W najbliższych dniach ma wejść pod obrady Sejmu skandaliczny projekt ustawy autorstwa Ziobry, który przywróci polityczną dyspozycyjność sądów, jak za czasów PRL. Młodsze pokolenie, które tego szczęścia nie zaznało, zdaje wie kompletnie nie rozumieć, o co chodzi.
Nowelizacja ma spowodować, że większość członków Krajowej Rady Sądownictwa ma być wybierana przez Sejm, czyli w praktyce przez posłów PiS (czytaj: Jarosława Kaczyńskiego) a ustawa ma być podpisywana oraz publikowana prze dwa zdalne długopisy marki Duda i Szydło. Pozwoli to Kaczyńskiemu, Ziobrze, Jakiemu i paru innym, na ręczne sterowanie sądami, wymienianie sędziów na dyspozycyjnych, a nawet na dyktowanie sądom wyroków.
Ponieważ, jak już napisałem, młode pokolenie kompletnie nie kojarzy, co oznacza polityczna dyspozycyjność sądów, postaram się rzecz przybliżyć na przykładach.
Zacznę od drobiazgów.
Nie pamiętam już, w którym to było roku, ale podczas zakończenia ostatniego etapu Wyścigu Pokoju na stadionie w Warszawie, doszło do bijatyki publiczności (wcale nie kiboli) z milicją. Zostałem wówczas ukarany przez Kolegium ds. Wykroczeń karą grzywny za „stał i nie chciał się rozejść”.
Podstawą było zeznanie ZOMO-wca: „Myśmy bili, a oni nie chcieli się rozejść”.
Innym razem, z nieżyjącym już Bogdanem Zalegą, napisaliśmy niecenzuralne słowo na plakacie głoszącym: „Wyborco, czy sprawdziłeś się na liście wyborców?”. Podziemie polityczne wzywało wówczas do bojkotu wyborów (nieuczciwych). Kolegium orzekło: „Stał i się przepychał”. Grzywna, o ile pamiętam, 2000 zł (wówczas niezła pensja).
W stanie wojennym, a właściwie już wisielczym („stanie zawieszenia stanu wojennego”), zostałem skazany przez Sad Rejonowy dla Warszawy Woli na 1,5 roku bezwzględnego więzienia za kierowanie „nielegalnym związkiem”, który miał dokonywać „akcji terrorystycznych na funkcjonariuszach MO, kradzieży urządzeń poligraficznych z państwowych zakładów pracy i innych akcji sabotażowo dywersyjnych”. Uzasadnienie ustne brzmiało: „W czasie rozprawy nie udowodniono czynu karalnego, ale oskarżony działał z dużym natężeniem złej woli. Sąd wziął pod uwagę, że braki w materiale dowodowym wynikają z uporczywej odmowy zeznań oraz arogancji oskarżonego świadków”.
W uzasadnieniu pisemnym ten sam sędzia napisał, że organizacja, za którą mnie skazał „nie istniała”, a w akcie oskarżenia było: „celem działania oskarżonego było przywrócenie swobód demokratycznych”. Wyrok, przypominam, półtora roku kicia.
Nie śmiejcie się młodziki, nie śmiejcie, bo to wcale ni jest śmieszne. PRL wraca szybkimi krokami.
Ale, żeby nie było, iż tylko mnie dotyczyły takie pieszczoty, przypomnę sprawę z Warszawy, z 1977 roku. Posłużę się tu skanami dwóch stron z „Raportu Madryckiego” Komisji Helsińskiej:
Ale to jeszcze nie rekord. Mój nieżyjący już przyjaciel Janek Walc (znaliśmy się całe życie, od dziecka, nasi rodzice znali się jeszcze z powstania) opisywał z ramienia obserwatora KOR-u sprawę wiceprokuratora generalnego R., który raczył po pijaku zastrzelić małe dziecko. Pan prokurator R. pojechał na polowanie do leśniczówki. Poprzedniego dnia, w okresie ochronnym, zastrzelił dwa jelenie i ich skóry powiesił na płocie leśniczówki. W nocy pogryzły te skóry psy leśniczego, więc pan R. postanowił psy zastrzelić. Siedział więc od rana ze strzelbą przy ognisku i pił wódkę. Jak zeznał na procesie, wypił parę butelek tego napoju. W pewnym momencie w bramie posesji stanęło małe dziecko, syn leśniczego. Pan R. wziął je za psa i strzelił. Zabił od razu.
Funkcjonariusze milicji stwierdzili w jego krwi pozom alkoholu 0,0%, choć sam oskarżony zeznawał o paru butelkach gorzały. Zeznając zaznaczył z dumą, że ognisko rozpalał zapalniczka marki Ronson (niech chamy wiedzą, że nie byle czym). Wyrok był wręcz symboliczny i o ile pamiętam w zawieszeniu (opisuję z pamięci, wiec nie podaję pełnego nazwiska pan R.).
Przejdźmy do poprzednich rządów PiS-u, gdyż już wtedy upolityczniono prokuraturę, choć nie zdołano na szczęście upolitycznić sądów. Posłużę się dla ilustracji fragmentem tekstu z „Raportu gęgaczy”:
Jedną z metod okłamywania społeczeństwa przez PiS jest wymyślanie nieistniejących afer oraz przedstawianie rzeczy zupełnie normalnych tak, jakby były wielkim skandalem.
26 marca 2011 roku uprawomocnił się wyrok sądu Okręgowego w Warszawie, z którego wynika, iż słynna „inwigilacja prawicy”, którą przez lata straszyło nas PiS jako rzekomą zbrodnią „służb”, w ogóle nie miała miejsca. Co ciekawe, nie jest to jedyny przypadek powiadamiania przez polityków PiS o przestępstwach, do których nigdy nie doszło. Jest to wręcz stała metoda prowadzenia walki politycznej.
Przypomnijmy: Sąd Okręgowy orzekł, że instrukcja nr 0015/92 nie pozwalała na inwigilację prawicy. Orzeczenie to poparł Sąd Apelacyjny. Instrukcja 0015/92 powstała w sierpniu 1992 roku. Jej autorem był Piotr Niemczyk, wówczas dyrektor Biura Analiz i Informacji UOP. Według Jarosława Kaczyńskiego miała umożliwiać inwigilację ugrupowań prawicowych. Na jej podstawie miały również powstać komórki zajmujące się tym zadaniem w każdej z delegatur UOP w Polsce. Instrukcję ujawnił w marcu 1993 r. Jarosław Kaczyński, oskarżając UOP o inwigilację prawicy i rozpętując aferę na całą Polskę („szafa Lesiaka”, rzekome fałszowanie lojalki Kaczyńskiego itp.).
Sąd ocenił zeznania Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza w tej sprawie jako „mało wiarygodne”, raczej insynuacje i konfabulacje niż fakty. Z kolei historyk IPN prof. Antoni Dudek zeznał, że: „nie są mu znane żadne fakty i okoliczności, które potwierdzałyby tezę, że na podstawie instrukcji 0015/92 była prowadzona inwigilacja partii prawicowych.” Tak oto słynna „inwigilacja prawicy” poległa w sądzie jak długa.
[…]
Zawiadamianie prokuratury i robienie gigantycznych politycznych awantur na temat zmyślonych przestępstw jest stałą metodą działania tej partii. Tu warto też przypomnieć rzekome zabójstwo pacjenta przez doktora Garlickiego i ogromną liczbę zarzutów korupcyjnych, które nie miały pokrycia w faktach. Zupełnie nieprawdziwe były zarzuty korupcyjne wobec dyrektora szpitala MON przy ul. Szaserów w Warszawie. Rzekomy handel organami przez transplantologów, który nigdy nie miał miejsca. PiS walczył wówczas ze środowiskiem lekarskim i ogólnie inteligencją.
Wcześniej miała miejsce „afera billboardowa”, czyli kłamstwo Jacka Kurskiego na temat rzekomego nielegalnego finansowania PO przez firmy ubezpieczeniowe. Jak wykazało postępowanie prokuratorskie i sądowe, nic takiego nie miało miejsca.
Kolejna sprawa to rzekome pobicie aktorki Anny Cugier-Kotki (ponoć przez bojówkę PO), na które brak jakichkolwiek dowodów, łącznie z tym, że nie stwierdzono śladów obrażeń. Brak świadków, brak obrażeń, brak potwierdzających nagrań monitoringu, a zeznania zainteresowanej nie trzymają się kupy.
Skoro jesteśmy przy pobiciach, to rzekomo jeden z „obrońców krzyża” miał zostać pobity pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu i wskutek tego pobicia umrzeć. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych, a żadnego pobicia nie było.
Przypomnijmy też próby sfabrykowania nieistniejących przestępstw i nawet fałszowania w tym celu dokumentów (afera gruntowa, afera hazardowa, afera Weroniki Marczuk-Pazury, rzekomy dom Jolanty Kwaśniewskiej w Kazimierzu…).
Na początku 2011 roku PiS oskarżyło państwo o rzekomą „inwigilację Lecha i Marii Kaczyńskich”. Prokuratura sprawę zbadała i stwierdziła, że żadnej inwigilacji nie było.
[…]
Niestety nie zawsze fałszywe afery pozostają bez skutków. Fałszywe oskarżenia wobec lekarzy transplantologów spowodowały (czasową, na szczęście) zapaść transplantologii. Co najmniej kilkanaście osób więcej zmarło nie doczekawszy się przeszczepów, bo społeczeństwu wmawiano, że jeden z najlepszych transplantologów bierze łapówki, a inni handlują narządami – wystarczy porównać statystyki zgonów z czasu sprzed afery, po niej i samego jej okresu.
Skutkiem wziętych z sufitu oskarżeń był również najazd ABW na dom Barbary Blidy i jej samobójstwo. Politykom PiS chodziło o to, by uzyskać, jak to nazwali, „wyjście na SLD”.
Kolejną taką aferą była sprawa prof. Jana Widackiego, którego Jarosław Kaczyński, bez żadnych podstaw, nazywał „kwintesencją układu”. PiS starało się znaleźć urojony, nieistniejący w rzeczywistości „układ”, a dyspozycyjna politycznie prokuratura, podległa ministrowi Ziobrze, dostała niezwykłego zapału i na podstawie wysoce niewiarygodnych „dowodów” fałszywie oskarżyła Widackiego. Proces trwał sześć lat i skończył się uniewinnieniem. W międzyczasie działy się istne cuda w stylu IV RP.
Jan Widacki, adwokat, został oskarżony o podżeganie do fałszywych zeznań Sławomira Ratajczyka – kryminalisty siedzącego w więzieniu w Białymstoku. Ratajczyk ni stąd, ni zowąd zeznał, że Widacki nakłaniał go do fałszywych zeznań na korzyść Danielaka („Malizny”). Wcześniej wysyła list do posła Zbigniewa Wassermana, gdzie sugeruje to samo. Dla każdego doświadczonego prokuratora powinno być jasne, że Ratajczyk zwyczajnie kombinuje i nie ma na ten fakt żadnych dowodów. Ale nie prokuratura, która na licznych odprawach słyszała od Kaczyńskiego, że Widacki to „kwintesencja układu” (tak w czasie rozprawy zeznał Janusz Kaczmarek). Następnie Ratajczyka odwiedza w areszcie Dorota Kania – dziennikarka “Gazety Polskiej”. Zostawia mu kopię swojego artykułu. Zeznanie Ratajczyka pokrywa się później z treścią tego tekstu. Ciekawe, że wizyta Kani w areszcie nie jest odnotowana. Mało tego, Kania chwaliła się, że nagrała rozmowę z Ratajczykiem, choć wiadomo, że do aresztu nie wolno wnosić sprzętu nagrywającego. List Ratajczyka wychodzi z oddziału dla niebezpiecznych osadzonych bez żadnego odnotowania w ewidencji. Dociera do Sejmu, również nie odnotowany w żadnej ewidencji. Ratajczyk przyznał później, że w prawdzie on ten list pisał, ale – jak się wyraził – nie on był jego autorem. Zgodnie z jego wersją – list był podyktowany. Tak mówił na rozprawie. Nie wiadomo, jak list dotarł do Wassermana, który jedną kopię dał obrońcom Dochnala, a drugą Dorocie Kani.
Na takich podstawach przez sześć lat ścigano i sądzono uczciwego człowieka, przy okazji oczerniając go w mediach. Sąd nie znalazł żadnych dowodów na prawdziwość oskarżenia. Swoją drogą, istnym kuriozum jest poseł przekazujący list przestępcy obrońcom innego oskarżonego przestępcy i dziennikarce otwarcie związanej z konkretną opcją polityczną.
A teraz przejdźmy do dnia dzisiejszego.
Mamy już dyspozycyjną prokuraturę, a więc umorzono natychmiast śledztwo w sprawie wyprowadzenia z sytemu SKOK-ów ok. 5 miliardów złotych, by nie wykryć sprawców i tego, gdzie się te pieniądze podziały. Umorzono sprawę nie publikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego z powodu „braku znamion przestępstwa”. Natomiast mamy już zarzuty karne wobec demonstranta spod Sejmu, za to, że machnął kartką przed kamerą TVP.
Wraca nowe, proszę państwa.
A morał z tego wszystkiego taki: Szanowna opozycjo wszelka, zjednoczcie wysiłki, ruszcie tyłki i zdobądźcie się na naprawdę potężny protest, by Prezes znowu miał pełne pampersy, bo w przeciwnym przypadku, za parę miesięcy pobije was policja, a sąd skaże za pobicie policji.
Krzysztof Łoziński




Szef pani premier postanowił pokazowo zgnoić młodego człowieka. Pan prezes chce pokazać, ze każdy, kto nawet przypadkowo znajdzie się na drodze władzy, zostanie rozjechany, rozdeptany, i zniszczony. Niedługo będzie miał sędziów do pomocy. Na tym właśnie polega totalitaryzm. Widocznie społeczeństwo musi przez to przejść, skoro społeczeństwo popiera prezesa. (Odruchowo chciałem napisać „bydlaka”, ale przecież nie wypada.)
http://natemat.pl/201593,to-przekracza-miare-zwyklego-naduzycia-wspierajacych-20-letniego-sebastiana-prezes-pis-oskarza-o-wzywanie-do-zamachow
Mała korekta: nie mówiłbym o samobójstwie Barbary Blidy ale o jej tragicznej śmierci. Podobno szarpała się z funkcjonariuszką i padł strzał. Funkcjonariuszka zaraz zamieniła się na kurtki z koleżanką i nie można było ustalić okoliczności strzału. Z broni, z której zginęła Blida, starto odciski palców, a w domu przebywało wtedy ponad 30 funkcjonariuszy. Nikt nie poniósł odpowiedzialności.
A kiedy komisja sejmowa pod przewodnictwem posła Kalisza opracowała raport i zgłosiła wniosek o postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, to Donald Tusk wyśmiał Kalisza. Kiedy wreszcie już za rządów premier Kopacz postawiono ten wniosek to wielu posłów PO, z panią premier na czele, nie przyszło na głosowanie.
Jakoś nie wierzę żeby PO chciała zrobić krzywdę PiS-owi, nawet jeśli by znów doszła do władzy.
@PIRS : caeterum censeo: PO musi odejść, so wsiem wsiem swoim gownom, avec tout leur merd’, mit ihrem ganzen Scheiss, width an all bullschit of them. po włosku sobie odpuszczę, bo zapomniałem, jak po włoskiemu jest gówno.
Merda. Natomiast po kaszubsku z gównem lepiej uważać, bo to słowo może oznaczać stan pogody (swinje gowno) 🙂
Pojedynek z sądami i sędziami jest ostatnim przed ostatecznym opanowaniem kraju przez tę hałastrę. Potem obywatelowi nie zostanie już nic.
Brak reakcji suwerena wskazuje, że on chyba niczego nie potrzebuje. Jeśli tak, to o co i dla kogo się bić?
Moja znajoma mawiała; A co się będziesz z gównem bić!
Na PO już głosu nie oddam, bo pamiętam ich wszystkie krętactwa i uniki. Nadal lawirują, unikają wyraźnych deklaracji. Chyba trzeba się wreszcie pogodzić z faktem, że katastrofa jest nieuchronna, tylko nie widać tych, co po katastrofie zajmą się organizacją od nowa.
Wyniki wyborów w KOD świadczą o tym, że nie ma co liczyć na jakąś wybitną rolę tej organizacji w podnoszeniu kraju z upadku. Stałam się skrajną pesymistką. Wbrew własnej woli. Jestem jednak realistką.
Jedno co nam wychodzi na pewno to totalna krytyka, krytykuje się wszystko jak leci, PO, .N, PSL, Kukiza 15, że o innych nie wspomnę, łącznie z KOD-em, zresztą KOD właśnie dzięki „uczciwym donosicielom” właśnie został unicestwiony. Swoją drogą, to od początku uważałam, że KOD nie jest organizacją, która pójdzie do boju o miejsca w parlamencie i w rządzie. Pan Kijowski od początku określał KOD jako organizację poza partyjną i nie będzie przekształcać się w partię, która poszła by do wyborów, z czym w duchu się nie zgadzałam, bo jeśli oprotestowywaliśmy działania partii PiS, to nie można mówić, że nie jest się zaangażowanym politycznie. W KOD było wielu mądrych ludzi, którzy mogliby (jeśli by zechcieli) utworzyć partię lub połączyć się z którąś z istniejących, chociaż słabo to widzę. PO pod kierownictwem Schetyny jest ciągle niemrawe, .Nowoczesna zachowuje się jak zasiedziała stara partia – jej lider całkiem sobie odpuścił i wziął urlop w najbardziej kulminacyjnym momencie, inne partie są bez znaczenia.
Mój ojciec, gdy byłam małolatą jeszcze w domu u rodziców, w chwilach dla mnie trudnych do zrozumienia i poradzenia sobie z problemem, na moje bezradne pytanie: „nie wiem co mam zrobić?” odpowiadał do rymu ze złośliwym uśmiechem: „zrzucić majtki i tak pochodzić”. Wstrętne, ale to mnie faktycznie mobilizowało i na mój prywatny użytek, to mnie wyprowadziło na zaradną osobę. Niestety, nie w sprawach polityki……
@Jawa nazywanie ludzi, którzy ujawniają machlojki oszusta i złodzieja „uczciwymi donosicielami” jest podłością. Pani wolałaby, by takim jak on wszystko uchodziło na sucho w imię SPRAWY? Jakiej? To klasyka komunistycznego rozumowania. Zna pani jakiś przypadek, gdy złodziej i oszust poprowadził ludzi do uczciwego celu?
Rozumiem zachwyt osobą, to się czasem zdarza nawet normalnym ludziom, ale bez przesady, jeśli wolno prosić.
I oczywiście, nie pamięta pani co mówił pani idol, kiedy ludzie protestowali coraz goręcej pod sejmem? „Rozejdźcie się!”
Jeśli chce pani kogoś winić za rozkład KOD, to chcąc być uczciwą powinna pani zacząć od niego.
„Jedno co nam wychodzi na pewno to totalna krytyka, krytykuje się wszystko jak leci,”
Święta prawda. Tylko, że to dla wielu z nas odkrycie, mówię serio. Pewnie nikt z nas się nie spodziewał, że nasza „klasa polityczna” jest tak marnej jakości, iż w chwili gdy zachodzi potrzeba, nie ma się na kim oprzeć.
Skąd u SzanPana ta ciągota do ruskiej zasady „a u was murzynów biją” ?
Czego by nie skrytykować w Piss, to pan natychmiast musi coś o PO dorzucić…
Takie zamówienie?
Prawda, nie popisali się, ale… co to ma do przestępstw tej rządzącej obecnie mafii ???
Państwo wskazujecie na jeden z najpoważniejszych problemów Polski po 1945 roku, utrzymujący się niezmiennie w Polsce niepodległej po 1989 r. Chodzi o fałszywą solidarność środowisk zawodowych. Samorząd lekarski w sposób karygodny broni elementarnych błędów w sztuce lekarskiej w wyniku czego ludzie umierają bądź są trwale okaleczani. Samorząd sędziowski broni niesprawiedliwych lub zdemoralizowanych sędziów. Samorząd uczelniany broni profesorów idiotów lub złodziei, itp, itd. Jednym z najbardziej widocznych i bulwersujących przykładów jest fałszywa solidarność klasy politycznej. Stare polskie przysłowie „ręka rękę myje” wyjątkowo paskudnie sprawdza sie w tych środowiskach nieudaczników i partaczy dumnie ale durnie nazywanych „klasą polityczną”. Trybunał Stanu jest instytucją fikcyjna a jeden z nielicznych ale za to wstydliwy i skandaliczny proces jaki do tej pory wytoczono objął Emila Wąsacza za bezdurno. Między innymi bezkarności czynowników pisowskich po okresie 2005-2007 „zawdzięczamy” rozzuchwalenie „dobrej zmiany” w łamaniu Konstytucji i niszczeniu wszelkich instytucji demokratycznego państwa do którego się dotkną. Winę ponoszą obydwie formacje rządzące PO i PSL, a w szczególności Donald Tusk. Pani Ewa Kopacz tylko powtarzała zachowanie swojego poprzednika. Odpowiedzialność taka spada także na Bronisława Komorowskiego. Chcę to wyraźnie powiedzieć – Donald Tusk jest wybitnym politykiem polskim i europejskim, ale w tej kwestii jego działania były wyjątkowo szkodliwe. Odpowiedzialność Tuska wynika ze zdominowania PO i pozbycia się wszelkiej konkurencji, po czym nie da się jej przypisać komu innemu tym bardziej, że coraz częściej wychodzą na jaw sprawy gdzie Donald Tusk osobiście blokował kierowanie spraw na drogę prawną (vide Barbara Blida case). Skutek jest opłakany – niska jakość klasy politycznej wynikająca m.in. z faktu, ze na czele dowolnego resortu czy zespołu można postawić nieuka, którego kompetencje są porównywalne do Misiewicza. Brak kwalifikacji polityka nie skutkuje jego odpowiedzialnością wobec czego państwo jest nieustannie psute i rzeczywiście w wielu dziedzinach jest „teoretyczne”, istniejące tylko na papierze. Tę fałszywa a zarazem fatalną solidarność kontynuuje PiS wychodząc z założenia, że i działania demolujące Polskę przez „dobrą zmianę” pozostaną bezkarne. Stąd insynuacje i zaklęcia JK, ale mija półtora roku i żadnego polityka PO czy PSL nie próbowano pociągnąć do odpowiedzialności. Chocholi taniec wobec Tuska polega na tym żeby mu dokuczyć i go upokorzyć ale zarzutów karnych jakoś nie widać. Albo jest krystalicznie czysty albo PiS boi się o własna skórę.
*
Po okresie PiS do władzy muszą dojść takie ugrupowania polityczne, które zerwą ten szkodliwy dla Polski okres bezkarności polityków za swoje działania. Powinniśmy już dzisiaj stawiać tę sprawę we wszelkich dyskusjach i wymaganiach wobec partii politycznych; wszystkich a nie tylko opozycyjnych. Tę odpowiedzialność muszą ponieść wszyscy, którzy w przeszłości niszczyli i nadal niszczą dorobek państwa polskiego po 1989 r. Dzisiaj nie przesądzałbym czy PO spełni czy nie spełni tego warunku, podobnie jak wszystkie inne ugrupowania. Wszyscy powinni mieć szansę ale musi to być publicznie postawione i stać się istotnym elementem programów partii politycznych oraz nieodwołalnych postulatów wyborczych.
Panie Sławku, chyba od 15 lat wszystkie partie (oprócz PSL) niosą na sztandarach taką obietnicę tylko, że nic z tego nie wynika. Dopóki nie będziemy mieli wpływu na partie i posłów w trakcie trwania kadencji a nie tylko przy urnie wyborczej, dopóki durni dziennikarze będą usprawiedliwiać kłamstwa wyborcze stwierdzeniem „w kampanii mówi się różne rzeczy i to normalne” – będzie jak jest… kruk krukowi oka nie wykole.
Jakimś innym wyjściem byłoby to co Pan sugerował kilka dni temu – powołanie jakiegoś urzędu ochrony konstytucji z bardzo szerokimi uprawnieniami. Tylko jak zrobić żeby taki urząd nie podlegał politykom i nie był od nich zależny np. w kwestii budżetu.
@DAREK – właśnie namawiam do tego abyśmy się wspólnie namyślili jak spowodować aby odpowiedzialność polityków była także prawno-karna. Mam taki pomysł aby wszyscy odpowiadali przed sądami powszechnymi. Może wystarczy aby np. grupa 50 posłów miała prawo zaskarżyć do sądu pojedynczą decyzję, szereg decyzji, jedno lub wiele zaniechań działania konkretnego ministra, premiera, marszałka, prezydenta, etc. a sąd nakaże cofnięcie decyzji a w przypadku niewykonania werdyktu wyciągnie sankcje karne. Warto o tym dyskutować.
JAWA
Nie popierałem przekształcania KOD w partię, bo każdy z uczestników marszów ma inne koncepcje gospodarcze, osobowe itd. Samo „przeciw PiS” to za mało na partię. Chyba że powstałaby partia, która głosi postulaty jakie wymieniłem w „Czy jest taka partia?” uzupełnione tu w SO. Ale jakoś na to się nie zanosi.
Przegrana partii w ostatnich wyborach wynika m.in. z ich słabości, krętactw i popełnianych błędów. To dobrze że je wytykamy, bo jakoś nie widać ruchu odrodzenia w tych partiach. Liczą wciąż że zagłosujemy na mniejsze zło.
@ PIRS
Z tego co się stało w KOD, widać, że chyba już nastąpił podział, na tych, którzy chcą jeszcze to ciągnąć w okrojonym rozmiarze, bardziej, jako ugrupowanie pacyfistyczne i tych bardziej radykalnych. Na bazie tych osób „bardziej radykalnych” zapewne powstanie zalążek nowej partii, może na początku będzie niewielki, ale jeśli będą podejmowane słuszne, oczekiwane działania, to zapewne w niedługim czasie przybędzie członków. Czy uda się do najbliższych wyborów w 2019r nie wiem, bo może warto było by podjąć jakieś próby współdziałania jednak z PO. Mają wprawdzie obecnie słabe sondaże, ale ciągle jest to ugrupowanie w obecnym sejmie największe i mają niezłą pozycję w samorządach . Schetyna nie nadaje się na lidera ugrupowania, podobno ma zdolności organizacyjne, ale nie ma pomysłów na to ugrupowanie oraz charyzmy jaką musi mieć lider, nawet trudno go słuchać.
Utworzenie nowego ugrupowania w tak krótkim czasie, moim zdaniem, nie rokuje wygranej w wyborach, ani wejścia do parlamentu, oby nie skończyło się tak jak z Palikotem, a i Nowoczesna, też ma nie najlepsze poparcie. Mam tylko nadzieję, że to nowe ugrupowanie nie popełni podobnych błędów jak w KOD.
Przed nami najbliższe wybory do samorządów, na które ma chrapkę PiS, przydały by się pomysły jak obronić samorządy przed PiS-em.
W Pana artykule „Czy jest taka partia” dyskutowane są interesujące propozycje godne dalszego doskonalenia, brakuje tylko kogoś, kto by je zagospodarował i zechciał przyjąć do realizacji.
Tak w ogóle to zastanawiam się czasami, dlaczego ciągle coś jest burzone, a potem tworzy się coś od podstaw i popełnia podobne błędy, a gdy po jakimś czasie osiąga się zadowalającą pozycję, to znów okazuje się, że wyszło do bani i znów od nowa, paranoja. Czy nie lepiej było by i szybciej, zaczęte działania tak poprawić i udoskonalić aby uzyskać satysfakcjonujący cel?
Sławek napisał:
„… mija półtora roku i żadnego polityka PO czy PSL nie próbowano pociągnąć do odpowiedzialności. Chocholi taniec wobec Tuska polega na tym żeby mu dokuczyć i go upokorzyć ale zarzutów karnych jakoś nie widać”.
*
Może się w końcu doczekamy:
„W prywatnych rozmowach z europejskimi dyplomatami – w tym z kanclerz Niemiec Angelą Merkel – Jarosław Kaczyński zasugerował, że Polska może wydać za Donaldem Tuskiem europejski nakaz aresztowania” – podał dziś „Financial Times”.
GW, dzisiaj.
@ JMP EIP – jeżeli rzeczywiście JK lub któryś z jego żołnierzy (Legutko, Krasnodębski) coś takiego powiedział to jest to kuriozalne i wystawia im świadectwo małości oraz paranoi. Pani Merkel musiała ich uznać za niepoważnych rozmówców po takim oświadczeniu. Pomijam formalne obwarowania takiego nakazu bo szkoda słów. Warto jednak zwrócić uwagę, że to tylko insynuacje i szantaż a nie realne działania. Wystawienie takiego nakazu wystawia cała ekipę PiS na ryzyko długoletnich wyroków karnych, a oni nie są aż tak głupi a ponadto, oszczędnie gospodarują odwagą cywilną, co na polski tłumaczy się jako śmierdzący tchórze.
A nastroje społeczne?
Coraz lepsze.
„37 proc. Polaków popiera rząd PiS. Rekordowe poparcie dla Beaty Szydło”.
Wyniki badania przeprowadzonego na początku lutego.
*
W tej sytuacji nie ma lepszego tematu niż sprawa nowej, idealnej partii, która wygra ze wszystkimi.
No i jeszcze jak całkiem zgnoić Kijowskiego i KOD.
He, he, he …
Słodki Adi też miał niemal 100% poparcia społecznego …ale po przegranej wojnie okazało się, że w Niemczech w ogóle nie było nazistów. Samo się tak jakoś porobiło.
„Wystawienie takiego nakazu wystawia cała ekipę PiS na ryzyko długoletnich wyroków karnych”.
A za co? Po pierwsze, to nie oni będą wystawiać, tylko jakiś urzędnik. Znajdzie się chętny. Po upadku reżimu będzie się tłumaczył, ze się nie zaciągał. A po drugie, niby dlaczego ktoś miałby za to beknąć?
@ J.LUK – Może spróbuję ująć w punktach, bo chyba znów nie do końca zostałam zrozumiana:
1/”uczciwi donosiciele” – dla mnie to idealiści, którzy jak małe dziecko potrafią skarżyć: „mamo, a ona mi zabrała zabawkę”; nie chcę także, aby durnota tego kalibru, na jaką pozwolił sobie MK „uchodziła na sucho w imię sprawy”. Uważam, że od początku popełniony został błąd, że nie ustalono dla MK wynagrodzenia. Zgoda co do tego, że początkowo nie było środków, ale ustalenia powinny zostać dokonane, bo to, że wykonał dużą robotę, raczej nie jest kwestionowane i wynagrodzenie mu się należy. Od stycznia 2016r płacę systematycznie na KOD, początkowo przez „Zrzutkę”, potem bezpośrednio na konto, a także w czasie demonstracji do puszek, więc uważam, że mam prawo się wypowiadać jak mają być zagospodarowane m.in. moje pieniądze. I takich, którzy uważają w tym względzie jak ja, jest więcej.
2/ „złodziej i oszust nie doprowadzi do uczciwego celu”; Takie określenia uważam za krzywdzące MK, bo jak wyjaśniłam wyżej jemu pieniądze się należały, ale nie w takiej formie jaka została przyjęta za przyzwoleniem innych członków Zarządu KOD. Są w tej sprawie dwie kwestie, to właśnie wynagrodzenie dla MK i innych bardziej zaangażowanych – uważam, że się należało, i druga sprawa to forma udokumentowania i to według mnie jest do poprawienia, tak aby było zgodnie z prawem. Szkoda w tym wszystkim, że na zebraniach Zarządu nie postawiono tego tematu jako sprawy oczywistej i ważnej do ustalenia i omówienia z Panem Łozińskim już wówczas.
3/ Zachwyt osobą MK, mnie nie dotyczy, natomiast uważam, że do prowadzenia demonstracji ma talent. Tego, że proponował się rozejść pod Sejmem akurat nie słyszałam, bo bardzo zmarzłam i już wcześniej odeszłam, ale znowu, uważam, że bardzo dobrze wpływa na zebranych nie eskalując nastrojów społecznych. Potęgowanie napięcia mogłoby się źle skończyć dla zgromadzonych, nie jestem zwolenniczką myszki, która ryczy na słonia, raczej metodą chińską, „pomalutku, aż do skutku”.
4/ Jeśli miałabym coś szczególnie krytykować w KOD, to, to że MK działał sam. Wiadomo jest, że nie zna się na wielu sprawach, więc powinien korzystać z cennych uwag ludzi, którzy mają stosowną wiedzę. Typowy syndrom młodzika, który uważa, że wszystko wie najlepiej. Niedoważony żółtodziób, z tego widać, że na zebraniach Zarządu KOD zbrakło kogoś, kto by po męsku przemówił facetowi do rozumu. Sprawa alimentów jego mnie nie interesuje, można by wiele osób zacząć rozliczać, z tego, kto ile razy zdradził swoją żonę / męża, nie rozliczył wszystkich dochodów, podłożył świnie innej osobie itd. itp. ale po co, czy w ogóle są ludzie bez winy? Cały problem z MK powinien być przedmiotem do omawiania na posiedzeniach zarządu KOD, można było zwrócić się o dobrą radę np. do p. Władysława Frasyniuka na pewno by nie odmówił, czy do innych znanych sympatyków KOD, którzy uczestniczyli w demonstracjach. Natomiast wybrano najgorszy z możliwych sposób a mianowicie, upublicznienie. To było jak „wylać dziecko z kąpielą”.
5/ „nasza „klasa polityczna” marnej jakości, kiedy zachodzi potrzeba, nie ma się na kim oprzeć” – uważam, że chyba nikt w Polsce nie spodziewał się takiej demolki ustrojowej jaką zafundował nam PiS. W drodze demokratycznych wyborów przejął wszystkie ośrodki władzy, a teraz w ramach demolki zagarnia resztę co zostało. Mając wojsko, policje służbę bezpieczeństwa, czują się bezkarni i nie zagrożeni, od czasu do czasu rzucą marchewkę ciemnemu ludowi, aby się czymś zajął i nie przeszkadzał, dlatego, uważam że nie jest łatwo teraz znaleźć panaceum na partię Kaczyńskiego. Wszyscy na razie jeszcze są zszokowani, ale stopniowo przychodzi otrzeźwienie, nawet na stronach SO znaleźć można wiele interesujących pomysłów.
Jeśli ktoś chce zobaczyć narodziny kultu jednostki, to proszę poczytać manifesty pana Przemysława Wiszniewskiego. Jeden artykuł w Wyborczej, oraz jeden manifest na Facebooku. Cytuje z Facebooka: „Do Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów nie mam zaufania. Do Mateusza Kijowskiego zaś mam, bo nie dałem się omamić pisowskiej propagandzie. Podobnie brak mi zaufania do ludzi nieznanych mi w KOD-zie, ponieważ ich usiłowania przywódcze mają słaby związek z głównym celem KOD-u, a nawet przeciwnie, sprzeniewierzają się mu, rujnując siłę naszego ruchu. Nie mogę zatem polegać na tych osobnikach.”
.
Miałem przyjemność wymienić korespondencję z panem Przemysławem na FB (publiczna, mogę zacytować, nie była długa). Gdyby Państwo mieli jakieś wątpliwości, to po mojej umiarkowanie krytycznej wypowiedzi tez zostałem zaliczony do „tych osobników”, czemu towarzyszyła podobna głębia argumentacji, jak powyżej. Można oczywiście powiedzieć, ze jeden pan Przemysław to nie cały KOD. Mi się jednak wydaje, ze niestety właśnie cały. A reszta to są „ci osobnicy”, na których panowie MK oraz PW nie mogą polegać. I nie będą. I dlatego KOD polegnie, a właściwie to już poległ. To moja ocena, która może być fałszywa i oby taka była.
wyborcza.pl/7,95891,21336295,polemika-z-jackiem-zakowskim.html
http://www.facebook.com/PrzemWiszniewski/posts/1859742024263033
Pan Łoziński dal pomysł Komitetu Obrony Demokracji, w skrócie KOD. Po circa roku działania proponuję zmienić nazwę na Komitet Organizowania Demonstracji. Zmiana niby niewielka, ale moim zdaniem w niej zawiera się cala głębia upadku tego pomysłu. KOD rozumiany szeroko byłby propozycja. KOD rozumiany w tym drugim sensie nie ma celu, który mógłby osiągnąć w jakiś realistyczny sposób. Demonstracje zamieniają się w chocholi taniec.
.
Moim zdaniem, fatalnie wygląda stwierdzenie pana PW z jego manifestu na FB (odnośnik powyżej), cytuje: „Od początku istnienia KOD-u Mateusz Kijowski uparcie twierdził, że nie jest przeciwko PiS-owi, że jest za obroną demokracji. Trudno nam to było pojąć, lecz z czasem powoli uświadamialiśmy sobie, że „w tym szaleństwie jest metoda”: autorski projekt ruchu obywatelskiego sprzeciwu nie był wymierzony w cały projekt rządzącej partii, lecz tylko w te aspekty, które rujnują praworządność i wolności obywatelskie.” Pogrubiłem frazę „autorski projekt”, bo w niej jest zawarta przyczyna klęski KODu. Pan MK nie ma formatu męża stanu. Nie ma formatu wielkiego przywódcy. Natomiast ma zdolności manipulacyjne, podobnie zresztą jak pan PW. Pomysł MK jest niezwykle dyskusyjny i być może przeciwskuteczny. Jest on realizowany w drodze eliminacji „tych osobników”. W ten sposób KOD stal się autorskim pomysłem dość kiepskiego autora. I dlatego nie ma większych szans na powodzenie, bo jakość pomysłu nie przystaje do okoliczności.
KOD można także tłumaczyć jako Komitet Ograniczania Demokracji wewnątrz organizacji. Podział na „my MK + PW” oraz „tych osobników, na których nie można polegać” nie wygląda demokratycznie. To raczej kolejny wariant organizacji wodzowskiej. Wygląda na to, ze taka jest w Polsce kultura polityczna i zwyczaje. KOD korzysta z tych samych wzorców, co partie polityczne, i tak samo się organizuje. Czy mogłoby być inaczej? Jakim cudem? Ta sama kultura polityczna, te same zachowania.
Nie wiem, może się mylę, ale działania MK, szczególnie od drugiej połowy roku 2016 zakrawają na megalomanię. Początkowo wystartował energicznie i towarzyszył Mu entuzjazm tłumu, ale to samozadowolenie chyba Go zgubiło, bo zaczął popełniać błędy, że przypomnę niektóre: niepotrzebny projekt ustawy o TK, z góry było wiadomo, że to nie przejdzie, zatargi wewnątrz KOD, niepotrzebny oficjalny udział w uroczystościach pogrzebowych ŻW w Gdańsku, historia nieszczęsnych faktur, nie mówiąc o potrzebie uporządkowania spraw prywatnych. Jak staje się osobą publiczną, wówczas i życie prywatne staje się mimo woli publiczne, dlatego wiele osób znanych szerszej publiczności bardzo chroni swoją prywatność, tymczasem o alimentach MK było głośno od wielu miesięcy, więc stało się to już sprawą publiczna do której MK powinien się odnieść, bo mnie to może nie interesować, zresztą podobno dzieci miały co im się należało z funduszu alimentacyjnego, ale jest wiele osób czułych na tym punkcie. A bezgranicznemu zaufaniu Pana PW trochę się dziwię, bo wprawdzie staram się wierzyć w dobre intencje MK „dla sprawy”, to jednak wykazał się brakiem wiedzy i umiejętności w sprawach bardziej złożonych, niezbędnej dla Lidera takiego ruchu jakim stał się KOD! Jak zatem można ufać komuś takiemu, że nie zaprowadzi na skraj przepaści. Przepraszam, ale tu mi się przypomina takie swojskie przysłowie o Marcinie…… Dlatego, uważam, dobrze się stało, że MK został przewodniczącym KOD Mazowsze i to powinno Mu wystarczyć, zaś przewodniczącym całego KOD w skali ogólnopolskiej, powinien zostać ktoś inny.