Andrzej Lewandowski: Piwo – do wypicia5 min czytania

()

Zbigniew Boniek

2017-04-09.

ECHA WYDARZEŃ: Najpierw o lekkiej atletyce:

W nastroju radości: Pan Paweł Fajdek, młociarz nad młociarzami wspaniale zaczął sezon. Trenował ostatnio w Stanach i tam zakoncertował. 81,39 – zwycięstwo, prymat na tegorocznej liście światowej, jeszcze dwa rzuty dalej niż 80 metrów, najgorszy rzut naszego mistrza w konkursie otwarcia – lepszy od tego, który wykonał miotacz z drugiego miejsca na mecie…

Symboliczna jaskółka sezonu jakby w kształcie orła… Wciąż wprawdzie boleśnie odczuwam łatwą olimpijską przegraną naszego mistrza (nawet nie wszedł do finału), ale –jak pewnie on – myślę, że ta przegrana urodziła tak wielką sportową złość oraz pragnienie rewanżu na losie (i pewnie własnej psychice), że serial wspaniałości potrwa długo. Też jestem za!

W nastroju zadumy, krytycznej: Bulwarówka zaalarmowała, że grupka naszych asów trenujących ostatnio za Wielką Wodą została eksmitowana z ośrodka treningowego. „Zagrał” alkohol, a regulamin centrum amerykańskiego jest w tym względzie bezwzględny.

Potem były wypowiedzi, oświadczenia oraz komunikaty. Że ten alkohol to żadna tam balanga, lecz puszki odkryte przez sprzątaczkę w lodówce. Że nie bezwzględna eksmisja, lecz przeniesienie do bliskiego hotelu – i to na koszt gospodarzy. Że „mnie przy tym nie było, więc proszę dać mi spokój…” Że…

I tu sprawa się mi zaognia zamiast finalizować. Czytam na Facebooku, jak jedna z osób – uczestnicząca w zgrupowaniu – daje do zrozumienia, iż praprzyczyną zajścia była wojenka … polsko – polska… Jakiś konflikt podczas treningu, jakieś wewnętrzne animozje i takie tam znaki zapytania.

Ze słów oraz komentarzy (wymownych i usuwanych!) wnoszę, że obraz nie jest namalowany dwa dni temu, lecz alarmuje ostrymi barwami od dawna. Teraz po prostu wylazł spod pokrywki… Wcześniej przykrywany, a może i lekceważony. Nie roztrząsam detali, nie jestem bulwarówką, nie szukam sensacji za wszelką cenę. Ale… zmartwienie dzielę. Żyłem w zaufaniu – że ciężko pracują by mieć świetne wyniki a mnie dać zadowolenie, że nastrój „muszkieterski” (jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – dla tych, którzy zapomnieli) pomaga pchać wózek do przodu. I nadal chcę myśleć, że tak jest, a co wyjrzało zza kurtyny jest tylko incydentalnym „wypadkiem przy pracy”… Gorszy dzień – nie gorsza reguła.

I pięknie PZLA proszę, by w słowach nie kluczyło, a oliwę na wzburzone fale – polało. Wiem, że wielcy sportowcy są na swój sposób egoistami (muszą, jak większość indywidualistów), bo to jakoś też wpisane w mistrzostwo; że czasem kryją się ze swoimi tajemnicami i tajemniczkami treningowymi.

Wiem też, że gdy się czasem latami przebywa w małej grupce, wciąż w tym samym składzie, można się sobą tak znudzić, jak w długim rejsie łodzią podwodną. A wtedy nerwy się – bywa – łatwo napinają, a koleżeństwo czasem przejściowo przegrywa swą próbę. Żeby temu przeciwdziałać są w sporcie działacze, funkcjonariusze zawodowi, tzw. społeczni – z wyboru, liczne osoby mistrzom towarzyszące itd. Nie dopiero na sygnał z łamów, oświadczeń podanych do publicznej wiadomości, i Facebooka…

Co jeszcze na arenach rywalizacji? Nasze podnoszenie ciężarów ma medale w mistrzostwach Europy. Co i mnie raduje, ale… Rozpisywać się nie będę, bo sport ludzi silnych tak wcześniej ostro popracował nad niwelowaniem zaufania, że… poczekam, co ogłoszą badania antydopingowe. Mając oczywiście nadzieję, że tym razem „czysta czystość” była górą, a ten fakt bezdyskusyjnie wesprze mocną pozycję ministra Bańki w światowej organizacji walki z dopingiem…

Bardzo lubię, gdy wielcy ludzie sportu sami mówią o sobie tak… że się chce cytować. Ostatnio dali mi to Zbigniew Boniek oraz Lech Piasecki. Pan Boniek, gdy został wybrany do Komitetu Wykonawczego UEFA. Jak kiedyś, dawno temu Leszek Rylski. Po wyborach rzekł nam: „Nic dzisiaj nie może odbyć się bez naszej wiedzy, bez podniesienia mojej ręki. Obojętnie, co się stanie, to będziemy wiedzieli o tym wcześniej”…

Rad jestem z tego wyboru. To coś, jak trzy gole strzelone Belgom w czasie hiszpańskiego Mundialu. Nowa jakość w karierze człowieka! Teraz na miarę współdecydowania o szczegółach drogi obieranej przez europejski futbol. Znawca „tematu” we wszelkich jego warstwach, człowiek kompetentny – w sporcie i w biznesie, ustosunkowany, chętny do istnienia w tzw. „przestrzeni publicznej”, komunikatywny…

Dzisiejsi recenzenci donoszą, że wzmożona aktywność od pewnego czasu wykracza poza prezesowanie, wywiady i obecność w lożach VIP, a obejmuje też wydarzenia piłki młodzieżowej, dziecięcej… Kiedyś bywało, że nie we wszystkim się z nim zgadzałem, czasem dusza rogata budziła sprzeciw; ocenę próby trenerskiej też miałem krytyczną – teraz wiążę z wyborem nadzieję, że… jest lepiej, a może być bardzo dobrze… Wiedza, nowoczesność, energia, nowy powiew świeżości.

Lech Piasecki – kiedyś, a w pamięci po dziś – kolarz światowy. Skory do uśmiechu, ale po pierwsze jakże waleczny na szosie! Pan Lech ujmuje mnie dbałością o przypominanie jak to drzewiej bywało. Na swojej stronie Facebooka najpierw zamieścił niemiecki film o akcie nagradzania za zwycięstwo w Wyścigu Pokoju 1985, teraz widzę filmowy zapis ataku zwieńczonego mistrzostwem świata. Ale natarcie, ale odjazd, ale solówka! Dodatkowo ujął mnie komentarz Mistrza do tego filmu: „Połowa mojego medalu i koszulki Mistrza Świata z Giavera del Montello należy do Marka Szerszyńskiego, bez Jego pracy i pomocy byłoby to niemożliwe… Zawsze o tym pamiętam. Dziś z przyjemnością wypiliśmy espresso…”

Dobra pamięć, to… po prostu dobra pamięć

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.