Nieczęsto zdarza mi się pisywać recenzje, bo nie mój to fach, a nie lubię włazić komuś na jego poletko.
Zdarza się jednak, że kulturalne zainteresowania idą w parze z historią i wówczas zwyczajnie trudno się oprzeć.
Nikt raczej nie zaprzeczy, że Marlena Dietrich jest postacią historyczną. Pod każdym względem.
Zarówno jako gwiazda klasycznego kabaretu, filmu i teatru, jak i jako działaczka społeczna i polityczna, która potrafiła w chwili próby wybrać właściwą stronę i działać na jej rzecz bez chwili zawahania.
Przez znawców uznawana za klasyka/czkę tak wyrazistą, że wykonawców współczesnych zwyczajnie strach oblatuje, gdy mają zagrać jej rolę w przedstawieniu czy filmie. Zmierzyć się z legendą, to ani proste, ani bezpieczne dla image aktora, który całe życie musi walczyć o swoją „markę”, a każde potknięcie może ciągnąć się za nim latami powodując niezbyt mile widziane konsekwencje.
Dlatego też z niejakim zaskoczeniem przyjąłem informację, że w Teatrze Muzycznym w Gdyni czeka na mnie spektakl pt. „Szary anioł”, złożony z piosenek Marleny Dietrich.
Wprawdzie Teatr Muzyczny ma już na swoim koncie wspaniałe i głośne premiery, ale tym razem sytuacja była szczególna.
Wykonawcami mieli być dyplomanci Państwowego Policealnego Studium Wokalno Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni.
Młodzi ludzie po zakończeniu 4 letniej nauki mieli pokazać czego się nauczyli, co im przekazano w zakresie piosenki aktorskiej, pochwalić się warsztatem, talentem i możliwościami. Taki spektakl to część ich końcowego egzaminu.
Oprócz zaskoczenia (bo temat i dla doświadczonych aktorów niełatwy) zaciągnęła mnie na ten egzamin ciekawość jak też współczesna młodzież „widzi” i „słyszy” Marlenę Dietrich – „pannę, Madonnę, legendę tych lat…”.
Spektakl wyreżyserował Marek Richter, człowiek zdecydowanie zbyt mało obecny na polskiej scenie muzycznej, doskonały interpretator piosenki aktorskiej, którego ostatnio nagrana kapitalna płyta czeka właśnie na sfinansowanie wydania (obywatelu G.! Słyszy pan?!)
Ernest Bryll – zwiastun płyty do muzyki Piotra Jana Ulatowskiego
Zwiastun płyty do poezji Ernesta Brylla ” Dokąd tak biegniemy ” z muzyką Piotra Jana Ulatowskiego. Planujemy wydanie płyty na wiosnę 2017 r. Jesteśmy w trakcie zbierania funduszy . Piotr Jan Ulatowski
Trzeba przyznać, że było w tym spore ryzyko, bo czym innym jest samemu coś potrafić, a czym innym nauczyć tego ludzi z innego pokolenia mających do tematu stosunek nacechowany ich własnymi doświadczeniami i to ze zdecydowanie innego świata, niż ten, który my sami pamiętamy. Wyczucie klimatu, chwytanie niuansów, ubranie Marleny w skórę dzisiejszych dwudziestolatków – to nie jest zadanie dla każdego.
No, chyba że ma się właściwy „materiał” ludzki.
Po obejrzeniu spektaklu mogę z przekonaniem stwierdzić, że „materiał” jest i to taki, że klękajcie narody!
Dawno nie powiało w moją stronę takim optymizmem jak po tej wizycie w Teatrze Muzycznym.
Dziś kiedy jeśli już słyszy się o kulturze, to zazwyczaj w kontekście chuligańskich wyczynów polityków, jest naprawdę czymś wielce optymistycznym zobaczyć młodzież, która będzie rządziła naszymi scenami w czasie gdy po rzeczonych politykach śniegi zasypią już wszelkie ślady.
Ku mojemu zdumieniu na scenie pojawiły się „prawdziwe Marleny” (myślę, że ona sama rozpoznałaby się bez zastrzeżeń) i to w wydaniu damsko męskim (część piosenek śpiewali panowie), które stworzyły klimat do złudzenia przypominający ten, który możemy jeszcze czasem obserwować na starych taśmach filmowych.
Faktem jest, że do PPSWA nie przyjmuje się każdego, trzeba wykazać się możliwościami zarówno aktorskimi jak i wokalnymi, ale szlifowanie najpiękniejszych nawet diamentów zajmuje często więcej czasu, niż 4 wyznaczone planem zajęć lata.
A oni już są doskonali!
PPSWA w Gdyni. Dyplom (piosenka aktorska) Marlena Dietrich – Szary Anioł.
Fragmenty z prób do egzaminu dyplomowego IV roku PPSWA z piosenki aktorskiej.
Obsiadając kawiarniane stoliki i wstając od nich dla wykonania kolejnego numeru młodzi ludzie czuli się najwyraźniej jak ryby wodzie. Grająca na scenie orkiestra (nie w kanale) pod dyrekcją Mariana Benedyki też dodawała smaczku i poczucia uczestnictwa w czymś prawdziwym, „normalnym”. Na godzinę przenosiliśmy się do prawdziwego kabaretu lat 30tych.
Usłyszeliśmy m.in. takie znane utwory jak „Falling in love again”, „Ich bin die fesche Lola”, „Johnny”, „The Boys in the Backroom”, czy słynną „Lili Marleen”. Prócz tego „Give me the man”, „Another Spring, Another Love” czy „Das Lied ist aus” i in.
Chociaż nie jest to do końca zgodne ze zwyczajami SO, pozwolę sobie polecić łaskawej pamięci czytelników nazwiska tych młodych ludzi.
Karolina Piwosz, Ewelina Hinc, Martyna Gogołkiewicz, Hanna Łubieńska, Ewa Walczak, Gabriel Dubiel, Michał Sienkiewicz, Patryk Kazek, Dariusz Czarniecki, Paweł Sikora
Warto je przechować w pamięci i za czas jakiś sprawdzić gdzie i jak ich „zagospodarowano”.
Choreografię opracowali Jarosław Rzepiak i Jan Madej.
Spektakl uzupełniała obecność p. Celiny Muzy, niegdysiejszej absolwentki PPSWA, która wcieliła się w postać „prawdziwej” Marleny i siedząc z boku co jakiś czas wrzucała cytaty z jej niegdysiejszych wypowiedzi publicznych, czym jeszcze „doprawiała” atmosferę.
Nawiasem mówiąc, jeden z cytatów z Marleny był niegdyś wygłoszony przez nią jako … cytat z kogoś innego.
„Świat bez burdelu byłby jak dom bez ubikacji” – to samo zdanie cytowałem jakiś czas temu na wykładzie z historii kobiet omawiając tzw. wiktoriańską moralność.
Pani Muza na koniec przedstawienia zaprezentowała swoją interpretację piosenki, którą Marlena śpiewała do swojej matki (po latach niezbyt czułych kontaktów), a do której muzykę napisał nie kto inny, jak Czesław Niemen.
Piosenka „przehandlowana” w czasie wspólnych występów w 1964 roku była doskonałym zakończeniem dyplomowej premiery i zarazem pytaniem do nas, publiczności.
Czy mnie jeszcze pamiętasz?
Marlene Dietrich – Mutter, Hast Du Mir Vergeben?
The original of this song is polish and it’ s called 'Czy mnie jeszcze pamiętasz’.. Marlene wrote her own lyrics for this song and dedicated it to her mother.. If you know the story of her life you will understand what she wanted to say… Mutter, hast du mir vergeben?
Może się komuś wydać, że moja recenzja jest nazbyt entuzjastyczna. To nie do końca tak. Na ogół bywam krytyczny i w stosunku do siebie i do przyjaciół, ale gdybym nawet zauważył drobne mankamenty, to tym razem bym sobie darował wytykanie ich młodym ludziom, którzy dostarczyli mi takiej dawki optymizmu związanego z przyszłością polskiej kultury.
Nazbyt wiele dzieje się dziś w niej złego, by nie docenić młodzieży pełnej zapału, a obdarzonej wielkimi talentami, które – mam nadzieję – przetrwają daleko dłużej, niż wszystko co tę kulturę z premedytacją i szatańskim zapałem psuje.
Wiele razy wykazywałem brak optymizmu jeśli chodzi o naszą najbliższą przyszłość jako państwa i narodu.
Niech to nie zabrzmi zbyt pompatycznie, ale dopóki trwać będzie polska kultura i będzie komu o nią zadbać (a grzechy w tym zakresie dotyczą każdej rządzącej formacji), można wciąż żywić nadzieję.
Jeśli ktoś będzie 19 czerwca w Gdyni to ma okazję zobaczyć raz jeszcze ten spektakl, tym razem na dużej scenie Teatru Muzycznego, do czego z całego serca namawiam.
Jerzy Łukaszewski
P.S. Swego czasu sam parodiowałem tekst słynnej „Lili Marlene”, ale i w tym względzie mnie pan Richter zaskoczył. Dał ją mianowicie do wykonania… dwom panom!
Efekt rewelacyjny!


Szary anioł ? Narzuca się, bo i filmy takie wtedy były. Szara Diva, szarzy jej wszyscy kochankowie. Ja widziałem ją jeszcze w kolorze, w świetle jupiterów Sali Kongresowej, podobnie jak niesamowitą Josephine Backer. To nasza, europejska, kultura historyczna, co jest i będzie, w przeciwieństwie do tzw. „polityki historycznej”, co ją zadepczemy równo z gruntem, jako rakowaty wrzód na historii. Aby patrzeć na nią wstecz swobodnie, bez takich kretowisk.
. A swoją drogą, to nagranie jest minder (rozumiem, że z sali) . Ale oczywiście nagrają to w jakimś studio ? Kupię, oczywiście.
Skoro widziałeś ją w Kongresowej, musiałeś też widzieć tam Niemena, bo z tego co opowiadał Walicki (Grań) to N-Cz grali jako jej support w tym koncercie.
A ja tak się cały czas zastanawiam, dlaczego tak lubimy wspominać tamtych artystów i ich dokonania, a kiedy samemu przyjdzie się zabrać do roboty, to jakoś wychodzi to żałośnie. Co się zmieniło? Oczekiwania widza, talenty wyzdychały (z tego co widziałem w sobotę – absolutnie nie) sposób przekazu czy co?
W zasobach YouTuby:
https://youtu.be/cFqmY4po458
https://youtu.be/rsz6OypsVCY
Pospektaklowe wrażenia Luka – miód na serce (pracuję w Studiu Baduszkowej). Obejrzę spektakl dopiero dzisiaj, ale wiem, do czego są zdolni – Marek i czwarty rok!
Piosenkę Niemena w wykonaniu Marleny Dietrich mam na ,,stałe” kiedy tylko otwieram youtube. Nie znam niemieckiego ale tą matką to chyba ojczyzna i problem ,,zdrady” Niemiec czego wielu rodaków nie umiało jej zapomnieć.
I tak i nie. Niuans pomiędzy Vaterland a Heimat powoduje, że piosenkę można odczytać na dwa sposoby. Na dodatek z matką po jej ponownym zamążpójściu nie miała najlepszych relacji, czuła się odrzucona, a więc wersja „osobista” jest uprawniona” w stopniu co najmniej równym.
Wersja „ojczyźniana (ona śpiewa Heimat) byłaby odpowiedzią na nie jej problem, ona takiego nigdy nie miała. To był problem niektórych Niemców i to grubo po II wojnie, co warto odnotować.
Zupełnym curiosum był jednak komentarz Polaka pod jakimś artykułem o niej, w którym zarzucał jej „zdradę” Niemiec!
Nie wiem o czym myślał pisząc go i czy w ogóle myślał.
@ J.LUK – poruszył Pan temat mojej ulubionej artystki XX wieku. W domu moich rodziców były jej płyty analogowe i lubiłem jej słuchać, od czasu kiedy była pierwszy raz w Polsce, czyli od roku 1964. Pamiętam jak mój ojciec lubił śpiewać piosenkę Lili Marleen, znając do końca życia jej niemieckią wersje na pamięć. Kiedy kilka dni przed śmiercią zaniosłem mu filmik z YOUTUBE z tą poiosenka i wydrukowane słowa niemickie, był wyraźnie wzruszony. Oglądał filmik spiewając. Wiele lat wcześniej opowiadał mi taką historyjkę z obozu pracy w srodkowej Hesji. W kamieniołomach pracowali oprócz przymusowo zesłanych Polaków takze Włosi, a potem jeńcy Rosjanie i Anglicy. Polacy wymogli od początku na komendanturze obozu prawo obchodzenia polskich świąt kościelnych, w tym Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Kiedy po kilku latach obchodzono według polskiego zwyczaju Wigilię BN Polacy spiewali kolędy. Ponieważ oprócz „Cichej nocy” kolęd wspólnych było mało próbowano znaleźć wspólna melodię i ….znaleziono. Wspólnie z Anglikami śpiewano właśnie Lili Marleen i Anglicy powoływali sie na spopularyzowanie jej na koncertach dla żołnierzy przez Marlenę Dietrich.
„Mutter, Hast Du Mir Vergeben?” lubię słuchać w chwilach zadumy. Dwa tygodnie temu napisałem na YOU TUBE co myślę o tym utworze: https://www.youtube.com/watch?v=YxFO0iD8qgQ a ponieważ ten komentarz widać dopiero po wpisaniu poszukiwania od najnowszych komentarzy przytaczam go tutaj w całości: „Slawek Lniany 2 tygodnie temu
Dwa arcydzieła – polskie i niemieckie. Dwie zupełnie odmienne relacje liryczne do tej samej muzyki Czesława Niemena. Marlena Dietrich napisała, kto wie czy nie najbardziej osobisty, tekst do piosenki znad Wisły. Lubie słuchac tej niezwykle wzruszajacej wersji „modlitwy” do matki i do ojczyzny. Przez wiele lat potepiana i nie akceptowana przez Niemców wykazała człowieczeństwo wyprzedzajace swoja epokę. „Była zdeklarowaną antynazistką. Przed wojną regularnie odrzucała propozycje powrotu do Niemiec i grania w filmach dla Hitlera. Po wybuchu wojny wywołała wściekłość w Trzeciej Rzeszy, ponieważ opowiedziała się przeciwko swojej ojczyźnie. W Niemczech nienawidzono ją za to jeszcze przez wiele lat po wojnie. Podczas uroczystości w 100. rocznicę jej urodzin burmistrz Berlina, Klaus Wowereit, przeprosił aktorkę za to, że Niemcy nie docenili jej twórczości za życia” – https://pl.wikipedia.org/wiki/Marlene_Dietrich Wartro o tym pamietać w czasach odradzajacych sie nacjonalizmów.”
Nie wiem czy Pan miał na myśli tego giganta myśli polskiej na Youtube: „Rafał Rogowiecki 10 miesięcy temu
Szmata kraj sprzedała.” ? Określenie „cymbał” to najłagodniejszy wymiar kary dla takiego indywiduum.
Marlena Dietrich pod wieloma względami przerastała i wyprzedzała swoją epokę , także pod wzgledem obyczajowym.
Tak entuzjastyczna recenzja jaką Pan napisał powoduje, że z pewnościa wybiorę się na to przedstawienie i namówię znajomych., na wspólna wyprawę do Gdyni.
No tak, o ten komentarz chodziło. Ciekawe byłoby posłuchać jego wyjaśnień, co miał na myśli. Może zwykły wrzód.
@PIRS o tym samym pomyślałem. Sprawa Marleny staje się aktualna na naszych oczach, bo czasy zaczynają wymagać jasnego samookreślenia się. I już widzimy pierwsze wybory jakich się dokonuje.
Ze wzruszeniem wysłuchałem Marleny. I myślałem o jej dzielnej decyzji stanięcia przeciw własnemu narodowi opanowanemu przez szaleństwo faszyzmu. Ciekawe, czy u nas w podobnej sytuacji znalazłoby się wielu z takim charakterem.
I oto mi właśnie chodziło dlatego słowo zdrada ująłem w cudzysłów. Jej heroiczna postawa wobec faszyzmu i nacjonalizmu nigdy nie została właściwie oceniona i DOCENIONA. Można śmiało powiedzieć wyjątkowa wśród Niemców. Moim zdaniem relacje z matką to subtelna zasłona dla właściwej inspiracji jaką był żal do rodaków. Może nadinterpretowuję?