Jerzy Szperkowicz: Półtora roku wyroku wyborczego za nami

 

2017-05-05.

[dropcap]B[/dropcap]utni samodzielną większością sejmową i prezydenturą trzymają się jednego: nic nie może pozostać, jak było. Wszystko ma się zmienić na ład niekoniecznie nowy, byle inny.

Niezdolność do podjęcia dorobku poprzedników nie wróży najlepiej. W minionym stuleciu upadły dwie zbrodnicze próby naprawy świata. Hitler ustanawiał Niemców narodem panów, Stalin swoich podwładnych – narodem sług. Wynik mógłby być ostrzeżeniem dla zaczadzonych złudzeniem wszechmocy. Na to się nie zanosi.

Może niezbyt sprawiedliwie, ale działa bakszyszowy program 500+. Osoby starsze podobno korzystają z szeregu bezpłatnych leków.

„To dopiero początek” – zapewnia premier Szydło i wylicza programy w różnym stopniu zaawansowania: Mieszkania+, podwyżka płacy minimalnej, podwyżka stawki godzinowej, podwyżka minimalnej emerytury.

Przysłania się w ten sposób ciemną stronę medalu: media publiczne na krótkiej smyczy, ręcznie sterowana prokuratura, swoboda inwigilacji obywateli także przez internet, skasowana służba cywilna, niekonstytucyjne ograniczenie prawa do zgromadzeń publicznych i fakt, że oskarżenia obcych o wnoszenie do kraju zarazków natchnęły do przypadków przemocy fizycznej na tle rasowym i nacjonalistycznym.

„Naprawiono” Trybunał Konstytucyjny. Nastąpił największy przyrost długu publicznego. Z giełdy uciekają zagraniczni inwestorzy. Bankrutują liczniejsze przedsiębiorstwa, zaradni wynoszą się z kraju. Została podkopana pozycja Polski w Unii Europejskiej. Obrażamy przyjaciół (zwinięty Trójkąt Weimarski).

„To dopiero początek” – uspokaja swoich niecierpliwych prezes PiS.

W perspektywie – przełom ustrojowy. Ma powstać ośrodek decyzyjny z głównym jedynym dysponentem o nieznanej jeszcze nazwie urzędu (naczelnik państwa – lansuje ONR nie budząc sprzeciwu), wiadomo natomiast w jakiej obsadzie personalnej. Warunek wstępny to unieszkodliwienie konstytucyjnej kontroli ustaw. Większyści mówili o tym kroku niezwłocznie po przejęciu władzy: Trybunał zostanie naprawiony, inaczej blokowałby nam ustawy „dobrej zmiany”.

Najnowsza, a wcale nie ostatnia, ustawa o Trybunale, podobnie jak niektóre poprzednie, łagodzi jedne rażące wady regulacji wcześniejszej ale dodaje nowe. Organy unijne – Komisja Wenecka, Komisja Europejska – za każdym razem dostrzegają postęp; szkoda, że tak niepełny, co dla rządzących jest stronnicze i niesprawiedliwe. Rząd zbojkotował ostatnie posiedzenie Komisji Weneckiej, żeby – jak powiedziano – jej nie uwiarygodniać. Również współpracę z Komisją Europejską co do oceny stanu praworządności w Polsce uznano za bezowocną i bezcelową.

Czy nasi większyści są antyunijni? Bynajmniej! Kiedy premier Szydło wyrwała się przed szereg

usuwając unijną flagę z tła swoich konferencji prasowych, prezes Jarosław Kaczyński odciął się od

haseł wychodzenia z Unii jako szkodnictwa. Rządzący są za Unią Europejską, ale nie za tą, do której należymy, gdzie jakoby mówi się, że mamy przyjąć wszystkie ich normy, wszystkie przekonania, ich kulturę, nie możemy realizować swoich dążeń i swoich interesów, musimy realizować przede wszystkim ich interesy – silniejszych.

Prezes chce silnej Polski, w silnej Unii Europejskiej, gdzie Polska będzie ostoją i redutą wolności. „Czeka nas trudna droga. W górę. Będą nas obrzucać kamieniami. Może spadną lawiny. Idziemy. I dojdziemy”.

Pan prezes zamierza przewodzić – w duecie z Węgrami – przebudowie Unii. Usunięcie w Białej Podlaskiej flagi unijnej razem z jej masztem, żeby się przypodobać wiceministrowi Zielińskiemu to odczytywanie prawdziwych oczekiwań rządzących.

Kiedy ruszamy na ostro, panie premierze, kiedy?

W roku 2018 będziemy obchodzić setną rocznicę odzyskania Niepodległości. Obchody rozciągną się na następne trzy lata. To czas spełnienia.

Po Trybunale „naprawa Rzeczpospolitej” skupi się na ulepszeniu ustroju sądownictwa. Organizację sądów będzie zmieniać władza ustawodawcza, zaś nominacje i awanse zechce zatwierdzać – wykonawcza. Powstaje ośrodek wsparcia słusznych organizacji pozarządowych. W gospodarce repolonizacja banków i mnóstwo nieostrych planów. W lecznictwie sieć szpitalna, dość prywatnych lecznic. W kulturze wsparcie dla twórców dzieł narodowym w duchu i patriotycznych w treści.

Czego będzie teraz uczyć szkoła – bez gimnazjów i obowiązku szkolnego sześciolatków? Mona być pewnym. Nikt nie wyjdzie z jakiejkolwiek szkoły bez przekonania, że nie będzie prawdziwie wolnej Polski bez prawdy i uczczenia ofiar katastrofy smoleńskiej.

Wygląda to na luźny spis planów, zamiarów i obietnic, ale jest ofertą.

Za poparcie tych i innych pomysłów (prezes Jarosław ma ich bez liku) większyści są gotowi dopuścić wszystkich do wspólnego z nimi świętowania setnej rocznicy.

Także Polaków gorszego sortu? Bez przesady.

Nie jest jasne, czy w tym rozdaniu „dobrej zmiany” mieści się zapowiadana nowa konstytucja? Jeśli tak, to najprawdopodobniej wystąpi kwestia obniżenia progu frekwencyjnego referendum z 50 do 30 czy 20 proc. Większyści spróbują tak przerazić społeczeństwo, że zgodzi się na wszystko. Jeden ze scenariuszy sprzed roku: „kryterium uliczne” prowadzi do starć i ofiar, minister Macierewicz wyprowadza wojsko… po roku już nie wojsko, po co wojsko, wystarczą podporządkowane jemu osobiście hufce obrony terytorialnej, szkolone do stawiania czoła niepokojom. Za dwa lata mają liczyć 50 tysięcy żołnierzy, nie gorszych od rosyjskiego specnazu.

Straszenie? Z jakiego, przepraszam, powodu mają na większystów sypać się kamienie i spadać lawiny? Chyba nie z powodu zapowiedzianej pomnikowej samowoli na Krakowskim Przedmieściu? Nie z powodu odmowy wspierania in vitro? Takich wizji nie przywołuje się dla ozdoby. Oczekujemy zapewnień, że siłowy scenariusz nie wchodzi w rachubę.

Minister obrony przez ponad rok był najważniejszą wizerunkowo postać polskiej polityki. Jaki wizerunek Polska mu zawdzięcza, każdy widzi.

Szalona bajka o francuskich desantowcach „Mistral” odsprzedanych przez Egipt Rosji pojawiła się w okolicy protestów ulicznych i nieprzychylnych komentarzy po słowach Jarosława Kaczyńskiego o dążeniu do tego, by płód nawet ciężko zdeformowany, bez szans na przeżycie, był donoszony, co umożliwi chrzest i pogrzeb.

Bez trudu znajdziemy przykłady podobnych przykryć. Proszę sprawdzić, kiedy pojawiła się sztuczna mgła, rozpylony hel, rewelacja o trzech osobach, które rzekomo przeżyły katastrofę.

W świetle tych zestawień Minister Obrony jawi się jako oddany duszą i ciałem spec od zacierania (kosztem własnego autorytetu i – później – także powagi urzędu) pochopnych deklaracji szefa.

Jeśli tak, po słowach o spowolnieniu i przedsiębiorcach, którzy nie inwestując czekają na powrót poprzedniej władzy, usłyszymy coś naprawdę mocnego.

I jest! Dobra zmiana. Polska armia zostanie dozbrojona w pierwsze dziesięć armatohaubic KRAB, których modernizacja po 15 latach szczęśliwie dobrnęła kresu, i w dwa ćwiczebne helikoptery Black Hawk dla komandosów. Pierwsze 1000 dronów trafi wkrótce do armii. Nie duby smolone, a zawrotne sukcesy mają budować pozycję ministra. O zastrzeżeniach do zakupu Caracali mówił Antoni Macierewicz jeszcze w kampanii wyborczej. Okazuje się, że wykoleił ten kontrakt przewodniczący podkomisji smoleńskiej Wacław Berczyński, jakoby lobbysta konkurencyjnej firmy.

Prezes Kaczyński łaknie zemsty. W Antonim Macierewiczu ma niezawodnego palacza smoleńskiego stosu. Na tym polegała nienaruszalna pozycja ministra obrony. Mogły go spotykać

reprymendy, jak po Mistralach za dolara czy forsowaniu apelu smoleńskiego w rocznicę Powstania. Pozostawał niezastąpiony. Fakt, że w kampanii wyborczej Smoleńsk był nieobecny a Macierewicz schowany, świadczy o zimnej grze. I jeszcze jeden powód dotychczasowego faworyzowania ministra obrony: nie podoba się komuś Jarosław, będzie miał Antoniego.

Ostatnio gwiazda Ministra Obrony przyblakła.

Ten moment wykorzystuje prezydent Andrzej Duda na wzmocnienie własnej pozycji. Jego zapowiedź rozstrzygnięcia w przyszłym roku w referendum czy potrzebne są zmiany konstytucji jest powrotem w okolice projektu z 2010 o centralnym ośrodku decyzyjnym, projektu chowanym na czas kolejnych wyborów. Drobne gesty prezydenta jak ofiarowanie spinek Wielkiej Orkiestrze Owsiaka mają skłonić sentymentalnych do powiedzenie, ale jednak….

Nie myliłem się pisząc o wierności zwycięskiego elektoratu. Zniesie wiele.

Ktoś napisał: mamy ciszę przed kolejną burzą wyborczą, jak słodko się śpi. Tę ciszę mieliśmy i została przespana przed 25 października 2015.

Tym razem maszerują obrońcy demokracji, falują czarne parasolki, jeżą się nauczyciele, adwokaci wręczają prezydentowi egzemplarz ignorowanej przezeń konstytucji, sąd odmawia aresztowania Józefa Piniora.

Protest przeciw zawłaszczaniu pierwszeństwa do demonstracji. Protest opozycji w Sejmie i przed Sejmem przeciw uchwalenie budżetu państwa przez klub poselski PiS. To dobrze. ale wciąż brakuje refleksji nad przyczynami klęski wyborczej poprzedniego układu. Np. oddanie PiS-owi na wyłączność pamięci o katastrofie smoleńskiej. Miesięcznice, wynalazek obyczajowy i językowy w skali świata, stały się dźwignią poparcia. Na co dzień mit o zamachu uprawia sekta smoleńska, nieczuła na żadne argumenty ni dowody techniczne, wspierana przez władze.

Poprzednie rządy – wbrew fałszywej opinii – wykazały całkowite niezrozumienie świata dzisiejszych mediów. Dały sobie opluć i zohydzić nawet tak bezsporny sukces jak status Zielonej Wyspy. Twierdzę, że każdy występ publiczny puchatego guru od propagandy rządowej zniechęcał 300 potencjalnych wyborców. Mnóstwo do odrabiania.

Tym razem maszerują obrońcy demokracji, falują czarne parasolki, jeżą się nauczyciele, adwokaci wręczają prezydentowi egzemplarz ignorowanej przezeń konstytucji, sąd odmawia aresztowania Józefa Piniora. Prezes Kaczyński nie spłoszy się fukaniem przez megafony. Przystąpił do uwodzenia elektoratu wiejskiego przy dźwięku trąb i bębnów strażackich. To jest zasadnicza rozgrywka o wynik wyborów samorządowych. Do walki sposobi się kryptopisowska struktura obywatelska. Nawet wpisali sobie do repertuaru haseł dobro wspólne, krzycząco sprzeczne z ich „lepszym sortem” Polaków i patriotów

Niech nikt nie liczy, jak przed rokiem, że prawda obroni się sama. Dobrze ją mieć po swojej stronie, ale to nie wystarczy. Trzeba upuścić potu i łez. Nie siedzimy z założonymi rękami teraz, jak nie siedzieliśmy przed rokiem. „Nie ma woli walki” – donoszono ze sztabu głównej siły opozycyjnej. Teraz wygląda to bez porównania lepiej. „Sromotne zwycięstwo” PIS 27:1 w walce przeciw przedłużeniu kadencji obecnego szefa Rady Europejskiej ukazało rozbieżność między polityką wyprowadzania Polski na margines istniejącej Unii Europejskiej, a życzeniem 79 proc. uczestników sondażu, by Polska należała do ścisłego grona państw decydujących o rozwoju tej wspólnoty.

 

Jerzy Szperkowicz

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com