Zasadziłam palemki w Miami Beach4 min czytania

()

2017-06-11.

Od czasu do czasu okazuje się, że mamy w domu drugiego pisarza. Grażyna już miała wyrzucać ten swój dziennik z 2009 roku, gdy go przechwyciłem.

Miami Beach, Noc Noworoczna. Polish joke: szampan przez pomyłkę włożyłam do zamrażalnika, rano szkło, skorupy i skaleczony palec. Janek Popiel opowiada o małpoludach 4 miliony lat temu jak się osiedlili w dolinie Eufratu. Umarł senator Pell z Rhode Island. Ostrzeżenie dla Marysia: w tv pokazali człowieka, który wazy 1000 funtów.

MB, 2 stycznia 2009. Kupić decolorant do włosów, bo farba się nie trzyma. Café Buenos Aires, duża powierzchnia, ale jedna maszyna do kawy, długo czekamy. (Nieistotne, mówi editor Maryś). Przyjechał były student Mariana, Oren Jacoby, żeby pokazać swój film w Cinematheque. M. go przedstawi. Na razie poszli grać w golfa. M. nie ma pojęcia o golfie, uważa to za najgłupsze zajecie dla myślącego człowieka, więc tylko będzie oglądał Orena.

MB, 3 stycznia 2009. M. przeziębiony, kaszle, smarka i śpi. Wieczorem idziemy na drugi pokaz Orena: film o rzymskim cesarzu Konstantynie, który wprowadził chrześcijaństwo a z nim – antysemityzm, M. trochę rozgadał się we wstępie, ale film bardzo dobry.

MB, 6 stycznia 2009. Zasadziłam małe palmy w ogrodzie.

Na początku września 2017 ukaże się nakładem krakowskiego wydawnictwa UNIVERSITAS 500-stronicowa książka/album/komiks Mariana Marzyńskiego pod tytułem KINO-JA. ZYCIE W KADRACH FILMOWYCH. Jest to bezprecedensowa autobiografia dokumentalisty, który przy użyciu ponad 2 tysięcy klatek filmowych ze swoich filmów łączy opowieść o warsztacie filmowym z opowieścią o własnym życiu w Polsce, Danii i Stanach Zjednoczonych: dziecka uratowanego z Holokaustu, dziennikarza, reżysera filmowego i nauczyciela filmu.

MB, 11 stycznia 2009. Wycieczka do Fairchild Garden z Lindą i Josem. 600 gatunków palm z całego świata, które sprowadzał przez pól wieku bogaty pan Fairchild. Bardzo miły dzień od 11 do 4.

MB, 15 stycznia 2009. Znów zamieniamy bilety do Szwajcarii. Koszmar, każda zmiana 150 dolarów. Lecimy do Ani 14 marca. Byliśmy w kinie na „Slumdog Millionaire”, bardzo ciekawa fantazja o biednych dzieciach w Indiach, jedno z nich wygrywa wielką nagrodę w teleturnieju. Lepsza fikcja niż podrabianie prawdy. M. mówi, że dostaną Oscara. Aha, chyba dostaniemy wreszcie te polskie paszporty. M. wysłał listy z pogróżkami do konsula, a także do prezydenta RP. Czekamy już 5 lat z powodu głupiego wojewody mazowieckiego, który „zaniechuje” działania, co według M. jest przestępstwem administracyjnym. Konsul odpowiedział, że decyzja jest w drodze.(– No nic, poczekamy jeszcze – dialog z filmu Mariana „Powrót statku”).

MB, 16 stycznia 2009. Huczy o katastrofie samolotu US Air, który szczęśliwie wylądował na rzece Hudson. Prawdopodobnie ptaki wkręciły się w motory, Ja coś takiego przeżyłam kiedyś w locie do Amsterdamu, ale wróciliśmy na lotnisko. Tutaj fantastyczny pilot uratował 154 pasażerów i siebie. M. nie wierzy w katastrofy, bo piloci sami nie chcą umrzeć, chyba, że zdarzy się nawiedzony, jak ten Egipcjanin nad Atlantykiem. Pożegnanie Busha w Białym Domu, niech mu ziemia lekką będzie. Wieczorem byliśmy na argentyńskim filmie „Intimate stories”, o zwykłych ludziach w Patagonii: dziadek szuka pieska, salesman kupuje birthday cake dla dziecka, biedna kobieta wygrywa lodówkę w tv show. Jak na Florydę, bardzo zimno.

MB, 17 stycznia 2009. Kupujemy materiał obiciowy na sofę w Bostonie.

MB, 18 stycznia 2009. Jedziemy, jak co roku, na urodziny Janki Atkins do Boca Raton, Jesteśmy spóźnieni, bo M. ma piszączkę. Janka, 76, wygląda wspaniale. Głównie polscy Żydzi, ale kilka mieszanych par i jedna czysto polska: były ambasador polski w ONZ z żoną.

MB, 19 stycznia 2009. Zimno, giełda idzie w dół. Victoria chce obniżyć cenę sprzedaży naszego domu do 820,000.

MB, 20 stycznia 2009. Cały dzień oglądamy inaugurację Obamy. Bardzo wzruszające, tylko za dużo tego „God bless, America”. Zimno. Giełda dalej w dół.

MB, 21 stycznia 2009. Może trzeba będzie powtórzyć przysięgę Obamy, bo sędzia Sądu Najwyższego Roberts przekręcił słowa, które maja być powiedziane tak, jak jest w konstytucji. Zimno. Dziś w nocy mają być przymrozki. Czy przyjmą się te małe palemki, które zasadziłam?

Marian Marzyński

Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)

„My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. „It’s too long,” they said. „Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those WHO rebelled in the 60s. This new genera

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.