2017-05-21.
…na jezuickim uniwersytecie w Bilbao
Zauważyłem, że od pewnego czasu moje wpisy na SO wzbudzają umiarkowane zainteresowanie. Nie uważam tego za problem; po prostu stwierdzam fakt, że nie wszystkich interesuje to, co dla mnie jest ciekawe. Pewnie tak jest też z doświadczeniem, z którym chciałem się podzielić z Czytelnikami. Niemniej jednak wydaje mi się na tyle znaczące, że uznałem za właściwe się nim podzielić z Czytelnikami.Otóż ostatnio (od 18 do 20 maja) wziąłem udział w międzynarodowej konferencji poświęconej edukacji i wychowaniu w Bilbao, która odbyła się na jezuickim uniwersytecie Deusto. Wstyd się przyznać, ale nie wiedziałem, że to jezuicki uniwersytet. Dopiero przechodząc przez most imienia Pedro Aruppe nad rzeką Nervion, dzielącą miasto i przyglądając się pomnikowi tegoż Aruppe zastanawiałem się dlaczego akurat ten charyzmatyczny jezuita (poznałem go w 1981 roku w Rzymie) patronuje uniwersytetowi. Potem jeszcze dowiedziałem się, że główna sala w uniwersyteckiej bibliotece nosi imię innego jezuity, Ignacio Ellacuria, zamordowanego w San Salvador w 1989 roku. Obaj, Aruppe i Ellacuria pochodzą właśnie z Bilbao. Ten pierwszy był generałem zakonu jezuitów od 1965 do 1983 roku, ten drugi należy do najważniejszych teologów wyzwolenia. Dziś uniwersytet kształci blisko 10 tysięcy studentów i jest jednym z najstarszych w Kraju Basków (założony w 1886 roku).
Zresztą o tej bogatej historii i dzisiejszych osiągnięciach można przeczytać na stronie internetowej.
Universidad | Deusto
La Universidad de Deusto se caracteriza por la formación en competencias y valores, gracias a un modelo pedagógico socialmente reconocido.
Dla mnie ciekawa była sama konferencja; tym bardziej, że ani edukacją, ani wychowaniem się nie zajmuję. Zaproszono mnie do udziału w panelu poświęconym wychowaniu jezuickiemu, bo kiedyś na temat historii zakonu pisałem i jak się okazuje te moje publikacje nie zostały całkiem zapomniane. Podobnie pozostali trzej paneliści wypowiadali się na temat działalności jezuitów (prof. Piccolo Guasto z uniwersytetu z Foggi mówił o jezuitach hiszpańskich działających we Włoszech po kasacie zakonu w Hiszpanii, dr Carl Antoniusz Lemie Dunque o kształceniu elit dla Europy w uniwersytecie Deusto, a George Nuhsbauer przedstawił działalność jezuitów w Wiedniu). Ja skupiłem się na historii jezuitów i ich wkładzie w wychowanie na przykładzie krajów Europy Środkowej i Wschodniej.
Ciekawy wydał mi się zwłaszcza epizod „zachowania jezuitów” przez carycę Katarzynę, która nie ogłosiła edyktu kasacyjnego papieża Klemensa XIV z 1773 roku. Rzecz jest dość egzotyczna i mało znana. Po I rozbiorze Polski w granicach Rosji znalazło się blisko 200 jezuitów, którzy stali się poddanymi rosyjskimi. Katarzyna nie tylko ich nie wyrzuciła z kraju (jak to robili władcy katoliccy), ale wykorzystała ich kompetencje i pozwoliła dalej działać. Po jej śmierci w 1796 roku jezuici działali nadal, a nawet w 1812 dzięki carskiej łaskawości stworzyli Akademię Połocką. Działała tylko osiem lat, gdyż w 1820 roku Aleksander I wydalił jezuitów z Rosji. Jednak ten krótki epizod ich działalności w prawosławnej Rosji jest wystarczająco ciekawy; do dzisiaj historycy wychowania w Polsce, Litwie, Białorusi i Rosji zastanawiają się czy ich obecność była korzystna, czy szkodliwa.
Pozostawiając rozstrzygnięcie sporu historykom – wracam do konferencji w Bilbao, która z wielu względów jest pouczająca, również ze względu na to, co się z wychowaniem dzieje w Polsce (jakoś nie słyszałem by problem ksenofobii, rosnącej agresji społecznej, a zwłaszcza niechęci wobec obcych był przedmiotem intensywnego namysłu w licznych i nas wydziałach pedagogicznych, ale mogę się mylić, proszę mnie poprawić jeśli tak jest!).
Przede wszystkim prawie we wszystkich wykładach i dyskusjach pojawiały się dwie kluczowe sprawy – postmodernizm i uchodźcy.
Ten pierwszy był analizowany jako teoretyczne wyzwanie poznawcze, a ci drudzy jako konkretny sprawdzian autentyczności wartości humanistycznych. Co ciekawe, nie rozpatrywano „problemu uchodźców” jako wyzwania politycznego i logistycznego tylko jako test na człowieczeństwo i jako sprawdzian spójności głoszonych zasad (w tym wartości chrześcijańskich) z praktyką życiową.
Jeden z prelegentów (Mikel Mazkiaran – Sekretarz Generalny Federacji Państwowej SOS Rasizm – jakże by się u nas taka organizacja przydała, bo przecież „Nigdy więcej” to stowarzyszenie ledwie tolerowane przez dzisiejszy rząd!) podkreślał, że uchodźca to przede wszystkim człowiek posiadający prawa i wskazywał na mechanizmy, które doprowadziły w Europie (głównie poprzez przedstawienia medialne) do postrzegania uchodźców jako „problemu”, którego należy się pozbyć, a nie rozwiązać zgodnie z międzynarodowymi regulacjami prawnymi. Jako przykład jedynego kraju, który zdał egzamin moralny i pomyślnie przeszedł test z człowieczeństwa podawał Niemcy.
Jeden z jezuitów (Jose Ignatio Garcia Jimenez z centrum uchodźców w Brukseli) mówił o paraliżu, w jakim znalazła się Europa pod wpływem lęku, jaki budzi w niej napływ uchodźców. Jezuita przedstawił działalność jezuitów w tym zakresie od początku lat 50., a więc od okresu tuż po II wojnie światowej – i wskazywał na krótką pamięć tych, którzy jeszcze wczoraj sami byli uchodźcami.
Było też sporo wykładów „praktycznych” jak można rozwiązywać konkretne problemy. Muszę przyznać, że nie mogłem się w te dyskusje włączyć bo moje doświadczenia praktyczne są żadne. Owszem – mogłem dodać, że i nasi politycy robią wiele by wzmacniać europejski paraliż w sprawie uchodźców, a zwłaszcza opowiedzieć jak nie omijają żadnej okazji by lęk przed uchodźcami wzmacniać.
By nie kończyć jednak minorowo mojej notatki z Bilbao – chcę wspomnieć o konferencji, która ma się odbyć na moim uniwersytecie 8 czerwca na temat „Uchodźcy – pytanie o fundamenty Europy”, którą wraz z Uniwersytetem Warszawskim współorganizuje Fundacja Służby Rzeczpospolitej. Wybieram się i obiecuję, że zdam z niej sprawę.
Konferencja zapowiada się ciekawie przede wszystkim dlatego, że zabiorą głos praktycy, m.in. prof. Adam Daniel Rotfeld z Fundacji Służby Rzeczpospolitej, bp Krzysztof Zadarko, który jest delegatem Episkopatu ds. imigracji i dr Massimiliano Signifredi ze wspólnoty Sant’Egidio zaangażowanej w pomoc uchodźcom. Być może następnym razem, jeśli Universidad de Deusto znowu mnie zaprosi, będę mógł się podzielić refleksjami na temat polskiego wkładu w budowanie fundamentów Europy.
Stanisław Obirek


Drobna uwaga, drogi Profesorze: niezbyt obfita dyskusja nie jest dowodem na małą liczbę Czytelników danego tekstu, ale głównie (i niemal wyłącznie) na to, że jego tezy nie budzą wśród odbiorców specjalnych kontrowersji.
Pełna zgoda z Adminem.
A teraz kontrowersje…
Pierwsze primo;
Klasztory męskie od wieków tworzyły znakomitą edukację dla pci męskiej bo kobiety były naczyniami rozpusty rozkosznej dla tej męskiej pci. A to jak wiemy zawsze było dziełem szatana, nawet dzisiaj.
Fachowcy twierdzą, że doznania rozkoszy od tej samej pci są silniejsze ale odpuśćmy sobie ten drobiazg.
Może być baba, tyż fajnie choć pyskuje często bez sensu.
Drugie primo;
Naczynia rozpusty ponoć mają te same prawa co pcia przeciwna i nie widzę szansy na pogłębianie ich wiedzy wszelakiej przez singli z wyboru własnego, lepiej jak potomek dziecięcy pci nijakiej, odbiera obecnie edukację koedukacyjną od baby i od chłopa.
Zgodnie z prawem naturalnym rodzina to chłop i baba i nie ma to znaczenia czy są szczęśliwi, tak ma być bo bozia nakazała! Czy słusznie? Trwają dyskusje…
Po trzecie primo;
Single menskie napominają swoje owieczki od wieków jak należy żyć aby, to singlom przypadło do gustu, bo porządek musi być!
Ja singiel, nie mam potomstwa ale owce moje muszą się mnożyć, dostarczać nowych kandydatów do naszych wyróżniających się pod każdym względem męskich klubów na całym globie złożonych z singli.
Te kluby nie stawiają barier etnicznych czy rasowych, wystarczy że członkowie przestrzegają prawa klubowego, tego niepisanego też. No i wierzą podobnie w TO COŚ!
Misja szerzenia jedynej słusznej drogi do zbawienia każdej owieczki jest nadrzędna, wszędzie może być miejsce zamieszkania każdego członka klubu singli.
Dlatego rasizm i ksenofobia i nacjonalizm są be.
Po czwarte primo;
Lubiłem i dalej lubię odwiedzić obce strony, poznać powierzchownie nowych ludzi, wymienić kurtuazyjne uśmiechy,
zapewnić gospodarzy, że są moimi przyjaciółmi i takimi zostaną na zawsze. A potem ku ich zadowoleniu wyjechać i wrócić do własnego domu gdzie mam zapachy do których przywykłem, język który jest moim językiem, nawet plugawym ale go rozumiem.
Bo to jest MÓJ dom i nie chcę żadnej masowej egzotyki pod moimi oknami czy na moich ulicach.
Jestem nacjonalistom? A może rasistom? Na pewno ksenofobem, bo w czasie moich peregrynacji po świecie ksenofobia okazała się normą.
ps.
Drogi Profesorze..
Nie jestem pewien czy te bazgroły dadzą Panu mini satysfakcję a proszę wierzyć.
Lubię pańskie teksty, oglądnąłem wykład z zainteresowaniem dużym.
Akceptuję bądź nie, Pana poglądy.
Proszę mi wierzyć, napatrzyłem się na orient wystarczająco długo, to był kontakt z inną radykalnie kulturą.
Byłem obserwatorem, dopasowałem się do ich zwyczajów (Ramadan), miałem swoich ulubionych muezinów cudownie śpiewających Koran, chłonąłem wszystkie zapachy, widoki, kolory, pory roku, wszystko… nawet myślałem że rozumiem moich gospodarzy.
Błąd! To jest inna mentalność ukształtowana w innej cywilizacji. Inna moralność.
Wystarczy porozmawiać z kobietami co zawarły mieszane związki małżeńskie. O tym obecnie nic się nie mówi!
Ale ja, w Polsce, nie chcę tych śpiewów i zapachów, ich niezrozumiałej mowy, niezrozumiałego pisma, bo nie chcę!
Bo chcę być w DOMU! A oni mój dom będą urządzali tak jak mieli u siebie.
Chyba jednak jestem rasistą, tak jak ONI!
No cóż każdy z nas ma swoje doświadczenia i wyciąga z nich swoje wnioski. Dziś jest tak, że to nie my a inni są w potrzebie. Wstyd mi, że mój naród który przez wieki był przygarniany przez innych teraz na potrzebujących patrzy krzywo jako na zagrożenie jakie, a nie na możliwość spłaty długu historycznego. Nie jest mi wcale miło, że Niemcy nam przykład dają, bo wolałbym byśmy z siebie potrafili się zachowywać po ludzku. Źródła tego stanu rzeczy upatruję nie w rządzie, który jaki jest każdy widzi, ale w nas samych, a zwłaszcza w mediach naszych polskich, zwłaszcza katolickich, które potrafią wszystko, nawet ludzi w potrzebie, zohydzić. Co do nacjonalizmu to mam na podorędziu cytat z Lorda Actona, który Magogowi ku pamięci i przestrodze dedykuję: „Gdziekolwiek się pojawi [nacjonalizm S.O.], pozostawia po sobie materialne i moralne spustoszenie, a wszystko po to, by jakiś nowy wymysł mógł święcić triumfy na przekór dziełom Bożym i interesowi ludzkości. Nie sposób wyobrazić sobie żadnej zasady przemian czy myśli politycznej, która dorównałaby mu zasięgiem oddziaływania, żadnej, która byłaby równie wywrotowa i arbitralna”.
Tak było i tak jest i będzie, biada narodom ulegającym tej chorobie. W tej chwili Polska jest poważnie chora!
Sama jestem uchodzca z Kresow. Nie sądzcie że życie uchodzcy- nawet we własnym kraju- jest łatwe i przyjemne- lub ze ktokolwiek-przynajmniej w Polsce- wyciągał pomocna rękę i.t.p. Rozumiem że t.zw.uchodzcom nie chodzi o stały pobyt -lecz schronienie na czas trwania wojny w ich kraju- ale nie rozumiem dlaczego Unia nie nalega na zakonczenie tej wojny umożliwiajace powrót tych ludzi i umozliwienie im zycia w ich kulturze. A taki pobyt- w formie schronienia czasowego – stwarzałby całkiem inna sytuację. Wg.poboznego i światobliwego PIS w.g.Ewangelii żyć się nie da -Chrystus nie rozróżniał lepszych i gorszych bliżnich – pan Terlikowski uważa to za naiwność- stąd niewczesnym pomysłom okazania miłosierdzia kalekim dzieciom i zastrachanym babom- mowimy odwaznie- NIE !
Kwestia chyba też jest w tym że „nie można dać czegoś, czego samemu się nie posiada” – czy to będzie: pieniędzy, jedzenia, miłości, zrozumienia, litości, etc.
Z chrześcijańskiego punktu widzenia sprawa potęguje się w słowach „cokolwiek uczyniliście drugiemu mnieście uczynili…”
Apropos interwencji: Syria poprzez swoje strategiczne miejsce geograficzne i wielu ubiegających się o to, nie jest łatwym zadaniem do rozwiązania. Przemiana najlepiej gdyby była dokonała się jak w przypadku Indii pod przywództwem Gandhi’ego, czy w RPA z Mandelą…, ale na to już za późno.
Biała polska człowieka powinna się wstydzić że jest biała i katolicka.
Biała polska człowieka ponosi winę za wszystko co działo się na świecie do dzisiaj;
za kolonie, za niewolnictwo, za kanonierki, za wojny nad Morzem Śródziemnym i gdzie indziej, za terroryzm, za niszczenie bogatych narodów, za głód w Afryce, za migrację zarobkową, za migrację wojenną i wszystkie plagi
możliwe na świecie.
Polska biała człowieka jest okropna, udaje że jest katolicka a postępuje jak wszystkie inne kraje katolickie.
Wstyd!
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10120
a to w temacie, lepiej niż ja.
Drogi Magogu, też lubię czytać Pańskie, przepełnione troską o oświecenie Czytelników SO komentarze. Znam też publicystykę racjonalista.pl. Jednak w przypadku uchodźców zatrważa mnie zbieżność wyrażanych tam opinii (i pańskich), które przypominają, choć formułowane z odmiennych pozycji ideologicznych, opinie naszych prawicowych polityków i publicystów. Moje wyjazdy i poznawanie różnych kultur i religii (tak jak to Pan robi) wcale nie umniejsza mojego szacunku dla mojej własnej tradycji. Wręcz przeciwnie – varietas delectat, jak uczy św. Tomasz z Akwinu. Jednak moment dziejowy jest taki, że to inni potrzebują pomocy, a my możemy jej udzielić. Stąd moje poczucie wstydu i zażenowania wobec tłumaczeń i obecnego rządu i tego, który zaczął ten żenujący spektakl wykręcania się z elementarnej pomocny humanitarnej. Myślę, że w „tym temacie” nie mam więcej do powiedzenia, ale chciałbym być dobrze rozumiany. Nie jestem naiwnym pięknoduchem, ale w duchu Jozef.Borowicz pamiętam, co znaczy być biednym i potrzebującym i pamiętam jak ważna jest wyciągnięta ręka tych, którzy mogą i chcą pomóc. I już na koniec polecam tekst mego przyjaciela, emigranta z Wietnamu Petera Phan, „Przyjmując, chroniąc i kochając migranta, przyjmujemy, bronimy i kochamy samego Boga” opublikowanego 3.02 2017 w Gazecie Wyborczej.
Drogi Profesorze, ta moja troska o oświecenie innych to zwyczajnie część mojego belfrowskiego zawodu. Długo uczę.. i każdy z moich adeptów zawsze podejmował samodzielne decyzje czy chce zostać zawodowym komediantem, bo muzyk to też komediant. Nigdy nikogo nie namawiałem do zawodu muzyka, nawet tych bardzo zdolnych. Dawniej podpowiadałem lektury, dziś podpowiadam strony internetowe niczego nie oczekując od zainteresowanego czytaniem potrzebnych mu tekstów.
Największym utrapieniem ludzkości była niewiedza albo wiedza sączona przez wtajemniczonych. Internet rozwiązał ten problem. Jesteś osobą publiczną to nie dziw się, że piszą o tobie inaczej niż sobie byś życzył. Jest to stare zbójeckie prawo do pisania na ścianie w dworcowym kibelku.
Obecnie zalecana jest zasada, czytaj wszystkich, nie zważaj czy piszą prawdę czy nie,
czytaj i myśl samodzielnie i podejmuj racjonalne decyzje dotyczące ciebie i twojego otoczenia. Nie daj sobą manipulować nikomu, myśl!
Czasy sa trudne, niebezpieczne dla mojego kraju, nic obecnie nie jest gwarantowane,
zwłaszcza bezpieczeństwo.
Kiedy była wojna w Wietnamie, w ramach socjalistycznej pomocy Polska wysłała
dla bohaterskiego narodu walczącego z najeźdźcą amerykańskim dwa kontenery chłodnie, wypełnione krwią mającą ratować życie ludzkie.
Statek zawinął do portu, kontenery wyładowano na nadbrzeże i podziękowano.
Statek czekał na ładunek kilka dni, po dwóch dniach agregatom chłodniczym skończyło się paliwo, kapitan prosił aby miejscowe służby uruchomiły agregaty bo krew nie wytrzyma temperatury w której znajdowały się kontenery.
Kiedy odpływali agregaty chłodnicze milczały.
Nawet nie pozwolono im dodać paliwa do zbiorników.
Tak właśnie wygląda pomoc dawana tym pokrzywdzonym przez los czyli wojnę.
Jak mówisz A to zrób dalej B,C D bo twój wysiłek pójdzie na marne.
Jak chcesz być chrześcijaninem to bądź konsekwentny, otocz miłosierną troską udręczonego gościa i zadbaj o niego całkowicie, nakarm , napój, przyjmij do domu,
zadbaj o niego bardziej niż o swoją rodzinę, bo to jest chrześcijański nakaz.
Potem daj mu pracę która go zadowoli i nie oczekuj w zamian wdzięczności za to co zrobiłeś dla niego bo to się nie godzi.
A najważniejsze, nie napadaj na inne narody, nie czyń wojny a jak możesz to zrób wszystko aby się skończyła gdziekolwiek się toczy.
Ludzie to rasa drapieżców…
A ja właśnie dlatego lubię SO bo możemy sobie różne rzeczy dopowiedzieć i akurat Pańskie belferskie „wyznanie wiary” jest mi bardzo bliskie. Jako belfer myślę i działam podobnie.
Szanowny Panie Profesorze, nie wiem ile osób śledzi Pana wpisy na SO, pragnę jednak poinformować, że ja, z zainteresowaniem, czytam każdy.
To mój pierwszy komentarz na tym portalu i jest bezpośrednio spowodowany Pana refleksją dot. umiarkowanego zainteresowania. Nawet jeśli ani zainteresowanie, ani mój komentarz nie jest dla Pana istotny, to i tak pozwolę sobie napisać, że Pana słowa mają, przede wszystkim dla mnie, duże znaczenie.
Dodają mi otuchy i sprawiają, że poczucie samotności nie jest tak dojmujące. Oczywiście dotyczy to Pana poglądów społecznych, religijnych i politycznych, które w dużej części podzielam.
Nie mam jednak dla Pana wielu miłych słów. Ze swoim postrzeganiem i rozumieniem świata znajduje się Pan w wyjątkowej mniejszości, nie mam nawet pewności, czy znalazłby się Pan w wytykanej palcami, odpowiedzialnej za zło tego świata, grupie „lewaków”.
Przeglądam różne portale i fora internetowe, proszę mi wierzyć, dla wielu, również młodych a może szczególnie młodych Polaków, papież Franciszek to odstępca, a bp Pieronek, to posunięty w latach staruszek, który nie wie co mówi. Pisze Pan o edukacji i namyśle wobec współczesnych problemów, jak ksenofobia, agresja, niechęć, o teście na człowieczeństwo, wg mnie, na próżno. Odpowiada za to również nasz kościół, który przez lata pielęgnował prymitywizm w społeczeństwie (prymitywne chrześcijaństwo), również z obawy o własny interes oraz zachowanie niskich, dwuznacznych standardów moralnych i etycznych.
Pociesza w tym wszystkim głos abp Kupnego, oby był zapowiedzią jakiejś odwilży.
Jeśli natomiast chodzi o uchodźców, moim zdaniem, rząd ma obowiązek wywiązać się ze zobowiązań, które podjął i przyjąć zadeklarowaną liczbę osób. Musimy rozważyć i być gotowi przyjąć inne osoby, aby udzielić im pomocy. Tak, to jest test na nasze człowieczeństwo.
Serdecznie pozdrawiam,
PS. Proszę pisać. To ważne.
To może ja do „wszystkich moich sympatyków” napiszę. Może to rzeczywiście zabrzmiało jak żalenie się, ale nie to było moim zamiarem. Naprawdę nie mierzę wartości tekstu liczbą plusów czy minusów. Owszem lubię komentarze (zarówno pozytywne jak i negatywne) rzeczowe. I tych jest zdecydowana większość, ale to pewnie zasługa BM, który stanowi sito rzeczowości właśnie. Dziękuję Mag, że się odezwał, widać moja prowokacja, choć niezamierzona miała sens. Tak wiem, że jestem w mniejszości, zwłaszcza w ocenie kościoła i jego społecznej roli, wiem też że większość społeczeństw europejskich jest skutecznie ogłupiona. Potwierdzeniem dzisiejsza rozmowa w Rzepie z Przemysławem Wielgoszem, której fragment pozwolę sobie zacytować na zakończenie: „Głównym zagrożeniem nie jest rzekoma fala uchodźców, bo czegoś takiego nie było. To jest efekt zablokowania na granicy niewielkiej stróżki uchodźców, którzy od lat przemieszczali się do Europy. Efektem tego było spiętrzenie problemu na samych granicach. Gość programu uważa, że to m.in. państwa Unii Europejskiej przyczyniły się do wzrostu liczby uchodźców w ostatnich latach. – Polską przyłączyła się do imperialnej wojny USA w Iraku. To przyniosło 3 miliony uchodźców. Ta fala dotarła do Europy i trzeba zapłacić za mrzonki o imperialnej polityce mówiącej, że polskie firmy zarobią na burzeniu i odbudowywaniu Iraku”.
I ja, Panie Profesorze, z największym zainteresowaniem czytam zawsze Pańskie teksty w SO. (Przeważnie jednak nie mam nic do dodania…)
Podzielę się dzisiaj moimi doświadczeniami i obserwacjami mającymi związek ze zwiększającą się liczbą przybyszy z innych kultur w Europie zachodniej.
W Niemczech napływ ludności z innych państw ma miejsce od połowy lat 50tych. Pierwszymi przybyszami byli Włosi, potem Grecy, Hiszpanie, przybyli też Portugalczycy, Tunezyjczycy i Marokańczycy i Jugosłowianie. To byli tak zwani Gastarbeiterzy; zakładano, że pomagając zbudować Wirtschaftswunder w Niemczech, sami się dorobią i wrócą do swoich ojczyzn, by tam, dzięki zarobionym pieniądzom, wyjść z rodzimej biedy. I tak rzeczywiście w większości przypadków się stało.
Ale zapraszano coraz więcej taniej siły roboczej. W 1961 roku podpisano umowę z Turcją. I to był początek tureckiej imigracji do Niemiec, bo Turcy po upływie umowy nie wracali do swojego kraju. Po kryzysie roku 1973 zaprzestano przyjmowania Gastarbeiterów, jednak ci, którzy już byli, dostali umowy o pracę na czas nieokreślony. Między rokiem 1961 a 1973 przybyło do Niemiec prawie 900 000 Turków, Dzisiaj żyje ich w Niemczech 2,5 miliona. Piszę o tym tak dokładnie, ponieważ te fakty mają wpływ na postrzeganie przybyszów z Orientu nie tylko na Zachodzie: wiedza o następstwach imigracji z krajów muzułmańskich rozniosła się i jest, jak w Polsce, haniebnie wykorzystywana przeciwko tym, którzy naprawdę potrzebują pomocy.
Zasadniczym problemem z imigrantami z kręgu kulturowego islamu jest odmowa integracji; tego problemu nie ma w obrębie kręgu kulturowego chrześcijaństwa.
Kryzys uchodźczy 2015 roku zapowiadał się już wiele lat wcześniej; jakie są jego pośrednie i bezpośrednie przyczyny wiemy wszyscy. Po sławetnych słowach Angeli Merkel: „Wir schaffen das” do uchodźców dołączyło wielu młodych ludzi, niekoniecznie uchodzących przed wojną i śmiercią. Jak wiarygodnie mówił pewien dziennikarz, pracujący zresztą m.in. w krajach arabskich, zdawali oni sobie sprawę z tego, że uchylone drzwi niebawem się zamkną i chcieli jak najszybciej skorzystać z możliwości. Czyli w tym prawie milionie przybyłym do Europy w jesieni 2015 byli nie tylko uchodźcy wojenni.
Sama przeczytałam chyba wszystko na temat ucieczki i prób ucieczki Żydów w latach 30-40tych z Europy i jest dla mnie jasne, że jest bezwzględnym ludzkim moralnym obowiązkiem przyjmowanie uchodźców wojennych. Co jednak z tymi innymi? Tu obowiązku nie widzę.
I tu zaczyna się problem naszych czasów. Muzułmanie przybywający do Europy nie integrują się. Tworzą społeczeństwa równoległe. A wielkość tych równoległych społeczeństw rośnie. Że muzułmanie w Niemczech chcą budować meczety — nie dziwi. Jednak kiedy czytam, że turyści już nie przybywają do Kolonii, by obejrzeć katedrę kolońską, lecz by obejrzeć wielki nowy meczet koloński — to jakoś dziwno mi… Mimo, że sama nie chodzę do kościoła, przepadam za niedzielnym porankiem i odgłosem dzwonów kościelnych. Nie przyzwyczaiłabym się do wołań muezina.
A jak to było z upadkiem cesarstwa rzymskiego? Coraz więcej napływających Germanów. Czyli tu chodzi o liczby. A obecnie uchodźców i imigrantów do Europy zmierza coraz więcej i więcej. Czy pozostaje coś innego, niż przyjąć to do wiadomości?
Panie Profesorze, rzeczywiście tekst w niektórych fragmentach zabrzmiał nieco kokieteryjnie. Ja Pana teksty czytam z zainteresowaniem, z uwagą też słucham Pana wykładów i rozmów z Panem (niestety, tylko za pośrednictwem you tube), ostatnio np. o 500-leciu reformacji. Polecam Pana wypowiedzi znajomym. Naturalnie nie dorównuje Pan w popularności i w ilości lajków Terlikowskiemu, Pereirze i Międlarowi. Może dlatego, że nie jesteśmy krajem chrześcijańskim, mimo że kultywujemy pradawne chrześcijańskie obrzędy, jak doroczne obdarowywanie prezentami dzieci ubranych na biało. Tyle w temacie tym. Jeśli zaś chodzi o uchodźców. Rozumiem doskonale obawy, bo sam takie mam. Nie mam i znakomita większość Polaków nie ma żadnych doświadczeń z życia obok ludzi innej wiary, innej kultury, innego koloru skóry. Zdumiewa mnie jednak wiedza tychże Polaków na temat innych. Polacy doskonale wiedzą, że inni są brudni, nieokrzesani, głupi, roznoszą zarazki i pasożyty, gwałcą kobiety w przerwach między wysadzaniem ludzi w powietrze, są podludźmi, humanoidami, dziczyzną i dziczą stojącą pod względem kulturowym i cywilizacyjnym o wiele niżej niż Polacy – naród przodujący pod każdym względem, który Francuzów musiał nauczyć posługiwania się widelcem. Przyrodzoną cechą tych Polaków jest megalomania i nienawiść. Nienawidzą Żydów, których już nie ma i nienawidzą Syryjczyków, Arabów, czarnych, których nie ma i których na oczy nie widzieli. Tak bardzo bronią kultury europejskiej, że piorą po mordach bogu ducha winnych właścicieli knajp z kebabem i Polaka mówiącego po niemiecku. W komunizmie nienawidzili nie tylko komunistów, ale i ich przeciwieństwo – „prywaciarzy”. Nienawidzą poza tym gejów, wegetarian i kogo się tylko da.
No tak, radykalność osądów zwykle idzie w parze z ignorancją. Jest to zjawisko powszechne. W Polsce zaskakuje negatywny ładunek emocji, które wypowiadanym/wypisywanym osądom towarzyszy. Zastanawiam się czy to nasze polski kompleksy (pisał o nich ostatnio Piotr Augustyniak w „Homo Polacus”) znajdują takie osobliwe ujście czy też coś innego?