Oświadczenie, 13.04.2017 r. Trybunał Konstytucyjny wyraża ubolewanie wobec publicznego zachowania Pana Wiceprezesa Stanisława Biernata. Jego wypowiedzi godzą w Państwo Polskie, w dobre imię Trybunału i jego sędziów. Rażąco naruszają normy prawa i standardy etyki. Są niegodne sędziego Trybunału.
Znana jest wymiana listów profesora Stanisława Biernata i sędzi Julii Przyłębskiej, wyznaczonej przez prezydenta do pełnienia obowiązków prezesa Trybunału, a dotycząca przymusowego wykorzystania urlopu wypoczynkowego, co miałoby znieść narażenie Trybunału na wydatki za brak tego wykorzystania. Pani Julia Przyłębska, przypomnijmy, uznaje prymat kodeksu pracy nad normą konstytucyjną. Można by zadać pytanie, czy jeśli konstytucyjnie unormowany obowiązek służby sędziowskiej jest podporządkowany normie ustawowej, zapisanej w kodeksie pracy, czy tak rozumiana nadrzędność innych przepisów nad zapisami konstytucji nie stanie się standardem naszego państwa?
Odłóżmy jednak na bok ironię i wróćmy do cytowanego „Oświadczenia”. Autor (autorka?) przemawia w imieniu całego Trybunału Konstytucyjnego. Czy cały Trybunał to on/ona? Czy aby wszyscy sędziowie (tuzin, bo trzech dublerów nie liczę) są zgorszeni wypowiedziami Stanisława Biernata, jak zauważyłem, zawsze kierującego się konstytucyjną busolą?
Zadajmy kolejne pytania, oczekując na rzetelną odpowiedź autora/autorki.
Czy listowna krytyka – bardzo delikatna, choć niepozbawiona ironicznego wdzięku – działań Julii Przyłębskiej, w której prof. Stanisław Biernat obnażył nicość prawnych i merytorycznych powodów skierowania go na urlop – nie jest aby rzeczywistą przyczyną oskarżeń zawartych w Oświadczeniu? To idiotyczna decyzja J. Przyłębskiej ośmiesza, ale nie Trybunał, tylko ją samą. A więc zemsta?
Z Grubej Berty strzela autor/autorka, insynuując Stanisławowi Biernatowi godzenie „w Państwo Polskie”. Powaga Państwa Polskiego, ufundowanego na przyjętej w 1997 roku w ogólnonarodowym referendum konstytucji, naruszyli wielokrotnie pan prezydent, pani premier, panowie marszałkowie, sama pani Przyłębska a i pan Muszyński też. I wszystko to w rekordowo krótkim okresie kilkunastu miesięcy. Championship, prawdziwe arcymistrzostwo destrukcji!
To nie Biernat wielokrotnie zmieniał składy sędziowskie, dopuszczając do orzekania panów, wybranych do Trybunału na miejsca już wcześniej obsadzone. To nie Biernat ośmiesza Trybunał na konferencji prasowej, to nie Biernat nie dopuszcza mediów, gwoli – cudna argumentacja – większej jawności.
To nie Biernat kombinuje przy uchwałach o wyborze sędziów przed 7 laty.
To nie Biernat kompromituje Państwo Polskie przed Komisją Wenecką, w Radzie Europy, Komisji i Parlamencie Europejskim, OBWE i w Komitecie Praw Człowieka ONZ.
Pozostał jeszcze tylko Watykan…
Oskarżenie o naruszenie standardów etyki też jest puste: pani Julia Przyłębska zamierza wprowadzić regulamin i kodeks etyki – ale dopiero po zakończeniu kadencji Wiceprezesa Stanisława Biernata. Kiedy w Zgromadzeniu Ogólnym sędziowie (w tym dublerzy) dyspozycyjni wobec obecnej władzy będą stanowili większość.
„Oświadczenie”, pozbawione jakichkolwiek argumentów, ma wszakże charakter donosu, szczególnie w tym momencie, gdy ukazuje Stanisława Biernata jako szkodnika, godzącego w Państwo Polskie. W zamierzchłych czasach Peerelu osobnik publicznie napiętnowany jako szkodnik szedł zwyczajnie nie na trawkę, tylko do kozy.
Na koniec zawołajmy zgodnym chórem: autor!, autor!…
Piotr Rachtan
PS: Najpewniej „Oświadczenie” wywołał wywiad udzielony w Onecie red. Andrzejowi Stankiewiczowi przez prof. Stanisława Biernata, w którym mówi on – bardzo szczerze i odważnie – o sytuacji w Trybunale oraz o zagrożeniu dla państwa, jakie niesie destrukcja tego sądu.


Jedno mnie nurtuje…
Jak będzie można „odkręcić” te wszystkie faszystowskie zaszłości czasu rządów pisowskiej mafii.
Nie będzie można. Tzn. w normalnym trybie i przestrzegając prawa. Co pozostaje?
Bardzo prosto: winni rozkładu i główni jego beneficjenci odpowiedzą przed trybunałem ludowym. Ci, którzy z rozkładu odnieśli pośledniejsze korzyści zachowają może gołą wolność. I jedni i drudzy stracą przyszłość. Swoją i swoich potomków. Tak to widzę.
@WSC: „Bardzo prosto: winni rozkładu i główni jego beneficjenci odpowiedzą przed trybunałem ludowym.”
W Polsce nie ma Trybunału Ludowego (taki organ (Volksgerichtshof) istniał w Niemczech w latach 1934-45), jest za to Trybunał Stanu, przed którym wielu dzisiejszych PiS-owskich kacyków powinno stanąć, gdy zaistnieją ku temu stosowne okoliczności.
***
@WSC: „I jedni i drudzy stracą przyszłość. Swoją i swoich potomków.”
Jakoś tam rozumiem, że można się domagać, żeby sprawca stracił przyszłość (choć wypadałoby określić, na czym ta strata przyszłości konkretnie miałaby polegać), w żaden sposób jednak nie rozumiem, dlaczego i na jakiej podstawie przyszłość mieliby stracić potomkowie sprawców. A do którego pokolenia należy odbierać przyszłość?
Cóż za wyraziste nawiązanie do „szczytnej” idei odpowiedzialności zbiorowej, znanej od bardzo dawna, a ze szczególnym rozmachem stosowanej w czasach stalinowskich. W tym kontekście sądzę, że i przejęzyczenie z Trybunałem Ludowym jest jakimś odzwierciedleniem mentalności zamanifestowanej tu przez autora komentarza.
Wywiadu niestety nie przeczytam, bo mam włączony Adblock, wobec czego cały tekst jest przysłonięty jakąś paskudną facjatą, która zachęca mnie4 do obejrzenia reklam. I bez tego mam ich dość.
Drodzy Komentatorzy: Władyka i Janicki w rewelacyjnym tekście w ostatniej „Polityce” zwrócili uwagę, że żadnych Trybunałów (Stanu np.) dla ścisłej czołówki PiS nie będzie, bo być nie może. Nie ma możliwości, by PiS w ogóle nie wszedł do Sejmu, to nierealne. A w takim razie jego czołówka, umieszczona na pierwszych miejscach list wyborczych, ma zagwarantowane posłowanie na bank; a zatem immunitet. I jeżeli PiS nie poniesie absolutnie druzgocącej klęski w wyborach (a nic na to dziś nie wskazuje), to tego immunitetu im nikt nie zdoła zabrać. Więc na nich trzeba z żalem machnąć ręką; rozsądne jest natomiast uprzedzenie niższych rang i w ogóle wszystkich trzeciorzędnych nominatów PiS, że to oni właśnie polecą na pysk. Z wilczym biletem.
@BM: „[…] żadnych Trybunałów (Stanu np.) dla ścisłej czołówki PiS nie będzie, bo być nie może. Nie ma możliwości, by PiS w ogóle nie wszedł do Sejmu, to nierealne. A w takim razie jego czołówka, umieszczona na pierwszych miejscach list wyborczych, ma zagwarantowane posłowanie na bank; a zatem immunitet.”
To – w mojej ocenie – całkiem możliwy scenariusz i właśnie przez podobne wątpliwości w swoim komentarzu dodałem zdanie odnoszące się do bliżej niezdefiniowanej przyszłości: „gdy zaistnieją ku temu stosowne okoliczności”.
@BM: „rozsądne jest natomiast uprzedzenie niższych rang i w ogóle wszystkich trzeciorzędnych nominatów PiS, że to oni właśnie polecą na pysk. Z wilczym biletem.”
Czym miałby być ten WILCZY BILET i na jakiej podstawie prawnej miałby się opierać?
QUETZALCOATL> „W Polsce nie ma Trybunału Ludowego”
Ale będzie. Trzeba będzie przywrócić rządy prawa i sprawiedliwości, a odbudowa sądownictwa powszechnego potrwa.
Dlatego właśnie taki trybunał będzie. Niedługo po wydanym rozkazie strzelania do demonstrantów.
QUETZALCOATL> „dlaczego i na jakiej podstawie przyszłość mieliby stracić potomkowie sprawców”
Dlaczego? Ano dlatego, że przestępstwo nie może popłacać. Nie naprawimy państwa pozostawiając sprawcom destrukcji
tego państwa jakikolwiek majątek. „Rozszerzony” brak majątku bez wątpienia wpłynie zaś na przyszłość potomstwa sprawców. Na jakiej podstawie? Nazwijmy to roboczo „lex Starak”, dla upamiętnienia pewnej znamiennej transformacji.
QUETZALCOATL> „Cóż za wyraziste nawiązanie do szczytnej idei odpowiedzialności zbiorowej”.
Podobieństwo tylko pozorne. To tylko polityczny pragmatyzm i jasny sygnał dla przyszłych pokoleń, że czasy się zmieniły
i nie da się już bezkarnie „nachapać” a po wychapaniu miliardów „odpowiedzieć politycznie” polityczną wysoką emeryturą wypracowaną przez obchapanych. Jak się nie chce domowej kobrze robić większej krzywdy, to dla własnego bezpieczeństwa należy jednak usunąć jej woreczki jadowe.
QUETZALCOATL> „przejęzyczenie z Trybunałem Ludowym”
Nazwy używam całkowicie świadomie. Trybunał Ludowy to powtarzający się w historii sposób sądzenia despotów, tyranów oraz ich aparatu ucisku. (Do czego postaram się nawiązać w osobnym komentarzu).
QUETZALCOATL (wcześniej)> „gdy zaistnieją ku temu stosowne okoliczności”
Otóż to. Pytanie OTOOSHa oraz moja na nie odpowiedź odnosiła się do tych nieodległych stosownych okoliczności.
QUETZALCOATL (@BM)> „Czym miałby być ten WILCZY BILET?”.
Np. dla tych z dużym dorobkiem w niszczeniu (klasa „Skomorowski”) – dwadzieścia lat zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych, jakichkolwiek. Oraz zakaz zawierania umów, także doradczych i podwykonawczych, które skutkowałyby jakimkolwiek przychodem choćby pośrednio pochodzącym z grosza publicznego. Dla tych, co zniszczyć niczego nie zdążyli lub nie potrafili – lat 5. Ci, którzy zniszczyć mogli, a nie chcieli, nie mają się czego obawiać.
QUETZALCOATL (@BM)> „na jakiej podstawie prawnej miałby się opierać?”.
Oczywiście na podstawie przyjętego przez suwerena prawa i zgodnie z oczekiwaną przez suwerena sprawiedliwością.
Quetzalcoatl: „W Polsce nie ma Trybunału Ludowego”
WSC: „Ale będzie. […] Niedługo po wydanym rozkazie strzelania do demonstrantów.”
To gdy już będzie, proszę się do mnie zgłosić, bo jak na razie opisuje Pan tylko swoje konfabulacje, a ja w dyskusjach o sytuacji społeczno-politycznej konfabulacji nie traktuję poważnie.
Powyższe dotyczy też wyssanej z palca uwagi o rozkazie strzelania do demonstrantów; co przyniesie przyszłość, nie wiadomo, ale na razie brak racjonalnych podstaw do dyskusji o rozkazie, którego nie było.
WSC: „Ale będzie. Trzeba będzie przywrócić rządy prawa i sprawiedliwości, a odbudowa sądownictwa powszechnego potrwa. Dlatego właśnie taki trybunał będzie. Niedługo po wydanym rozkazie strzelania do demonstrantów.”
Widzę, że mój rozmówca zupełnie nie ma pojęcia o tym, czym był nazistowski Trybunał Ludu, więc mu podpowiem – nie był instytucją mającą za zadanie przywrócenie rządów prawa i sprawiedliwości, bo naziści takich spraw nie mieli w poważaniu, lecz służył głównie jako narzędzie mordów sądowych, co jest typowe dla systemów totalitarnych.
Quetzalcoatl: „dlaczego i na jakiej podstawie przyszłość mieliby stracić potomkowie sprawców”
WSC: „Dlaczego? Ano dlatego, że przestępstwo nie może popłacać. Nie naprawimy państwa pozostawiając sprawcom destrukcji tego państwa jakikolwiek majątek. „Rozszerzony” brak majątku bez wątpienia wpłynie zaś na przyszłość potomstwa sprawców. Na jakiej podstawie? Nazwijmy to roboczo „lex Starak”, dla upamiętnienia pewnej znamiennej transformacji.”
Stosuje Pan jakieś dziwaczne skróty myślowe, których ewentualne rozwinięcie istnieje chyba tylko w Pańskiej wyobraźni. Z faktu, że przestępstwo nie może popłacać, nie wynika, że sprawcom przestępstwa należy odbierać majątek, i to w taki sposób, żeby odebrać przyszłość ich potomstwu. Pan chce karać dzieci za grzechy rodziców; cywilizowana część ludzkość już jakiś czas temu z takich metod postępowania zrezygnowała, ale widocznie nie wszyscy należą do cywilizowanej części ludzkości. Nie odpowiedział Pan na moje pytanie: „A do którego pokolenia należy odbierać przyszłość?”
A przy okazji proszę też napisać, jak należy postępować z potomkami sprawców. Nie dawać im jeść, nie leczyć, uniemożliwić edukację – myślę, że Pańskie szczegółowe propozycje w tym względzie będą arcyciekawe.
Napomknięcie o „lex Starak” jest dość enigmatyczne, ale może Pan sobie darować jego rozwinięcie – bez trudu mogę się domyślić jakości ewentualnego wywodu.
Quetzalcoatl: „Cóż za wyraziste nawiązanie do szczytnej idei odpowiedzialności zbiorowej”.
WSC: „Podobieństwo tylko pozorne. To tylko polityczny pragmatyzm i jasny sygnał dla przyszłych pokoleń, że czasy się zmieniły i nie da się już bezkarnie „nachapać” a po wychapaniu miliardów „odpowiedzieć politycznie” polityczną wysoką emeryturą wypracowaną przez obchapanych. Jak się nie chce domowej kobrze robić większej krzywdy, to dla własnego bezpieczeństwa należy jednak usunąć jej woreczki jadowe.”
To nie jest żadne pozorne podobieństwo, ponieważ w Pańskich słowach widoczna jest głęboka aprobata dla zamordyzmu powiązanego z odbieraniem majątków (konskrypcje majątku przeciwników politycznych to bardzo stary wynalazek) i wywieraniem zemsty na osobach niewinnych tylko dlatego, że są w jakiś sposób powiązane ze sprawcą. Historia zna wielu takich „czyścicieli” – problem w tym, że skutkiem ich działań jest zwykle bagno znacznie większe niż przed ich nastaniem.
Quetzalcoatl: „gdy zaistnieją ku temu stosowne okoliczności”
WSC: „Otóż to. Pytanie OTOOSHa oraz moja na nie odpowiedź odnosiła się do tych nieodległych stosownych okoliczności.”
Czy będą odległe, czy nie, a nawet czy w ogóle nastąpią – Pan nie wie i wiedzieć nie może, ale to Panu nie przeszkadza w głoszeniu swoich fantazji.
Quetzalcoatl (@BM): „Czym miałby być ten WILCZY BILET?”
WSC: „Np. dla tych z dużym dorobkiem w niszczeniu (klasa „Skomorowski”) – dwadzieścia lat zakazu zajmowania stanowisk kierowniczych, jakichkolwiek. Oraz zakaz zawierania umów, także doradczych i podwykonawczych, które skutkowałyby jakimkolwiek przychodem choćby pośrednio pochodzącym z grosza publicznego. Dla tych, co zniszczyć niczego nie zdążyli lub nie potrafili – lat 5. Ci, którzy zniszczyć mogli, a nie chcieli, nie mają się czego obawiać.”
To pewnie nie przypadek, że Pańskie myśli znów krążą wokół rosyjskich, a później radzieckich rozwiązań prawno-administracyjnych w zakresie ograniczania swobód obywatelskich. Ciekawe jest, że Pan się nawet nie zająknął o poprawie systemu, lecz jedynie o restrykcjach względem ludzi. A może by tak zamiast wilczego biletu ustawić gilotynkę przed Sejmem? Co Pan na to?
Quetzalcoatl (@BM): „na jakiej podstawie prawnej miałby się opierać?”.
WSC: „Oczywiście na podstawie przyjętego przez suwerena prawa i zgodnie z oczekiwaną przez suwerena sprawiedliwością.”
A wyrazicielem tego prawa i tej sprawiedliwości pewnie mieliby być ludzie Pańskiego pokroju. Dziękuję, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszelkie zapędy antydemokratyczne PiS-u są tylko małym piwkiem przy Pańskich zapędach do zamordyzmu.
BM> „Żadnych Trybunałów (Stanu np.) dla ścisłej czołówki PiS nie będzie, bo być nie może.”
A tu się nie zgodzę. Będą, bo być muszą. Będą musiały być, bo PiS od grudnia ubiegłego roku nie ma legitymacji konstytucyjnej do rządzenia. Od dnia wadliwego „przyklepania” budżetu. Wszystko przed można (zdjąwszy na chwilę okulary legalizmu) podciągnąć pod zwykłe chamstwo. Sali Kolumnowa i wszystko dalej to już w mojej opinii budowa zorganizowanej grupy przestępczej. Na tym forum faktów wyliczać chyba nie muszę.
Pis każdym swoim działaniem ogłasza, że Konstytucję ma w dudzie. Oczekiwanie od czegoś, co w dudzie ma ustawę zasadniczą, że chciałoby w kolejnych wyborach jedynie „dostać się do Sejmu”, jest… jest wyższym stopniem samooszustwa.
Ukradli księżyc i nie zamierzają go po dobroci oddać. Wszystko co teraz robią ma służyć nieoodaniu. Co widać, słychać i czuć. Pis jawnie powołuje się na Carla Schmitta. Pis nie kryje się z uznaniem znaczenia propagandy i uznaniem kłamstwa jako metody utrzymania władzy. Pis utworzył swoje oddziały zbrojne na wzór Sturmabteilung a w tej chwili zawłaszcza sądownictwo. TVPis kupiła technologię do „poprawiania obrazu w czasie rzeczywistym”, która – jak wieść wśród wiewiórek niesie – nie tylko może wymazać serduszka ale może też napisać na widzianych w kadrze transparentach co tylko realizator sobie zażyczy. Ostatnio Pis za spore pieniądze kupił sobie też guzik do szybkiego całkowitego wyłączania zarówno internetu jak i komercyjnych telewizji. Jeśli ktoś chce dalej myśleć, że to wszystko w celu zapewnienia społeczeństwu uczciwych wyborów, to – to zmilczę.
Wracając do tezy, że TL (Ludowy) jest nieunikniony: ani Pis nie „ochłonie”, ani nie ma teraz siły zdolnej do powiedzenia narodowi i światu, że odsuwa uzurpatorów, ani też sam naród w swej masie nie został dostatecznie ograbiony i dociśnięty, by już teraz wytoczył taczki; ergo – Pis zdąży uzyskać w Polsce władzę absolutną. A ta sprowadzi na nich poczucie jeszcze bardziej absolutnej bezkarności. Zadziałają prawa natury: bolszewicki ucisk obecnie dotykający małych „niemöllerowskich” grup będzie się rozszerzał. W końcu dotknie i mało praktykujących katolików. Tych, którzy nie będą chcieli uznać schizmy kościoła narodowego za swoją. Zaczną się jakieś drobne protesty. Ale one już nie będą mogły być tolerowane. Każdy sprzeciw w oku dyktatora jest śmiertelnym zagrożeniem dla „spokoju społecznego”. Na początku łatwo będzie kilkadziesiąt czy kilkaset nawet osób aresztować za cokolwiek, przykleić cokolwiek i wsadzić. Ale elementów antysocjalistycznych oraz kosmopolitycznych wrogów partii będzie przybywać… Starczy! Czytelnicy SO historię znają.
W końcu sprzeciw społeczny ruszy lawiną i zmiecie – oby bezkrwawo – reżim kaczystowski. Po nim będzie prawna pustka, którą suweren znający historię będzie musiał wypełnić. Konstytucja kaczystowska będzie fikcją prawną. Konstytucja przedkaczystowska nie będzie mogła być uznana za wciąż obowiązującą. Jedynym łagodnym rozwiązaniem byłoby sądzenie funkcjonariuszy reżimu (ich czynów) w oparciu o formułę Radbrucha. Jeśli obalenie reżimu odbędzie się łagodnie a suweren będzie światły, to być może tak się stanie. Bardziej prawdopodobne jest jednak, i zgodne z naszym rozumieniem procesów historycznych, powołanie przez antykaczystów jakiegoś Trybunału Ludowego. A ten w swych wyrokach nie będzie ograniczony **niczym**. Nie będzie mowy o ochronie praw nabytych, własności, wolności – życia nawet. Nie będzie bowiem normy konstytucyjnej. Będzie tylko goła, schmittowska „wola narodu”. Wściekłego narodu. I – jak zawsze w takich momentach – najgorliwiej ścigać będą kaczystów wyhodowani przez nich konformiści.
(Powyższe z dodatkową dedykacją dla pierzastego węża/wężycy?)
[NPZ: W tekście komentarza zawarte są oczywiście moje subiektywne opinie. Ich interpretacja i ocena należą do czytelnika.]
QUETZALCOATL> „przy Pańskich zapędach do zamordyzmu”.
Dzielę się swoim oglądem sytuacji i moim widzeniem tejże z perspektywy również mojego widzenia historii. Skąd więc taka nerwowa reakcja jakbym to ja już był tym zamordystą i w dodatku mógł swój zamordyzm realizować? Takie tam konfabulacje.
QUETZALCOATL> „>co przyniesie przyszłość, nie wiadomo, ale na razie brak racjonalnych podstaw do dyskusji o rozkazie, którego nie było.”
Kilkanaście miesięcy wcześniej „rozsądna większość” nie widziała racjonalnych podstaw do dyskusji o tym, czy władza wykonawcza może zadekretować, że posiedzenie TK to spotkanie towarzyskie i czy władza ta może ukazem postawić na czele TK magisterkę uznaną za niezdolną do pełnienia obowiązków sędziego powiatowego. Gdybym powiedział kiedyś, że to widzę, byłaby to zapewne czysta konfabulacja. Niektórzy jednak dostrzegli możliwość tej „magister” już w roku 1994, w wypowiedzi JK w wywiadzie przeprowadzonym przez pięknej pamięci Teresę Torańską (oraz w kilku innych, późniejszych wypowiedziach JK).
QUETZALCOATL> „>co przyniesie przyszłość, nie wiadomo, ale na razie brak racjonalnych podstaw do dyskusji o rozkazie, którego nie było.”
Historia. Znane nam mechanizmy tworzenia dyktatur i tyranii są wystarczającą i wystarczająco racjonalną podstawą. I byłyby nawet wtedy, gdyby Pis nie odwoływał się jawnie do Schmitta.
QUETZALCOATL> „ma pojęcie czym był nazistowski Trybunał Ludu”.
Ma. I nigdzie nie powiedział, że w Polsce będzie „nazistowski”. Będzie nasz, swojski, polski. Ale podobny do wielu innych, od dikasterionu rozpatrującego zbrodnie demoralizatora młodzieży ateńskiej przez jakobińskie po bolszewicki komisariat sprawiedliwości. Swój definiens użytego terminu przedstawiłem zresztą chyba wystarczająco wyraźnie, by nie mylić ogólnego pojęcia TL z VGH utworzonym przez sięgającego po pełnię władzy dyktatora.
QUETZALCOATL> „Z faktu, że przestępstwo nie może popłacać, nie wynika, że sprawcom przestępstwa należy odbierać majątek”.
Interesujący punkt widzenia. Taki prawdziwie neoliberalny: „Co ukradł niech mu zostanie, co zniszczył podatnik opłaci jeszcze raz”. Brawo!
QUETZALCOATL> „Pan chce karać dzieci za grzechy rodziców”.
A kto i gdzie mówił o jakiejś karze? Nie przypominam sobie. Mówiłem o tym, że jeśli ktoś np. zniszczy stadninę za miliardy, to majątku mu nie starczy na pokrycie choćby części szkód. A o takie odszkodowanie upomni się – w odpowiednich okolicznościach – wściekły suweren. Los potomstwa jest tylko tego konsekwencją, którą należy obecnym aparatczykom uświadamiać.
QUETZALCOATL> „w Pańskich słowach widoczna jest głęboka aprobata dla zamordyzmu powiązanego z odbieraniem majątków (konskrypcje majątku przeciwników politycznych to bardzo stary wynalazek) i wywieraniem zemsty na osobach niewinnych tylko dlatego, że są w jakiś sposób powiązane ze sprawcą. Historia zna wielu takich „czyścicieli” – problem w tym, że skutkiem ich działań jest zwykle bagno znacznie większe niż przed ich nastaniem.”
Jeszcze raz, żebym nie musiał kolejny i kolejny: ja WRÓŻĘ z fusów historii. Widać wystarczająco dobrze, by ktoś, khem, czuł ciarki i czuł chłodną stal ostrza gilotyny zbliżającego się do portfela.
QUETZALCOATL> „Czy będą odległe, czy nie, a nawet czy w ogóle nastąpią – Pan nie wie i wiedzieć nie może, ale to Panu nie przeszkadza w głoszeniu swoich fantazji.”
Ja wiem i wiedzieć mogę – jak każdy – że one prawdopodobnie nastąpią. Nie wiem jedynie kiedy.
QUETZALCOATL> „w zakresie ograniczania swobód obywatelskich.”
Ani odebranie złodziejowi łupu, ani przecięcie mafijnych powiązań towarzysko biznesowych *szczególnie po okresie dyktatury* nie są w moim rozumieniu ograniczeniem swobód obywatelskich. To kolejny neoliberalny slogan „zagarnąć publiczne to interes, oddać co się bezprawnie wzięło albo zapłacić za odbudowę tego, co się zniszczyło, to opresja”.
QUETZALCOATL> „Pan się nawet nie zająknął o poprawie systemu.”
Zająknąłem się. W SO nawet kilka razy. O tym, że obecny dwupodział władzy się nie sprawdza, że doprowadził do patologii. Że powinniśmy wrócić do Monteskiusza i zbudować demokrację opartą o trójpodział władzy. I to rzeczywisty trójpodział (a może i czteropodział). Tyle że mamy teraz sytuację (również wielokrotnie w historii występującą) szybkiego wprowadzania dyktatury. Po niej należy spodziewać się rewolucji, z jej trybunałami ludowymi. Cykl ten zakłócić może oczywiście wojna.
QUETZALCOATL> „A wyrazicielem tego prawa i tej sprawiedliwości pewnie mieliby być ludzie Pańskiego pokroju.”
Gdy zaczną działać trybunały ludowe, ludzie mojego pokroju nie będą mieli wiele do gadania. Mają natomiast do gadania teraz. W cichej nadziei, że może dzięki swojemu „gadaniu” okażą się fałszywymi prorokami.
[A miłą polemikę powyższą dedykuję p. Grabowskiemu, który w podstawówce wszczepiał nam umiłowanie historii nie wymagając od nas znajomości dokładnych dat, za to dokładnie sprawdzając czy rozumiemy, co z czego wynikło.]
Quetzalcoatl: „przy Pańskich zapędach do zamordyzmu”.
WSC: „Dzielę się swoim oglądem sytuacji i moim widzeniem tejże z perspektywy również mojego widzenia historii. Skąd więc taka nerwowa reakcja jakbym to ja już był tym zamordystą i w dodatku mógł swój zamordyzm realizować? Takie tam konfabulacje.”
Z tego, że Pan dzieli się swoim oglądem sytuacji, nie wynika, że nie wykazuje Pan zapędów do zamordyzmu, w każdym razie takich wyrażanych werbalnie, a wszak na portalu internetowym trudno o inną formę manifestacji. Na Pańską aprobatę rozwiązań zamordystycznych wskazują Pańskie wypowiedzi:
WSC: „I jedni i drudzy stracą przyszłość. Swoją i swoich potomków.”
WSC: „Nie naprawimy państwa pozostawiając sprawcom destrukcji tego państwa jakikolwiek majątek. „Rozszerzony” brak majątku bez wątpienia wpłynie zaś na przyszłość potomstwa sprawców.”
W zacytowanych poglądach widoczne jest poparcie dla odpowiedzialności zbiorowej, czego Pan się nawet nie wypierał, pisząc:
WSC: „Podobieństwo tylko pozorne”
i próbując wszystko rozmyć stwierdzeniem:
WSC: „To tylko polityczny pragmatyzm i jasny sygnał dla przyszłych pokoleń, że czasy się zmieniły […]”.
Nie rozumiem, na jakiej podstawie przypisuje mi Pan nerwową reakcję:
WSC: „Skąd więc taka nerwowa reakcja jakbym to ja już był tym zamordystą i w dodatku mógł swój zamordyzm realizować?”
Wskazanie w słowach rozmówcy na aprobatę dla zamordyzmu samo w sobie nie świadczy o nerwowości wskazującego, a poza tym nigdzie nie napisałem, że Pan mógłby swój zamordyzm realizować. W odpowiednich okolicznościach realizatorzy z możliwościami zawsze się znajdą, a dla sprawnej realizacji ważne jest znalezienie rzeszy zwolenników, czyli realizatorków.
Quetzalcoatl: „co przyniesie przyszłość, nie wiadomo, ale na razie brak racjonalnych podstaw do dyskusji o rozkazie, którego nie było.”
WSC: „Kilkanaście miesięcy wcześniej „rozsądna większość” nie widziała racjonalnych podstaw do dyskusji o tym, czy władza wykonawcza może zadekretować, że posiedzenie TK to spotkanie towarzyskie i czy władza ta może ukazem postawić na czele TK magisterkę uznaną za niezdolną do pełnienia obowiązków sędziego powiatowego. Gdybym powiedział kiedyś, że to widzę, byłaby to zapewne czysta konfabulacja. Niektórzy jednak dostrzegli możliwość tej „magister” już w roku 1994, w wypowiedzi JK w wywiadzie przeprowadzonym przez pięknej pamięci Teresę Torańską (oraz w kilku innych, późniejszych wypowiedziach JK).”
I czegóż to ma dowodzić? Ludzie różne rzeczy głoszą. Pan z taką lubością wróży przyszłość „z fusów historii”, dlaczego Pan nie wywróżył tego, co się stało z Trybunałem Konstytucyjnym? Fusy źle się ułożyły? Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że miesza się Panu fantazjowanie o przyszłości z umiejętnością nakreślenia pewnych kierunków rozwoju na podstawie właściwie zdiagnozowanej sytuacji. Powiedzieć, że będą strajki, zamachy czy kryzys polityczny, potrafi każdy, nawet infantylny wróżbita, wskazać na proces dziejowy i trafnie odnieść jego tendencje rozwojowe do przyszłości potrafią tylko nieliczni, ale oni zwykle nie opierają się na „fusach historii”, lecz na rzetelnej wiedzy i dogłębnym zrozumieniu zachodzących procesów.
Quetzalcoatl: „co przyniesie przyszłość, nie wiadomo, ale na razie brak racjonalnych podstaw do dyskusji o rozkazie, którego nie było.”
WSC: „Historia. Znane nam mechanizmy tworzenia dyktatur i tyranii są wystarczającą i wystarczająco racjonalną podstawą. I byłyby nawet wtedy, gdyby Pis nie odwoływał się jawnie do Schmitta.”
Uwaga jak wyżej.
A z powoływaniem się na mechanizmy tworzenia dyktatur warto być ostrożnym, bo każdy system, także dyktatura, ewoluuje stosownie do istniejących okoliczności, Niech Pan z tym przewidywaniem nieprzewidywalnego uważa, żeby nie popadł Pan w dogmatyzm, tak jak to się przytrafiło „naukowym” marksistom, którzy też naiwnie uważali, że potrafią przewidywać rozwój historii. Nie potrafili, Pan też nie potrafi, choć Pan o tym (jeszcze) nie wie.
WSC: „Będzie nasz, swojski, polski [Trybunał Ludowy Q.].”
Tak, tak, będzie, nawet musi być, bo pan WSC zobaczył wszystko w „fusach historii”. A trafień najbliższego losowania gier hazardowych tam nie było?
Quetzalcoatl: „Z faktu, że przestępstwo nie może popłacać, nie wynika, że sprawcom przestępstwa należy odbierać majątek”.
WSC: „Interesujący punkt widzenia. Taki prawdziwie neoliberalny: „Co ukradł niech mu zostanie, co zniszczył podatnik opłaci jeszcze raz”. Brawo!”
Proszę nie manipulować!
Rozważania w tym względzie radzę Panu zacząć od zrozumienia pojęcia majątek, które według „Słownika języka polskiego” pod red. M. Szymczaka oznacza „ogół dóbr należących do danej osoby albo instytucji; stan posiadania, mienie; duża suma pieniędzy”. To, co zostało ukradzione, nie należy do majątku złodzieja, bo nie jest jego dobrem, pokraczne jest więc Pańskie „Co ukradł niech mu zostanie […]”.
Quetzalcoatl: „Pan chce karać dzieci za grzechy rodziców”.
WSC: „A kto i gdzie mówił o jakiejś karze? Nie przypominam sobie.”
Pan postulował odebranie przyszłości potomstwu sprawców. Teraz Pan próbuje się wycofać z tego rakiem, ale Pańskie pierwotne sformułowania są w tym względzie jednoznaczne:
WSC: „I jedni i drudzy STRACĄ PRZYSZŁOŚĆ. Swoją i SWOICH POTOMKÓW.”
WSC: „Nie naprawimy państwa pozostawiając sprawcom destrukcji tego państwa jakikolwiek majątek. „Rozszerzony” brak majątku bez wątpienia wpłynie zaś na przyszłość potomstwa sprawców.”
Quetzalcoatl: „w Pańskich słowach widoczna jest głęboka aprobata dla zamordyzmu […]”
WSC: „Jeszcze raz, żebym nie musiał kolejny i kolejny: ja WRÓŻĘ z fusów historii. Widać wystarczająco dobrze, by ktoś, khem, czuł ciarki i czuł chłodną stal ostrza gilotyny zbliżającego się do portfela.”
Czy może Pan jaśniej wyrazić zamotaną myśl Pańskiego drugiego zdania. To jakaś aluzja – do mnie, do innych?
Quetzalcoatl: „Czy będą odległe, czy nie, a nawet czy w ogóle nastąpią – Pan nie wie i wiedzieć nie może, ale to Panu nie przeszkadza w głoszeniu swoich fantazji.”
WSC: „Ja wiem i wiedzieć mogę – jak każdy – że one prawdopodobnie nastąpią. Nie wiem jedynie kiedy.”
Ach, cóż za postęp w precyzowaniu myśli – nagle, po kilku komentarzach zawierających bajdurzenia o przyszłości utrzymane w formie kategorycznego stwierdzenia, pojawiło się słówko „prawdopodobnie”. Tak trzymać!
Quetzalcoatl: „w zakresie ograniczania swobód obywatelskich.”
WSC: „Ani odebranie złodziejowi łupu, ani przecięcie mafijnych powiązań towarzysko biznesowych *szczególnie po okresie dyktatury* nie są w moim rozumieniu ograniczeniem swobód obywatelskich.”
Ta część dyskusji odnosiła się do kwestii postulowanego wprowadzenia wilczego biletu, a odebranie złodziejowi łupu czy przecięcie powiązań mafijnych nie mieści się w tej kategorii. Proszę się skupić na tym, co Pan pisze.
WSC: „To kolejny neoliberalny slogan „zagarnąć publiczne to interes, oddać co się bezprawnie wzięło albo zapłacić za odbudowę tego, co się zniszczyło, to opresja”.”
Uwaga jak wyżej w ostatnim zdaniu. Proszę nie konfabulować na mój temat i nie przypisywać mi słów, których nie wypowiedziałem, nawet ubranych w rzekome hasła neoliberalizmu!
Quetzalcoatl: „Pan się nawet nie zająknął o poprawie systemu.”
WSC: „Zająknąłem się. W SO nawet kilka razy. […]
Nie opisuję Pańskiej całej produkcji na tutejszym portalu, bo jej nie znam i poznawać nie mam ochoty, lecz Pańskie wypowiedzi w tej konkretnej dyskusji.
WSC: „Tyle że mamy teraz sytuację (również wielokrotnie w historii występującą) szybkiego wprowadzania dyktatury. Po niej należy spodziewać się rewolucji, z jej trybunałami ludowymi. Cykl ten zakłócić może oczywiście wojna.”
Wróżbita Maciej zrobił jakąś tam karierę w mediach, ale widzę, że w SO wyrasta mu konkurencja – wróżbita WSC.
WSC: „[A miłą polemikę powyższą dedykuję p. Grabowskiemu, który w podstawówce wszczepiał nam umiłowanie historii nie wymagając od nas znajomości dokładnych dat, za to dokładnie sprawdzając czy rozumiemy, co z czego wynikło.]”
I panu Grabowskiemu, uczącemu Pana historii w podstawówce, wyszło, że Pan rozumie, co z czego wynika w procesie dziejowym? Zdumiewające!!!
Cóż. Kolejny post z argumentami niemal wyłącznie ad personam. Kulturalnym czytelnikom oraz sobie oszczędzę więc kontynuacji. Miło jednak widzieć, że postulowane przeze mnie wykładanie aparatczykom reżimu ich możliwej przyszłości działa. I to jak pięknie działa. Za to dziękuję.
P.S. Czekałem niecierpliwie na choćby akapit o Hiszpanii czy o naszym 1989, ale się nie doczekałem. A byłyby dużo bardziej nośne niż osobiste wycieczki. Co do mojej aprobaty dla spłaty części szkód całym majątkiem sprawców – jest pełna i niewzruszona. EOT. A nawet *PLONK*.
Czy nie potrafiąc znaleźć sensownych argumentów na poparcie głoszonych przez siebie poglądów, zawsze ucieka się Pan do konfabulacji na temat rozmówcy, choć Pan o nim samym nic nie wie:
WSC: „Miło jednak widzieć, że postulowane przeze mnie wykładanie APARATCZYKOM REŻIMU ich możliwej przyszłości działa. I to jak pięknie działa. Za to dziękuję.”
Domyślam się, że odpowiedź brzmi: „tak”, a w takim razie gratuluję Panu słusznej decyzji o rezygnacji z dalszego ośmieszania się przed czytelnikami Pańskimi infantylnymi przewidywaniami przyszłości opartymi na… „wróżeniu z fusów historii” (cóż za profesjonalna metoda opisu zjawisk).
Rzeczywiście. Mój skrót myślowy o lekcjach historii dla aparatczyków mógł sprawiać wrażenie, że odnosi się personalnie do pana QUETZCOATLA, za co serdecznie go przepraszam. Nie jego personalnie miałem na myśli, tylko grupę aparatczyków.
Sprecyzuję, co miałem: otóż zaprezentowany przez mojego interlokutora poziom reakcji na prosty opis skutków uczestnictwa w „dobrej” zmianie wskazuje że (postulowana w innym wątku) metoda uświadamiania aparatczykom możliwych konsekwencji działa (będzie działać). EOT.
WSC: „[…] pana QUETZCOATLA, za co serdecznie go przepraszam. Nie jego personalnie miałem na myśli, tylko grupę aparatczyków. Sprecyzuję, co miałem: otóż zaprezentowany przez mojego interlokutora poziom reakcji na prosty opis skutków uczestnictwa w „dobrej” zmianie wskazuje że (postulowana w innym wątku) metoda uświadamiania aparatczykom możliwych konsekwencji działa (będzie działać). EOT.”
Nie bardzo rozumiem, po co Pan mnie przeprasza za insynuowanie mi bycia reżimowym aparatczykiem, skoro w zdaniu następującym po przeprosinach znów Pan wiąże moją odpowiedź na swoje „rewelacje” z jakimś uświadamianiem reżimowym aparatczykom możliwych konsekwencji ich poczynań.
Ułatwię Panu rozwiązanie tego problemu, bo Pan najwyraźniej nie bardzo rozumie ani tego, co Pan czyta, ani chyba nawet i tego, co Pan pisze.
Jeśli Pan w swojej wyobraźni połączył moją osobę z jakimiś aparatczykami, to trudno, swojej wyobraźni, karmiącej się wymysłami bez jakiegokolwiek poparcia w faktach, Pan i tak nie przeskoczy, jeśli zaś Pan się opamiętał i zrozumiał, że przypisywanie komuś, o kim Pan nic nie wie, jakiejś dziwacznej przynależności, będącej jedynie produktem Pańskiej wyobraźni, jest czymś niewłaściwym, to wtedy warto być konsekwentnym i nie powtarzać błędów popełnionych chwilę wcześniej.