Ekipa „dobrej zmiany” przyspiesza; im gorsze wyniki w gospodarce, tym więcej działań w sferach, w których nie obowiązują twarde reguły, wskaźniki, miary.
Podane zostały wyniki gospodarcze za 2016. Są znacząco niższe od tych, jakie polska gospodarka uzyskała w roku poprzednim – roku, w którym rządziła ekipa jednoznacznie źle oceniana przez obecną władzę.
No to – jak to jest: „ekipa Tuska”, ci, którzy doprowadzili Polskę do ruiny, uzyskiwali wynik prawie o jedną trzecią wyższy niż obecna władza?
Ta, która rządzi zgodnie z wolą suwerena, która podnosi Polskę z kolan? I to po pierwszym roku rządów absolutnych, opartych o większość sejmową i prezydenta, będącego posłusznym wykonawcą woli prezesa partii i Polski jednocześnie? Władza, która zawłaszczyła media publiczne, przezywając je narodowymi, zmieniła Trybunał Konstytucyjny w jego atrapę i tym samym zapewniając sobie bezkarność w łamaniu Konstytucji? Mająca pełną kontrolę nad Prokuraturą i służbami specjalnymi? I ta władza na najważniejszym polu, jakim jest gospodarka, zalicza tak spektakularną wpadkę?
Co tu się nie zgadza? Co nie jest tak? Kto jest temu winien i kto za to poniesie odpowiedzialność?
To dobre pytania. Nie jest jednak moim celem szukanie akurat teraz na nie odpowiedzi.
Chciałbym się zająć czymś innym, co dotyczy sfery władzy – tak, jak definiował ją Max Weber — władzy, jako zdolności do powodowania zachowaniami innych ludzi, nawet wbrew oporowi tych ludzi.
Dwa dni po komunikacie GUS o wynikach gospodarczych za rok 2016 minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro na zwołanej specjalnie konferencji prasowej podał do publicznej wiadomości co władza zamierza zrobić z Naczelną Radą Sądownictwa, konstytucyjnym organem władzy sądowniczej – oraz z sędziami, których określił tak, jak zwykle określa się patologiczne grupy społeczne.
W tym samym czasie jego zastępca – Patryk Jaki — w wystąpieniu, które pełniło funkcję „przygotowania artyleryjskiego” do wystąpienia szefa — pomówił członków NRS o tuszowanie afery korupcyjnej, jaka wydarzyła się w administracji jednego z sądów w Krakowie.
Pan magister politologii, pełniący ważną funkcję w resorcie sprawiedliwości polskiego rządu, z zawodową wprawą propagandzisty, „przejechał się” przez tych wszystkich profesorach nauk prawnych i wybitnych sędziach, tworzących konstytucyjny organ władzy sądowniczej; sądowniczej, a więc niezależnej od władzy wykonawczej, jaką jest rząd i jego organy.
To, co mówił na swojej konferencji prasowej p. Zbyszek (jak określał Ziobrę prezes Trybunału Konstytucyjnego, profesor Andrzej Rzepliński ) było tak kuriozalne i tak oderwane od kanonów logicznego myślenia, że nawet niezbyt wysoki tytuł zawodowy jakim legitymuje się mgr Zbigniew Ziobro, budzi wątpliwości o zasadność jego nadania.
To, co było zapowiedzią zamachu na niezawisłość i niezależność sędziów od polityków przedstawiane było jako działania zmierzające do zwiększenia niezawisłości i niezależności, zupełnie tak jak u Orwella.
Minister Ziobro (mój status w nauce nie pozwala mi na to, na co mógł sobie pozwolić Prezes Trybunału), w ferworze wystąpienia na konferencji prasowej powiedział o sądach wprost to co jest sensem proponowanej zmiany – a mianowicie, że nie może być tak, że sądów nikt nie kontroluje…
No to teraz będzie kontrola. Kontrolerami będą Ziobro, Jaki i inni równie wybitni prawnicy, którzy są akurat dysponentami ministerialnych pieczątek.
To pieczątka – a nie naukowy i zawodowy dorobek – ma władzę, formalną władzę, z jej atrybutami, możliwością stosowania sankcji i nagród… Czy to wystarczy do uzyskania pożądanych przez rządzących zachowań sędziów?
To tego problemu — zderzenia formalnych możliwości, jakimi dysponuje organ władzy z zachowaniami podległych ludzi — dotyczy wystąpienie pani prezes Sądu Najwyższego, w którym są sformułowania wprost odnoszące się do wymogów wysokich standardów moralnych, jakich powinniśmy oczekiwać od sędziów w nadchodzących czasach wielkiej rewolucji.
Zawłaszczenie przez PiS sądownictwa, to kropka nad i w procesie zmiany dotychczasowego modelu państwa. To budowanie autorytarnego modelu sprawowania władzy z dalszą możliwością patologicznych przekształceń – aż do ohydnych satrapii, jakie są obecne we współczesnym świecie.
Jeżeli ktoś mówi, że one są nie w naszym kręgu kulturowym, że to Azja — to chciałbym przypomnieć, jako ten, co urodził się przed II wojną światową, że dwie największe w dziejach satrapie to nasz, europejski pomysł i wykonanie. A to, że je pokonaliśmy to mała pociecha, jeśli wspomnieć koszt tego zwycięstwa.
Czas przekomarzania się z władzą i intelektualne igraszki na forach dyskusyjnych się kończy – mówią niektórzy.
Moim zdaniem już się skończył.
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk


Oczywiście, ze chodzi o Krajową Radę Sądownictwa, Naczelny to jest Sąd Administracyjny
Mam wrażenie, że napisał Pan o jedno zdanie za mało.
A tu prof. Ewa Łętowska
„Trybunał Konstytucyjny jeszcze w roku 1991 wypracował taką zasadę, że jeżeli mamy do czynienia z aktem, który w sensie formalnym nie wchodzi w zakres kontroli TK, ale funkcjonalnie pełni rolę np. ustawy – czyli jest właśnie uzurpacyjny – to TK powinien to skontrolować. Nie skorzystano z tego jednak przy orzeczeniu z zeszłego roku, o którym mówiliśmy.
A z jakiego powodu?
Mam wrażenie, że sędziowie wraz z Andrzejem Rzeplińskim nie zorientowali się, o co tu chodzi, nie patrzyli o tyle kroków do przodu. Szkoda, bo po to się tworzy instrumenty bezpieczeństwa, żeby je stosować. Podobnie krótkowzrocznie potraktowano wypracowany jeszcze w 2007 roku instrument, dzięki któremu Krajowa Rada Sądownictwa miałaby mieć swoją własną kompetencję konstytucyjną w zakresie ochrony wszystkiego, co dotyczy niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów. I kiedy KRS przyszła ze stosownym zaskarżeniem jednego z aktów w ramach ubiegłorocznego serialu ustaw naprawczych, to TK (wyrok K 35/15) , za przeproszeniem, dał im w zęby, mówiąc, że KRS wcale nie ma tej kompetencji. Powiem tak: ślepy w karty nie gra, a umiejętność posługiwania się prawem jest sztuką. I trzeba pamiętać, co się kiedyś napisało. Skoro fachowcy zachowują się jak amatorzy, to niech się nie dziwią, że taki jest efekt.
[…]
Oczywiście tutaj mamy do czynienia raczej z operetką niż z historycznym kataklizmem, a… z obecnych przepisów i procedur nie da się wywieść logicznego toku postępowania. Tego się nie da tak po prostu odkręcić. ”
http://krytykapolityczna.pl/kraj/letowska-panstwo-prawa-pis/