Co mają myśleć ci, którym rządy PiS się nie podobają? Czy zasłużyli sobie na nie swoją głupotą, lenistwem (trzeba było iść głosować!), brakiem wyobraźni?

Czy Pan Bóg wtrąca się w sprawy ludzkie? Święta księga hinduska „Bhagawad Gita” przytacza słowa Najwyższego:

Pan nie nakłania nikogo do działań, nie działa, ani nie tworzy związku między czynami i skutkami działań; działa tu własna natura.

Najwyższy nie przyjmuje ani złych, ani szlachetnych czynów.

Trzeba więc będzie jednak samemu coś zrobić żeby dobra zmiana sobie poszła.

 

* * *

 

[dropcap]F[/dropcap]ilm dokumentalny „Sport. Druga strona medalu”.

Biznes sportowy to ponad 700 mld dolarów rocznie. To już od dawna jest biznes, gdzie publiczność wymaga rekordów i nieustającego show, a wszyscy starają się dobrze zarobić, nie przejmując się zdrowiem sportowców. A i sami sportowcy ryzykują zdrowiem dla pieniędzy.

Wśród byłych sportowców samobójstwa i wiele chorób występują o wiele częściej niż w całej populacji. Wielu cierpi na schorzenia spowodowane braniem wspomagających preparatów, które niszczyły organizmy zawodników, a także spowodowane wielokrotnymi wstrząsami mózgu czy szybko i cudownie leczonymi kontuzjami. Co gorsza, niektóre skutki brania leków poprawiających wydolność organizmu i pozwalających szybciej wyjść z kontuzji, są takie, że na choroby cierpią często dzieci tych sportowców. Przygnębiające są relacje byłych sportowców, pokazanie ich chorych, często kalek, ich chorych dzieci, statystyka śmierci i prób samobójstwa (to nie efekt przerwania kariery, ale często wynik uszkodzeń mózgu).

Zdumiewa mnie natura ludzka. Można było w początkach sportów wyczynowych nie zdawać sobie sprawy ze szkodliwości preparatów podawanych przez lekarzy i trenerów, ale od wielu dziesiątków lat wiadomo o dewastujących skutkach tych preparatów. W dodatku od pewnego czasu zachowuje się przez dłuższy okres próbki moczu i krwi zawodników i bada się je nawet po latach, kiedy nowe techniki pozwalają wykryć doping. Co i raz słyszymy o odebraniu medali sportowcom u których po latach wykryto doping i o żądaniu zwrotu nagród. Nie powstrzymuje to kolejnych sportowców od brania dopingu.

Dziwi też zamykanie oczu przez kibiców na kuchnię sportu. Niedawno ogłoszono radośnie, że jeden z polskich piłkarzy, którego kontuzja miała wyłączyć na miesiące z aktywnej gry, już po kilku tygodniach wrócił do formy i będzie grał. Na filmie można było usłyszeć o cudownych metodach szybkiego powrotu do formy po kontuzjach i o tym jakie to jest niebezpieczne.

Jeden z rozmówców w filmie zaproponował, aby oprócz podium dla zwycięzców, na zawodach ustawiano także podium dla ich ekip medycznych.

Czym różni się sport wyczynowy od wrestlingu, którym też pasjonują się tysiące, mimo że wiadomo, że to wyreżyserowany teatr – a nie prawdziwe zapasy? Kim byliby sportowcy bez tego wspomagania, nawet jeśli nie jest to szkodliwy doping?

 

* * *

 

[dropcap]R[/dropcap]zecznik PiS stwierdził:

My, jako Prawo i Sprawiedliwość, opowiadamy się za tym, aby lecznicza marihuana była dostępna na receptę w aptekach. Mam nadzieję, że komisja zdrowia jak najszybciej swoje prace zakończy i prześle projekt sprawozdania pod obrady parlamentu.

Ale jest jeden warunek, który stawia wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas. Zdaniem wiceministra, do użycia leczniczej marihuany potrzebne jest wyraźne wskazanie lekarskie, kompletna diagnoza i całkowicie udokumentowany przebieg leczenia. Wszystko wynika z tego, że medykamenty z marihuany, według PiS, wciąż „są preparatami narkotycznymi i tak będą traktowane”.

Aż się nie chce wierzyć, że wiceminister nie słyszał ani nie przeczytał nigdy, że marihuana wykorzystywana w celach leczniczych nie powoduje efektu odurzenia. Ciekawe, czy kiedy pacjent przyjdzie z gorączką niewiadomego pochodzenia, to lekarz też ma przedstawić (komu?) kompletną diagnozę, udokumentowany przebieg leczenia i wyraźne wskazanie na określony lek?

Działania PiS w sprawie marihuany czy in vitro przypominają te z anegdoty z czasów ZSRR. Najwyższe władze zdecydowały tam, że trzeba wybudować w Moskwie synagogę. Powód był ten, że wśród polityków zachodnich bywają religijni Żydzi i trzeba im zapewnić możliwość modlitwy w świątyni, a jednocześnie pokazać kapitalistom, że w kraju panuje swoboda religijna. Po pewnym czasie od podjęcia decyzji I sekretarz zapytał czy synagoga jest już czynna. Okazało się że nie. Powodem był brak rabina.

– Jak to – zdziwił się I sekretarz – nie ma kandydatów?

– Ależ są, towarzyszu sekretarzu, tylko nie nadają się – to wszystko są Żydzi.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com