Opłakiwani synowie Europejczyków

2017-05-29.

[dropcap]N[/dropcap]ie mając pojęcia, że pani Szydło, popierana przez większość Polaków, stała się europejską oratorką w sprawie uchodźstwa, w ciągu ostatnich dni przeżyłem uchodźczy epizod.

(Do jasnej cholery przestańcie wreszcie prać mózgi „emigrantami ekonomicznymi”. Niech Szydło sama spróbuje być uchodźcą i wysłucha argumentu policji, że ucieczka od skrajnej nędzy nie jest uchodźstwem. A co jest? Opozycja w parlamencie, który nie istnieje?)

Epizod sięga koszmaru Czeczenii, o której motani propagandą Putina wciąż za mało wiemy. W późnych latach 90. przyjechała do Polski rodzina Czeczeńców: profesor języka czeczeńskiego z żoną i drobiazgiem. Rodzina urosła dziś do sześciorga dzieci, wszystkie głęboko muzułmańsko-religijne.

Jedno z nich, 21-letni student stosunków międzynarodowych na UJ, a w wolnych chwilach menadżer BB Chopin, założonego przez mego imponującego przyjaciela Jarka Chołodeckiego, o byłym prezydencie Polski mówi: świętej pamięci Lech Kaczyński. Tak samo nazywa własnego ojca, który w sile wieku umarł na raka płuc.

Był rok 2005 albo 2006. Czeczeński profesor stal się polskim celebrytą, zrobiono z nim setki wywiadów, które – jak wyznawał rodzinie– wszystkie sprowadzały jego wypowiedzi do karykatury: jak dziennikarz chciał dosunąć Putinowi, profesor wychodził na antyrosyjskiego rasistę; jak chciał obrzydzić terrorystów, profesorowi dorabiał zakrwawiona gębę. Wszystko ulepione z tych samych słów profesora.

Jasnym punktem ich polskiego uchodźstwa był jednak świętej pamięci Lech Kaczyński, który gnieżdżącej się w klitkach rodzinie podarował wygodne mieszkanie na Elektoralnej.

Na szybkich obrotach do przodu: siostra mojego bohatera po studiach dostała pracę w kancelarii Senatu RP; on sam, czeczeńsko-polsko-angielski trójjęzyczny, o przenikliwej inteligencji, entuzjazmie, pracowitości i wrażliwości wobec ludzi (emigrantom przychodzi to łatwiej), w przyszłości chciałby prowadzić w Polsce centrum, jakiś ośrodek kulturalny, dla uchodźców z całego świata.

Odprowadził mnie do pokoju, uruchomił internet, otworzył telewizję, zaparzył herbatę i zaproponował, żebym zdjął buty, bo ma dla mnie papierowe kapcie. Był wyrozumiały, gdy powiedziałem, że lubię chodzić po pokoju boso.

Pożegnaliśmy się moim słowami:– Widzę cię za 10 lat jako ministra spraw zagranicznych polskiego rządu.  Odpowiedział:– Dziękuje, idealne dla mnie zajecie.

Pani Szydło wystawiła Polskę na nową kompromitację w świecie: czyżby nie wiedziała, że 3 miliony polskich Żydów, którym Polacy stworzyli wspaniały dom (dowiadujemy się o tym w Muzeum Żydów Polskich, co do którego – o ile wiem– rząd tej pani nie ma zastrzeżeń), że wszyscy ci Żydzi, w większości wymordowani (niepolskimi rękami) – kiedyś byli uchodźcami, specjalizującymi się, według niektórych głęboko wierzących Polaków, w zabijaniu polskich dzieci dla krwi, służącej do wypieku macy?

Marian Marzyński

Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)

„My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. „It’s too long,” they said. „Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those who rebelled in the 60s. This new genera

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com