Dawno nie czytałem tak ciekawej i spokojnej rozmowy jak ta przeprowadzona przez znanego watykanistę włoskiego Giuseppe Rusconiego z nowym generałem jezuitów, o którym zaraz po wyborze pisałem na łamach SO.
Otóż rozmowa dotyczyła dla początkującego nawet teologia oczywistej – słowa Jezusa zanotowane przez czterech Ewangelistów należy czytać w kontekście, w jakim zostały wypowiedziane (czytaj: bardzo trudno dociec, co tak naprawdę zostało powiedziane, a co zapisane) i w jakimi zostało zapisane (czytaj: należy uwzględnić kulturowe i religijne uwarunkowania piszącego).
Niestety tych oczywistości, nawet jeśli są studiowane w czasie przygotowania do kapłaństwa, żaden ksiądz ani biskup nie mówi, ani o nich nie pisze.
Nieśmiało zaczął to robić papież Franciszek i od razu przez domorosłych teologów nadwiślańskich został okrzyczany protestantyzującym heretykiem. Teraz mówi o nich generał jezuitów, zwany również czarnym papieżem, pochodzący z Wenezueli o. Arturo Sosa.
I co piszą tzw. polskie katolickie pióra?
Oto „Mały Dziennik” ironizuje już w tytule swego donosu: „Generał Jezuitów chciałby tak skontekstualizować słowa Jezusa, by zakaz rozwodów i cudzołóstwa okazał się zgodą na nie”; nie pozostaje w tyle nasz strażnik prawomyślności „Do Rzeczy”: Szokujący wywiad nowego generała Jezuitów: „Słowa Jezusa dot. małżeństwa są „względne”” Oba teksty są na wszelki wypadek anonimowe, więc spełniają jak najbardziej funkcję donosu. Podobnie portal Fronda: „Generał jezuitów szokuje nt. słów Jezusa o rozwodach”.
A co tak naprawdę powiedział Arturo Sosa? Przede wszystkim przypomniał historię katolicyzmu, z którego on i papież Franciszek pochodzą; a więc, że przez wieki był to katolicyzm sprzężony z hiszpańsko-portugalskim kolonializmem, i że poszczególne kraje zdobyły niepodległość odwołując się do wartości liberalnych, ale wcale nie klerykalnych czy antyklerykalnych. Po prostu by być sobą musieli się zdystansować do towaru eksportowego jakim był europejski katolicyzm.
Teraz Kościół katolicki dzięki papieżowi Franciszkowi staje się mniej klerykalny i wreszcie zaczyna dostrzegać świat wokół siebie, po prostu Kościół otwiera okna i jest mniej przywiązany do faryzejskiego klerykalizmu. A dopytywany, co to znaczy w praktyce, generał jezuitów dodaje – wtedy gdy prawo staje się sposobem sprawowania władzy.
A dopytywany jak należy rozumieć słowa kardynała Gerharda Ludwiga Műllera, prefekta kongregacji Nauki Wiary, który nie tak dawno powtórzył, że słów Jezusa na temat nierozerwalności małżeństwa nie można zmieniać, jezuita odpowiedział: spokojnie, te słowa należy dokładnie przeanalizować w ich kontekście. I dodał, wtedy nie było magnetofonu, więc tak dokładnie nie wiem, co Jezus powiedział. Dla uspokojenie dodał, że wprawdzie słów Jezusa nie można zmieniać, ale przede wszystkim warto się dowiedzieć, co tak naprawdę powiedział, a to wcale nie jest łatwe. Tak więc nie tyle kwestionuje się słowa Jezusa, ale sposób w jaki bywa interpretowane.
Jednak tak się rozmawia w Rzymie, Caracas, Buenos Aires, ale nie w Warszawie czy Krakowie.
Cierpliwie poczekam, a nuż polscy jezuici zaczną bronić swego generała? Przecież ich też uczono (przez pewien okres niektórych ja sam uczyłem), że najważniejsze jest sumienie człowieka, a nie to, co mówi proboszcz czy biskup, nie mówiąc już o tzw. katolickich dziennikarzach.
Dla tych ostatnich faryzejskie użycie prawa kanonicznego (którego przeważnie nie znają) jest ważniejsze niż słowa Jezusa, których nie potrafią odczytać w kontekście, w jakim zostały wypowiedziane.
Stanisław Obirek

